Z branży

WKG ZOK - Uruchomienie nowej linii do cięcia bloków

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: wtorek, 14 listopada 2023 13:19

126_44_1.jpg

14 września 2023 roku w firmie WKG ZOK w Wojkowicach uroczyście uruchomiono traka wielolinowego PEDRINI GS230. Była to okazja do zaproszenia do zakładu klientów, partnerów i oficjeli oraz urządzenia szumnej imprezy.

Już na wstępie bardzo miłym akcentem były osobiste powitania gości przez właścicieli i zarząd firmy. Sama impreza była przygotowana i prowadzona z rozmachem. Konferansjer na bieżąco informował o kolejnych punktach programu zapraszając przybyłych do korzystania z powitalnego poczęstunku.
Część oficjalna obejmowała wystąpienia dotyczące firmy – krótkiego przypomnienia jej historii, ukazania aktualnego etapu rozwoju i prezentacji planów na przyszłość. Oczywiście istotnym elementem przyszłości jest inwestycja, która była powodem opisywanego spotkania – Pedrini Multiwire Jupiter GS230-GF56.
Jupiter GS230 to trak wielolinowy o długości cięcia do 3,6 m i wysokości 149-159 cm. Może ciąć linami o średnicy od 7,3 do 5,3 mm na płyty o grubości od 2 do 10 cm z prędkością do 2100 mm. W zakładzie WKG to już trzecia maszyna tego producenta, tym razem skonfigurowana do cięcia grubej płyty przy użyciu 56 lin.

126_45_1.jpg
Obecnie WKG zatrudnia 150 osób, w tym 22 inżynierów i pracuje 7 dni w tygodniu na 3 zmiany. W czasie powitania gości Rafał Pożyczka, prezes WKG, wiele uwagi poświęcił przyszłości. Z momentem uruchomienia GS230 wydajność przeróbcza zakładu wzrosła do 200 bloków i 250 tysięcy metrów kwadratowych grubej płyty miesięcznie. Omówił również ofertę handlową firmy obejmującą kamienie z całego świata z podkreśleniem nowej oferty z Indii.
Warto wspomnieć, że budowę hal WKG w Wojkowicach rozpoczęto w połowie 2014 roku i już w lutym 2015 roku kompletnie wyposażony zakład rozpoczął cięcie pierwszych bloków. W kolejnym miesiącu uruchomiono linię polerską do płyt, później wachlarz usług się rozszerzał: płomieniowanie, żywicowanie, rozkrój płyt i obróbka boków.

126_45_5.jpg
Kolejnym punktem programu spotkania było przejście do hali produkcyjnej, gdzie nastąpiło symboliczne przecięcie wstęgi i odsłonięcie nowej maszyny. Nie obyło się też bez „chrztu”. Rozbijając butelkę szampana matką chrzestną Pedrini GS230 została Bożena Orfin z TGR – firmy ze Świebodzic, która odpowiadała za dostawę i uruchomienie traka. Później goście mieli możliwość obejrzeć wnętrze hal produkcyjnych i stanów magazynów WKG, zarówno w zakresie bloków, jak i gotowych płyt.

126_45_4.jpg

Oczywiście nie obyło się bez poczęstunku, napitku i dodatkowych atrakcji. Gospodarze zadbali o smakowite przekąski oraz bogate menu baru, a rozrywkową atrakcją wieczoru był pokaz tańca w gorącym układzie choreograficznym w wykonaniu ekspresyjnej grupy Show Heels Dance.
Na zaproszenie WKG odpowiedziało ponad 100 osób z całej Polski. Gospodarze uhonorowali ich obecność losowaniem cennych nagród – były to vouchery na usługi cięcia bloków w WKG o łącznej wartości 230 tys. zł.

przeczytaj cały artykuł

Z wizytą w firmie Syntetyk

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 14 listopada 2023 12:08

126_42_1.jpg

Część branży uważa, że lepszym sposobem na komunikację z rynkiem jest organizacja spotkania pod hasłem „drzwi otwarte”. Faktycznie w czasie takich imprez jest znacznie więcej możliwości spokojnej rozmowy, rozwiązania pewnych kwestii, wymiany doświadczeń. W czasie takich imprez lepiej poznajemy klientów i ich problemy.

