
Mamy bardzo dziwne czasy. Ten rok to rok, w którym zgodnie ze statutem, miał się odbyć ważny Walny Zjazd Polskiego Związku Kamieniarstwa, bowiem zjazd był kończącym kadencję dotychczasowego zarządu. To dość skomplikowana sytuacja, gdyż zarząd podejmuje decyzje, które dotyczą również spraw o dłuższej perspektywie czasowej, a nie mając normalnego umocowania, zgodnego ze statutem, trudno podejmować takie zadania.
Zarząd PZK kilkukrotnie przymierzał się do określenia terminu, jednak problemy związane o ograniczeniami związanymi z epidemią nie pozwalały na podjęcie decyzji. W końcu zadecydowano, że Zjazd odbędzie się w dniach 18-20 września 2020 r. Jak życie pokazało ,to praktycznie był jeden z ostatnich terminów, w których covidowe ograniczenia pozwoliły na spotkanie członków związku.
XXV Zjazd tym razem odbył się w Złotym Potoku niedaleko Częstochowy.
Ze względu na sprawozdawczo-wyborczy charakter spotkania pierwszą jego część spotkania poświęcono na podsumowania kończące kadencji. Sprawozdania zostały przez zgromadzonych przyjęte bez uwag.
Po sprawozdaniach z działalności przeprowadzono wybory Zarządu Związku na kolejną kadencję. Kandydatami byli członkowie dotychczasowego Zarządu, oraz dodatkowo Rafał Frankiewicz i Michał Ziołowicz. Zgodnie z nowym statutem do Zarządu wybierano 6 członków.
W wyniku tajnego głosowania do nowego Zarządu wybrani zostali:
1. Jan Łobodziec
2. Jacek Łata
3. Michał Firlej
4. Krzysztof Skolak
5. Rafał Frankiewicz
6. Michał Ziołowicz
Przewodniczącym został ponownie wybrany Krzysztof Skolak, gromadząc komplet głosów w wyborach.
Wybrano również nową komisję rewizyjną w składzie Klaudia Matusiak, Dariusz Chrzanowski i Konrad Kowalczyk. W Arbitrażu Koleżeńskim w bieżącej kadencji spory będą rozpatrywać: Kazimierz Wolski, Michał Misiaszek, Piotr Stopyra, Grzegorz Kwapisiewicz i Wojciech Popielski.
W wyborach uczestniczyło 47 członków związku, ale w zjeździe wzięli również udział zainteresowani pracami związku, ale jeszcze nie będący jego członkami. Łącznie w zjeździe wzięło udział 76 osób.
Po pierwszej części obrad uczestnicy mieli okazję zapoznać się z ofertą firmy Optolith – producenta chemii budowlanej, który omówił między innymi sposoby znakowania produktów ważnych dla wykonawców robót kamieniarskich. Uczestnicy mieli sporo, dość konkretnych, pytań do prowadzącego prelekcję. W drugiej prezentacji firma Mini Żurawie Paweł Michalczewski zaprezentowała możliwości mini żurawi japońskiej firmy Maeda, których jest przedstawicielem w Polsce. Firma prowadzi sprzedaż i wynajem tych urządzeń – istnieje możliwość wynajmu potrzebnego urządzenia wraz z operatorem. Te urządzenia umożliwiają pracę w bardzo trudnych i nietypowych warunkach. Przykładowo dźwig gąsienicowy ma szerokość zaledwie 75 cm, więc może przejechać przez standardowy otwór drzwiowy.
Po prelekcjach w sali wszyscy przenieśli się na zewnątrz, gdzie obie firmy prezentowały swoje produkty w praktyce. Dzień zakończyła uroczysta kolacja.
W drugim dniu zjazdu uczestnicy mieli okazję odwiedzić Częstochowę. Tę część zjazdu zorganizowała i zaplanowała Firma Wolski. Zwiedzanie rozpoczęło się od Alei Najświętszej Maryi Panny, gdzie Firma Wolski wykonywała nawierzchnie. Oprowadzający uczestników Kazimierz Wolski opowiadał o niuansach ogromnej i trudnej realizacji. Potem uczestnicy zwiedzali z przewodnikiem Jasną Górę, w tym tereny klasztorne. Dla chętnych była też możliwość wzięcia udziału w mszy świętej. Po powrocie do hotelu sporo uczestników skorzystało z możliwości relaksu w SPA i hotelowym basenie.
