Ludzie i miejsca

Muzeum Guggenheima w Bilbao

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 11 września 2017 12:03

gog1.jpg

Tym razem naszą uwagę przyciągnął obiekt, który akurat nie z powodu kamienia wszedł do katalogu wybitnych dzieł współczesnej architektury.
Obiektem tym jest Muzeum Guggenheima w Bilbao (hiszpańskie muzeum sztuki współczesnej), wybudowane w latach 1993-1997.
Głównymi materiałami zastosowanymi w budynku Muzeum Guggenheima są tytanowa blacha i kamień.

Do wybudowania zużyto 33 tysiące łusek z blachy tytanowej o łącznej wadze 60 ton i prawie 27.000 m3 kamienia – lokalnego marmuru wydobywanego w okolicach Granady – Crema Huescar.

Wprawdzie to blacha tytanowa nadaje obiektowi charakter, który przyciąga zwiedzających i przykuwa uwagę, ale uzupełniający go kamień jest elementem doskonale współgrającym i tworzącym z budynku monumentalne dzieło.

gog2.jpg

Budynek zaprojektował jeden z najbardziej uznanych obecnie architektów świata: Frank Gehry. Do znanych obiektów zaprojektowanych przez Gehrego należą „Tańczący Dom” w Pradze czy wieżowiec 8 Spruce Street w Nowym Jorku. Budynki charakterystyczne i, podobnie jak Muzeum Guggenheima, wzbudzające sporo emocji efektem, jakim wywołują w zajmowanej przestrzeni.

gog3.jpg

Frank Gehry ma polskie korzenie – jego matka jest żydówką polskiego pochodzenia urodzoną w Łodzi. Jego pracownia architektoniczna pojawia się w Polsce na konkursach projektowych. W tym roku wygrała konkurs na koncepcję nowego kampusu Akademii Muzycznej w Krakowie.

Crema Huescar:

gog4.jpg

nasiąkliwość: 0.12 %
odporność na ściskanie: 175.43 MPa
gęstość: 2650 kg/m3
odporność na zginanie: 17.53 Mpa

przeczytaj cały artykuł

Himilsbach w Strzegomiu

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: piątek, 04 listopada 2016 09:28

himil.jpg

11 listopada przypada kolejna rocznica śmierci Jana Himilsbacha. Pisarza, scenarzysty, aktora, ale również kamieniarza.

Jego historia życia splata się z historią powojennego kamieniarstwa Strzegomia. W 1947 roku młodociany Himilsbach trafia do zakładu poprawczego, a potem „w nagrodę” do pracy w strzegomskich kamieniołomach. Był to przełomowy moment w jego życiu. To w Strzegomiu Himilsbach nauczył się czytać, co miało znaczący wpływ na jego późniejszą potrzebę pisania. Dzięki temu stał się literatem, scenarzystą i wreszcie aktorem.

Aby przypomnieć i upamiętnić ten fakt strzegomski artysta Patryk Nieczarowski, wspólnie z „Granitową Galerią” Fundacji BAZALT i przy współpracy ze strzegomską rozgłośnią Radio Sudety 24, ogłaszają konkurs. Konkurs rozpocznie się 10 listopada 2016 r. – należy zadzwonić do Radia Sudety 24 i podać dzień oraz miesiąc urodzin Jana Himilsbacha. Wśród 3 pierwszych prawidłowych odpowiedzi rozdane zostaną unikatowe „granitowe »pięćdziesiątki«” ...nie bez związku z osobą Himilsbacha. Więcej o samych nagrodach na stronach FB „Granitowej Galerii” i Radia Sudety 24.
To jednak nie koniec tej historii.

