Ludzie i miejsca

Masuda-no-Iwafune – zagadkowy kamienny kolos

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 27 maja 2025 00:00

Masuda-no-Iwafune

W japońskiej prefekturze Nara, na wzgórzach w pobliżu miejscowości Asuka, znajduje się jeden z najbardziej zagadkowych megalitycznych obiektów Japonii – Masuda-no-Iwafune, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Kamienny Statek z Masudy”.

Mimo że od jego powstania minęło prawdopodobnie ponad 1400 lat, wciąż nie wiadomo, jaki był cel obróbki tego potężnego bloku skalnego ani dlaczego prace nad nim zostały nagle przerwane.

Z kamieniarskiego punktu widzenia uwagę zwracają starannie wyprowadzone powierzchnie boczne oraz regularne, geometryczne wgłębienia w górnej części bloku. Na szczególną uwagę zasługuje też technika obróbki – mimo braku dostępu do nowoczesnych narzędzi, powierzchnie skały wykazują dużą precyzję i powtarzalność śladów cięcia, co budzi pytania o stosowane wówczas narzędzia i metody.

Obiekt powstał najprawdopodobniej w okresie Asuka (538–710 n.e.), który w japońskiej historii był czasem dynamicznych zmian politycznych i kulturowych. To właśnie wtedy nastąpiła intensywna adaptacja chińskich wpływów kulturowych oraz rozwój buddyzmu w Japonii. Z tego okresu pochodzi wiele zaawansowanych technicznie budowli kamiennych i grobowców.

Monolit Masuda-no-Iwafune jest masywnym blokiem skalnym o długości około 11 metrów, szerokości 8 metrów i wysokości 4,7 metra. Jego masa jest szacowana na ponad 800 ton. Kamień ten został niemal całkowicie oddzielony od podłoża, co wskazuje na zaawansowaną znajomość technik obróbki już na wczesnym etapie prac.

Obiekt wykonano z lokalnie występującej odmiany granitoidu, twardej skały magmowej przypominającej granit. Zatem twardość kamienia nie była przeszkodą dla starożytnych japońskich mistrzów kamieniarstwa.

Najbardziej intrygującą cechą Masuda-no-Iwafune jest płaska, starannie obrobiona górna powierzchnia z dwoma kwadratowymi otworami o boku około jednego metra. Ich przeznaczenie pozostaje nieznane, choć istnieją różne teorie – od funkcji technicznej związanej z dalszą obróbką lub transportem po znaczenie rytualne.

Wokół tego obiektu narosło wiele hipotez. Niektóre z nich wskazują, że mógł być częścią niezrealizowanej konstrukcji sakralnej lub grobowca z okresu Kofun. Inni badacze sugerują, że miał służyć jako prymitywne obserwatorium astronomiczne, związane z kalendarzem księżycowym.

Masuda-no-Iwafune pozostaje jednym z najbardziej zagadkowych śladów działalności kamieniarskiej sprzed wieków. Wykazuje jednocześnie wyraźne granice możliwości technicznych swojej epoki.

Do dziś inspiruje zarówno badaczy, jak i pasjonatów historii techniki. Przypomina też, że nawet zaawansowana wiedza i technologia czasów historycznych, a także tania siła robocza i inne podejście do kalkulowania czasu pracy, nie zawsze były wystarczające do realizacji ambitnych projektów.

Masuda-no-Iwafune

Źródło zdjęć: wikimedia.org 

przeczytaj cały artykuł

Grota Fingala

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: niedziela, 15 września 2024 17:16

131_46_1.jpg

Grota Fingala (ang. Fingal’s Cave) to fascynująca morska jaskinia położona na niezamieszkanej wyspie Staffa, będącej częścią archipelagu Hebrydów Wewnętrznych w Szkocji. Jest to jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na świecie, znane ze swoich charakterystycznych bazaltowych kolumn o sześciokątnej strukturze, które powstały w wyniku szybkiego schłodzenia gorącej lawy.