Z przebiegu całego zjazdu należy uznać, że członkowie związku akceptują kierunki jego działania, wytyczane przez zarząd i kolejne zjazdy.
Mamy też nadzieję, że epidemia w końcu zaniknie i wrócą inne, wypracowane w ubiegłych latach, możliwości spotkań branżowych – kongresy i ogniska. Spotkania branżowe to nie tylko możliwość wymiany doświadczeń i zdobycia dodatkowej wiedzy – to także odrobina czasu na wypoczynek, o który tak trudno w codziennej gonitwie.

Mogę się założyć, że wielu z was podczas zakupów spożywczych wybiera jajka z oznakowaniem „0” lub „1”, czyli od kur z wolnego wybiegu, albo jak niektórzy mówią „od szczęśliwych kur”.
Różne są motywacje takich decyzji. Od poglądu, że te od „szczęśliwych kur” są zdrowsze, przez pogląd, że są smaczniejsze, po opinie, że trzeba promować szacunek dla zwierząt i ich dobrostan, jak mówią obrońcy zwierząt. W praktyce kamieniarskiej też można by zakłady znakować jak jajka.
Są takie, w których klienci narzucają takie czy inne – zwykle średnio udane – rozwiązania. Zamawiający rzeźbę oczekują aniołka jak z obrazka w katechizmie dla dzieci albo kolejnego pomnika Jana Pawła II – oczywiście na podstawie tej samej fotografii. To przykład kamieniarstwa z „chowu klatkowego”, gdzie setki zakładów ulegają naciskom i robią to, co im los i klienci przynieśli. A ponieważ, podobnie jak w przypadku jajek, tych jest najwięcej, to trwa również walka cenowa. I tak po mocno zaniżonej cenie powstaje standardowa łazienka bez polotu, kolejny aniołek czy pomnik robiony byle jak, byle szybko, bo inaczej cena nie pokryje kosztów pracy.
Są takie zakłady, które usiłują w otrzymanych zamówieniach zawrzeć nieco kunsztu i nadać głębszy sens własnej pracy, czyli wyjść z klatek i działać jak kury w chowie ściółkowym.
To jednak tylko próby ratowania honoru rzemieślnika – cena nadal musi konkurować z ofertami z zakładów pracujących w systemie „klatkowym”. W rezultacie praca nie daje satysfakcji i nie przynosi oczekiwanych zysków.
Na dodatek, robota w tym systemie z każdym rokiem działalności coraz bardziej zmierza w kierunku obniżania jakości, bo w końcu żyć trzeba, a to jedyny sposób na „podgonienie roboty” i osiągnięcie jakichś w miarę przyzwoitych dochodów.
Nadchodzi, jak u niosek, okres znużenia i poczucia beznadziejności działalności. Tylko z błyskiem w oku przeglądają – jak miłośnik motoryzacji nowe ferrari – zdjęcia z bajkowych realizacji czy nowatorskie dzieła sztuki rzeźbiarskiej.
W przypadku kur historia jest raczej krótka. Jak twierdzą fachowcy, jeszcze w drugim roku trzymanie kury nioski jest opłacalne – potem zwykle trafia pod nóż i kończy karierę jako chickenburger.
W przypadku zakładów historia trwa dużo dłużej. Z upływem lat jej właściciele i pracownicy są coraz bardziej znużeni i zgorzkniali, a otoczenie odbiera ich jako starych ludzi czekających na emeryturę.
Zupełnie inaczej wygląda działalność zakładów „z wolnego wybiegu”. Doświadczony szef zaraża tworzeniem kamieniarskich dzieł pracowników. Zwykle zarówno sam szef, jak i personel firmy potrafią pracować dużo intensywniej i dłużej, a satysfakcja ze zrealizowanych prac popycha do realizowania różnych pasji – również w czasie wypoczynku.
