Reklama


Ludzie i miejsca

Kamienie jako waluta

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: piątek, 22 grudnia 2023 08:32

127_52_1.jpg

Mogłoby się wydawać, że wirtualne pieniądze i karty bankomatowe to współczesny wynalazek. W zasadzie codziennie posługujemy się pieniędzmi, które znajdują się nie w naszym portfelu, a w bankach. Historia jednak pokazuje, że koncepcja pieniądza wirtualnego jest dużo starsza.

Jest w Mikronezji wyspa Yap, na której istnieje nietypowa waluta Rai. Są nią kamienne dyski z wapienia. Niektóre z nich tak duże, że nie można ich przenieść.
Kamienna waluta jest już w użyciu od kilkuset lat. Setki tych niezwykłych dysków skalnych wielkości człowieka są rozsiane po całej wyspie. A w każdej wiosce znajduje się kamienny „bank” pieniędzy. Na terenie tanecznym wioski (malau) znajdują się kamienne dyski należące do konkretnych rodzin. Ciekawe, że kamienie te były przywożone z odległego o 400 kilometrów Palau, gdzie wydobywa się wapień, z którego powstają te nietypowe monety.

>Yap nie mieli u siebie ani trwałych skał ani kamieni szlachetnych, które mogłyby stać się walutą. Ale miejscowi żeglarze pływali do Palau i przywozili wapień z kamieniołomów. Najpierw były to dary dla wodzów, ale później ewaluowały i stały się walutą. Stało się to tak popularne, że pod koniec XIX wieku w kamieniołomach Palau pracowało 400 Yapes – wtedy cała populacja tego narodu wynosiła 7 tysięcy ludzi.

Kiedy marynarze przywozili kamienie, największe i 2/5 małych stawały się własnością wodzów. Wodzowie nadawali niektórym kamieniom imiona – zwykle wybierając własne lub krewnych – i podawali ich wartość opartą na jeszcze starszym systemie walutowym: yar (pieniądze z muszli perłowych). Kamienie mogły następnie wejść do obiegu i zostać kupione przez każdego.
Obecnie pieniądze kamienne w codziennych transakcjach zostały zastąpione dolarem amerykańskim.

Jednak w przypadku bardziej koncepcyjnych wymian – takich jak prawa czy zwyczaje – kamienie pozostają istotną walutą dla 11 000 mieszkańców Yap.
Monety wyceniane są ze względu na wielkość – średnice wahają się od 7 cm do 3,6 m – a także skalę dekoracji, a nawet samą trudność w zdobyciu skały.

127_53_4.jpg

Ile warta jest moneta, zależy także od tego, komu ją dajesz i za co. Ich wartość zależała nie tylko od wagi i wielkości, ale również od tego, jak wielu ludzi zginęło podczas transportowania rai z Palau na Yap (albo – to również oznaczało wysoką wartość – gdy nikt nie zginął) lub czy daną „monetę” sprowadził ktoś znaczący. Jeśli w czasie transportu wielka „moneta” zsunęła się z tratwy i wpadła w głębinę, nie wyłączało jej to z użycia. Mieszkańcy Yap wiedzieli przecież, że ona, choć niewidoczna, nadal gdzieś tam jest, więc zatopiony kamień mógł mieć swojego właściciela i być używany w transakcjach.

127_53_2.jpg

Yapese przekazują ustną historię każdego kamienia, ponieważ nie ma zapisanych informacji o tym, co należy do kogo. Rodziny rzadko opuszczają swoje wioski, a starsi plemienni z około 150 wiosek przekazują informacje o każdym kamieniu, co oznacza, że przypominają o przeszłości i pomagają wzmacniać relacje i transakcje sięgające czasów wojowników i klanów. W niektórych przypadkach na kamieniach znajdują się ryciny upamiętniające bitwy sprzed ponad 200 lat.

127_53_3.jpg

 

 

 

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Katarzyną Sołtysiak

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 14 listopada 2023 10:14

126_22_1.jpg

„Wszystkiego można się nauczyć” pomyślałam i weszłam w ten kamieniarski świat. Dziś uważam, że to była dobra decyzja i nadal cieszy mnie praca w tej branży.

 Po skończeniu 2 kierunków studiów – zarządzanie i filologia angielska – moją pierwszą pracą była szkoła. Jednak kiedy urodziłam dwójkę dzieci, postanowiłam, że do szkoły nie wrócę. Po prostu uznałam, że to nie dla mnie. Czytając ogłoszenia o pracę, trafiłam na ogłoszenie firmy Legs – poszukiwali asystentki produkcji w hurtowni Magma. To była nowa jednostka biznesu dla właściciela firmy. Kiedy aplikowałam do tej pracy, Magma działała zaledwie od roku.

Wiedziałam, że chodzi o kamień. Nic nie wiedziałam o kamieniach, ale od zawsze wyznawałam zasadę, że wszystkiego można się nauczyć. Właściciel docenił moje zaangażowanie i awansował mnie – najpierw na stanowisko specjalisty do spraw logistyki, a potem dyrektora. To był czas dobrej koniunktury i udało się rozwinąć firmę dość szybko.