Historia i odkrycie
Grota została odkryta w 1772 roku przez XVIII-wiecznego naturalistę Josepha Banksa. Nazwa pochodzi od bohatera epickiego poematu „Pieśni Osjana” autorstwa szkockiego poety Jamesa Macphersona. W języku gaelickim grota nazywa się Uamh-Binn, co oznacza „grota melodii” – nazwa ta odnosi się do niezwykłych właściwości akustycznych jaskini, gdzie odgłosy fal morskich tworzą unikalne echo.

Struktura i formacja
Ściany groty uformowane są przez sześciokątne kolumny bazaltowe, podobne do tych, które można znaleźć na Grobli Olbrzyma w Irlandii Północnej. Wygląd ten jest wynikiem nagłego ochłodzenia powierzchni gorącej lawy, co spowodowało jej pękanie według heksagonalnego wzoru.

131_47_2.jpg

Znaczenie kulturalne
Grota Fingala zainspirowała wielu artystów i pisarzy. W 1829 roku odwiedził ją kompozytor Felix Mendelssohn, który napisał uwerturę „Hebrydy” (znaną również jako „Uwertura Groty Fingala”).
Jaskinia wzbudziła zainteresowanie XIX-wiecznego pisarza Juliusza Verne’a, poetów Williama Wordswortha, Johna Keatsa i Alfreda Tennysona, a także malarza Williama Turnera, który w 1832 namalował obraz „Staffa, Grota Fingala”. Dramatopisarz August Strindberg umieścił scenę ze swojej „A Dream Play” w miejscu nazwanym „Fingal’s Grotto”. Szkocki powieściopisarz Walter Scott opisał Grotę Fingala jako „jedno z najbardziej nadzwyczajnych miejsc, które kiedykolwiek odwiedziłem”. Również królowa Wiktoria zwiedziła to miejsce.

Turystyka
Dziś Grota Fingala jest popularnym celem turystycznym. Turyści mogą dotrzeć na wyspę Staffa krótkim rejsem, a następnie wejść do groty wąską ścieżką prowadzącą powyżej poziomu wody. Wymiary groty różnią się w zależności od źródła, ale zazwyczaj podaje się, że ma ona około 69 metrów głębokości i 20 metrów wysokości.
Grota Fingala to miejsce, które zachwyca swoją naturalną urodą i bogatą historią, stanowiąc jedno z najbardziej niezwykłych miejsc do odwiedzenia w Szkocji. Jest też przykładem, jakie piękno może tworzyć naturalny kamień.

131_47_3.jpg

przeczytaj cały artykuł

Kamienny kościół pamięci Uchimury Kanzō

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: czwartek, 16 maja 2024 10:54

kk129_42_1.jpg

W miejscowości Karuizawa (Japonia, prefektura Nagano) w 1988 roku na zlecenie niekonwencjonalnej sekty powstał kościół pamięci Uchimury Kanzō – założyciela tejże sekty. Obiekt zaprojektował amerykański architekt Kendrick Bangs Kellogg, jeden z pierwszych twórców architektury organicznej połowy XX wieku.

Miejscowość Karuizawa jest bardzo popularnym kurortem w Japonii. Kaplica położona jest na terenie silnie zalesionym i stara się wkomponować w krajobraz, pozostając niżej niż otaczające drzewa. Aby zrozumieć zaproponowane przez architekta rozwiązania, trzeba wiedzieć, kim był Uchimara Kanzō.
Uchimura Kanzō był japońskim ewangelistą chrześcijańskim, który w 1901 roku założył Ruch Chrześcijaństwo bez Kościoła promujący filozofię, że religia nie powinna być zorientowana na budowanie – zgodnie z zasadą: kościół jest tam, gdzie się modlisz. Zafascynowany tą ideologią Kellogg zaprojektował Kamienny Kościół tak, aby odzwierciedlał filozofię tego ruchu. Miała to być konstrukcja wykonana przez człowieka, która płynnie integruje się z otaczającą ją zieloną naturą. Integrację miały dopełniać dwa materiały: kamień i szkło – reprezentujące odpowiednio mężczyznę i kobietę.