Zmęczeni pracą i aktywnym wypoczynkiem znajdują jeszcze wieczorem czas na obejrzenie w Internecie jakichś „kamieniarskich ferrari”. Ale nie ot tak, dla zabicia czasu, tylko w poszukiwaniu inspiracji.
Na dodatek takie zakłady nie muszą konkurować ceną, więc zarobki zwykle pozwalają na dobry wypoczynek i godne życie.
I tu zauważyłem bardziej ogólną zależność. Wiek ma małe znaczenie. Liczy się w życiu ta iskra działania, która powoduje, że młodość trwa. Pewnie – wieczorem łupie w krzyżu, a rano w kolanie, ale czekamy na kolejny dzień, kolejne zlecenie i jako „kamieniarskie nioski z wolnego wybiegu”, pełni szczęścia, będziemy długie lata aktywni w pracy i podczas wypoczynku.

Powszechnie wiadomo, że natura tworzy wyjątkowe rzeczy i aranżuje wyjątkowe miejsca. Małe miasteczko Hyden w Zachodniej Australii słynie na przykład z naturalnej formacji skalnej mającej kształt załamującej się fali oceanicznej.
To północna strona samotnego wzgórza Hyden Rock będącego granitowym ostańcem trzy kilometry na wschód od Hyden. Kształt tłumaczy nadaną jej nazwę: Wave Rock (kamienna fala). Wave Rock ma wysokość 14 m i długość około 110 m. Powstanie formacji datowane jest na 2,6 mld lat temu.
Poza efektownym wyglądem Wave Rock jest także ciekawym geomorfologicznym przykładem powstania tzw. rozkloszowanego zbocza. To pojęcie opisywane jest jako wklęsła od góry lub do wewnątrz powierzchnia skały macierzystej, która zwykle występuje wokół podstawy ostańców i głazów granitowych.
Otwarte zbocza, takie jak Wave Rock, są szczególnie dobrze rozwinięte w granitowych formacjach na terenie Australii Zachodniej i Australii Południowej. Uważa się, że otwarte zbocza powstały w wyniku skoncentrowanego wietrzenia chemicznego wokół podstawy ostańca wywołanego przez wody gruntowe.
Wave Rock wraz z całym Hyden Rock należą do 160-hektarowego rezerwatu przyrody Hyden Wildlife Park. Rezerwat odwiedza rocznie ponad 100 tysięcy turystów. A od 2006 roku Wave Rock jest miejscem odbywania się festiwalu muzycznego Wave Rock Weekender.
Ostaniec to fragment wzgórza lub pozostałość większego masywu skalnego, który powstał w wyniku procesów wietrzenia i erozji. Zwykle występuje jako wyizolowana forma terenu, często o stromych zboczach. Klasycznym przykładem ostańca jest Maczuga Herkulesa na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Warto zaznaczyć, że w języku polskim rozróżnia się ostańce i twardziele. Różnią się tym, że twardziele powstały ze względu na różnicę odporności na wietrzenie i erozję w pierwotnym masywie. Ostańce wyizolowały się z innych przyczyn, gdyż materiał tworzący ostańce był jednorodny i nie wykazywał różnic w odporności na wietrzenie lub erozję. Innymi przyczynami były przypadkowe okoliczności, jak uskoki tektoniczne lub jednostronne działanie sił zewnętrznych.

Przegrać walkę, ale wygrać wojnę – tak mogę podsumować to, co wydarzyło się w sierpniu 2019 roku na kopalni w RPA w Brits. Ale zanim do tego przejdę, muszę wrócić do roku 2013. Kamieniołom był w budowie (w sumie jak zawsze, bo jak mawia Zenon „kopalnia to żywy organizm”). W RPA, jak opisywałem wcześniej, rozbieramy góry, a co za tym idzie, obszar pod eksploatację górniczą jest spory. W tej chwili rozbieramy równolegle trzy góry, ale ogólnie licząc jest to już trzecie, czwarte i piąte miejsce eksploatacji.