Czasem można usłyszeć, że te spotkania są lepsze od targów. Zapewne tak jest w zakresie kontaktów ze stałymi klientami. Niestety na takich imprezach prawie niemożliwe jest spotkanie nowych klientów. Tym niemniej warto w nich uczestniczyć i je organizować, bo dają nieocenione informacje o towarach (klientom) i potrzebach klientów (organizatorom).
Dziewiątego września mieliśmy okazję uczestniczyć w takiej imprezie organizowanej przez firmę Syntetyk z Buska Zdroju. Syntetyk jest przedstawicielem firmy Tenax w Polsce, ale również reprezentuje Fraccaroli & Balzan i MEC. Ponadto oferuje narzędzia.

126_43_5.jpg

Spotkanie rozpoczęło się od prezentacji nowych produktów Tenax oraz produktów z bieżącej oferty. Wśród nich pokazano nowe wyspecjalizowane kleje: Tenax Calacatta, Tenax T-Bond, Tenax Thassos, Tenax Glans. Prezentacji dokonał Cristian Scasserie z zakładów Tenax.
Po prezentacji produktów zgromadzeni mogli dowiedzieć się o istotnych zmianach kapitałowych w firmie. Istniejąca od 1956 roku rodzinna firma Tenax sprzedała większościowy pakiet udziałów firmie inwestycyjnej Sun Capital Partners, Inc. Jak wyjaśniono, dzięki tej zmianie firma będzie w stanie w znacznie szerszym zakresie prowadzić badania nad nowymi produktami poszerzającymi ofertę rynkową. Wraz z tymi zmianami odświeżono dotychczasowe logo firmy, a jego prezentacja nastąpiła podczas targów Marmomac w Weronie.

126_42_2.jpg

Część szkoleniowo-informacyjną zakończyła prezentacja dr. Georgio Bignone z firmy Gaspari Menotti. Ta firma była liderem w produkcji traków wahadłowych. Jednak w związku ze zmianami technologicznymi w zakresie cięcia bloków przygotowała nową ofertę maszyn już w technologii cięcia liną. Zaprezentowano dwie takie maszyny, które być może zainteresują polskie firmy kamieniarskie.
Na spotkaniu zjawiło się sporo gości. Obfity catering i świetna atmosfera sprawiły, że spotkanie trwało do późnych godzin. Było wiele okazji do rozmów i wymiany doświadczeń.

126_43_4.png

więcj zdjęć 

przeczytaj cały artykuł

W związku z... Mistrz kamieniarz

Autor: Jacek Major   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 11:11

Polski Związek Kamieniarstwa kolejny raz organizuje egzaminy czeladnicze i mistrzowskie w zawodach kamieniarz i brukarz. Zapraszamy wszystkich chętnych do potwierdzenia swoich kwalifikacji zawodowych. Dyplomy zdobyte w Polsce są z mocy prawa unijnego honorowane we wszystkich państwach członkowskich. Na życzenie zdającego dokument może być również wydany w języku angielskim.

Egzamin odbędzie się w połowie grudnia 2023 roku. Tuż przed egzaminem zaplanowano kurs, który ma za zadanie odświeżyć wiedzę i przygotować do części teoretycznej. 32 godziny m.in. z materiałoznawstwa, technologii obróbki, maszynoznawstwa oraz różnych zagadnień z prowadzenia firmy pozwolą powtórzyć i usystematyzować swoją wiedzę na tyle, aby egzamin był przyjemnością.

