Firma Syntetyk z Buska-Zdroju powstała w 2000 roku. Już rok później nawiązała współpracę z włoską firmą Tenax, dostarczającą preparaty do pracy z kamieniem i jego pielęgnacji. Ta współpraca ma już 25 lat, a Tenax w tym roku obchodzi swoje 70-lecie. W tym czasie zmienił się rynek, materiały, technologie i wymagania wobec chemii. To dobry moment, żeby zapytać, co przez ćwierć wieku wydarzyło się na rynku kamieniarskim.
ze Zdzisławem Nowickim,
współwłaścicielem Syntetyk s.c.,
rozmawiał Paweł Szambelan
Paweł Szambelan: Kiedy zaczynaliście w 2001 roku, Tenax był już znany na świecie. W Polsce jednak trzeba było tę markę dopiero zbudować?
Zdzisław Nowicki: Była znana, ale słabo. Głównie większym firmom, które jeździły do Włoch czy Hiszpanii. Jakieś produkty były wcześniej przywożone, ale wybiórczo. My podeszliśmy do tego szerzej. Nie chodziło tylko o sprzedaż, ale też o wsparcie techniczne i technologiczne. I przez te 25 lat z marki słabo znanej w Polsce zrobiła się marka bardzo rozpoznawalna.
PS: Dziś jesteście wyłącznym przedstawicielem Tenax w Polsce. Wyłączność to bardziej przywilej czy odpowiedzialność?
ZN: Wyłączność na Polskę to przywilej, który musieliśmy wypracować. Ale wiąże się z nią też odpowiedzialność za produkty. W kontrakcie są kwestie związane z produktem, wizerunkiem firmy, z tym, jak tę markę prezentujemy na rynku. Dochodzi do tego obsługa trudnych spraw handlowych i technicznych. Zaufanie do firmy Syntetyk nie wzięło się znikąd.
PS: W rozmowach branżowych coraz częściej pojawia się temat rosnącej formalizacji rynku. To tylko więcej dokumentów wymaganych od dostawcy lub producenta, czy już realna zmiana tego, o co pytają klienci?
ZN: To są już bardzo realne zmiany. Pojawiają się na przykład zapytania o produkty z niską emisją VOC, czyli lotnych związków organicznych. Przy niektórych inwestycjach zwykłego produktu już nie zastosujesz, bo potrzebne są konkretne badania i potwierdzenia zewnętrznych instytucji. Kiedyś producent mógł zadeklarować, że produkt ma niską emisję. Teraz coraz częściej trzeba mieć na to papier.
PS: Skąd wiadomo, że coś nie jest tylko modną ciekawostką i za jakiś czas nie stanie się podstawowym wymaganiem rynku?
ZN: Właśnie niska emisja związków lotnych – VOC – jest dobrym przykładem. Najpierw pojawiają się pojedyncze pytania. Wcześniej producent po prostu deklarował niski poziom emisji, teraz coraz częściej potrzebny jest certyfikat wystawiony przez powołaną do tego instytucję. Na początku takich certyfikatów wymagają inwestycje publiczne, zwłaszcza związane ze służbą zdrowia. Potem zaczyna się tym interesować rynek usług – na przykład hotele czy gastronomia – a stąd już krok do pytań od drobnych inwestorów prywatnych. Trzeba po prostu patrzeć, o co pytają klienci, nawet jeśli na początku są to pojedyncze przypadki.
PS: Czy chemia dla kamieniarstwa się zmienia? Co napędza te zmiany?
ZN: Pewnie, że się zmienia. Są produkty, które istnieją na rynku, odkąd sięgam pamięcią. Ale zobacz, ile nowych materiałów i technologii pojawiło się przez te lata. Nie można udawać, że kamieniarstwo to wyłącznie kamień. Pojawiły się spieki, konglomeraty, ceramika. Coraz większe znaczenie mają kwarcyty, które nieraz potrzebują specyficznych środków. Zmieniają się maszyny do cięcia i polerowania, cała technologia obróbki. Czasem te zmiany są większe, czasem mniejsze, ale cały czas następują. Trzeba nadążać za tym, czego rynek potrzebuje.