W roku 2013 byliśmy w miejscu numer dwa, tzw. „hole”. Miesięcznie potrafiliśmy przerzucić ponad 2000 m3 materiału, ale produkcja nie szła na odpowiednim poziomie. Ba! Im głębiej szliśmy w monolit, tym bardziej efektywność spadała. Trzeba było podjąć radykalną decyzję, która wiązała się z przeniesieniem w nowe miejsce, tzw. „Monkey Mountain”.
Aby to zrobić, musieliśmy zapewnić dostawy energii elektrycznej do kopalni z Eskom. Eskom to nazwa państwowego giganta dostarczającego energię elektryczną do firm i do odbiorców prywatnych. Różnymi kanałami próbowaliśmy załatwić pozwolenie na podłączenie do sieci, ale zwykle kończyło się to szybciej, niż zaczęło. Złotouści Burowie – biali Afrykanerzy, Afrykańczycy będący potomkami osadników z XVII i XVIII wieku – obiecywali wszystko, ale od 2011 do początku 2014 roku pracowaliśmy, wykorzystując spalinowe sprężarki powietrza. Natomiast obok nas pracowała i funkcjonowała kopalnia Marabu – jedna z kopalni Merlina (działająca do 2017 roku). Jeden ze wspólników Merlina, w sumie partner BEE* , miał spore przełożenie na sprawy urzędowe i w sumie na wszystko, co było związane z sektorem górniczym, bo jego brat pracował w departamencie górnictwa.
Jak mawia Zenon: „sąsiedzi są po to, żeby sobie pomagać”. Więc postanowił się z nim umówić na spotkanie, doskonale zdając sobie sprawę, że uzyskanie pomocy zależy włącznie od dobrej woli rozmówcy.
Spotkanie trwało parę minut i skończyło się krótką frazą, która tkwi mi w głowie do dzisiaj: „wrong skin, my friend, wrong skin”. Był to pierwszy moment w RPA, który dał mi mocno do myślenia. To, że Burom nie można ufać, wiedziałem wcześniej. Ale że czarni są tak wrogo nastawieni do białych – zwłaszcza przyjezdnych – nie zdawałem sobie sprawy! Po tej historii musieliśmy przewartościować wiele rzeczy, zaczynając od tego, że wymieniliśmy kolejnego managera, aż po wejście w nowe miejsce eksploatacji.
Przełomem był rok 2014 i pojawienie się na kopalni Ebena. Typowy Bur z przeszłością w milicji za czasów apartheidu, po szkole górniczej w Pretorii. Chłopak po 40-stce, ale wiedział, jak pracować z czarnymi i nie dał sobie w kaszę dmuchać. Choć nie zawsze pochwalałem jego zachowania wobec czarnych, to czas jednak pewne rzeczy zweryfikował.
Historię pracy Ebena w naszej kopalni zostawię na później, ale teraz tylko wspomnę pewne fakty. W 2014 roku, dzięki jego kontaktom z Eskomem udało się doprowadzić energię elektryczną na naszą kopalnię Crystal Black Granite, wejść w nowe miejsce na „Monkey Mountain”, zwiększyć produkcję. Jednak największą jego zaletą było podejście do rozmów z czarnymi i z ludźmi z „community”. Parę lat później będę wdzięczny za te lekcje.
Obok każdej kopalni w bliższej lub dalszej odległości jest „location” zamieszkane przez czarnych. Nasza kopalnia nie jest wyjątkiem – obok jest Oukasie. Miejsce zapalnik. Mamy rok 2019 i wiele się zmieniło w relacjach między mną a czarnymi. Na kopalni nie ma już Ebena, odszedł od nas w kwietniu 2018 roku. Od tego momentu sami postanowiliśmy zajmować się eksploatacją, nie licząc już na rekrutowanych na miejscu managerów. Staramy się latać do RPA w trójkę – ja, Zenon i Mietek – planując pobyty tak, by nie zostawiać kopalni bez nadzoru na dłużej niż 10 dni. To pozwala nam prowadzić kopalnię zgodnie z naszą wizją.