Kurs będzie trwał 4 dni. Codziennie będzie to 8 godzin lekcyjnych podzielonych na cztery bloki. Staraliśmy się tak ułożyć plan i zmieniać prowadzących oraz tematykę, aby zajęcia się nie dłużyły i były dynamiczne. Zachęcamy do punktualnego i pełnowymiarowego udziału w kursie, jednak rozumiemy, że obowiązki zawodowe mogą czasem być ważniejsze. Z tego względu będzie możliwe, aby do zajęć dołączać i opuszczać je w dowolnym momencie. Jeżeli słuchacze będą potrzebować na godzinę czy dwie odejść od komputera to nie będzie żadnego problemu z późniejszym ponownym zalogowaniem i kontynuacją szkolenia w dowolnym momencie.

Kurs odbędzie się online, na platformie ZOOM. Jest to narzędzie umożliwiające zdalną komunikację między prowadzącym i uczestnikami za pośrednictwem Internetu. Zachęcamy do zaopatrzenia się w kamerę internetową i mikrofon, by móc w pełni uczestniczyć w kursie i mieć możliwość zadawania pytań na żywo. W przeciwnym wypadku pozostanie jedynie rola biernego widza i słuchacza.
Więcej informacji na temat egzaminu i kursu będzie można uzyskać w czasie targów STONE. Na swoim stoisku Polski Związek Kamieniarstwa planuje promować podnoszenie i potwierdzanie kwalifikacji zawodowych. Prezentowana będzie oferta kursów i egzaminów w zawodzie kamieniarz i brukarz. Będzie można dowiedzieć się więcej szczegółów, jak takie egzaminy wyglądają, kto może do nich przystąpić i czy trudno jest zdać. Będzie możliwość porozmawiania z instruktorami kursów i egzaminatorami.

Tytuł mistrza jest również pierwszym, ale tym największym i najważniejszym, krokiem aby zatrudniać uczniów w swoim zakładzie.
Z innych wydarzeń, które na stałe goszczą w kalendarzu PZK, warto już dziś wspomnieć o Kongresie Kamieniarskim. W tym roku świetnie sprawdziła się nowa formuła tego spotkania, które odbyło się w styczniu w Wieliczce. Fotorelacja pojawiła się Kurierze Kamieniarskim nr 1/2023. W roku 2024 planujemy organizację Kongresu również w styczniu. O miejscu i dokładnej dacie będziemy informować. Już dziś zapraszamy na to wydarzenie.

przeczytaj cały artykuł

Anna Rasińska: Sympozja drogą do samorealizacji

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 09:17

 Z Anną Rasińską, pochodzącą z Opola rzeźbiarką, której sposobem na życie stały się sympozja rzeźbiarskie na całym świecie, rozmawiał Dariusz Wawrzynkiewicz.

Pochodzi Pani z Opola, miasta, w którym swoją siedzibę ma nasza redakcja. Zaskoczeniem była dla mnie informacja, że była Pani jedyną Polką zakwalifikowaną na sympozjum rzeźby w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej, o którym pisaliśmy niedawno na naszym fanpage na Facebooku. Jak to się stało, że jest Pani rzeźbiarką? I dlaczego wybrała Pani kamień?
Dla mnie od dzieciństwa rzeźba kamienna to było coś. Moja mama miała sporo książek o sztuce. Kiedyś kupiła album Auguste’a Rodina i od tego czasu przepadłam. To jest bardziej transcendentne, ale rzeźba w kamieniu to było to.
Chociaż nie miałam żadnych rodzinnych związków ze sztuką, to już jako dziecko w wieku 11-12 lat trafiłam do ogniska plastycznego w Opolu. Tam przez zabawę pokazywano nam różne formy uprawiania sztuki. Strasznie mi się to spodobało. W rezultacie, gdy trzeba było wybrać średnią szkołę, decyzja była prosta. I tak zostałam uczennicą opolskiego liceum plastycznego, które ukończyłam w 2001 roku. Nie przeszło mi, więc wybór uczelni też był oczywisty: ASP w Krakowie. Tam przeszłam przez wszystkie pracownie. Na pewnym etapie nauki trzeba było wybrać materiał. Ze względu na pasję do kamiennej rzeźby wybrałam kamień i brąz. Niestety w zakresie kamienia studenci mają sporo problemów – głównie chodzi o dostęp do materiału, który jest dość drogi.
W szkole i na studiach oczywiście zajmowałam się też malarstwem, rysunkiem, ale kamień miał dla mnie specjalne znaczenie. Kiedy skończyłam, studia chciałam zostać w tym artystycznym świecie i tworzyć. To nie jest proste. Szczególnie dla kobiety, bo to jednak dość męskie środowisko. Szczerze mówiąc, nie miałam specjalnie nadziei, że uda mi się tworzyć w kamieniu. Szczególnie w Krakowie, gdzie możliwości rzeźbienia w tym materiale były ograniczone.
Jaka była Pani droga do zaistnienia na światowym poziomie w artystycznych spotkaniach rzeźbiarzy? Kiedy szukałem informacji w sieci, to się okazało, że w Polsce trudno zobaczyć Pani prace.