Są przy tym takie produkty jak Ager, Hydrex czy Domo, które od lat działają i niewiele się zmieniają. Bo jeśli produkt jest dobry i sprawdzony, to po co zmieniać go na siłę? Obok tego pojawiają się oczywiście nowe linie i nowe rozwiązania. Dobrym przykładem są kleje poliestrowe. Część tych produktów przez lata ewoluowała i została dopasowana do nowych oczekiwań, ale nadal robi swoją robotę.
PS: Czyli z jednej strony ciągła pogoń za nowością, a z drugiej produkty, które bronią się same?
ZN: Dokładnie. Nie wszystko musi być nowe. Jedne rzeczy trzeba rozwijać, bo zmieniają się materiały i technologia, a innych nie ruszasz, bo po prostu działają.
PS: W tym roku spotykają się dwa jubileusze: 70 lat Tenax i 25 lat waszej współpracy. Główne obchody będą na Marmomac w Weronie?
ZN: Tak. Tenax będzie świętował na targach w Weronie. Będziemy tam z nimi. Dla nas to też naturalny moment, żeby spojrzeć na te 25 lat współpracy. Zapraszam więc do rozmów na wspólnym stoisku na Marmomac.
PS: Dziękuję za rozmowę.

W dniach 12–14 czerwca odbył się XXXI Walny Zjazd Polskiego Związku Kamieniarstwa. Na miejsce tegorocznego spotkania wybrano Strzegom i Wałbrzych, a więc region, w którym kamień nie jest wyłącznie przedmiotem działalności gospodarczej, lecz także ważnym elementem historii, krajobrazu i lokalnej tożsamości.
Termin i miejsce zjazdu miały dodatkowe znaczenie. Rok 2026 został ogłoszony w Strzegomiu Rokiem 200-lecia wydobycia granitu na skalę przemysłową. Jubileusz nawiązuje do założenia w 1826 roku przez Friedricha Samuela von Bartscha nowoczesnego kamieniołomu na Górze Młyńskiej, uznawanego za symboliczny początek przemysłowej eksploatacji granitu w regionie. Zjazd odbywał się pod honorowym patronatem Burmistrza Strzegomia Krzysztofa Kalinowskiego.
Pierwszy dzień przeznaczono przede wszystkim na sprawy organizacyjne i statutowe. Delegaci podsumowali działalność Polskiego Związku Kamieniarstwa w 2025 roku, zatwierdzili sprawozdania Zarządu i Komisji Rewizyjnej oraz rozmawiali o kierunkach dalszych działań organizacji. Doceniono też aktywnych członków organizacji – podziękowania za szczególne zaangażowanie w bieżącą działalność PZK otrzymali Łukasz Styrczula, Piotr Gradowski i Jerzy Zysk. Do Związku – przy burzy oklasków – przyjęto kolejnych członków, którzy mieli możliwość zaprezentowania się uczestnikom. Uroczystym punktem obrad było wręczenie medali „Zasłużony dla Kamieniarstwa RP”. Odznaczenia otrzymali Antoni Młynarski oraz Paweł Szambelan.
W części przeznaczonej dla partnerów zjazdu wystąpiły firmy Cosentino i Euro-Arss. Przedstawiciele Cosentino zaprezentowali skalę działalności przedsiębiorstwa oraz cztery główne grupy oferowanych materiałów: Dekton, Silestone, Sensa i ĒCLOS. Mówili między innymi o nowych kolekcjach, rozwiązaniach dla kuchni, łazienek i przestrzeni zewnętrznych. Była również mowa o technologii Hybriq+, która pozwoliła ograniczyć zawartość krzemionki krystalicznej w produktach – temat istotny w ostatnim czasie.
