
Dzieło, utwór, wzór, oryginał, kopia, prawa autorskie, (nie) dozwolony użytek… Słowa te wdzierają się do zakładów kamieniarskich i świadomości ich właścicieli wywołując u większości zdziwienie, niedowierzanie, złość. I długą listę pytań.
Dotychczas wszyscy robili wszystko, czyli każdy robił taki nagrobek, jaki klient sobie zażyczył. Wszystkie projekty znajdujące się na rynku były „wspólne” i nie mówiło się o autorze projektu nagrobka ani o jego prawach. Zdaniem niektórych projektantów – potwierdzonym stanowiskiem sądów – sytuacja ta jest jednak niezgodna z prawem. Jak więc działać w tej nowej sytuacji?
Na pewno trzeba postarać się zrozumieć zapisy i pogodzić się z faktem, że ustawa o prawach autorskich dotyczy wszelkich przejawów twórczości człowieka od piosenek, zdjęć, filmów, obrazów po meble, biżuterię, ubrania czy w końcu również nagrobki.
Z punktu widzenia kamieniarza sprawa jest nowa i niejednoznaczna. Powszechna jest opinia, że nagrobki mają generalnie określone części składowe i skończoną liczbę wariantów, w jakie można je składać. Co za tym idzie, trudno doszukiwać się wielkiej oryginalności w projektowaniu typowych nagrobków. Każdy kolejny projekt wynika z wcześniejszych wzorów, które inspirowane były jeszcze innymi itd. Ciąg, który zdaje się nie mieć końca. Granica między kopiowaniem a inspirowaniem się jest zasadnicza, lecz właściwie trudna do uchwycenia.
W tym gąszczu paragrafów, sprzecznych interesów, niejednoznacznych opinii i wynikających z tego wszystkiego zagrożeń, pomocne mogą okazać się działania w ramach ZPBK. Dzięki formule spotkań, wymiany doświadczeń i konsolidacji firm branży, a także możliwości podejmowania wspólnych działań, organizacja branżowa jest doskonałym narzędziem, które może być szczególnie przydatne w bieżącej sytuacji. Zarząd i zainteresowani tematem członkowie ZPBK postanowili działać w tym zakresie.
Podejmowane obecnie działania podzielić możemy na:
– poszukiwanie rozwiązań dla osób, wobec których pojawiły się zarzuty o plagiat,
– sprawdzenie i interpretacja kontekstu prawnego zastosowania ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w branży kamieniarskiej,
– uświadamianie zagrożenia wynikającego z nie-przestrzegania praw autorskich do projektu,
– prewencyjne działania, które zabezpieczą kolejne realizacje przed ryzykiem oskarżenia o plagiat.
Szkolenie „Ochrona własności intelektualnej w branży kamieniarskiej”, – w którym uczestniczyło tak wielu kamieniarzy – było jednym z działań uświadamiających skalę trudności zarówno ze strony chroniących swoje pomysły, jak i tych, którzy tymi pomysłami bardziej czy mniej się inspirują.
Głównie ze względu na konieczność uzyskania w niektórych zagadnieniach opinii prawnych, proces ten musi być przeprowadzony etapowo. Efekty podjętych działań będą pojawiać się sukcesywnie i informacje o nich będą na bieżąco przekazywane środowisku kamieniarskiemu. Najbliższe spotkanie, na którym przedstawione będą wyniki dotychczasowych prac to odbywający się w dniach 13-15.04.2018 w Borczu koło Gdańska Zjazd Związku Pracodawców Branży Kamieniarskiej. Będzie to również kolejna okazja do dyskusji i wymiany doświadczeń. Do udziału w tym spotkaniu gorąco zachęcam. Szczegółowy program dostępny będzie na stronie www.zpbk.pl.
Zapraszam również do przyłączenia się do ZPBK. Budując Związek tworzymy silną branżę kamieniarską, a to jest korzystne dla każdej firmy – bez względu na jej wielkość czy profil działalności. Cieszy fakt, że firm ciągle przybywa. Ale do zrobienia jest wciąż bardzo wiele… A im będziemy silniejsi, tym łatwiej i skuteczniej będziemy w stanie rozwiązywać pojawiające się problemy.
Co robimy i jak działamy? Wejdź na: www.zpbk.pl
Przedsiębiorca nieświadomie lub celowo może uczestniczyć w transakcji wykorzystywanej do popełnienia oszustwa podatkowego. Okoliczności faktyczne będą decydowały o skutkach dla stron takiej transakcji.