Sama kaplica nie jest zaprojektowana jako samodzielna konstrukcja, ale jako część liniowej podróży po obiekcie, rozpoczynającej się od szlaku wychodzącego z ronda przed kościołem, prowadzącego przez kaplicę i wychodzącego z tyłu obiektu. Do budowy fundamentów, które są widoczne z zewnątrz i wewnątrz, wykorzystano lokalny kamień, który podtrzymuje szereg ukośnych betonowych pierścieni. Promień tych łuków stopniowo rośnie, by ostatecznie utworzyć salę kaplicy. Pomiędzy łukami znajdują się szklane świetliki, które rozpraszają naturalne światło przez cały dzień. Wnętrze, naznaczone kamieniem, betonem, roślinnością i naturalnym światłem, sprawia wrażenie starożytnej duchowej przestrzeni. Niestandardowe drewniane elementy wyposażenia podkreślają kamienno-betonowe wnętrze, a specjalnie zaprojektowane drzwi i ławki dodają sanktuarium odrobiny ciepła.

W tylnej części kaplicy znajduje się długa szklana ściana, w której odbija się konstrukcja i zieleń. Pomimo swojej nazwy Kamienny Kościół nie jest tak naprawdę kościołem. Składa się ze świeckiej kaplicy z salą pamięci ku czci Uchimury Kanzō. Jest to jednak – według koncepcji projektanta – boska przestrzeń, zatem nic dziwnego, że obiekt stał się popularnym miejscem ślubów.

Jak napisał w swojej książce „Stone” William Hall: „Nauki Uchimury promowały poczucie wolności w naturze – ta koncepcja stała się inspiracją dla tego kościoła. Obiekt lekceważy wiele konwencji kościelnych. Brakuje transeptu lub jakiegokolwiek typu krzyża oraz krzywizn nawy. Organiczny plan piętra, liście, skały, kanał wodny i żebrowane świetliki spiskują, aby umieścić zwolenników w miejscu architektonicznym nasyconym sformalizowaną »naturą«. A nic nie jest tu, w tym na wskroś nowoczesnym budynku, bardziej naturalne niż kamień”.

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Włodzimierzem Ratajczakiem

Autor: b.kiewra   |   Data publikacji: niedziela, 24 grudnia 2023 01:00

W branży kamieniarskiej działam już bardzo długo. Pamiętam dokładnie, jak to się wszystko zaczęło. 6 kwietnia 1978 roku zatrudniono mnie w Bolesławieckich Zakładach Kamienia Budowlanego, oddział montażowy w Poznaniu.

Wszystkie oddziały związane z kamieniem były zrzeszone w krakowskim Kombinacie Budowlanym Kambud. To był przypadek – mój kolega został kierownikiem tego zakładu i zaproponował mi pracę. Wcześniej, po ukończeniu technikum budowlanego, dwa lata pracowałem w Poznańskim Przedsiębiorstwie Budownictwa Przemysłowego nr 2, gdzie zajmowałem się przygotowaniem produkcji. Z tematami budowlanymi miałem sporo do czynienia, dlatego szybko zaadaptowałem się do nowej pracy, gdzie potrzebny był ktoś, kto poradzi sobie z obiegiem dokumentów i jednocześnie poprowadzi roboty montażowe.