Prezentacja firmy Euro-Arss była poświęcona przede wszystkim maszynom Donatoni. Omawiano maszyny oraz oprogramowanie służące do przygotowania i zarządzania produkcją. Sporą część wystąpienia poświęcono platformie Dom Kamienia, która ma stać się giełdą branżową dla profesjonalistów.
Wieczorna kolacja zakończyła oficjalną część pierwszego dnia i – jak zwykle podczas spotkań branżowych – dała uczestnikom czas na rozmowy, wymianę doświadczeń oraz mniej formalne kontakty.
Drugi dzień upłynął w cieniu granitu. Uczestnicy zjazdu odwiedzili Strzegom. Pierwszym przystankiem była Kopalnia Strzegom – czynny kamieniołom granitu strzegomskiego. Tam branżowcy mogli przyjrzeć się kolejnym etapom wydobycia – od odspajania bloków skalnych, przez transport, po przeróbkę kamienia. Kolejnym przystankiem była hurtownia Intergranit, prezentująca szeroki wybór kamienia naturalnego, w tym bogatą ofertę granitów.
Po części zawodowej przyszedł czas na poznanie samego Strzegomia. Podczas wizyty w browarze Strigovia uczestnicy wysłuchali opowieści o lokalnym rzemiośle piwowarskim, a następnie zwiedzili miasto z przewodnikiem, dr. Markiem Żubrydem. Historia miasta została przedstawiona przede wszystkim przez pryzmat jego zabytków oraz wielowiekowych związków z kamieniarstwem.
Dzień zakończyło ognisko w nieczynnym kamieniołomie bazaltu. Dzięki gościnności Aleksandry Skolak z Granitowej Galerii uczestnicy mogli spotkać się w miejscu, które trudno byłoby zastąpić zwykłą salą bankietową. Ognisko podkreśliło symboliczny charakter regionu, w którym kamień od wieków kształtuje krajobraz i tożsamość lokalnej społeczności, a jednocześnie stało się naturalnym dopełnieniem programu Zjazdu.
Niedziela przyniosła jeszcze jedną niespodziankę. Burmistrz Strzegomia nadał Polskiemu Związkowi Kamieniarstwa Honorowy Tytuł „Zasłużony dla Ziemi Strzegomskiej” i wręczył go w czasie niedzielnej gali. To wyraz docenienia wieloletniego wkładu członków PZK w pielęgnowanie i rozwój polskiego kamieniarstwa: „Dzięki ich pracy, pasji i profesjonalizmowi dziedzictwo kamieniarskie Strzegomia pozostaje żywe, dynamiczne i rozpoznawalne w całym kraju”.
Połączenie części merytorycznej, uroczystej i terenowej stworzyło wydarzenie, które w pełni oddaje ducha polskiego kamieniarstwa – opartego na tradycji, profesjonalizmie i współpracy. A frekwencja potwierdziła, że branża chce się spotykać, pozostaje aktywna i jest gotowa do wspólnego działania.
Więcej zdjęć: fb/KurierKamieniarski
Przeczytaj również: Dlaczego przyjachaliśmy na zjad PZK? - Karol Czernij, AMG Granit

Magemar Polska działa w Polsce już 27 lat. Za nami naprawdę wiele doświadczeń, wiele zdarzeń i setki tysięcy ton bloków granitowych dostarczonych do Polski. Przez te wszystkie lata rynek bardzo się zmienił, zmieniła się logistyka, zmienił się transport morski i zmienili się sami klienci.
Po ostatnich rozmowach z kamieniarzami wyraźnie widzę, że wszystkich interesuje przede wszystkim jedno: stawki. Ile kosztuje fracht, jak długo obecne ceny się utrzymają, czy będą rosły, czy może zaczną spadać. Czyli wszystko to, co bezpośrednio wpływa na opłacalność importu.