Czynności fikcyjne lub częściowo fikcyjne
Praktyką często stosowaną przez oszukańcze podmioty jest wystawianie tzw. pustych faktur, tj. niedokumentujących rzeczywistej sprzedaży. Jednak organy podatkowe coraz skuteczniej wykrywają takie działania. W takiej sytuacji podmiot, który wystawił pustą fakturę, jest zobowiązany do zapłaty wynikającego z niej podatku VAT1). Ponadto nie ma wątpliwości, że drugiej stronie transakcji nie przysługuje prawo do odliczenia podatku naliczonego.
W praktyce gospodarczej można także spotkać faktury częściowo puste. Z taką sytuacją będziemy mieć do czynienia, gdy tylko niektóre pozycje faktury dotyczą czynności, które nie zostały dokonane lub gdy podane kwoty są niezgodne z rzeczywistością. Również w tym przypadku wystawca będzie zobowiązany do zapłaty podatku VAT, a nabywcy będzie przysługiwało prawo do odliczenia podatku naliczonego na podstawie takiej faktury, ale tylko z tych pozycji, które dokumentują czynności faktycznie dokonane i których wartość określono zgodnie z rzeczywistością.
Usprawiedliwiona nieświadomość
Skutki, zwłaszcza dla nabywcy, będą odmienne w sytuacji, gdy transakcja została faktycznie przeprowadzona, ale nabywca, przy zachowaniu należytej staranności, działając w dobrej wierze, nie wiedział i nie mógł wiedzieć o tym, że transakcja była wykorzystana do celów oszustwa. W tym zakresie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stoi zgodnie na stanowisku, że w przypadku gdy dostawa jest realizowana na rzecz podatnika, który nie wiedział i nie mógł wiedzieć o tym, iż dana transakcja była wykorzystywana do celów oszustwa, które zostało popełnione przez sprzedawcę, przepisy wspólnotowe należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwiają się pozbawianiu przez organy krajowe możliwości realizacji zasady neutralności podatku VAT. Natomiast gdy na podstawie obiektywnych okoliczności zostanie ustalone, że dostawa została zrealizowana na rzecz podatnika, który wiedział lub powinien wiedzieć, iż nabywając towar, uczestniczył w transakcji wykorzystanej do popełnienia oszustwa w podatku VAT, stwierdzenie niemożności skorzystania z prawa do odliczenia należy do sądu krajowego.
Należyta staranność
W świetle orzecznictwa TSUE oraz krajowych sądów administracyjnych organy podatkowe nie są uprawnione do kwestionowania prawa do odliczenia podatku naliczonego, jeśli nabywca działając w dobrej wierze, nie wiedział i nie mógł wiedzieć, że transakcja wiązała się z oszustwem. Nie można ponadto wymagać od przedsiębiorcy, by weryfikował, np. czy wystawca faktury składa deklaracje i/lub wykazuje i odprowadza podatek należny (te dane stanowią tajemnicę skarbową). Nie można też wymagać od przedsiębiorcy by gromadził informacje o swoich kontrahentach. Wprawdzie można potwierdzić czy kontrahent jest podatnikiem VAT czynnym, jednak jest to proces czasochłonny (uzyskanie stosownego potwierdzenia może potrwać od tygodnia do dwóch), a przedsiębiorca nie może tyle zwlekać nim dokona kolejnego zakupu. Wprawdzie państwa członkowskie mogą nałożyć inne obowiązki, jakie uznają za niezbędne dla zapewnienia prawidłowego poboru VAT i zapobieżenia oszustwom podatkowym3). Jednak środki mające na celu zapewnienie właściwego poboru podatku i zapobieganie przestępczości nie mogą wykraczać poza zakres konieczny do osiągnięcia owego celu. Nie mogą być wykorzystywane w sposób regularnie uniemożliwiający skorzystanie z prawa do odliczenia podatku VAT i naruszający tym samym neutralność tego podatku, będącą jedną z podstawowych zasad wspólnego systemu podatku VAT.
Pozostaje zatem zachowanie podwyższonej czujności, uważne przyglądanie się nowym kontrahentom i, o ile jest to możliwe, potwierdzenia prawa do wykonywania określonego rodzaju działalności lub weryfikowania statusu podatnika. Warto również zachować szczególną podejrzliwość wobec kontrahentów oferujących towary i usługi w zbyt niskich cenach. Należy jednak zwrócić uwagę, że to organ podatkowy musi wykazać, że przedsiębiorca postępował niedbale czy lekkomyślnie lub że świadomie uczestniczył w oszustwie podatkowym.