W firmie Kambud pracowałem 8 lat i zrealizowałem 183 budowy. To było spore doświadczenie! Kiedy ogólne warunki w kraju zaczęły się zmieniać, w 1986 roku powołałem do życia swoją własną firmę – WRIMAR. Zajmowałem się przede wszystkim montażami kamienia. Miałem też mały zakład obróbczy. Były to czasy, kiedy płyty kamienne były praktycznie niedostępne, a pozyskanie brył było nie lada wyzwaniem.
Mimo trudności zawsze znalazłem jakieś rozwiązanie. Zlecenia napływały, więc można było działać.
Co ciekawe, wcale nie musiałem zaczynać od małych zleceń. Wcześniejsze kontakty pozwoliły mi od początku realizować duże projekty. Zwracały się do mnie firmy z okolic Międzyzdrojów, Szczecina czy Gorzowa. Od razu zlecały mi duże roboty kamieniarskie, bo znali mnie właśnie z pracy w Kambudzie. To były przede wszystkim ośrodki wypoczynkowe, budynki urzędów pocztowych, banki itp. Mniejsze zlecenia stanowiły w tamtym czasie problem.

Do pracy z klientem indywidualnym trzeba mieć zupełnie inny system obsługi oraz inną organizację pracy. Dopiero po latach, po rozbudowie firmy, potrafimy realizować również te mniejsze zlecenia.
W 1991 roku kupiłem teren w Uścikowie, gdzie firma znajduje się do dziś. Powoli wyposażałem zakład. Miałem mnóstwo przestrzeni do rozwoju.

Budowa własnej firmy to dzieło, w którym dość istotna jest nadzieja, że w przyszłości pojawią się następcy, którzy „przejmą pałeczkę”. Mam dwie córki i skłamałbym mówiąc, że w tej kwestii nie liczyłem na nie.
Młodsza córka Paulina zaczęła mi pomagać, jak jeszcze uczyła się w szkole średniej. Znała dobrze język angielski, więc towarzyszyła mi na służbowych wyjazdach, np. na targi lub na zagraniczne spotkania z kontrahentami, głównie do Włoch. Na stałe pracę zaczęła po ukończeniu studiów ekonomicznych w 2004 roku.

Starsza córka Marta dołączyła do firmy w 2008 roku, 3 lata po ukończeniu studiów ekonomicznych. Szczerze mówiąc Marta nigdy nie planowała pracować ze mną w firmie, ale tak ułożyło się jej życie zawodowe. I nie żałuje tej decyzji.

Dziewczyny mają różne charaktery i zainteresowania. Żywiołem Pauliny są dokumenty. Przygotowuje różnego rodzaju zestawienia, analizuje umowy oraz podejmuje decyzje związane z wydatkami. Ukończyła dodatkowo kilka kursów o charakterze ekonomiczno-księgowym w Stowarzyszeniu Księgowych w Polsce. Zdarza się jej również pracować z klientem. Specjalizuje się w przygotowywaniu projektów pod indywidualny podział elementów kamiennych. Planuje np. podział posadzki na elementy o indywidualnych wymiarach, co wynika z łącznego metrażu posadzki i wymiarów płyt kamiennych, jakie są dostępne w danej chwili w naszym magazynie. Kamieniarstwo ją wciągnęło. Została nawet rzeczoznawcą kamieniarskim w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Producentów Wyrobów z Kamienia.

Marta spełnia się tam, gdzie jest możliwość kontaktów z ludźmi. Według niej nić porozumienia i sympatia między klientem a firmą to najlepsza promocja. Mając częsty kontakt z projektantami, uznała, że musi doszkolić się w tym kierunku. Ukończyła zatem podyplomowe studia z Aranżacji Wnętrz. Zaangażowała się też w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Producentów Wyrobów z Kamienia. Jest Członkiem Zarządu oraz Dyrektorem Biura Stowarzyszenia.
Czy jestem z nich dumny? Tak, jestem z nich dumny! Czy mnie wkurzały, kiedy weszły do firmy? Ach, wkurzają mnie po dziś dzień! Serio, ostatnio chyba wczoraj. Powód – mają własne zdanie. Jeśli uważasz się za fachowca, a ktoś ma inne zdanie w twojej dziedzinie, to wiesz jak jest... W sumie to nawet dobrze. Jak słyszysz inne zdanie – i chociaż uważasz, że wiesz lepiej – to zaczynasz myśleć. Jak przemyślisz, to często okazuje się, że w ich podejściu jest często sporo racji.

