
35 lat temu, w 1990 roku, mój ojciec założył firmę. Była to jego wizja i pasja, która małą firmę logistyczną z Trójmiasta przekształciła w globalnego gracza. Na początku byliśmy niczym mała rybka w wielkim stawie – lokalni gracze na rynku logistycznym. Ale kto by pomyślał, że z tej małej rybki wyrośnie całkiem duży szczupak?
Dziś do firmy dołączyło już trzecie pokolenie, które kontynuuje pracę mojego ojca. To historia, która naprawdę napawa dumą!
Oczywiście naszą mocną stroną, która nieprzerwanie rozwijała się przez te 35 lat, jest logistyka. Kamieniami milowymi była dostawa do Polski wszystkich fabryk Daewoo oraz Program 10+ Grupy LOTOS w Gdańsku. Ten drugi to największa inwestycja polskiej gospodarki w latach 2007–2011, w której zapewnialiśmy transport najcięższych w historii reaktorów – o wagach jednostkowych 1300, 1100 i 800 ton. To była nasza logistyka w pełnej krasie, która nie tylko „podejmuje wyzwania”, ale wręcz je kreuje!
Właśnie ta odnoga naszej działalności, jaką jest logistyka, stała się fundamentem, na którym budujemy do dziś – wciąż nieprzerwanie rozwijamy nasze zdolności logistyczne, by sprostać rosnącym wymaganiom rynku. Oferujemy również frachty kontenerowe z całego świata i przeładunki na naszych placach portowych.
A jak to było z kamieniem? Już w 2000 roku zaczęliśmy rozglądać się za nowymi rynkami. Zaczęło się od targów w Chinach, gdzie promowaliśmy polskie produkty. Tak, polskie produkty – takie jak podłogi Kronopolu i wykładziny Lenteksu. I to właśnie tam, wśród stoisk chińskich wystawców, odkryliśmy granit. Nie tylko zakochaliśmy się w nim, ale zauważyliśmy, że jest to materiał, który ma ogromny potencjał na polskim rynku budowlanym i nagrobkowym. I tak obok logistyki pojawił się handel, a kamień stał się jednym z głównych produktów w ofercie Hermesa. Krok po kroku staliśmy się jednym z głównych dostawców granitu – najpierw lokalnie, a później w skali całego kraju.
Kto by pomyślał, że to właśnie granit stanie się naszą „skałą” sukcesu! (śmiech) Ale to nie koniec – od tamtego czasu oczywiście poszerzyliśmy ofertę i pojawiły się marmury, trawertyny, łupki, kwarcyt oraz konglomeraty, które ostatnio stały się prawdziwym hitem!
W branży kamieniarskiej na pewno ważnym krokiem było przystąpienie do Polskiego Związku Kamieniarstwa. To otworzyło nam drzwi do współpracy z całą rzeszą fachowców w branży kamieniarskiej, co znacząco podniosło naszą jakość i profesjonalizm. Dzięki temu staliśmy się częścią silnej i dynamicznej społeczności, która wymienia się doświadczeniami i wiedzą. To była świetna decyzja, która pozwoliła nam nie tylko nawiązać ważne kontakty, ale także rozwijać i doskonalić naszą ofertę – w tym w zakresie granitu i innych kamieni naturalnych.
Rynek międzynarodowy też nie ma dla nas tajemnic. Współpraca z Chińczykami – od której zaczęliśmy import granitu – na pewno była kluczowa. Oprócz tego nawiązaliśmy współpracę z producentami z Indii, Włoch, Hiszpanii, Turcji. Rozwinęliśmy naprawdę szeroką sieć dostaw.
I tu przydało się doświadczenie zdobyte w logistyce. Hermes ma ponad 300 wyselekcjonowanych agentów logistycznych na całym świecie. Co to oznacza? Że możemy dostarczać i odbierać towary z każdego zakątka globu. A kamień to też towar – przy tym jakże szlachetny! Staliśmy się kamieniarskimi podróżnikami – jeździmy wszędzie i zewsząd przywozimy kamień. Niczym wspomnienia z każdej podróży.
Najważniejsze jednak, by to wszystko połączyć – stworzyć spójną ofertę, która będzie kompleksowa i atrakcyjna. Granit to nasz produkt strategiczny, ale nie tylko. Mamy szeroką ofertę kamieni naturalnych, które są po prostu piękne i ponadczasowe: marmur, kwarcyt, trawertyn. W ostatnich latach dołączyły także konglomeraty, które robią furorę. Widzimy, jak zmieniają się potrzeby rynku, i staramy się na nie reagować. Wiesz... mimo że nie mamy kamieniarskich korzeni, to już myślimy jak kamieniarz – kiedy logistycy, transportowcy widzą tylko kamień, my widzimy potencjał! To nas wyróżnia na tle konkurencji.
Co jest naszą przewagą? Elastyczność! Jesteśmy jak kameleon – potrafimy dostosować się do każdej sytuacji. Od posadzek na lotniskach, przez piękne kamienie na nagrobki, aż po rozwiązania wykończeniowe w najlepszym wydaniu. No i jakość – zawsze dbamy o to, by nasze produkty, nasze usługi były najwyższej klasy. Bez kompromisów!