Największym błędem jest myślenie, że transport kończy się w chwili załadunku kontenera
W czerwcu dostawa kontenera z Indii do Trójmiasta kosztowała w granicach 3000 dolarów – dziś to już ok. 4000 dolarów. Przy blokach granitowych do jednego kontenera pakujemy około siedmiu metrów sześciennych materiału. Kamieniarz przelicza sobie później kubiki na metry kwadratowe, dolicza koszt frachtu, cięcia, polerowania i okazuje się, że cały biznes zaczyna być coraz mniej opłacalny.
To samo dotyczy płyt. Tutaj oczywiście koszt rozkłada się od razu na metry kwadratowe, ale mechanizm jest identyczny. Sam materiał może nie być tani, później dochodzi fracht, pozostałe koszty transportu, marża i nagle cena końcowa robi się taka, że może być problem ze sprzedażą.

Tym bardziej że firm importujących kamień nie ubywa. Wręcz przeciwnie – cały czas pojawiają się nowe. Jednocześnie przerób kamienia w Polsce powoli się zwija. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych zakładów, które przespały moment rozwoju i zostały przy tej jednej „pile żywicielce”, jak się o tym mówi w branży. Dzisiaj z samych nagrobków bardzo trudno jest wyżyć. Jeżeli zakład nie wszedł również w budowlankę, nie zainwestował w sprzęt i nie rozszerzył swojej działalności, jego sytuacja może być coraz trudniejsza.
W tej sytuacji wszyscy próbują przewidzieć, co stanie się z frachtem. Tyle że to jest trochę wróżenie z fusów. Nikt tak naprawdę nie wie, jaka będzie sytuacja na świecie.
Dobrym przykładem jest cieśnina Ormuz. Z Zatoki Perskiej pochodzi 20% światowych dostaw ropy. Problemy w tym rejonie przełożyły się między innymi na niedobory paliwa na Dalekim Wschodzie, w tym tzw. bunkru, czyli paliwa dla statków. To z kolei spowodowało wycofywanie niektórych statków kontenerowych z tras. Obserwowaliśmy bardzo gwałtowny wzrost stawek frachtowych. W pierwszej połowie roku były tygodnie, gdy pojawiły się podwyżki rzędu 600–700 dolarów. Czyli wzrosty sięgające 25–30 procent. Przewoźnicy wprowadzali dodatki wojenne, niektórzy wprowadzili je nawet na liniach europejskich.
Mówiąc „cena kontenera”, mamy na myśli cenę frachtu, a fracht to koszt udostępnienia kontenera i transportu pomiędzy portem załadunku a portem docelowym. Jeżeli ten koszt – fracht – rośnie nagle z 2000 do 3000, a nawet do 4000 dolarów, importer musi dołożyć kolejne tysiące dolarów do kosztu sprowadzenia tego samego towaru. Przy kamieniu to są duże pieniądze.
Co Magemar Polska może w takiej sytuacji zaproponować? Możemy kontrolować rynek i informować klienta: ceny spadają, być może właśnie teraz jest moment, żeby ładować. Ale trzeba pamiętać, że dzisiaj dominują ceny spotowe. Oznacza to, że praktycznie każde kolejne wyjście statku z portu dalekowschodniego może mieć inną cenę. Czyli może się zdarzyć, że informujemy klienta o dobrej cenie, rozpoczyna się organizacja transportu, a rynek w tym czasie rośnie. Jeżeli jednak mamy już potwierdzony booking od armatora – a tak staramy się pracować – stawka frachtowa jest utrzymywana.
Nie oznacza to też, że w czasie transportu nie mogą pojawić się dodatkowe koszty. Dodatki wojenne czy inne dopłaty mogą zostać doliczone nawet wtedy, gdy kontener znajduje się już bardzo blisko portu docelowego, ale nadal jest w drodze. Tak było z kontenerami, które wypłynęły jeszcze zanim wiadomo było o wojnie w rejonie Zatoki Perskiej. Kiedy były już w drodze, pojawiły się dodatki wojenne.