Jest sierpień roku 2019. Okres bardzo wietrzny, zwiastujący niedługie nadejście wiosny. Pojechaliśmy z Zenonem do domu na lunch. W międzyczasie dzwoni Thys – Bur odpowiedzialny za eksploatację na jednej z gór. Bardzo zdenerwowany mówi, że ochrona zaczęła strzelać do czarnych z Oukasie. Zaniemówiłem przestraszony. W końcu wydusiłem z siebie pytanie: „Czy komuś coś się stało?” Dzięki Bogu zaprzeczył. Ale jest większy problem: kopalnia jest sparaliżowana, bo przedstawiciele z Oukasie zagrozili ludziom, że jeżeli wrócą do pracy, to spalą ich domy, zgwałcą ich żony, a dzieci pozabijają. Zmroziło nas. Ocknęliśmy się po chwili, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na kopalnię.
To, co zastaliśmy na miejscu, zszokowało nas. Nasi ludzie byli dosłownie zakładnikami. Czarnych z Oukasie było około trzydziestu, bojowo nastawionych. W powietrzu czuć było napięcie i dosłownie wszystko mogło się wydarzyć. Trzeba było działać szybko. Kazałem natychmiast sprowadzić ochronę i po prostu nieproszone towarzystwo przegonić – jakim prawem, bez mojej zgody, ktoś wchodzi na mój teren, grozi mi i moim ludziom i do tego czuje się bezkarny. Prawdę mówiąc, nie było z kim rozmawiać, bo jeden przez drugiego krzyczeli i byli bardzo agresywni. Rudi – drugi Bur, w firmie od początku jej istnienia – powiedział do mnie tylko: „Jacek, kiedy z nimi rozmawiasz, to nie pozwól, żeby cię okrążyli, bo jeżeli którykolwiek z nich ma nóż, może cię dźgnąć”. W myślach mówię sobie: „Co ja tu, k…, robię?! Czy to wszystko jest warte życia mojego i Zenona?” Kolejna myśl: „Na analizowanie przyjdzie czas później – teraz jestem tu i trzeba rozwiązać ten problem. Tu i teraz!”
W międzyczasie przyjechała ochrona z długą ostrą bronią, w kominiarkach i z psami na łańcuchach. To psy szkolone – w akcji żadna smycz ich nie zatrzyma, muszą być prowadzane na łańcuchu. Ochrona przyjechała dwoma autami – 6 białych i 2 psy, pokaz siły, który dał mi trochę czasu na podjęcie decyzji i zapewnienie jakiegokolwiek bezpieczeństwa w tej chorej sytuacji.
Zapytacie pewnie, czego oni w ogóle od nas chcieli? Oczekiwanie, jakie przedstawili było wręcz głupie: zwolnić 20 osób – połowę obecnej załogi – i na ich miejsce zatrudnić ludzi z Oukasie. Prawo pracowników w RPA jest bardzo skomplikowane, stoi zdecydowanie po stronie pracownika i raczej kiepsko chroni pracodawcę. Dotychczas mieliśmy już około 10 spraw założonych przez byłych pracowników, a wygraliśmy tylko jedną. Najczęściej kończyło się na tym, że trzeba było albo z powrotem go zatrudnić, albo wypłacić odprawę za 5 miesięcy. I teraz mam przed sobą gromadę terrorystów, którzy chcą, abym zwolnił 20 moich pracowników. Na jakiej podstawie? Jeśli ich zwolnię, to za dwa tygodnie będę miał sądowy nakaz ponownego zatrudnienia. I zamiast obecnych 40 pracowników będę miał 60 zatrudnionych osób. Jak mam to wytłumaczyć ludziom, którzy trzymają mnie i moich ludzi jak zakładników?
Poprosiłem białych pracowników o wezwanie policji mając nadzieję na ukaranie atakujących lub chociaż pomoc w usunięciu ich z naszego terenu. Po dłuższej chwili przyjechało 3 policjantów, oczywiście czarnych: jedna kobieta i dwóch mężczyzn. To był kolejny przykład, jak działa skorumpowana policja i jakie jest podejście do białych w RPA.