Współpracujemy z wieloma znanymi na rynku kamieniarskim firmami. Te bardziej rozpoznawalne projekty wspólnie wykonane to choćby lotnisko w Gdańsku czy galerie handlowe w wielu miastach. Czasem jesteśmy inwestorem, czasem wykonawcą podejmującym zlecenie, bardzo często dostawcą kamienia. Zawsze dokładamy do tego wartość dodaną – może trochę intelektualną – w postaci doświadczenia i interdyscyplinarnego podejścia do każdego zadania czy zlecenia.
Skoro pytasz o przyszłość, to upatruję w niej kolejnej kamiennej rewolucji! Granit, marmur, konglomeraty – będziemy je oferować w jeszcze bardziej zróżnicowanej formie. A przy tym będziemy myśleć ekologicznie – granit może być piękny i trwały, ale i przyjazny dla środowiska. Będziemy szukać innowacyjnych rozwiązań, które zmieniają rynek budowlany i nagrobkowy na lepsze. Będziemy wybierać najlepsze firmy kamieniarskie do współpracy na terenie kraju. A jak to wszystko połączymy, to jesteśmy pewni, że kolejne 35 lat będzie równie ekscytujące jak te pierwsze! Przed nami jeszcze wiele projektów, które będą nie mniej spektakularne.

Tomasz Surowiec z córką Martą. /fot. gdyniaprzedsiebiorcza.pl/

Region świętokrzyski od wieków słynął z bogactw surowców skalnych, a w szczególności z wydobycia marmurów technicznych. Jest on największym i najzasobniejszym miejscem ich występowania w kraju. Spośród innych ośrodków eksploatacji znajdujących się na Dolnym Śląsku i w okolicach Krakowa, świętokrzyskie odmiany wyróżniają się swoistymi, niepowtarzalnymi cechami i nieprzeciętną urodą. Obecnie są eksploatowane marginalnie, ale odegrały doniosłą rolę w architekturze i budownictwie już na początku XVII wieku.
Zdjecie powyżej: Budynek rektoratu Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, hall na parterze budynku: filary z marmuru Bolechowice, posadzka z odmianami Bolechowice, Szewce i Morawica. Czarne pasy i cokoły filarów wykonano z podkrakowskiego Dębnika, 2020 r.
Eksploatacja marmurów świętokrzyskich uzależniona była od ogólnej sytuacji ekonomicznej i politycznej w kraju. Chęcińskie warsztaty kamieniarskie zniszczył potop szwedzki, a następnie nawracające zarazy i klęski żywiołowe. Do końca XVII wieku funkcjonowało ich jedynie kilka, realizując głównie drobne lokalne zamówienia. W następnym stuleciu postępował dalszy regres. Dopiero po 1787 r. podczas panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego nastąpiło niewielkie ożywienie, ale trzeci rozbiór polski zatrzymał wszystkie dotychczasowe przedsięwzięcia. Dzięki osobistemu zaangażowaniu Stanisława Staszica powstał w 1816 r. zakład w Chęcinach, który – pomimo wykorzystania darmowej pracy 150 więźniów – został zamknięty w 1833 r. z przyczyn ekonomicznych.
Sytuacja zmieniła się diametralnie dzięki uporowi architekta miejskiego w Kielcach, inż. Alfonsa Welke. W 1874 r. założył on Przedsiębiorstwo Kopalń Marmurów Kieleckich, którego stał się głównym udziałowcem. Jednak zanim zainicjował firmę, realizując swoją ideę, przejrzał opracowania historyczne i geologiczne, spenetrował kamieniołomy i odsłonięcia, pobrał próbki, wykonał z nich polerowane tabliczki i rozpoczął akcję promocyjną. W 1872 roku przedstawił na Wystawie Politechnicznej w Moskwie kolekcję 40 polerowanych płytek marmurów z powiatu kieleckiego i otrzymał za nią srebrny medal. W 1873 roku kolekcję 60 próbek zademonstrował na Wystawie Powszechnej w Wiedniu (wystawa światowa znana dziś pod nazwą EXPO), którą jury wystawy wyróżniło dyplomem uznania. Dzięki tym sukcesom Welke łatwo pozyskał wspólników do budowy nowego zakładu obróbki marmurów w Kielcach. Byli to przemysłowiec branży metalowej, inżynier August Repphan i adwokat Józef Kokeli z Warszawy. Firma założona przez Welkego funkcjonuje do dziś. W ciągu ponad 150 lat działalności kilkunastokrotnie zmieniała nazwę, status prawny, przeżywała sukcesy i porażki. Zmieniali się właściciele i menedżerowie, jednak pokoleniowa ciągłość załogi nie została nigdy przerwana. Znana jest pod potoczną nazwą „Marmury Kieleckie”, aczkolwiek nazywała się tak faktycznie w latach 1920-1930. Niestety, obecnie firma nie eksploatuje już marmurów, a jednie surowiec na kamień łamany i kruszywa.