I właśnie tutaj zaczyna się rola firmy spedycyjnej
Kamieniarz zazwyczaj nie ma bezpośredniego dostępu do dużych armatorów, takich jak MSC, Maersk czy Hapag-Lloyd. Ale może pracować z zaufaną firmą spedycyjną. I mieć – mówiąc najprościej – święty spokój. W Magemar Polska podchodzimy do tego kompleksowo, zapewniamy pełną logistykę „door-to-door”. Opiekujemy się kontenerem od momentu przyjęcia zlecenia transportowego: od podstawienia kontenera gdzieś na świecie, przez transport do portu załadunku, przewóz morski do Polski, odprawę celną po rozpakowanie kontenera. Możemy także dostarczyć pełny kontener bezpośrednio do klienta. Ale wtedy trzeba oczywiście uwzględnić koszt transportu lądowego kontenera w dwie strony.
Wszystkim klientom powtarzam jedno: zawsze ubezpieczaj towar w kontenerze. Zawsze!
Firmy kamieniarskie czasem organizują takie transporty samodzielnie. Większość chwali sobie ten model działania. Zwłaszcza gdy po drodze nic się nie wydarzy. W transporcie zdarzają się jednak przypadki losowe, uszkodzenia i szkody. Skoro ubezpieczamy dom, firmę i samochód, to i transport wart kilka tysięcy dolarów też warto ubezpieczyć.
Ubezpieczenie naprawdę nie jest dużym kosztem. Przykładowo to trzy promile od łącznej wartości towaru i frachtu. Jeżeli towar na fakturze ma wartość 20 000 dolarów, a fracht kosztuje 3000 dolarów, podstawą jest 23 000 dolarów. To 69 dolarów. W porównaniu z wartością towaru i potencjalnymi kosztami szkody są to niewielkie pieniądze.
Kamień jest bardzo specyficznym ładunkiem. Źle zamocowany blok może uszkodzić podłogę albo ścianę kontenera. Wtedy koszty zaczynają iść w tysiące euro. Jeżeli pojawia się konieczność przeładowania towaru w zagranicznym porcie, koszty samego przeładunku potrafią być czterokrotnie wyższe niż w Polsce. A jeżeli taki blok wyładowywany jest na przykład w Niemczech, to Niemcy się nie patyczkują. Nie robią tego na przekładkach, tylko budują specjalne drewniane łoże, na którym blok jest wsuwany do kontenera. Koszt konstrukcji i koszt operacji przenoszone są na właściciela towaru. Czy warto więc oszczędzać na ubezpieczeniu?
Nie każdy zdaje sobie sprawę, jak wygląda transport morski od strony prawnej i finansowej
Jest jeszcze coś, z czego bardzo wielu importerów w ogóle nie zdaje sobie sprawy – awaria wspólna. Tłumaczę to czasami w bardzo obrazowy sposób. Statek wypływający w morze staje się czymś w rodzaju wielkiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Każdy, kto ma na tym statku swój towar w kontenerze, jest w pewnym sensie udziałowcem tej spółki. Jeżeli dochodzi do poważnego zdarzenia i trzeba ratować statek oraz ładunek, część kosztów pokrywa właściciel statku, a pozostała część zostaje rozdzielona pomiędzy właścicieli ładunków. Ratowanie statku oznacza bowiem również ratowanie ich towarów. Może się więc okazać, że ktoś otrzymuje informację o udziale w kosztach szkody wynoszącym na przykład 30 000 dolarów, mimo że jego własny kontener z towarem wart jest 15 000 czy 20 000 dolarów. Jeżeli nie ma ubezpieczenia, sytuacja robi się naprawdę poważna.