Zacząłem tłumaczyć policji, co zaszło. Wysłuchali mnie, po czym wysłuchali opowieści tych terrorystów. Ku mojemu zaskoczeniu policjanci przestali rozmawiać w języku angielskim i przeszli na afrykanerski. Zaczęli sobie żartować z moimi oprawcami. Po dłuższej chwili zapytałem, czy ja przypadkiem im nie przeszkadzam, a skoro nie, to jakie rozwiązanie tej sytuacji widzi policja. Usłyszałem odpowiedź, po której ręce mi opadły: ich zdaniem ludzie z Oukasie przyszli tu pokojowo manifestować. Zirytowany zapytałem, czy pokojowa manifestacja to grożenie spaleniem maszyn w kopalni oraz grożenie spaleniem domów pracowników i pozabijania im dzieci. W odpowiedzi usłyszałem tylko, że to nie ich problem – jesteśmy sąsiadami i musimy się z nimi dogadać. Po czym, nie wyciągając żadnych konsekwencji wobec agresorów, stwierdzili, że nie mają czasu i odjechali.

Zostaliśmy z problemem sami. Spełnienie głupich oczekiwań nie wchodziło w grę, ale musieliśmy się w jakiś sposób dogadać. Zaproponowałem, żeby wyznaczyli dwóch, trzech przedstawicieli. Po paru godzinach negocjacji ustaliliśmy, że do końca roku przyjmę na szkolenie 5 studentów, aby wyrobili sobie papiery i pozwolenia na operatorów wiertnic i lin do cięcia.
Następnego dnia przyjechaliśmy rano na kopalnię. Widzę, że pracownicy boją się rozpocząć pracę i pokazują mi w kierunku Oukasie. Na szczycie gór siedzą ludzie i nas obserwują. Dzwonimy do tych przedstawicieli. Odpowiedzieli, że najprawdopodobniej nie wszyscy wiedzą, że się wczoraj dogadaliśmy i że zaraz to zostanie załatwione. To nie przekonało moich pracowników – póki ludzie obserwujący kamieniołom ze szczytów nie znikną, nikt nie pójdzie do pracy. Niewiele myśląc wsiadłem do auta i pojechałem na szczyt „Monkey Mountain”. Po chwili dojechał do mnie Thys i Kally z ochrony, który dał mi do ręki rewolwer, mówiąc, że jeśli którykolwiek ruszy w moją stronę, mam strzelać bez zastanowienia. Po krótkiej wymianie zdań, niezbyt miłych dla obydwu stron, zobaczyłem kątem oka, że moi ludzie ruszyli do pracy, maszyny wyjechały spod biura i wszystko wróciło do normy. Po kilku chwilach obserwatorzy z Oukasie zeszli ze szczytów i praca na kamieniołomie wróciła do normalności.
Czego mnie nauczyła ta historia? Na pewno pokazała, że w takich sytuacja nie można pękać i wobec czarnych nie wolno się cofnąć nawet o krok, bo mogą to szybko wykorzystać. No i chyba najważniejsza rzecz: nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka może się wydawać nie do rozwiązania. TIA!
* Black Economic Empowerment partner to konieczny w sektorze wydobywczym „wspólnik”, który musi być kolorowym obywatelem RPA i musi posiadać minimum 25% udziałów firmy. BEE to program, który ma służyć wyrównaniu szans ekonomicznych czarnej społeczności – genialny w założeniach, ale łatwy do zmanipulowania. (czytaj: Kurier Kamieniarski nr 3/2020).

Od 1. października 2020 roku przedsiębiorcy, którzy są podatnikami VAT zamiast deklaracji VAT oraz JPK będą składać jeden nowy plik JPK_VAT, co wydawałoby się uprości rozliczenia z organem podatkowym. Jednak wraz z prowadzeniem nowego JPK ustawodawca wprowadził obowiązek oznaczania wybranych grup towarów i usług (GTU). Tym samym już nie tylko na księgowych, ale również na przedsiębiorców został nałożony obowiązek analizowania i oznaczania wybranych transakcji kodami GTU.
Oznaczania wymagać będą wybrane przez ustawodawcę (najbardziej newralgiczne) obszary obrotu gospodarczego, dzięki czemu fiskus zyska możliwość bardziej wnikliwej analizy tych transakcji.