W praktyce, niestety, stale spotykamy się z zatrudnianiem pracowników „na czarno”. Pracodawcy „uciekają” od składek ZUS i podatków, a pracownicy często nie mając innego wyjścia godzą się na pracę bez umowy.
Jak uczy doświadczenie konsekwencje mogą być srogie dla obu stron – zarówno pracodawcy jak i pracownika.
Dla pracodawcy najbardziej dotkliwe mogą okazać się finansowe skutki nieformalnego zatrudniania pracowników. Nielegalne zatrudnianie pracowników różne ustawy klasyfikują jako wykroczenie lub przestępstwo i przewidują m.in. bardzo wysokie kary pieniężne, nawet do kilkuset tysięcy złotych, a w skrajnych przypadkach pracodawcy grozi nawet kara pozbawienia wolności. Zatrudniając pracownika „na czarno” pracodawca uchyla się od szeregu obowiązków. Przykładowo można wskazać:
– nie zgłoszenie pracownika do obowiązkowych ubezpieczeń,
– nie przeszkolenie pracownika w zakresie BHP,
– nie skierowanie pracownika na obowiązkowe badania lekarskie,
– nie odprowadzanie składek ZUS i podatku dochodowego (PIT-4)
od wynagrodzeń pracowniczych,
– nie składanie za pracownika deklaracji podatkowych, m.in. PIT-11,
– nie prowadzenie akt osobowych pracownika, i in.
Oprócz konsekwencji karno-skarbowych nielegalnego zatrudniania pracowników, z którymi musi liczyć się pracodawca, przede wszystkim należy zwrócić uwagę jakie mogą być konsekwencje takiego postępowania dla pracownika. Po pierwsze pracownik bez ważnego badania lekarskiego oraz szkolenia BHP może stanowić zagrożenie nie tylko dla siebie samego, ale także dla współpracowników. Po wtóre należy zaznaczyć, że w związku z brakiem zgłoszenia pracownika do ubezpieczenia zdrowotnego, w razie wypadku nie przysługuje mu prawo do bezpłatnych świadczeń lekarskich. Oznacza to płacenie z własnej kieszeni za każdą wizytę u lekarza i ewentualną opiekę szpitalną. Dodatkowo w razie niezdolności do pracy pracownikowi, z którym nie zawarto umowy, nie będą także przysługiwały żadne świadczenia z ubezpieczeń społecznych – pozostając na chorobowym nie otrzyma żadnych pieniędzy. A w przypadku poważniejszego wypadku lub nawet wypadku śmiertelnego rodzina „pracownika bez umowy” nie będzie miała prawa do żadnego odszkodowania.
W razie wypadku przy pracy, pracownik zatrudniony „na czarno” może jednak próbować dochodzić swoich roszczeń. W takim przypadku koniecznym będzie udowodnienie istnienia stosunku pracy oraz wykazanie związku zdarzenia z wykonywaną pracą. Zgodnie z utrwalonym orzecznictwem Sądu Najwyższego, jeżeli okoliczności faktycznie potwierdzają istnienie stosunku pracy, pracownik nielegalnie zatrudniony nie tylko nabędzie prawo do świadczeń z ubezpieczeń społecznych, ale także będzie mógł dochodzić roszczeń uzupełniających od pracodawcy.
Czego dowodzi niniejszy tekst? Nielegalne formy zatrudnienia, pomijając moralność takiego postępowania, mogą powodować dotkliwe skutki dla obu stron. Niestety, w tej konfrontacji pracownik zwykle zajmuje słabszą pozycję. I w przypadku ciężkiego wypadku przy pracy lub zgonu w wyniku tego wypadku, nie mogąc udowodnić istnienia tytułu ubezpieczenia, nie nabędzie prawa do żadnych świadczeń, a jego rodzina pozostanie bez żadnego zabezpieczenia. Pracodawca natomiast, zatrudniając pracowników „na czarno”, powinien przede wszystkim rozważyć dobro pracownika. Bo nie tylko oszczędności w stałych wydatkach miesięcznych są tu istotne. I choć sankcje dla pracodawcy mogą być poważne, to jednak pracownik może zapłacić wyższą cenę.
Zapraszam do dyskusji na tematy poruszane w tym dziale – do dyspozycji mamy forum na stronie www.kurierkamieniarski.pl/forum. Chętnie również odpowiem na łamach Kuriera na pytania przesłane na poniższy adres e-mail.
Krzysztof Fornal, autor tekstu, pracuje na stanowisku Głównego Księgowego w Kancelarii Księgowych Sp. z o.o. z siedzibą w Strzegomiu, świadczącej m.in. usługi w zakresie doradztwa podatkowego na rzecz podmiotów gospodarczych.