Ładunek może zostać zatrzymany do czasu uregulowania należności. Roszczenia są dochodzone bardzo konsekwentnie. Do dziś, z tego, co wiem, toczą się sprawy dotyczące osób, które nie miały ubezpieczonych towarów przewożonych kontenerowcem Ever Given, który zablokował Kanał Sueski w 2021 roku. Część sporów nadal rozgrywa się w sądach w Londynie. Ludzie mówią: nie ubezpieczyłem kontenera, ale dlaczego mam zapłacić 100 000 dolarów, skoro mój towar był wart 20 000? Tyle że właśnie tak skonstruowane jest prawo morskie.
Oczywiście nawet polisa nie rozwiązuje wszystkich problemów. Jeżeli statek zatonie, a kamieniarz ma do wykonania kontrakt, to pieniędzmi nie zastąpi materiału. Następna partia może być dostępna za pół roku, klient może naliczać kary czy odsetki. Ale przynajmniej można odzyskać pieniądze zainwestowane w towar i nie zostać dodatkowo obciążonym skutkami szkody. Bez ubezpieczenia może się okazać, że zamiast planowanego zysku zostaje ogromna strata.
Czym wyróżnia się Magemar Polska?
Przede wszystkim mamy własną agencję celną. Jeżeli firma spedycyjna nie ma własnej agencji celnej, musi przekazać część procesu kolejnemu podmiotowi. Dochodzą następne osoby, kolejne koszty, czasem dodatkowe zabezpieczenia czy wyższe opłaty za odprawę. Nie korzystamy z zewnętrznych agencji. Dla klienta oznacza to mniej pośredników, a jednocześnie wyższy poziom bezpieczeństwa informacji i ochrony tajemnicy handlowej. U nas proces realizowany jest od A do Z.
Dzielimy się własną wiedzą. Chcemy, by nasi klienci byli świadomi, czym jest każdy element układanki zwanej importem i eksportem. Nie ukrywamy kosztów, nie obiecujemy tego, na co nie mamy wpływu. Reagujemy szybko na zmienne sytuacje w transporcie, bo mamy przedstawicieli oraz agentów na całym świecie. Przez 27 lat zdobyliśmy ogromne doświadczenie, które jest dziś naszą najważniejszą wartością.
Zastanawiałem się od jakiegoś czasu, jak przedstawić temat, który zajmował mnie przez ponad pół roku. Mowa o rzeźbie. Jestem z niej wyjątkowo dumny i chciałbym opisać Wam kilka aspektów, które złożyły się na to – w mojej ocenie – wyjątkowe dzieło.
Część z Was mnie zna, część jeszcze nie. Zatem na wstępie chciałbym się przedstawić: nazywam się Michał Misiaszek i prowadzę na południu malowniczej Opolszczyzny pracownię kamieniarstwa artystycznego „Danaida”. Historia, którą macie przed oczami, zaczęła się ponad dwa lata temu. Zadzwonił do mnie pan Paweł Jannasz – inwestor, który, zamawiając nagrobek, chciał oddać hołd swojej zmarłej córce.
Pan Paweł wraz z rodziną – niezwykle zasłużoną, z ogromnymi tradycjami, biorącą udział w tak ważnych i burzliwych dziejach naszego kraju, jak kampania wrześniowa czy powstanie warszawskie – pragnęli stworzyć wyjątkowe miejsce pamięci. Projekt zakładał wykonanie naturalnej wielkości anioła, który miał stanowić dominantę całej kompozycji. Małgosia, nad której grobem miał stanąć, była – jak wspominała rodzina – wspaniałą, radosną dziewczyną, zachwycającą wszystkich wokół. Figura z piaskowca miała być kontynuacją tego zachwytu.