Sala posiedzeń Sejmu RP, 2024 r. Okładziny ścian z odmian: Morawica, Szewce, Bolechowice. Kolumnada nie została wykonana przez „Marmury Kieleckie”, ale – co warto odnotować – powstała ona z wapieni pochodzących z Sitkówki koło Kielc
Historia przedsiębiorstwa jest bardzo interesująca i pokazuje, z jak trudnymi problemami borykali się kolejni właściciele i dzierżawcy. Prowadzenie zakładu obróbki marmurów było bardzo kosztowne. Wymagało specjalistów do obsługi urządzeń i utrzymania w sprawności silników parowych, później spalinowych i elektrycznych. W XIX wieku poruszany maszyną parową trak potrzebował około trzech tygodni, aby przeciąć średniej wielkości blok wapienia, a w okresie międzywojennym (wykorzystując napęd elektryczny) blok o grubości 1 metra przecinano w 4 dni. Marmury świętokrzyskie (w rozumieniu technicznym, nie petrograficznym) są to, jak wiadomo, przydatne w budownictwie i rzeźbie węglanowe skały dekoracyjne, przyjmujące poler oraz charakteryzujące się atrakcyjną barwą, strukturą oraz teksturą. Silne spękania, przewarstwienia i kras, były przyczyną słabej bloczności złóż i dlatego też pozyskiwanie dużych kamiennych monolitów było pracochłonne i generowało wiele odpadów. Ponadto transport z odległych kamieniołomów chęcińskich do zakładu w Kielcach wymagał zaangażowania dużych sił i środków. Jak pokazuje historia firmy, zawsze działała ona na granicy opłacalności przedsięwzięcia.
W 1895 r. Welke przeszedł na emeryturę, a zakład wydzierżawił (1896-1901) kielczanin Antoni Olędzki. W latach 1901-1905 właścicielem był Stefan Benni z Warszawy, a od 1907 r. Michał Kozłowicz i inż. Józef Filipkowski, którzy prężnie i z dobrym skutkiem prowadzili firmę. Po pierwszej wojnie światowej, w latach 1920-1930, przekształcono ją w spółkę akcyjną Marmury Kieleckie. Był to okres wzmożonej produkcji marmurów do niezliczonych nowopowstających budowli w kraju, m. in. do Banku Gospodarstwa Krajowego w Warszawie, Pocztowej Kasy Oszczędności w Warszawie i Krakowie, budynków Sejmu RP (w tym monumentalnej sali posiedzeń) w Warszawie i obiektów sanatoryjnych w Krynicy. Firma zdobywała liczne nagrody, m. in. złoty medal na Międzynarodowej Wystawie Sztuki Dekoracyjnej i Wzornictwa w Paryżu w 1925 r. i wielki medal srebrny na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w 1929 r. W końcu lat 20. XX w. przedsiębiorstwo miało problemy finansowe i zostało przejęte przez spółkę „Marmur” sp. z o.o., której w 1932 r. zmieniono nazwę na Przemysł Marmurowy i Granitowy „Marmur w Kielcach” sp. z o.o. Kolejnymi właścicielami byli bracia Witold i Zygmunt Wyganowscy oraz Jan Weber z Warszawy, ten ostatni był również właścicielem własnej spółki budowlanej. W końcu lat 30. XX wieku nastąpiły niejasne przemiany własnościowe i dzierżawy. Przedsiębiorstwo upaństwowiono w 1949 r., a ostatnimi prywatnymi właścicielami byli Janina i Zygmunt Wyganowscy oraz Maria Weber-Kozińska, córka Jana Webera. Od lat 50. XX w. firma również zmieniała nazwy, od 1952 do 1972 r. funkcjonowała jako Kieleckie Zakłady Kamienia Budowlanego, następnie – po przekazaniu najważniejszych kamieniołomów „marmurowych”: Bolechowice, Zygmuntówka, Szewce i Wola Morawicka do Pińczowskich Zakładów Kamienia Budowlanego – jako Kieleckie Przedsiębiorstwo Produkcji Kruszywa (1972-1983), później były to Kieleckie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (1983-2016), a od 2016 Świętokrzyskie Kopalnie Surowców Mineralnych sp. z o.o. (od 2022 r. w ramach ŚGP Industria S.A.).

Sanktuarium Marszałka Józefa Piłsudskiego w Pałacu Biskupów Krakowskich w Kielcach, w którym wykorzystano przede wszystkim odmianę Bolechowice, ale również Barwinek, Szewce i Morawica, 2022 r.
Rozpowszechniona na początku działalności „Marmurów Kieleckich” opinia o nieograniczonych zasobach i nieprzeliczonej liczbie złóż marmuru jest nieprawdziwa. Można bowiem naliczyć około dwudziestu miejsc ich występowania, które miały znaczenie gospodarcze. Do najważniejszych i najdłużej eksploatowanych odmian marmurów świętokrzyskich (których nazwy pochodzą zazwyczaj od miejsc, w których znajdowały się kamieniołomy) należą: Bolechowice, Zelejowa, Zygmuntówka, Szewce i Morawica. Na uwagę zasługują również piękne, ale pozyskiwane głównie w okresie międzywojennym: Ołowianka, Barwinek i Zagórze.