kk125_S36_2.jpg

„Transformation”
rozmiar: 310 x 160 x 60 cm, materiał: marmur,
miejsce: Jeddah, Saudi Arabia; 2019 r

Po studiach byłam dwa lata w Krakowie. Tam trochę pomagałam jednemu z profesorowi przy realizacji większej rzeźby. Potem wyszłam za mąż. Mój mąż też jest rzeźbiarzem, i pochodzi z Ukrainy, i wyjechałam z nim właśnie tam.
Jak się okazało, w Ukrainie były znacznie lepsze warunki do realizowania siebie w kamieniu. Tam udało mi się wziąć udział w trzech sympozjach, gdzie rzeźbiłam w piaskowcu. Dzięki temu w dorobku miałam trzy prace, które mogłam pokazać, starając się zaistnieć na innych sympozjach. I tak zaczęłam walczyć o udziały w sympozjach na całym świecie.
To sporo pracy. Nie miałam żadnych układów, znajomości. Wszystko odbywało się przez Internet. Kolejne aplikacje rozsyłane na wszystkie ogłaszane sympozja. Wiadomo, że trzeba wysłać bardzo dużo zgłoszeń, żeby czasem zakwalifikować się do udziału.
Pierwsze sympozjum zagraniczne to była Turcja w 2015 roku i w tym samym roku kolejne dwa sympozja w Turcji. Dla mnie to był cud. Stało się coś, o czym marzyłam. Teraz, jak o tym myślę, to był efekt determinacji i wiary, że się w końcu uda.
Na moim roku było 20 osób, i na palcach jednej ręki mogę policzyć tych, którzy rzeźbią. I w większości są to rzeźby funkcjonalne – kościoły, restauracja zabytków itp. Mało kto realizuje sztukę dla sztuki. Faktem też jest, że nasze uczelnie artystyczne nie uczą studentów, jak poradzić sobie po opuszczeniu uczelni. Jak zaistnieć jako artysta. Niestety wielu kończy jako przedstawiciele handlowi.
Mnie się udało. Po sympozjach w Turcji dostałam zaproszenie na sympozjum w Jeddah w Arabii Saudyjskiej. To było sympozjum, gdzie wyboru rzeźbiarzy dokonywano bez aplikacji. Potem, ten sam kurator wybrał mnie na sympozjum w Rijadzie. Niestety to był czas pandemii i nie udało się spełnić warunków z tym związanych, choć byłam zakwalifikowana. Strasznie żałowałam.

kk125_S37_1.jpg

„Still Life”
rozmiar: 260 x 250 x 70 cm, materiał: marmur,
miejsce: Kair, Egipt; 2022 r.

Tam chyba warunki pracy są idealne?

