Dłużnicy to zmora każdego przedsiębiorcy. Niestety również i w naszej branży. Ileż to razy środki zamrożone w towarze dostarczonym niewypłacalnemu klientowi stanowiły o możliwościach naszej firmy? A raczej braku możliwości – na opłacenie własnych zobowiązań, na nową inwestycję, nowy zakup towaru, rozbudowę zakładu, zdolność kredytową...
Z redakcją Kuriera Kamieniarskiego skontaktował się przedsiębiorca z Dolnego Śląska. Opowiedział niepokojącą historię – wielowątkową i wielopłaszczyznową.
Historia opowiada o pewnym przedsiębiorcy z okolic Strzegomia. Nazwijmy go pan K. W wynajętym zakładzie, przez kilkanaście miesięcy od początku 2010 roku, pan K. świadczył usługi obróbcze. A że rok 2010 był łaskawy dla budowlanki można przypuszczać, że biznes kręcił się nie najgorzej. Potwierdzać by to mogła również wielkość zamówień na narzędzia i materiały eksploatacyjne – choćby tych składanych w firmie naszego rozmówcy. Jednak przez te kilkanaście miesięcy pan K. dał się poznać jako niezbyt rzetelny płatnik – za to niezły mówca. Na pytania o płatności potrafił przytoczyć mnóstwo powodów, dla który biznes idzie kiepsko, a płatności owszem będzie się starał realizować, ale w terminie późniejszym. Wierzycieli było coraz więcej, przybywało niezapłaconych faktur, zadłużenie rosło. W pewnym momencie firma pana K. zaprzestała działalności. Ponoć głównym powodem było wypowiedzenie umowy najmu zakładu – ponoć z jednego z wyżej wymienionych powodów.
Ale podstawowa umiejętność wyszukiwania w internecie wystarczy, by odkryć, że pan K. ma udziały również w innych spółkach lub pełni funkcje w zarządach albo radach nadzorczych innych spółek w okolicy. Spółek zajmujących się bardzo zbliżoną, żeby nie powiedzieć taką samą, pieniądze. Jednak odpowiedzi na pytania o zaległe płatności zmieniły się. Teraz pan K. twierdził, że długi tamtej spółki już go nie dotyczą, bo tamtą spółkę sprzedał.
Dlaczego o tym piszemy?
Branżę kamieniarską otacza opinia bardzo etycznej, a kamieniarz to człowiek wiarygodny, u którego „słowo cenniejsze od złota”. Dlatego chcemy się temu tematowi przyjrzeć dokładniej i do następnego numeru Kuriera zebrać więcej materiałów. Liczymy też na Państwa odzew. Po pierwsze: by nierzetelnym płatnikom nie żyło się łatwo. Po drugie: w przytoczonej historii istnieje prawdopodobieństwo, że szacowana łączna wielkość zakupów narzędzi mogłaby wystarczyć dla więcej niż jednej firmy, a to jest jeszcze mniej eleganckie. Po trzecie: choć w internecie aż roi się od ogłoszeń typu „zadłużoną spółkę kupię” nie zawsze sprzedaż spółki oznacza bezradność wierzycieli i bezkarność dłużnika – pisała o tym niegdyś Gazeta Wyborcza. Wystarczy na jej portalu wpisać w wyszukiwarkę „kupię spółkę z długami”.
Ten temat będzie kontynuowany w następnym numerze Kuriera .