To inne pokolenie, inny sposób widzenia świata i pracy. Siłą rzeczy muszą być spory, ale one prowadzą do kompromisów i wypracowania wspólnego zdania. To ogromna siła w budowaniu firmy, która ma swoją historię, ale jest też budowana przez młode pokolenie.
Wiedza oparta o doświadczenie czasem nie jest wystarczająca i głos dobrze wykształconych córek jest cenny. Dzieci jeszcze mają tą zaletę, że jeśli mają inne zdanie, to łatwo nie ulegają i będą walczyć o swoje racje. Nawet najlepsi pracownicy firm, gdzieś w głowie mają zakodowane, że „szef ma zawsze rację”, można go czasem przekonywać do czegoś, ale… to w końcu szef! Więc finalnie trzeba mu przytaknąć. Niestety, przytakują również, kiedy ma się głupie pomysły.
Dzieci wiedzą, że firma jest też ich i jeśli pakuję się w złe decyzje, to głośno protestują. Faktem jest, że w wielu sprawach już się rozumiemy i spory są coraz rzadsze. Ale nadal się zdarzają. Swoje zdanie miały od początku, ale wcześniej artykułowały je łagodnie. Teraz, gdy mają już doświadczenie, potrafią ostro bronić swoich racji.

Dziewczyny przeszły bardzo trudny okres, w którym normalny tryb pracy się zawalił. W 2016 roku poważnie zachorowałem. Kolejne 2 lata mojego życia to była walka z nowotworem. W tym czasie dowodzenie firmą przejęła Paulina. Sytuacja finansowa firmy nie była najlepsza i wiem, że córki rozważały nawet likwidację firmy. Dużo rozmawialiśmy… Powiedziałem wtedy: „Dziewczyny, kamień i ta praca to całe moje życie. To jest to, co kocham i potrafię robić. Nie wyobrażam sobie pracy w innej branży, mimo, że ta do łatwych nie należy…” No i postanowiły walczyć i kontynuować dzieje naszej rodzinnej firmy.
Kiedy w pełni wróciłem do pracy, zauważyłem, jak bardzo córki dojrzały. Miały wcześniej pomysły tworzenia systemów bardziej korporacyjnych, ale te dwa lata trudnej pracy spowodowały, że zauważyły, iż kamieniarstwo jest rzemiosłem i trudno „ubrać” je w korporacyjne struktury. Są w pełni gotowe do kierowania firmą.

127_26_1.jpg
Włodzimierz Ratajczak z córkami Pauliną i Martą

Ostatnio do pracy w firmie dołączyła wnuczka Emilia, córka Marty. Ma 20 lat i wdraża się w zagadnienia produkcyjne. Jej zadaniem jest głównie promocja firmy w oparciu o wizerunek. Zatem WRIMAR to już firma trzypokoleniowa.
Tak, praca i firma to jedno, ale w życiu można realizować siebie na wiele sposobów. W młodości grałem na perkusji i to z pewnymi sukcesami. Nasz rockowy zespół Racja Stanu grał dwa razy na festiwalu w Jarocinie – w 1983 i 1984 roku. Nawet dzisiaj można odnaleźć nagrania Racji Stanu w Internecie na kanale YouTube. W 1984 roku mieliśmy bardzo dobrą recenzję na łamach pisma Jazzforum. Nadal z częścią kapeli mam kontakt. Dwaj członkowie zespołu są do tej pory aktywni muzycznie.

Po chorobie postanowiłem powrócić do grania dla własnej przyjemności na perkusji. Jak się okazało, moje bębny, które oddałem na przechowanie, zaginęły. Szkoda, bo to była bardzo dobra perkusja od kultowego producenta – Szpaderski. Chciałem grać, więc w 2018 roku po prostu kupiłem bębny i ustawiłem je na strychu w firmie. Od tamtej pory co jakiś czas gram. Zdarza się, że ktoś z grających znajomych wpadnie na wspólną sesję. Ciągle myślę o tym, że w branży jest kilka osób grających. Może kiedyś uda się nam razem coś zagrać. To byłoby wydarzenie! Kamieniarskie rockowe granie!