Rozmawiałam ze znajomymi i mówili, że warunki super, ale były też problemy – głównie techniczne. Wie pan... Przy pracy w kamieniu wszystko musi być absolutnie profesjonalne. W końcu operujemy bardzo trudnym tworzywem. Zawsze jest ryzyko wypadku. Dlatego tak ważne jest, aby organizator zapewniał profesjonalną obsługę.
A jak późniejsze sympozja?
Poprzez wypełnienie wyłącznie aplikacji udało mi się wziąć udział w sympozjum w Kanadzie. Myślę, że głównym kryterium wybierania artystów są jednak zdjęcia wykonanych już prac, widocznie moje się spodobały. Moja praca znalazła się też na ekspozycji w Pekinie, ale tam nie byłam. Został mi tylko przepiękny album. Rzeźbiłam też w Korei, Stanach Zjednoczonych, a w tym roku ponownie w Turcji.
Jakie plany na przyszłość?
Mam pewne pomysły, ale wolę o nich nie mówić. Zapewne będą powstawały kolejne prace. Poza tym cały czas wysyłam aplikację tam, gdzie chciałabym popracować. Wśród znajomych rzeźbiarzy jest powiedzenie, że jak ktoś zarazi się bakterią sympozjów, to się od tego nie uwolni. To ma też inny wymiar. To na sympozjach mogą powstawać duże monumentalne prace. Do galerii raczej nie.
Między nami – „permanentnymi” uczestnikami sympozjów – jest pewna rywalizacja: każdy chce zrobić więcej, lepiej, ciekawiej. Ja się nakręcam. To jest sprawa ambicji i pewnych standardów.

kk125_S37_2.jpg

„Window of change”
rozmiar: 200 x 140 x 40 cm, materiał: granit,
miejsce: Nashua, New Hampshire, USA; 2023 r.

W jakich materiałach realizuje Pani swoje prace?
To oczywiście zależy od miejsca sympozjum. W Turcji to marmury, ale na przykład w Kanadzie pracowałam w bardzo trudnym granicie. Na dodatek ten granit pochodził z kopalni, gdzie wydobywany był metodą strzałową i materiał miał pełno sztychów.
W granicie pracowałam też w Korei. To był piękny biały granit i mieliśmy doskonałe warunki pracy. Duża ilość dysków do granitu, powietrze, woda – więc praca była fantastyczna. Sympozjum w USA to były też zmagania z wyjątkowo trudnym granitem, na pewno drugi raz bym go nie wybrała.
Szukałem w Internecie, ale nie spotkałem żadnej Pani pracy w Polsce. A tu też są sympozja.
Wiem, że Polsce sporo się dzieje. Oglądałam prace z biennale w Strzegomiu. Podobały mi się, ale szkoda, że organizatorzy zamykają się na świat. Głównie są polscy rzeźbiarze, czasem ktoś z Czech. Nie ma niestety możliwości zgłoszenia się przez aplikację. Szukałam, bo chciałabym mieć możliwość zrobienia czegoś w kraju.
Mam zatem nadzieję na spotkanie się z Panią na jakimś sympozjum w Polsce.

 

 

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Adrianem Cebulą

Autor: Paweł Szambelan   |   Data publikacji: środa, 13 września 2023 07:26

 Najważniejsze, to mieć wsparcie w rodzinie. Po drugie: zachować równowagę między pracą a rodziną oraz rozdzielić życie prywatne od pracy. Niby proste, ale ilu z nas potrafi to zrobić na co dzień?

Jestem synem kamieniarza. Tato zaczął działalność w 1986 roku. Firma była przy domu, w którym się wychowałem. Kiedy moi koledzy bawili się w piasku, ja bawiłem się w lastryku – takim trochę innym piasku (śmiech). W kamieniarstwie pracuję już od 22 lat. Zacząłem zaraz po maturze, studia robiłem zaocznie i pracowałem u taty. Nie miałem żadnych nacisków ze strony taty. Jakoś tak naturalnie wszedłem w tę branżę. Ale historia wcale nie jest taka prosta, jakby można pomyśleć (śmiech). Powiem szczerze, że w dzieciństwie chciałem być kucharzem.