Zdaję sobie sprawę, że na łamach gazety branżowej temat „kolejnej rzeźby” może wydawać się do pewnego stopnia wtórny czytelnikom związanym z kamieniarstwem od lat. Chciałbym jednak podzielić się z Państwem przygodą, jaką był proces jej tworzenia. Chcę też pokazać, jak w realizacji tak wymagającego przedsięwzięcia potrafi pomóc przynależność do Polskiego Związku Kamieniarstwa (PZK).
Od czego zaczyna się taka praca? Naturalnie – od projektu. Ponieważ rzeźba miała nawiązywać do jednej z naszych wcześniejszych realizacji, mogłem posiłkować się już istniejącym modelem. W swojej pracy wykorzystuję punktownicę, dlatego do skopiowania rzeźby potrzebowałem modelu w skali 1:1. Z pomocą przyszedł skaner 3D oraz późniejszy wielkoformatowy wydruk na drukarce 3D. To niezwykle wygodne rozwiązanie, dzięki któremu możemy łatwo i precyzyjnie skalować nasze prace do dowolnych rozmiarów.
Skoro mamy model, co dalej? Jak łatwo zgadnąć, potrzebny jest kamień. Wybór padł na drobnoziarnisty piaskowiec Broniów. To fenomenalny materiał do obróbki i w mojej opinii jeden z lepszych piaskowców do tak koronkowej pracy. Dzięki drobnemu uziarnieniu można z niego wydobyć mnóstwo detali, a naturalnie ciepła barwa i delikatne przeżylenia nadają rzeźbie dodatkowych walorów estetycznych.
Blisko czterotonowy blok na tę realizację został dla mnie wyselekcjonowany przez zaprzyjaźnioną firmę, podobnie jak ja zrzeszoną w PZK – mowa tu o Kopalni Piaskowca „Sosnowica” i rodzinie Ręboszów. Cały proces przebiegł szybko, sprawnie, a co najważniejsze: bezpośrednio. Przynależność do związku daje tę nieocenioną zaletę, że kontaktujemy się od razu z właścicielem. Nie musimy odbijać się od działu sprzedaży. Sprawę załatwiamy szybko i rzetelnie.
Blok dotarł do mnie pod koniec wakacji i wtedy zaczęła się właściwa praca – uwalnianie rzeźby spod zbędnego materiału, aby dotrzeć do formy ukrytej w tym geometrycznym, prostopadłościennym więzieniu. Kolejne etapy możecie Państwo prześledzić na zdjęciach. To setki godzin pracy, mnóstwo użytych narzędzi, dłut i tarcz. Trwało to dłuższą chwilę, ale ostatecznie w połowie marca moje dzieło ujrzało w końcu światło dzienne.
Rzeźba miała docelowo stanąć na Cmentarzu Bródzieńskim w Warszawie. Pod koniec października 2025 roku udaliśmy się na miejsce z naszymi montażystami, aby przygotować teren pod rzeźbę – wylaliśmy nowy fundament i zamontowaliśmy nagrobek. Teraz, na wiosnę, przyszedł czas na wielki finał. Pojawił się dylemat: angażować lokalnego HDS-a oraz własną ekipę i jechać z nimi ponad 300 kilometrów, czy może rozejrzeć się na miejscu i zlecić montaż zewnętrznej firmie w Warszawie? W tym momencie na scenę wkroczyła firma Granity Skwara, również członek PZK.
Sytuacja wyglądała identycznie jak w przypadku kontaktu z państwem Ręboszami – jeden telefon do pana Lecha Rzeszotarskiego i tydzień później mogliśmy jechać na Bródno. Dzięki tej współpracy jedyną rzeczą, którą musiałem ze sobą zabrać, była... rzeźba. Na miejscu czekała już profesjonalna ekipa montażystów, a sam proces instalacji figury zajął dosłownie chwilę. To kolejny dobitny przykład na to, jak obecność w związku ułatwia zawodowe życie.