Do II wojny światowej kielecka firma była jednym z największych, zapewne nawet największym producentem marmurów technicznych w kraju, a do I połowy XX w. „Marmury Kieleckie” były najbardziej rozpoznawalną marką Kielc.
Przedsiębiorstwo pozostawiło trwały ślad w budownictwie i architekturze naszego kraju. Elementy kamieniarskie ze świętokrzyskich marmurów spotkać można także w realizacjach architektonicznych daleko poza granicami kraju: w całej Europie, USA, Kanadzie, Libii, Iranie, Egipcie i Izraelu, a także w Kijowie, Charkowie, Petersburgu i Astrachaniu. Obok licznych realizacji w budownictwie funkcjonowały też w formie drobnej galanterii kamiennej (wazoniki, popielniczki, „pisarki” itp.) oraz wykonywano z nich puchary i nagrody.
Świętokrzyskie skały węglanowe (w tym marmury techniczne), dziś kruszone, mielone i wypalane na wapno, towarzyszą nam demokratycznie i powszechnie w betonowych budynkach. Niestety, społeczna świadomość, iż są to naturalne surowce o swoistej estetyce i dekoracyjności, reprezentujące jednocześnie nasze dziedzictwo geologiczne, historyczne i techniczne, szybko zanika.
Przyczynkiem do napisania artykułu była wystawa „Marmury Kieleckie. Tradycje i Współczesność” zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Kielcach i prezentowana w okresie od 28.11.2024 do 16.03.2025 r. Podsumowaniem ekspozycji jest wydana przez Kieleckie Towarzystwo Naukowe książka „Marmury Kieleckie”, autorstwa Pawła Króla i Jana Urbana, którą można zakupić w siedzibie Towarzystwa lub zamawiając na stronie:
www.kieleckietowarzystwonaukowe.pl
Dr Paweł Król – autor artykułu – kustosz dyplomowany, kierownik Działu Historii Naturalnej Muzeum Narodowego w Kielcach. W pracy naukowej zajmuje się historią gospodarczą oraz inwentaryzacją stanowisk górnictwa kruszcowego i kamiennego na Kielecczyźnie.
Kontakt do autora: e-mail: p.krol@mnki.pl

Akcja spółki akcyjnej Marmury Kieleckie, 1925-1928, zbiory Tomasza Staniszewskiego




Puchar z marmuru ołowianka, ok 1950 r.

Dostrzegłem, że klasyczna fotografia staje się coraz bardziej zdigitalizowana i coraz łatwiej mogą ją przejmować duże korporacje. Z tego powodu zacząłem szukać obszarów bardziej niszowych, w które trudno byłoby wejść większym graczom. Tak trafiłem do fotografii nagrobkowej i postanowiłem w nią zainwestować swój czas i środki.
Fotografia nagrobkowa to temat, który stał się moją pasją i głównym obszarem działalności. Pod koniec lat 80. zaczynałem jako fotograf i pracownik fotolabu. Później jako product manager sprzedawałem „lustrzanki” Olympus, jednak ostatecznie wróciłem do fotografii jako rzemiosła, a od 2009 roku prowadzę własną firmę i fotolab pod nazwą Cyberlab. To dobry temat, bo rynek fotografii nagrobkowej od kilku lat dynamicznie się rozwija. Coraz większym zainteresowaniem cieszy się fotografia na krysztale, czyli zdjęcia na szkle. To właśnie na tej technologii koncentruję się najbardziej. Oczywiście Cyberlab nadal wykonuje tradycyjną fotografię na porcelanie, a dodatkowo rozwija usługę graweru wizerunków na kamieniu.
W świat fotografii nagrobkowej XXI wieku wprowadziła mnie firma Digi-Cerm. To od nich czerpałem wiedzę i doświadczenie, a przez lata wspólnie rozwijaliśmy technologie i produkty. Można powiedzieć, że Paweł Kraszewski z Digi-Cerm był moim pierwszym przewodnikiem świecie fotografii nagrobkowej. Od niego kupiłem pierwsze urządzenia i łączą nas lata owocnej współpracy.
W roku 2014 pojechałem na targi kamieniarskie KAMIEŃ – chyba ostatnie targi we wrocławskiej Hali Ludowej – na których proponowałem rozwiązania zarówno z zakresu fotografii, jak i grawerki na kamieniu. Jeszcze podglądałem inne firmy. Uczyłem się od znanych lubelskich firm Opal i Alina, podglądałem, jak graweruje Abra. Ale już miałem własne doświadczenia i miałem się czym pochwalić. Od tamtego czasu firma intensywnie się rozwija, a dziś stoimy przed kolejnym krokiem – całkowitym przejściem na fotografię nagrobkową i wygaszeniem usług fotolabu.