Gotować nadal lubię, ale kucharzem nie jestem. Poszedłem do szkoły budowlanej i się wszystko zmieniło. Kto w kamień wejdzie, ten z niego nie wyjdzie – to sięga naprawdę głęboko.
Mam wsparcie w żonie i zainteresowanie córki. Z tego najbardziej się cieszę. Żona początkowo była sceptycznie nastawiona do mojej pracy w kamieniarstwie. Teraz chyba poczuła – jeśli można to tak określić – miłość do kamienia. Kiedyś chyba by się ucieszyła ze sprzedaży zakładu, a teraz sama pomaga mi wybierać bloki, jeździ ze mną kupować maszyny, a nawet zajmuje się liternictwem. Córka natomiast ma w sobie ciekawość kamienia, chętnie „testuje” na nim różne narzędzia i pomaga mamie przy napisówkach. Do tego od dawna wierci mi dziurę w brzuchu, że chce pojechać na jakiś zjazd kamieniarski. Już jej obiecałem, że zabiorę ją na jakąś imprezę kamieniarską.

Chyba więc można powiedzieć, że to firma pokoleniowa. Choć tato mi opowiadał, że w którymś momencie chciał rzucić wszystko i sprzedać zakład. Był tym zmęczony, chciał zlikwidować firmę. Ale zauważył zainteresowanie z mojej strony i stwierdził, że jednak to poprowadzi. Kiedy zaczynałem mu pomagać w zakładzie, miał taką zasadę, że na każdej maszynie musiałem popracować minimum dwa lata. Po to, żebym wiedział, ile co wymaga czasu albo co się da lub nie zrobić, a przede wszystkim, jak zachowuje się kamień w czasie obróbki.
Tak mi zostało. W firmie mam swój gabinet i swoje biurko, ale czas wolę spędzać na produkcji. Często zdarzają się przypadki, że przyjeżdża klient, a ja akurat stoję przy maszynie albo jeżdżę na wózku widłowym. Podchodzi i mówi, że chciałby rozmawiać z szefem. Więc pytam: słucham? Klient upiera się, że: „nie z kierownikiem, tylko z szefem”. No to powtarzam: słucham pana, przecież nie szata czyni człowieka szefem (śmiech).
Generalnie kocham to, co robię, i nie jeżdżę do pracy z przymusu. Zależy mi, żeby atmosfera w pracy powodowała, że wszystkim nam się chce tu być. W firmie traktujemy się po przyjacielsku. Nie mam potrzeby, żeby pracownicy zwracali się do mnie szefie albo per pan – nie wymagam tego, nie tworzę bariery szef-pracownik. Wszyscy jesteśmy po imieniu. Chociaż czasem mam wrażenie, że...

Zarządzanie firmą przejąłem, można powiedzieć, z przypadku. W 2014 roku tato ciężko zachorował i dużo czasu spędził w szpitalu. Ktoś musiał przejąć dowodzenie w firmie, więc naturalnym było, że ja stanąłem na tym miejscu. Od tego czasu tato pozostawał właścicielem i pojawiał się w firmie, ale decyzje dotyczące firmy podejmowałem już ja.