Czas pobytu Himilsbacha w Strzegomiu to jeden z niewielu w pełni wiarygodnych faktów z jego biografii – biografii pełnej luk i niejasności. Z tego między innymi powodu Patryk Nieczarowski postanowił wyrzeźbić pomnik temu znanemu kamieniarzowi. W tej chwili trwają rozmowy z mecenasami przedsięwzięcia i władzami lokalnymi. O szczegółach i postępach na pewno będzie można przeczytać w Kurierze Kamieniarskim.

przeczytaj cały artykuł

Roczek

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: czwartek, 22 września 2016 10:31

roczek.jpg

z Pawłem Wojakiem, właścielem Pawlimexu,
rozmawiał Paweł Szambelan

Jak oceniasz pierwszy rok działalności?
Należy pamiętać, że Pawlimex ma swoje korzenie w budowlance, a nasz piaskowiec był wcześniej wydobywany głównie z przeznaczeniem na kru-szywo. Przez ostatni rok wykonaliśmy ponad 15.000 m2 wyrobu z piaskowca podmagurskiego, który głównie trafił na polski rynek, a także do Wielkiej Brytanii, Niemiec i na Ukrainę. Firma zwiększyła zatrudnienie i obecnie w zakładzie pracuje 36 osób. Przy możliwościach produkcyjnych na poziomie 2.000 m2 miesięcznie praca idzie na trzy zmiany. Jak na początki nowej, szerszej działalności to był bardzo dobry, choć wyjątkowo pracowity, rok.

Wybudowanie dużej hali i wyposażenie jej w maszyny to ogromna inwestycja, przy której łatwo o błąd lub przeinwestowanie. Jak po roku oceniasz dobór maszyn do nowego zakładu?
Z tego właśnie jestem najbardziej zadowolony. Dobór maszyn okazał się trafiony w przysłowiową „dziesiątkę”. Są dokładnie takie, jakich potrzebuję. Z tym parkiem maszynowym mogę zrobić wszyst-ko, co klient sobie zażyczy.
Ostatnio mam trochę mniej zleceń na roboty budowlane. Dlatego mogłem poświęcić więcej uwagi rozwojowi innych segmentów działalności zakładu. Cieszy mnie, że zwiększa się zapotrze-bowanie na usługi wykonywane waterjetem. Głównie to zlecenia związane z ceramiką i kamieniem, choć spodziewałem się większej ilości zamówień na cięcie metalu. Waterjet znajduje zastosowanie w cięciu bardzo precyzyjnym, cięciu materiałów drogich, gdzie każda pomyłka lub przypadkowe uszkodzenie może być bardzo kosztowne, oraz w zleceniach, gdzie cięcie plazmą jest za mało wydajne.

Z Twoich słów wnioskuję, że istotnym elementem działalności Pawlimexu jest rynek lokalny. Jak promujesz swoje usługi?
Rynek lokalny i odbiorca końcowy to ważny dla mnie klient. Promocja idzie dwutorowo. Z jednej strony reklama w prasie lokalnej i radio mająca na celu rozreklamowanie Królestwa Kamienia jako miejsca, w którym każdy klient znajdzie swój kawałek kamienia – niemalże od żwirku dla kota przez każdy element wyposażenia wnętrza, małą architekturę i kamień ozdobny do ogrodu po monumentalną rzeźbę na indywidualne zamówienie (z rzeźbiarzami też już współpracuję). Druga droga to promocja ogólnokrajowa w prasie branżowej. Tym sposobem chcę zaprosić firmy kamieniarskie do współpracy ponieważ Męcina Królewska to naprawdę bardzo interesujący materiał. A dzięki nowym możliwościom przeróbczym możemy zaproponować bardzo szeroką gamę półproduktów i gotowych produktów. Zwłaszcza, że bloczność naszego złoża umożliwia już uzyskanie elementów nawet o wymiarach 350 x 160 cm.

Kiedyś powiedziałeś, że otwierając nowy zakład będziesz dążył do tego, aby dostępne materiały oraz możliwość zlecenia na miejscu obróbki zatrzymywały w Pawlimexie każdego klienta, który przekroczy próg firmy. Czy to już zrealizowane?
Z posiadanym sprzętem jesteśmy w stanie zrobić z kamienia i w kamieniu absolutnie wszystko. W magazynie mamy materiały z całego świata. Cały czas sprowadzam nowe, ciekawe materiały. Na dziś mogę powiedzieć, że 95% klientów odwiedzających naszą firmę składa u nas zamówienie, bo nie musi szukać dalej – ani materiału, ani produktu, ani usługi.