Inwestuję w technologię, bo odwzorowanie kolorów w fotografii nagrobkowej to wyzwanie. Nigdy nie będzie ono jeden do jednego, co wynika z właściwości tonerów i przestrzeni barwnych. Aby zapewnić zgodność kolorystyczną, zainwestowałem w profesjonalne urządzenia do tworzenia profili ICC. To urządzenia pomagające w zarządzaniu barwą na każdym etapie przygotowania zdjęcia. W naszej firmie używamy pięciu różnych drukarek – każda z nich sprawdza się lepiej w nieco innym zakresie. Wybieramy odpowiednie urządzenie dla każdego zdjęcia, aby uzyskać jak najlepszy efekt końcowy. Dzięki temu wykonywane fotografie są odwzorowaniem rzeczywistości lub dopasowaniem wizerunku do oczekiwań klientów.
Druk UV też testowaliśmy, również w przypadku kryształów. Jakość obrazu była doskonała, ale niestety trwałość zupełnie nieakceptowalna. Po kilku miesiącach kolory zaczynały blednąć, i posypały się reklamacje. W tej branży nie można sobie pozwolić na taki problem, dlatego wycofaliśmy się z tej technologii i skoncentrowaliśmy na metodzie wypalanej. Dziś mogę powiedzieć, że tę technikę mamy opanowaną do perfekcji – odwzorowanie kolorów jest naprawdę dobre. Mamy sekrety produkcyjne, które powodują, że barwy są lepiej wysycone, głębsze i bliższe oczekiwaniom klienta. U podstaw leży trzykrotny proces wypalania każdego wizerunku. Trzykrotne wypalanie to trzy razy większa szansa na popełnienie błędu, to trzykrotnie większe zużycie energii oraz dłuższy czas wykonania. Nie boimy się podjąć tego ryzyka, co chyba najlepiej świadczy o doświadczeniu i profesjonalizmie.
Mogę się pochwalić, że praktycznie nie mamy reklamacji. Oczywiście błędy się zdarzają – czasem wynikają z pomyłki zamawiającego, innym razem z błędnej interpretacji zamówienia przez pracownika. Zawsze jednak reagujemy pozytywnie i każdą reklamację rozpatrujemy na korzyść klienta, bo zależy nam na długofalowej współpracy z zakładami kamieniarskimi. A wśród klientów są firmy, z którymi współpracujemy już od kilkunastu lat.

Hala drukarek w siedzibie Cyberlab
Inwestujemy też w przyszłość. Aktualnie pracujemy nad prostymi i intuicyjnymi narzędziami wspomagającymi zakłady kamieniarskie w procesie obróbki i zamawiania zdjęć na porcelankach i kryształach. Uruchomienie tych narzędzi to plan na ten rok.
Obserwując rynek fotografii nagrobkowej zauważyłem, że wszystkie firmy obecnie działające na rynku oferują bardzo zbliżone jakościowo produkty. Konkurencja między tymi firmami najczęściej opiera się na podejściu do klienta, na subtelnych różnicach w odwzorowaniu kolorów, na lepszym zrozumieniu oczekiwań klienta. I można przyjąć, że proces pozyskiwania nowego klienta odbywa się wszędzie tak samo: firma wysyła jakieś przykładowe zdjęcie przygotowane na porcelance lub na krysztale i w ten sposób zachęca do swojej oferty. Słabym ogniwem wyboru dostawcy na tej podstawie jest fakt, że takie próbki zwykle przygotowane są z zastosowaniem idealnego zdjęcia.
Podeszliśmy do tego nieco inaczej. Nasz pomysł polega na tym, aby pokazać klientowi jakość wykonania na przykładzie dostarczonego przez zamawiającego zdjęcia. Czyli dajcie nam pierwsze lepsze zamówienie z ulicy, a my je opracujemy i wykonamy kryształ lub porcelankę. Na tej podstawie można ocenić rzeczywistą jakość wykonywanych prac.
Stąd nasza akcja „wypróbuj bez ryzyka – kryształ za złotówkę”. Informacja o niej znajduje się również na ostatniej stronie tego wydania Kuriera Kamieniarskiego. Co ciekawe, wcześniejsze ogłoszenia pokazały, że wielu kamieniarzy nie próbowało jeszcze zdjęć na krysztale i ośmielili się to zrobić, bo zyskali taką możliwość: konkretne zdjęcie od zamawiającego wykonane w krysztale w zachęcającej cenie na pierwszą realizację.

Fotokryształy – wypalany druk na szkle
Proces zamawiania wygląda tak samo jak w każdej innej firmie wykonującej takie zlecenia. Kamieniarz przyjmuje od klienta indywidualnego zamówienie na portret i wysyła zdjęcie do Cyberlab – albo kurierem w kopercie albo przez internet. I po 7-9 dniach wraca do niego gotowy produkt. Owszem, warto wspomnieć o jakości zdjęcia przesyłanego przez kamieniarza, bo od niego wprost proporcjonalnie zależy jakość gotowego produktu. Ale o tym nie będę się rozgadywał, bo – po pierwsze – opisywałem to na łamach Kuriera Kamieniarskiego (Kurier Kamieniarski nr 2/2020-4/2020 – przyp. red.), po drugie: zawsze staramy się podpowiadać zakładom kamieniarskim, z którymi współpracujemy, jak uzyskać najlepsze w danej sytuacji zdjęcie; po trzecie: graficy Cyberlab wiedzą, jak z każdego zdjęcia wydusić możliwie najwięcej.