Kontakt:
tel./fax: (74) 649 22 22
e-mail: biuro@kancelariaksiegowych.pl
http: www.kancelariaksiegowych.pl
W poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego opisaliśmy po krótce historię pewnego
przedsiębiorcy z okolic Strzegomia, który zadłużył się w wielu firmach. Później rzekomo
sprzedał swoją spółkę, przenosząc jakoby stare długi na nowego właściciela. Sprawa okazała
się głębsza i nieco bardziej skomplikowana niż na początku sądziliśmy. Wrócimy jeszcze do niej.
A Państwa nadal zachęcamy do podzielenia się z nami swoimi doświadczeniami z kontaktów z
ludźmi działającymi w taki lub podobny sposób.
Efektem publikacji wcześniejszych tekstów jest informacja o panu Bogdanie, który oferuje swoją pomoc w kontaktach handlowych z dostawcami z Chin.
W odpowiedzi na poprzednie artykuły o nierzetelnych kontrahentach w naszej branży do redakcji Kuriera zadzwonił kamieniarz z Trójmiasta. Opowiedział nam jak przez ostatnie trzy lata próbuje odzyskać swoje pieniądze od pewnego pana Bogdana.
Pan Bogdan, rzutki i budzący zaufanie jegomość po sześćdziesiątce, przyszedł niegdyś do firmy naszego rozmówcy i zaproponował sprzedaż kontenera chińskich płytek kamiennych o dość specyficznym kształcie. W czasie rozmowy opowiadał o rzekomo bardzo ciężkiej sytuacji rodzinnej, kłopotach osobistych i bardzo okazyjnej oraz wyjątkowej ofercie. Nasz przedsiębiorca uznał, że niekoniecznie jest zainteresowany tym towarem, ale ujęła go opowieść pana Bogdana. Nic nie ryzykował, bo towar był już w porcie. W krótkim więc czasie nastąpiła dostawa i płatność. Jakiś czas później nasz kamieniarz potrzebował materiał na otrzymane zlecenie. Akurat jego firmę odwiedził pan Bogdan. Umówili się więc, że pan Bogdan ściągnie ten towar z Chin – gwarantem była firma pana Bogdana o zagranicznej długiej nazwie i warszawskim adresie. Pod to zlecenie kamieniarz otrzymał fakturę pro-forma, która nie wzbudziła jego podejrzeń, gdyż handlował już z Chińczykami i wiedział jak wyglądają takie dokumenty. Pan Bogdan poprosił o zaliczkę. Kilka dni później pan Bogdan poprosił o dopłatę do zaliczki ponieważ chińscy dostawcy zażyczyli sobie tego. Nasz kamieniarz nabrał podejrzeń i zasugerował wstrzymanie tego zamówienia oraz zwrot wcześniejszej zaliczki. Niestety, okazało się to niemożliwe, bo „produkcja ruszyła”. To było ostatnie spotkanie z panem Bogdanem, a zamówiony towar nigdy nie dotarł. Z czasem pan Bogdan zaprzestał odbierania telefonów...
Po kilku miesiącach kamieniarz zgłosił sprawę na policję. Identyfikacja pan Bogdana zajęła kilka sekund – był znany policji. Na przesłuchaniu nie zaprzeczał, że wziął zaliczkę od kamieniarza i nie dostarczył towaru. Ale sprawa została zakwalifikowana jako czyn niskiej szkodliwości społecznej i kamieniarzowi pozostało tylko wystąpić na drogę cywilno-prawną.
Dlaczego o tym piszemy?
Bo okazyjnych kontenerów płytek o specyficznym
kształcie ponoć było więcej i nasyciły rynek obniżając
tym samym zainteresowanie klientów. Bo
ponoć pan Bogdan nadal krąży od zakładu do zakładu
i oferuje chiński towar na zamówienie lub do
odebrania w porcie – podobne informacje docierały również z południa Polski. Bo nie jesteśmy bezsilni – nasz kamieniarz znalazł młodego i skutecznego
adwokata, który odnalazł pan Bogdana i lada chwila
doprowadzi do komorniczej egzekucji wierzytelności.
I choć wielu czytelników pewnie ma mało
optymistyczne doświadczenia ze ściąganiem
długów, to jeszcze nie powód by nic nie robić. Bo według informacji dostępnych na stronie GUS
firma pana Bogdana nadal działa, a jego nazwisko
pojawia się również w firmach zarejestrowanych
w okolicach Legnicy i Konina.