Jakie były plany i co zostało zrealizowane?
Myślę, że wszystko co zaplanowałem, to zrealizowałem. Zakład ruszył, jest coraz lepiej roz-poznawalny. Podobnie z materiałem. Coraz więcej ludzi przekonuje się do Męciny Królewskiej. Sprzyja nam moda: szary kolor i matowa faktura. Nasz materiał właśnie taki jest. Powierzchnia wykończona w wysokim szlifie – bardzo gładka, ale nadal matowa, szara powierzchnia – uwiedzie każdego. Doskonale sprawdza się zarówno jako blat czy parapet, ale również na schodach i posadzkach. Jeszcze raz podkreślę, że możliwość wykańczania powierzchni tego kamienia w każdy znany sposób to ewenement na rynku, który daje prawie nieograniczone możliwości zastosowania.

Z tego co wiem, to Męcina Królewska poddana była kompleksowym badaniom.
Przeprowadziliśmy wszystkie badania, jakich wymagają przepisy. Teraz wiemy o tym kamieniu wszystko. To, że jego powierzchnię można obrabiać każdym sposobem – nie wyłączając poleru na wysoki połysk – wiedzieliśmy od dawna. Teraz mamy też potwierdzenie, że płyty z naszego piaskowca można kotwić już przy grubości 3 centymetrów. Świetnie zdają też egzamin jako blaty kuchenne. A że szary jest modny, to nabywców mamy coraz więcej.

Co w najbliższej przyszłości?
Nadal zamierzam promować nasz piaskowiec. Obecnie duży nacisk kładę na spotkania z architektami. Ze względu na właściwości i możliwości wykańczania powierzchni powinni poznać nasz piaskowiec. Jestem przekonany, że przyjaźń architektów i Męciny przyniesie korzyści obu stronom. Myślę też o rozbudowaniu zakładu i dokupieniu kilku maszyn. Mam już w głowie plan, ale o nim może porozmawiamy jesienią.

Twoja ciężka praca doprowadziła do konkret-nego rezultatu – Męcina Królewska przestała być ciekawostką targową debiutującą całkiem niedawno na targach w Poznaniu i stała się materiałem rynkowym. Dziękuję za rozmowę.
To właściwe podsumowanie. Również dziękuję.

 

przeczytaj cały artykuł

Co ma wspólnego Strzegom ze Starożytnym Egiptem?

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: wtorek, 20 września 2016 22:04

nef1.jpg

„Zdolność tworzenia nie może być determinowana przez materiał i technologię. Sztuka wymaga szerszego spektrum umiejętności niż rzemieślnicze skupienie nad przedmiotem zamówienia. Artyzm to jest coś więcej, a materiał jest tylko medium.”

z Patrykiem Nieczarowskim
– rzeźbiarzem, artystą, płatnerzem
rozmawiał Paweł Szambelan

nef2.jpg

Zadałeś tytułowe pytanie kiedy oglądałem Twoją rzeźbę pt. Granitaia. Zdradź zatem ten związek?
Jak na Strzegom przystało, odpowiedź dość oczywista: granit.
Interesuje mnie rzeźba Starożytnego Egiptu. Wśród zachowanych do naszych czasów rzeźb są również rzeźby granitowe. Kiedy je oglądałem, zauważyłem ogromne podobieństwo tego kamienia do granitu strzegomskiego – do złudzenia przypomina on granit wydobywany w Strzegomiu. To samo można powiedzieć o współcześnie wydobywanych w Egipcie granitach. Carnac Grey czy Aswan Grey wyglądają identycznie jak nasz, strzegomski.

Skąd taki tytuł rzeźby, która przypomina popiersie Nefertiti?
Nazwa tej rzeźby pochodzi z połączenia nazwy materiału z jakiego została wykonana oraz imienia Tai. Taia, zwana również Teje, to teściowa Nefertiti. Oczywiście nam współczesnym, imię Nefertiti (potocznie, choć niepoprawnie, nazywana Nefretete) nie jest obce. To żona faraona Echnatona, której popiersie wykonane w czasach jego panowania w warsztacie słynnego ówcześnie Totmesa znajduje się w zbiorach berlińskiego Muzeum Egipskiego.
Rzeźba Nefertiti powstała w okresie zwanym amarneński, którym bardzo się interesuję. W tym okresie artyści byli otaczani swoistego rodzaju czcią, kultem, a sztuka rozwijała się dynamicznie i nabierała realizmu. Istotne jest, że przedstawiane wtedy postaci nie były idealizowane jak działo się to w okresach wcześniejszych i późniejszych. Wtedy wyznawano bardzo bliską mi zasadę, że sztuka powinna być piękna, ale nie musi nieść żadnych przesłań – sztuka ma być po prostu prawdziwa.