Finałem tej historii jest wzruszenie i radość na twarzach rodziny Małgosi Jannasz – kobiety, która za życia zachwycała wszystkich wokół, tak jak teraz zachwyca poświęcona jej figura. Dla mnie osobiście, poza oczywistą gratyfikacją finansową, największą nagrodą były słowa bliskich – pełne wdzięczności, wspomnień, ale i naturalnego w takich sytuacjach smutku.
To niesamowite, jak głębokie relacje potrafią tworzyć się między ludźmi. Mam wrażenie, że jeśli ktoś dopuszcza cię do tak delikatnej i osobistej materii, jaką jest strata ukochanej osoby, przestajesz być już tylko wykonawcą, a klient przestaje być tylko klientem. Powstaje szczególny rodzaj więzi, i taka właśnie nawiązała się między nami. To wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że praca, którą wykonuję, jest ważna i potrzebna. Daje mi to ogromną motywację do tego, aby każde moje kolejne dzieło było jeszcze bardziej wartościowe.
Więcej zdjęć: fb/Danaida Misiaszek Kamieniarstwo Artystyczne
Autor z blokiem piaskowca ze złoża Broniów
W dniach 12–14 czerwca odbył się XXXI Walny Zjazd Polskiego Związku Kamieniarstwa. Na miejsce tegorocznego spotkania wybrano Strzegom i Wałbrzych, a więc region, w którym kamień nie jest wyłącznie przedmiotem działalności gospodarczej, lecz także ważnym elementem historii, krajobrazu i lokalnej tożsamości (czytaj dalej...)
Jesteśmy firmą rodzinną z wieloletnimi tradycjami, którą w ostatnim czasie intensywnie rozwijamy na wielu płaszczyznach. Dostrzegamy, jak dynamicznie zmienia się branża kamieniarska, dlatego uznaliśmy, że jednym z najlepszych sposobów, aby nadążyć za tymi zmianami i aktywnie uczestniczyć w rozwoju branży, będzie dołączenie do PZK.
Nasz udział w Zjeździe Kamieniarskim był podyktowany chęcią lepszego poznania działalności Związku, integracji z jego członkami oraz nawiązania nowych relacji biznesowych. Zależało nam również na wymianie doświadczeń z innymi przedsiębiorcami i poznaniu ich spojrzenia na wyzwania oraz przyszłość branży. Na co dzień jako firma tylko sporadycznie rozmawiamy o tym, jak zmienia się nasza branża, co dzieje się na rynku i w jakim kierunku powinniśmy podążać. Jednocześnie wiem, że PZK wykonuje ogromną pracę, aby unowocześniać branżę kamieniarską i – mówiąc wprost – pchać ją do przodu. Uważam, że jako zjednoczona brać kamieniarska jesteśmy w stanie wspólnie przygotować się na nadchodzące zmiany w sposób przemyślany i zaplanowany, a także mieć realny wpływ na kierunek, w jakim będzie rozwijać się nasza branża.
Na zjeździe zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci. Od samego początku panowała przyjacielska atmosfera, dzięki której szybko nawiązaliśmy kontakt z pozostałymi uczestnikami. Dwa dni rozmów – nie tylko o pracy, ale również o branży, nowych technologiach, maszynach i codziennych wyzwaniach – uświadomiły nam, że nie jesteśmy z tym wszystkim sami.
Po zjeździe nasz entuzjazm wobec PZK i organizowanych kongresów jeszcze bardziej wzrósł. Już teraz nie możemy doczekać się kolejnego spotkania. Udział w takich wydarzeniach daje nie tylko ogromną dawkę motywacji, ale także skłania do refleksji nad rozwojem własnej firmy i całej branży. Przekonaliśmy się, że nasze spostrzeżenia i wyzwania są wspólne dla wielu uczestników. To właśnie dzięki takim zjazdom możemy konfrontować nasze pomysły, wymieniać doświadczenia i na bieżąco weryfikować kierunek, w którym rozwijamy naszą firmę.
Na zdjeciu: Monika i Karol z AMC Granit