Plagiat (łac. plagium – kradzież) skopiowanie cudzej pracy/pomysłu (lub jej części) i przedstawienie pod własnym nazwiskiem, np. obrazu, grafiki, fotografii, odkrycia, piosenki, wiersza, wynalazku, pracy magisterskiej, pracy doktorskiej, publikacji naukowej. źródło: pl.wikipedia.org
UWAGA! Kurier Kamieniarski nie ma nic wspólnego z firmą CST. „Chiński magazyn kamieniarski” nie jest w żaden sposób powiązany z Kurierem Kamieniarskim.
Przed kilkoma laty, na targach KAMIEŃ jeszcze we Wrocławiu, do biura organizatora przyszedł wzburzony wystawca. Kilka stoisk dalej ktoś próbował sprzedawać narzędzia wykonane według jego autorskiego projektu. Co więcej: nawet nie wysilił się na zrobienie własnych ulotek, tylko rozdawał kserokopie pierwowzoru z nieudolnie wkomponowanymi w stopkę adresową własnymi danymi. Wtedy, przy udziale organizatorów, sprawa zakończyła się szybko i skutecznie. I był to przypadek, można powiedzieć, incydentalny w tamtym okresie.
Teraz problem ten zatacza coraz szersze kręgi. Ilu z nas spotkało się z kopiowaniem własnych pomysłów przez konkurencję? Ileż razy widzieliśmy tę samą maszynę, pomalowaną tylko na inny kolor i z inną nazwą, u różnych dostawców? Ileż razy widzieliśmy pomniki wykonane według naszych projektów w katalogach zagranicznych dostawców? Zwłaszcza dostawców z pewnego dużego azjatyckiego państwa.
Jednak nim rok dobiegł końca w skrzynkach na listy naszych czytelników pojawił się znów ów magazyn. I to też jeszcze nie koniec. Na początku marca do skrzynek e-mail przyszło kolejne wydanie „Chińskiego magazynu kamieniarskiego” jako załącznik do wiadomości, w której treści napisano m.in.: „It is published by CST which belongs to the biggest and most authoritative Poland stone magazine Kurier Kamieniarski” (tłumaczenie na końcu artykułu). Zaprzeczam. Nie ma żadnych związków, ani zależności pomiędzy Kurierem Kamieniarskim a CST czy wspominanym magazynem.
Na stronach tego magazynu pojawiły się również adresy wielu polskich firm. Trudno zgadnąć skąd te adresy pochodzą ponieważ w Polsce chyba nie istnieje KOPALNIA PLASKOWCA, zwłaszcza w zestawieniu z nazwiskiem znanego polskiego kamieniarza. Zwyczajowo również imiona, nazwiska i nazwy miejscowości pisane są z dużej litery. Nie wydaje mi się także prawdopodobne, aby duży i znany dostawca sam dodał sobie w nazwie „Kolorowa Okładka”.
Ale i to nie koniec. Na jednej ze stron magazynu znajduje się reklama firmy CST z warszawskim adresem oraz adresem strony internetowej. Wchodząc na podaną stronę internetową znów déja vu. Układ strony jest kopią strony www.KurierKamieniarski.pl, a ikony użyte do nawigacji po serwisie są „żywcem zerżnięte” ze strony Kuriera. Projektant strony zagalopował się w kopiowaniu tak dalece, że nawet nie zauważył, że na swojej stronie dodał logo wydawcy Kuriera – firmy Geoservice-Christi. No chyba, że był to efekt zamierzony, mający uwiarygodnić firmę CST. I tym razem zapewniam, że ani Kurier Kamieniarski, ani Geoservice-Christi nie firmuje tego przedsięwzięcia.
Przestrzegam zatem przed działalnością takich firm. Zarówno zagranicznych, jak i zarejestrowanych w Polsce. A także przed działalnością naszych rodzimych przedsiębiorców świadczących usługi dla zagranicznych firm posuwających się do plagiatu lub podszywających się pod polskie marki. Prosimy o rozważne obdarzanie zaufaniem nowych kontrahentów oferujących usługi pod znanymi szyldami. A jeśli sądzą Państwo, że Was to nie dotyczy, to dodam, że układ niektórych reklam we wspominanym magazynie też wydał mi się znajomy...
* Tłumaczenie redakcyjne: It is published by CST which belongs to the biggest and most authoritative Poland stone magazine Kurier Kamieniarski – Jest on (Chiński magazyn kamieniarski – przyp. red.) wydawany przez CST, które należy do największego i najbardziej autorytatywnego polskiego magazynu kamieniarskiego Kurier Kamieniarski.