Może dlatego tak bardzo mnie ten okres fascynuje i podświadomie tęsknię do tego. Swoją drogą Echnaton był bardzo interesującym faraonem. Jego decyzje w czasach mu współczesnych wzbudzały wiele kontrowersji (np. jako pierwszy wprowadził monoteizm), a jego następcy robili wszystko, by imię Echnatona usunąć z annałów historii.
Rzeźbę przedstawiającą Nefertiti uważam za rzeźbę idealną. Doskonała forma, nieprawdopodobne oddanie profilu i przede wszystkim charakterystyczny styl pracowni Totmesa. A przy tym absolutnie niesamowity warsztat. Rzeźba jest wykonana z wapienia – to dość miękki kamień, ale nadal to kamień. Mimo to na cienkiej szyi, utrzymuje się ogromny ciężar głowy dodatkowo obciążonej tiarą. Jestem tym zafascynowany, bo to jest prawie niemożliwe z fizycznego punktu widzenia.

Ta fascynacja oraz podobieństwo granitów spowodowało, że w mojej głowie powstał pomysł stworzenia podobnego dzieła. Podobnego, bo uważam, że ideałów nie należy kopiować. Dlatego popiersie Nefertiti było dla mnie tylko inspiracją, a wykonałem popiersie Tai.

Ukończyłeś Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu na kierunku rzeźba, ale rzeźbie nie poświęciłeś wiele czasu.
Na drugim roku studiów poznałem techniki płatnerskie i po studiach, ze względu na moje zamiłowanie do Średniowiecza, stało się ono źródłem utrzymania. Wykonywałem zlecenia dla różnych kręgów rekonstrukcji historycznych i bractw rycerskich. Jestem jednym z niewielu, którzy mogą robić to, co lubią i czego się nauczyli. Jednak kiedy zaczynałem, nie było żadnych informacji ani materiałów na ten temat. Do wszystkiego dochodziłem sam metodą prób i błędów. Dopiero moje pokolenie tworzy mistrzów tego fachu.
Kolejnym pomysłem na siebie były hełmy portretowe – rodzaj masek z metalu oddające jeden do jednego portretowaną osobę. Wykonałem ich kilka dla znanych osób i dały mi one mnóstwo satysfakcji.
Rzeźba w kamieniu była powodem, dla którego rozpocząłem studia na ASP. Lubię kamień i pracę w nim, ale nie miałem zbyt wielu okazji do kontaktu z tym materiałem. Jednak zatęskniłem do kamienia i do pełnoplastycznej rzeźby, jakiej nauczyłem się na studiach. Granitaia była powrotem do rzeźbienia i symbolicznie połączyła pierwiastek rzeźbiarski i metaloplastyczny – podobizna kobiety jest z granitu, a jej tiara została wykonana z metalu.

Kiedy zainteresowałeś się rzeźbieniem i jak rozwijała się ta pasja?
O rzeźbiarstwie zacząłem myśleć po plenerze w 1996 roku w Szklarskiej Porębie. Wziąłem udział w sympozjum, które prowadził rzeźbiarz Zbigniew Frączkiewicz i wtedy podjąłem decyzję, że będę studiował rzeźbę na ASP we Wrocławiu. Niestety, studia mnie rozczarowały. W którymś momencie zauważyłem, że „studiowanie” polega na szybkim przelatywaniu przez techniki i jeszcze szybszym przygotowywaniu prac zaliczeniowych – żadnej nauki warsztatu czy technik pracy. A tak się nie da. Przecież pod każdy materiał trzeba kształtować najpierw formę – tego nas nie uczono. Na szczęście przytrafiły się praktyki studenckie na wrocławskim cmentarzu żydowskim. I to właśnie tam, pod kierunkiem Tomasza Rodzińskiego, zdobywałem nauki, z których jestem naprawdę dumny. Nauczyłem się pracy ręcznej w rycie XIX-wiecznym. Uważam zresztą, że każdy rzeźbiarz powinien to umieć – nie musi stosować tych technik, ale powinien mieć choćby podstawowe umiejętności. Tam też nauczyłem się samodzielnie wytwarzać narzędzia rzeźbiarskie. Dzięki temu łatwiej jest zrozumieć pracę, materiał i narzędzie.