Nowości? Grawer z dostawą pod drzwi. Oferujemy obecnie usługę zamówienia graweru z odbiorem i dowozem naszym transportem. Zakupiliśmy specjalistyczny samochód z windą, który może odbierać zamówienia bezpośrednio od kamieniarzy. Raz w tygodniu samochód przemierza region zbierając płyty i napisówki do grawerowania, a w kolejnym tygodniu odwozi gotowe do zamawiającego.
Obok fotografii nagrobkowej rozwijamy usługę grawerowania portretów na kamieniu. Kluczową rolę odgrywa tu umiejętność przekształcenia zdjęcia w obraz, który można skutecznie wygrawerować. Tu przydaje się doświadczenie z fotografii oraz doświadczenie w obróbce graficznej zdjęć. Dlaczego grawer, a nie kucie? W przeciwieństwie do metod punktakowych, grawery są bardziej precyzyjne i przewidywalne. Punktak uderza w kamień i trudno przewidzieć, jakiej wielkości i jakiego kształtu będzie wykonany punkt – nawet jeśli poświęcimy dużo czasu na dopasowanie twardości narzędzia i siły uderzenia. Grawer odbywa się przez zagłębienie obracającego się narzędzia w materiał. Z dużą dokładnością można zapanować nad wielkością każdego punktu obrazu, a to oczywiście pomaga w uzyskaniu realistycznych półtonów oraz nadaniu grafice głębi i szczegółowości. I nie mówimy tu tylko o powtarzalnych wzorach z wizerunkami Jezusa, Maryi czy świętych – podejmujemy wyzwanie wykonania każdego portretu i każdej grafiki. Pierwsze prace, które wykonywaliśmy lata temu, nadal wyglądają tak samo dobrze, co jest dowodem na trwałość obrazów wykonanych w tej technologii.

Grawer w kamieniu – głębia obrazu i realistyczne półtony
Podsumowanie w jednym zdaniu? Cyberlab doszedł do etapu, w którym opłaca się wykonywać pracę perfekcyjnie. Opłaca się inwestować czas i starania w to, żeby robić produkt idealnie, bo nie tracimy klientów przez głupie błędy, bo nie mamy problemu z reklamacjami, których obsługa – niezależnie od rezultatu – zawsze jest kosztowna.

W 2022 roku miałam okazję odwiedzić kamieniołom piaskowca w Dubencu – miejsce, które zaskakuje pięknem i unikalnym charakterem wydobywanego tam kamienia. Jego żółto-szaro-rdzawa barwa oraz zmienność odcieni w jednym bloku sprawiają, że każdy wydobyty blok to prawdziwe dzieło sztuki. Przyjechałam z zamiarem spędzenia tu krótkiego okresu, by móc stworzyć swoją rzeźbę z serii DNA. Nie przypuszczałam wówczas, że spędzę w tym miejscu aż 1,5 miesiąca.
Powodem przedłużenia mojego pobytu było niezwykłe zlecenie – wykonanie kamiennych ławek do ogrodu zamku Humprecht według projektu lokalnego konserwatora zabytków. Pracując na miejscu w kamieniołomie mogłam codziennie śledzić proces wydobycia i obróbki największego bloku kamienia, jaki kiedykolwiek zamówiono w Czechach. Miał on stać się częścią gigantycznej rzeźby Krasnala, dzieła zaprojektowanego przez znanego czeskiego artystę Kurta Gebauera.
Dziś to monumentalne dzieło przyciąga uwagę z daleka, stojąc na wzgórzu Mohejlík przy jednej z głównych dróg prowadzących do Hořic.
Historia powstania rzeźby rozpoczęła się w 1994 roku, kiedy kilku przyjaciół założyło w lokalnej restauracji stowarzyszenie, które postawiło sobie za cel zbudowanie gigantycznego krasnala. W 1995 roku ugrupowanie zakupiło działkę za miastem z budżetu składek członkowskich oraz uzyskało pozwolenie na budowę. W tym samym roku, 13 października, odbyła się uroczysta inauguracja pod hasłem „Jeszcze więcej zabawy w Czechach”, po czym projekt z różnych powodów utknął w martwym punkcie. Budowę krasnala wznowiono dopiero w lipcu 2017 roku, kiedy to wmurowano kamień węgielny. Ostatni element dołączono do rzeźby w październiku 2022 roku, tym samym kończąc długoletnią budowę. Cały posąg mierzy 11 metrów, składa się z 48 bloków piaskowca i waży około 200 ton. Przyjmuje się, że jest to największy krasnal na świecie. Jego realizacja była możliwa dzięki darowiznom 130 darczyńców, którzy na ten cel wpłacili łącznie ponad dwa miliony koron. Projekt powstał dzięki wykorzystaniu środków wyłącznie z darowizn, dzięki wysiłkom Stowarzyszenia oraz okolicznych kamieniołomów.