 

przeczytaj cały artykuł

Kamienie jako waluta

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 08:32

127_52_1.jpg

Mogłoby się wydawać, że wirtualne pieniądze i karty bankomatowe to współczesny wynalazek. W zasadzie codziennie posługujemy się pieniędzmi, które znajdują się nie w naszym portfelu, a w bankach. Historia jednak pokazuje, że koncepcja pieniądza wirtualnego jest dużo starsza.

Jest w Mikronezji wyspa Yap, na której istnieje nietypowa waluta Rai. Są nią kamienne dyski z wapienia. Niektóre z nich tak duże, że nie można ich przenieść.
Kamienna waluta jest już w użyciu od kilkuset lat. Setki tych niezwykłych dysków skalnych wielkości człowieka są rozsiane po całej wyspie. A w każdej wiosce znajduje się kamienny „bank” pieniędzy. Na terenie tanecznym wioski (malau) znajdują się kamienne dyski należące do konkretnych rodzin. Ciekawe, że kamienie te były przywożone z odległego o 400 kilometrów Palau, gdzie wydobywa się wapień, z którego powstają te nietypowe monety.

>Yap nie mieli u siebie ani trwałych skał ani kamieni szlachetnych, które mogłyby stać się walutą. Ale miejscowi żeglarze pływali do Palau i przywozili wapień z kamieniołomów. Najpierw były to dary dla wodzów, ale później ewaluowały i stały się walutą. Stało się to tak popularne, że pod koniec XIX wieku w kamieniołomach Palau pracowało 400 Yapes – wtedy cała populacja tego narodu wynosiła 7 tysięcy ludzi.

Kiedy marynarze przywozili kamienie, największe i 2/5 małych stawały się własnością wodzów. Wodzowie nadawali niektórym kamieniom imiona – zwykle wybierając własne lub krewnych – i podawali ich wartość opartą na jeszcze starszym systemie walutowym: yar (pieniądze z muszli perłowych). Kamienie mogły następnie wejść do obiegu i zostać kupione przez każdego.
Obecnie pieniądze kamienne w codziennych transakcjach zostały zastąpione dolarem amerykańskim.

Jednak w przypadku bardziej koncepcyjnych wymian – takich jak prawa czy zwyczaje – kamienie pozostają istotną walutą dla 11 000 mieszkańców Yap.
Monety wyceniane są ze względu na wielkość – średnice wahają się od 7 cm do 3,6 m – a także skalę dekoracji, a nawet samą trudność w zdobyciu skały.

127_53_4.jpg

Ile warta jest moneta, zależy także od tego, komu ją dajesz i za co. Ich wartość zależała nie tylko od wagi i wielkości, ale również od tego, jak wielu ludzi zginęło podczas transportowania rai z Palau na Yap (albo – to również oznaczało wysoką wartość – gdy nikt nie zginął) lub czy daną „monetę” sprowadził ktoś znaczący. Jeśli w czasie transportu wielka „moneta” zsunęła się z tratwy i wpadła w głębinę, nie wyłączało jej to z użycia. Mieszkańcy Yap wiedzieli przecież, że ona, choć niewidoczna, nadal gdzieś tam jest, więc zatopiony kamień mógł mieć swojego właściciela i być używany w transakcjach.

127_53_2.jpg

Yapese przekazują ustną historię każdego kamienia, ponieważ nie ma zapisanych informacji o tym, co należy do kogo. Rodziny rzadko opuszczają swoje wioski, a starsi plemienni z około 150 wiosek przekazują informacje o każdym kamieniu, co oznacza, że przypominają o przeszłości i pomagają wzmacniać relacje i transakcje sięgające czasów wojowników i klanów. W niektórych przypadkach na kamieniach znajdują się ryciny upamiętniające bitwy sprzed ponad 200 lat.

127_53_3.jpg

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 1 z 11

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.