W czasie tych praktyk nauczyłem się też korzystać z punktownicy. Skorzystałem zresztą z tego bardzo szybko. Na piątym roku, w ramach zajęć dodatkowych, mieliśmy przygotować rzeźbę jakiejś postaci historycznej. To miało nas przygotować do komercyjnego wykonywania zleceń. Wybrałem Bolesława Krzywoustego ze względu na zainteresowanie średniowieczem i dostęp do dobrego wzorca – od koleżanki antropologa dostałem doskonałe rysunki rekonstrukcji głowy króla wykonanej na podstawie jego czaszki znalezionej w płockiej katedrze. To popiersie, wykonane z żółtego piaskowca, stoi obecnie na dziedzińcu wrocławskiego Muzeum Archeologicznego.

Co, poza tęsknotą, przyciągnęło Cię znów do kamienia?
Parę lat temu dostałem zlecenie na wykonanie gałęzi z metalu. Potrzebne były do nich postumenty, które wycinałem z kamienia. W ten sposób kamień sam mi się przypomniał. Później przyszedł mi do głowy pomysł wykonania Granitai. To miało być dla mnie przypomnienie pracy w kamieniu. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że miałem możliwość zrealizowania tego pomysłu w 2015 roku w ramach pleneru w Strzegomiu zorganizowanego przez firmę Granex Krzysztofa Skolaka. I mam nadzieję, że współpraca z państwem Skolak będzie trwać nadal.


nef3.jpg

W czasie pracy nad Granitaią dostałem zlecenie na wykonanie popiersia od zaprzyjaźnionego przedsiębiorcy, Jerzego Kubary. Choć w tym przypadku droga od pomysłu na popiersie – jako pamiątki dla potomnych – do zamówienia była długa i przegadaliśmy wiele godzin rozważając wspólnie wszystkie aspekty tego zlecenia, to mam nadzieję, że te dwa wydarzenia są powrotem do czasów, kiedy biznesmeni i przedsiębiorcy wspierali artystów.

Co będzie z Granitaią?
Prawdę mówiąc nie wiem. Liczę na to, że stanie w jakimś godnym miejscu. Ale na pewno będzie miała kontynuację. To bardzo ciekawa forma, w której zauważyłem wiele nowych możliwości. Powstanie cały cykl, którego początkiem jest właśnie popiersie Tai.
Przy okazji ciekawostka. W Starożytnym Egipcie wykorzystywano również bazalt. Granitaia ma oczy wykonane z bazaltu. W przenośni graficznej rzeźba pokazuje stosunek ilości bazaltu do ilości granitu występującego w okolicy Strzegomia.

Dziękuję za rozmowę. Czy chciałbyś coś dodać na koniec?
Mając na uwadze własne doświadczenia chciałbym powiedzieć studentom ASP: uczcie się jak najwięcej poza programem uczelni, nawet jeśli macie wrażenie, że to nauka jakby wbrew oficjalnemu programowi. To się na pewno przyda.

przeczytaj cały artykuł

Ratujmy co się da

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: poniedziałek, 27 czerwca 2016 11:19

rcd1.jpg

Herb na fasadzie.

Pałac w Sieroszowie to barokowy budynek wzniesiony na początku XVIII jako letnia rezydencja Opatów Henrykowskich. Na początku XIX wieku przeszedł w ręce prywatne, a po II wojnie światowej został upaństwowiony i założono w nim PGR. Po likwidacji PGR-u, od lat 80-tych XX wieku, pałac nie miał zaangażowanego gospodarza i wraz z przyległymi zabudowaniami popadał w ruinę. Od 2013 roku stał się własnością rodziny Zbyl – właścicieli firmy Zbylbruk sp. z o.o. Nowi właściciele zatrzymali proces degradacji i postanowili tchnąć w to miejsce nowe życie.