Proces tworzenia rzeźby był prawdziwym wyzwaniem. Aby wyrzeźbić olbrzymi ostrosłup (czapkę wieńczącą rzeźbę krasnala), niezbędny był blok kamienia, jakiego wcześniej jeszcze nigdy nie wydobyto w Czechach. Właściciel kamieniołomu w Dubencu Ondřej Štelmák wraz z pracownikami przeszli przez kamieniołom w poszukiwaniu odcinka ściany, w którym kamień byłby nienaruszony i dostępny z trzech stron. Wywiercono otwory na diamentową linę do cięcia. Odłączenie bloku poprzez wysadzanie nie wchodziło w grę, przy tak dużej i drogiej inwestycji nie było miejsca na błędne decyzje.
Kiedy odłączono blok od ściany, ważył 68 ton. Przez całe lato lokalni artyści, rzemieślnicy i pracownicy kamieniołomu nadawali mu odpowiedni kształt. Atmosfera w zespole była momentami napięta, szczególnie w dniach, kiedy przyjeżdżał dźwig, potrzebny do obracania i podnoszenia bloku. Gdyby cokolwiek poszło nie tak, ktoś mógł stracić zdrowie lub życie.
Realizacja wiązała się z szeregiem trudnych decyzji technicznych. Wydobycie i obróbka bloku były kosztowne i ryzykowne. Wynajęcie maszyn z liną tnącą oraz potrzeba sprowadzenia dźwigów do obracania kolosalnego kamienia niosły ze sobą duże koszty. Budżet stowarzyszenia nie pozwalał na ponowne wydobycie tak dużego kamienia drugi raz. Nie było więc miejsca na najmniejszy błąd.
Czapka krasnala była ostatnim i najcięższym elementem. Gdy została ukończona, wyznaczono dzień instalacji. Na trasie wiodącej z Dubenca do Hořic wzdłuż drogi pracownikom kamieniołomu machali ludzie. Tłum zebrał się także na docelowym wzgórzu. Napięcie rosło z każdą chwilą. Gigantyczny blok trzeba było precyzyjnie dopasować, a następnie zdjąć i ponownie osadzić na zaprawie. Każdy centymetr miał znaczenie, a emocje towarzyszące temu procesowi były ogromne. Instalowanie czapki krasnala zajęło cały dzień. Ostatecznie, po wielu godzinach pracy na podnośnikach rzeźba została ukończona. To był bardzo wzruszający moment.
Wielki krasnal w Dubencu stanowi nietypowy symbol zaangażowania czeskich pasjonatów rzeźby w sprawy przestrzeni miasta. Byłam pod wrażeniem wieloletniego zaangażowania stowarzyszenia oraz kwoty zebranej na tak nietypowy projekt. Hořice są znane w Czechach jako miasto rzeźb, istnieje tu słynna szkoła ucząca obróbki kamienia. Krasnal wpisuje się w artystyczny kontekst tego miejsca, stając się jedną z jego atrakcji turystycznych. Praca Gebauera odzwierciedla jednak jego twórcze balansowanie pomiędzy humorem a refleksją. Rzeźba symbolizuje pewien rodzaj buntu wobec tradycyjnych form sztuki publicznej, jest ironicznym dodatkiem do przestrzeni miasta.
Imponującym jest fakt, że osoby zaangażowane w realizację rzeźby same zakupiły działkę, na której stoi praca, oraz zebrały pieniądze na kamień i montaż. Jest to rzadki przykład uporu i determinacji, który zaowocował spełnieniem marzeń wielu osób oraz manifestacją ich poglądów. Na pewno warto odwiedzić miasto Hořice i gigantycznego Krasnala.

Ludzie obserwujący montaż na wzgórzu Mohejlík

Julia Stachowska, właściciel kamieniołomu Ondřej Štelmák oraz rzeźbiarka Esther Varraes
Julia Stachowska – rzeźbiarka i historyk sztuki. Członkini kieleckiego Związku Artystów Rzeźbiarzy. Autorka teoretycznych prac z zakresu historii sztuki.
Jako artystka specjalizuje się w rzeźbie kamiennej. Regularnie uczestniczy w sympozjach rzeźbiarskich (Orońsko, Brno, Dubenec, Vellano) i wystawach swoich prac. Jej pracownia rzeźbiarska mieści się na Śląsku.
Rzeźbiąc w kamieniu stara się wykorzystywać naturalny kolor i strukturę materiału. Kształty tworzone przez artystkę zacierają granice pomiędzy kamieniem a elastyczną, płynną materią. Współpracuje z wieloma uznanymi projektantami wnętrz; jej rzeźby znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce, Belgii, Włoszech oraz Czechach.