Najtrudniejsza decyzja przyszła w 2016 roku. Tato, czynny do samego końca, odszedł w grudniu i musiałem zdecydować, co robić dalej: sprzedać zakład i pójść do „normalnej” pracy – jak wtedy po cichu myślała moja żona – czy kontynuować rodzinne dzieło. Przez 2 lata wyprostowałem wszystkie sprawy w firmie i zacząłem ją rozwijać. Jak wspomniałem, mam wsparcie w żonie. Jest w to mocno zaangażowana. Załapała kamiennego bakcyla i zna się na tym. Pomimo to staram się oddzielić pracę od rodziny. Żona nie pracuje ze mną w firmie, więc w domu staram się za dużo o firmie nie rozmawiać. O ile jeszcze o pozytywach czasem rozmawiamy, to bardzo przestrzegam, by do domu nie przynosić problemów zawodowych.
Mój ulubiony kamień? Dużo robię z Długopola, chyba taka specyfika naszego regionu. Sprowadzam też kamienie z całego świata – i te tanie, i te piękne, i te ekskluzywne. Lubię odkrywać nowości. Jednak na każdy kamień musi się znaleźć klient. Jednemu podoba się to, drugiemu co innego. Choćby czarne żyłki – dla jednego są pożądane, dla innego niedopuszczalne. Najlepszym przykładem jest wyżej wymieniony piaskowiec Długopole. Sprowadzam go w blokach i rozcinam na miejscu. Jeśli będzie partia z czarnymi żyłkami, to będę miał kłopot ze sprzedażą w mojej okolicy. Mnie osobiście te żyłki się podobają, ale nie każdy to lubi. Choć trafiłem na klienta, który chciał tylko z czarnymi żyłkami.

 Nie da się w tej branży pracować bez pasji. To jest ciężki kawałek chleba. Ale chyba nikogo o tym nie muszę przekonywać. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy wszystko drożeje, a ty nie możesz tak samo podnieść ceny, bo wiesz, że klient tego nie zapłaci. Podnosisz, tyle ile musisz. I walczysz innymi argumentami. W 2022 roku uzyskałem dyplom mistrzowski w zawodzie kamieniarz. Teraz to najcenniejszy dokument jaki wisi w moim biurze. W tym roku zostałem rzeczoznawcą do spraw jakości produktów lub usług przy podkarpackiej Wojewódzkiej Inspekcji Handlowej – to dobitnie potwierdza moje kwalifikacje. Od kilku lat zyskuję najwyższe noty w województwie w Plebiscycie Branżowym „Orły”. Chyba to przekonuje klientów bardziej niż „lajki” w internecie. Przy okazji twierdzą, że dobrze mi z oczu patrzy i dobrze się ze mną rozmawia. Nie wiem, czy to prawda, ale zawsze postępuję tak, by nie mieć sobie nic do zarzucenia.

Będąc rzeczoznawcą trochę obawiam się pracy na własnym terenie. Bo wiesz jak jest: znamy się tu w zasadzie wszyscy, pracujemy ze sobą, stykamy się przy różnych robotach, więc ocenianie czyjejś pracy może być trochę niezręczne. Niedługo mam właśnie taką sprawę, że muszę rozebrać nagrobek postawiony przez innego kamieniarza. Nie wiem, czym się to skończy.

Fajnie, że są organizacje branżowe i fajnie, że są organizowane zjazdy. Staram się przynajmniej raz w roku być na takim zjeździe – dwa razy nie zawsze się uda, choć bardzo bym chciał. Na ostatnim zjeździe Polskiego Związku Kamieniarstwa nie mogłem być z powodów rodzinnych, ale na następny obowiązkowo pojadę. Nawet zabiorę kolegę, który jest zainteresowany przystąpieniem do egzaminu mistrzowskiego i wstąpieniem do związku.

Motywacja? Oczywiście, że żona! Początkowo sceptyczna, dziś sama mnie motywuje do tego, żebym szedł do przodu. Będąc jeszcze trochę poza firmą ma inną perspektywę. Potrafi spojrzeć z innej strony, nieszablonowo doradzić albo zakasać rękawy i pomóc bezpośrednio. Albo nawet nalegać na jakieś decyzje czy zakupy, które później okazują się bardzo trafne.

 

 

 

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 10 z 44

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 00:00:00
Tablice-nagrobkowe.pl plexi, konglomeraty. Henryk Moćko tel. 503 33 46 46

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 3.800 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 3.800 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.