Historia pałacu Sieroszów jest równie ciekawa jak planowana dla niego przyszłość. Dlatego wrócimy do niej w następnym numerze Kuriera Kamieniarskiego. W tym artykule poświęcimy nieco uwagi tym elementom, które zwykle najbardziej rzucają się w oczy przyjezdnym i turystom.
W roku 2013 dawny ogród Opatów Henrykowskich w Sieroszowie był 8,5-hektarową zaniedbaną posiadłością, na terenie której znajdował się ruiny pałacu oraz ruiny przyległych do niego zabudowań gospodarczych i folwarcznych. Wszystko otoczone zarośniętym i chylącym się ku upadkowi kamiennym murem. W otaczającym pałac parku trudno było dopatrzyć się pomysłu projektanta czy echa dawnej świetności. Teren był niestrzeżony, zabudowania zrujnowane i spalone. Nietrudno się domyślić, że w takich okolicznościach z zespołu powoli znikało wszystko, co dało się podnieść i wrzucić na taczkę, do bagażnika czy na przyczepę ciągnika.

rcd2.jpg

Nowi właściciele, świadomi stanu nieruchomości, zaczęli od zabezpieczenia zespołu pałacowo-folwarcznego przed dalszą degradacją. Pałac doczekał się opracowania nowego programu zagospodarowania. Kolejnym krokiem – niestety koniecznym – była rozbiórka ruin po większości zabudowań folwarcznych ponieważ ich stan uniemożliwiał odbudowę i stwarzał zagrożenie.

I w tym miejscu rozpoczyna się nowa historia starych rzeczy pochodzących z tego miejsca. Materiał pochodzący z rozbiórki zawalonych budynków był ręcznie sortowany. Kamienie odzyskane w ten sposób – głównie lokalne dolomity i gnejsy – zostały przeznaczone na odbudowę muru okalającego posiadłość. W trakcie rozbiórki ruin i porządkowania terenu znajdowano wiele przedmiotów pochodzących z różnych okresów istnienia pałacu. Odnaleziono też wiele elementów kamiennych pochodzących z budowli. Każdy z nich został zabezpieczony – dzięki temu odnaleziono i zidentyfikowano wiele fragmentów elewacji. Choć ich ilość jest w zasadzie równie szczątkowa jak dokumentacja fotograficzna czy ikonograficzna tego miejsca, to z mroków dziejów powoli zaczął się wyłaniać obraz, do jakiego chce dążyć nowy właściciel pałacu.

Już dziś pałac nabiera rumieńców. Na jego fasadę wrócił odrestaurowany herb, a całość zyskała podświetlenie. O ile podświetlenie wydaje się interesującym zabiegiem, bo nadaje specyficznego uroku temu miejscu po zmroku, o tyle zamocowanie herbu na tle poszarpanych otworów okiennych wydaje się raczej bezsensownym zabiegiem. Jednak cała tajemnica tkwi w materiale z jakiego jest wykonany herb. To piaskowiec Długopole. A to oznacza, że nawet w dobrych warunkach magazynowych szybciej ulega niszczącemu działaniu erozji niż w normalnych, zewnętrznych warunkach atmosferycznych.

rcd4.jpg

Brama wjazdowa przed odbudową

rcd3.jpg

Brama wjazdowa po odbudowie.

Odbudowano bramę wjazdową, a na jej szczyt wrócił piaskowcowy hełm odtworzony na podstawie starej fotografii. Największe jednak wrażenie na każdym, kto odwiedza Sieroszów, robi kamienny mur okalający park z pałacem. Oryginalnych odcinków zostało niewiele. Ale wraz w bramą został już odbudowany na długości kilkuset metrów. Ma wysokość około 2-2,5 m, ale w niektórych miejscach pełni rolę muru oporowego pomiędzy wywyższonym terenem parku a drogą okrążającą park i jego wysokość przekracza 5 m. Do budowy użyto kamieni z rozbiórki zabudowań folwarcznych. Właściciele szacują, że na budowę muru już zużyto 450 ton kamienia. A końca jeszcze nie widać
Posiadanie takiej nieruchomości to niekończący się potok wydatków. Jednak pokażcie mi hobby, które nie jest kosztowne.

Dla ciekawych: pałac w Sieroszowie ma swój profil na Facebooku, na którym umieszczane są aktualne informacje z postępów prac.

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 7 z 11

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.