Kim są, skąd się tu wzięli, i co robią w Polsce? Lucien (18 lat), Pierre (17) i Baptiste (17) uczą się zawodu kamieniarza w dwuletniej szkole zawodowej podległej tamtejszej Izbie Rzemieślniczej. Przyjechali do Strzegomia w grupie dwudziestu uczniów (w tym jednej uczennicy) pod opieką nauczyciela w ramach ERASMUS+. Zostali rozlokowani w kilku zakładach (poza Granex-em również w: Kamieniarstwo Zenon Kiszkiel, Ted-Rob, Litos i Skamet). Mobilność ta jest kolejnym etapem doskonalenia zawodowego i pozwala młodym ludziom sprawdzić posiadane umiejętności w szerszym, międzynarodowym odniesieniu.
Pierwsze dwa dni to czas na zapoznanie się ze strzegomskimi zakładami, w których odbywają się praktyki, oraz kamieniołomami granitu. Później nastąpił podział na kilkuosobowe grupy i przydział do konkretnych zakładów. Na czym to u nas polega? Chłopcy przychodzą na 7:00 do pracy i do 14:00 realizują powierzone im zadania. A że są chętni i otwarci na wyzwania, zajęć im nie brakuje.
Po szkoleniu BHP, zapoznaniu z załogą, pokazaniu profilu produkcji, maszyn, technologii i obrabianych materiałów, nim przyszedł czas na pierwsze samodzielne zadanie, młodzi kamieniarze zapoznani zostali dokładniej z jednym ze stanowisk obróbki maszynowej. Polegało to na tym, że uczestniczyli w całym procesie technologicznym wykonania płytek integracyjnych, asystując operatorowi i obserwując cały proces na obrabiarce CNC.
Kolejnego dnia rozpoczął się test ich umiejętności. Byłem ciekawy, na jakim są poziomie po półtora roku nauki zawodu. Dowiedziałem się, że jest to wyłącznie praktyczna nauka w zakładach kamieniarskich obejmująca obróbkę ręczną, montaż i konserwację zabytków. Na potrzeby praktykantów zaaranżowaliśmy fragment hali produkcyjnej na stanowiska obróbki ręcznej. Każdy otrzymał narzędzia, kawałek wapienia pińczowskiego i luźne wytyczne, jakie obróbki powinien wykonać. Uczniowie musieli wykazać się umiejętnością rysunku, szablonowania, odwzorowywania, a przede wszystkim prawidłowego doboru i użycia odpowiednich narzędzi. W ramach swojej pracy musieli również samodzielnie dbać o porządek na stanowiskach oraz na bieżąco ostrzyć dłuta.
Wyzwaniem była trochę kwestia komunikacji, ale tu z pomocą przychodzi technologia i dobra wola.
Efekty ich pracy były więcej niż zadowalające. Widać było, że mają nie tylko wiedzę, umiejętności, ale mimo młodego wieku również doświadczenie. Następnego dnia przyszedł więc czas na trochę twardszy materiał. Młodzież pokazała, że piaskowiec nie jest dla nich problemem, i również sprawnie wykonali zlecone im detale architektoniczne.
Dalszy plan zajęć, jaki im zaplanowałem, był już trochę bardziej twórczy. Zaczęliśmy wycieczką do strzegomskiej bazyliki, gdzie obejrzeliśmy mistrzowskie realizacje średniowiecznych kamieniarzy. Później na trasie wycieczki była Granitowa Galeria.
Zadanie, jakie dostali młodzi Francuzi, to stworzenie prototypów pamiątek nawiązujących do bazyliki, które w przyszłości będą mogły znaleźć się w ofercie Granitowej Galerii. Wśród licznych detali i symboli występujących w tym największym zabytku Strzegomia, wybrany został jako wiodący krzyż maltański. Jest on istotny dla tego miejsca z uwagi na fakt, że świątynię wznosili joannici, czyli rycerze Zakonu Maltańskiego, którzy obecni byli w mieście od końca XII wieku i odcisnęli tu swój ślad.
Kolejne dni to twórcze interpretacje symbolu krzyża maltańskiego w różnych odsłonach, w różnej skali i z różnych materiałów.
Podstawowym materiałem był piaskowiec, ale na stole obróbczym znalazł się na przykład niezwykle twardy wapień egipski. Przy tych pracach praktykanci mieli do dyspozycji także młotek pneumatyczny z zestawem narzędzi i tu również wykazali się umiejętnością biegłej pracy.
Ostatniego dnia podsumowane zostały efekty prac, wykonano ich dokumentację i zorganizowana została mała wystawa.
Młodzież spędziła w Strzegomiu kilkanaście dni i zostawiła po sobie jak najlepsze wrażenie. Każdego dnia praktyk wykazywali się punktualnością, sumiennością i pilnością oraz zaangażowaniem. Cechowała ich też duża kultura osobista, co nie jest takie oczywiste wśród młodzieży w tym wieku. Można kolegom z Francji pozazdrościć tak wysokiego poziomu kształcenia, pilnych oraz zmotywowanych adeptów sztuki kamieniarskiej i… TRZEBA SIĘ DOBRZE ZASTANOWIĆ, CO ZROBIĆ, BY I U NAS TAK BYŁO!
Krzysztof Skolak
Granex sp. z o.o., Strzegom