Oznaczenia GTU dotyczą sprzedaży:
a) napojów alkoholowych (alkoholu etylowego, piwa, wina, napojów fermentowanych i wyrobów pośrednich) – oznaczenie „01”;
b) paliw silnikowych (przy wewnątrz-wspólnotowym nabyciu, których obowiązuje zasada płatności podatku należnego bezpośrednio do urzędu skarbowego) – oznaczenie „02”;
c) oleju opałowego oraz olejów smarowych – oznaczenie „03”;
d) wyrobów tytoniowych, suszu tytoniowego, płynu do papierosów elektronicznych i wyrobów nowatorskich, w rozumieniu przepisów o podatku akcyzowym – oznaczenie „04”;
e) odpadów – oznaczenie „05”;
f) urządzeń elektronicznych oraz części i materiałów do nich – oznaczenie „06”;
g) pojazdów oraz części samochodowych – oznaczenie „07”;
h) metali szlachetnych oraz nieszlachetnych – oznaczenie „08”;
i) leków oraz wyrobów medycznych – produktów leczniczych, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, objętych obowiązkiem zgłoszenia na podstawie Prawa farmaceutycznego – oznaczenie „09”;
j) budynków, budowli i gruntów – oznaczenie „10”;
k) usług w zakresie przenoszenia uprawnień do emisji gazów cieplarnianych – oznaczenie „11”;
l) usług o charakterze niematerialnym, tj. usług doradczych, księgowych, prawnych, zarządczych, szkoleniowych, marketingowych, firm centralnych (head offices), reklamowych, badania rynku i opinii publicznej oraz w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych – oznaczenie „12”;
m) usług transportowych i gospodarki magazynowej – oznaczenie „13”.
Oznaczeniu podlegają zarówno faktury dla firm krajowych, jak i zagranicznych, a także dla osób fizycznych, w tym również faktury do paragonów, ale nie oznacza się paragonów. Nie ma znaczenia również, czy przedmiotem sprzedaży są towary nowe czy używane, ani też czy mamy do czynienia z refakturą. Nie należy jednak oznaczać symbolem GTU towarów i usług, które mają charakter pomocniczy dla świadczenia głównego.
Przykład
Części samochodowe są objęte obowiązkiem oznaczania GTU_07, ale usługi mechaniki samochodowej nie. Jeśli zatem mechanik samochodowy wystawi fakturę za usługę, do której wykorzystał części, choćby wymienił te części na fakturze obok usługi – takiej faktury nie należy oznaczać symbolem GTU, ponieważ przedmiotem dostawy jest usługa naprawy pojazdu, a dostawa części jest jedynie elementem pomocniczym.
To jednak nie wszystko…
Poza obowiązkiem raportowania w nowym JPK_VAT wskazanych grup towarów i usług (GTU), podatnicy zostali również zobowiązani do oznaczania niektórych transakcji. Oznaczanie procedur poza fakturami sprzedaży może dotyczyć również faktur zakupu. Chodzi tu m.in. o oznaczanie transakcji objętych obowiązkowym mechanizmem podzielonej płatności, sprzedaży wysyłkowej z terytorium kraju, faktur wystawianych do paragonów, transakcji pomiędzy podmiotami powiązanymi i inne.
Wprawdzie zmianie nie uległy przepisy dotyczące sposobu wystawiania faktur, ale wskazane zmiany będą wymagać ścisłej współpracy przedsiębiorców (podatników VAT) z księgowymi, ponieważ ci drudzy na podstawie wystawianych faktur w wielu przypadkach nie będą potrafili precyzyjnie określić, czy dana transakcja wymaga któregoś z w/w oznaczeń. Bardzo często podatnicy wystawiając faktury posługują się skrótami myślowymi, używają sformułowań „zgodnie z umową”, itp. Natomiast zastosowanie niewłaściwego oznaczenia lub niesporządzenie stosownej korekty w określonym terminie może skutkować nałożeniem na podatnika kary administracyjnej w wysokości 500 zł lub wyższej.
Dlatego tak ważne jest, aby każdy przedsiębiorca uświadomił sobie, że bez jego zaangażowania rzetelne realizowanie tego obowiązku może być utrudnione.