Od momentu przejścia do „logistyki” – czyli 15 lat temu – zaczęłam jeździć po świecie w poszukiwaniu kamienia. Bardzo to lubię, bo lubię podróżować, poznawać nowe miejsca. Magma ma szeroką gamę kamieni; byłam więc w Brazylii, Chinach, Indiach, Hiszpanii, Grecji, Portugalii i oczywiście we Włoszech. Możliwość zobaczenia nie tylko pięknych kamieni, ale poznania też innych krajów to niewątpliwie zaleta mojej pracy. To, co jeszcze w mojej pracy jest fajnego, to duża samodzielność i możliwość podejmowania decyzji. Wiem, że jeśli jest sukces, to wynik moich decyzji i pracy (wraz z zespołem oczywiście). A jeśli coś poszło nie tak, to też tylko moje błędy. Pewnie, że to stresujące, ale daje niesamowitą satysfakcję, kiedy okazuje się, że decyzje były właściwe.

Właściciel firmy nie zna naszej branży, zaufał mi i interesują go wyłącznie efekty finansowe działalności. Mam absolutnie wolną rękę. To jednak wymaga zaangażowania. Kiedy zaczynałam, to naprawdę poświęciłam mnóstwo czasu, żeby wiedzieć o kamieniu jak najwięcej, żeby poznać ludzi i problematykę. Tylko tak można skutecznie działać.
W handlu B2B klienci są stali. Można ich poznać i zrozumieć ich potrzeby. Znamy się od wielu lat i te bliskie relacje są podstawą. Zawsze można do nich zadzwonić, a i oni czasem dzwonią po prostu zapytać, co słychać. Kontakty w naszej branży są luźne, nie pod krawatem – i mi to bardzo odpowiada. Dzięki takim nieformalnym relacjom łatwiej zrozumieć potrzeby klientów i im pomóc. Jak powiedziałam: wszystko jest kwestią chęci i uczenia się. Klienci i dostawcy to tak naprawdę najlepsze źródło wiedzy.

Kamieniarstwo to raczej męski świat, ale w zasadzie nie mam z tym złych doświadczeń. Zdarzyło się kilka razy na początku mojej pracy, że oczekiwano rozmowy z szefem, a nie szefową, ale… Na szczęście w kontaktach z branżystami to rzadkie przypadki, a po tylu latach w branży raczej czuję się doceniana przez klientów i nie mam kompleksów.
Personel Magmy nie jest duży. Do niedawna było nas trzynaścioro – ale 4 osoby odeszły i teraz załoga liczy 9 osób. Może i dobrze, bo warunki rynkowe są trudne i pewnie pojawiłaby się konieczność redukcji zatrudnienia. Niestety dwie osoby, które odeszły, poszły do pracy do konkurencji, ale to ich wybór – nie można się obrażać – takie życie.

Jeśli chodzi o życie poza pracą, to wypełnione jest rodziną, spotkaniami z przyjaciółmi, gotowaniem i licznymi hobby. Moje dzieci są prawie dorosłe, więc mam więcej czasu dla siebie. Lubię gościć u siebie bliskie mi osoby i chodzić w gości też lubię. Jestem typem aktywnym, siedzenie przed telewizorem nie jest moim ulubionym zajęciem, więc regularnie uprawiam fitness. Od dwóch lat uczę się gry na saksofonie.
Kocham muzykę, ale nie mam głosu do śpiewania, więc wybór padł na saksofon. Uważam, że to wspaniały instrument i ta nowa rozrywka sprawia mi ogromną frajdę. Jest mnóstwo innych rzeczy, które chciałabym robić, ale to jeszcze chwilka. Mam taką zaletę, że się nigdy nie nudzę i zawsze mi się chce robić coś jeszcze.

 

 

przeczytaj cały artykuł

Petra – miasto wykute w skale

Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data publikacji: środa, 01 marca 2023 10:11

kk122_S57_3.jpg

Są na świecie kamienne zabytki budzące podziw kunsztem kamieniarskiej pracy. Warto je przypominać, aby uzmysłowić sobie, że kamieniarze przez wieki uznawani byli za grupę posiadających wiedzę tajemną.

Wiele z tych budowli znamy: egipskie piramidy, zabytki Grecji czy Rzymu. Są jednak takie, które ze względu na lokalizację trudno odwiedzić. Jednym z nich jest słynna Petra – starożytne miasto w Jordanii. Według badaczy powstawała między III wiekiem przed Chrystusem a III wiekiem naszej ery.
Petra nie od razu była wykuta w skale. Pierwsi Nabatejczycy, którzy przybyli w to miejsce, mieszkali w namiotach. Ze zmianą trybu życia – z koczowniczego na osiadły – zaczęły powstawać pierwsze elementy stałej architektury. Wśród nich te wykute w skale. Były to świątynie, pałace, grobowce. Powstał również ogromny teatr będący jedną z najbardziej spektakularnych budowli miasta. Teatr mieścił nawet 10 tysięcy widzów. Szacuje się, że za czasów króla Aretasa IV liczba mieszkańców wahała się w granicach 30-40 tysięcy.
Nabatejczycy, jako koczownicy, nie mieli wcześniejszych doświadczeń architektonicznych, dlatego czerpali z doświadczeń innych kultur. Petra jest skrzyżowaniem stylów architektonicznych egipskich, syryjskich, greckich (przede wszystkim hellenistycznych) i rzymskich. Po dodaniu zdobień z kultury nabatejskiej powstał charakterystyczny styl tego miejsca. Znaczną część obiektów Petry wykuto w czerwonym piaskowcu.

kk122_S56_1.jpg

Specyficzna kolorystyka tego materiału spowodowała, że zaczęto aglomerację nazywać Różowo-Czerwonym Miastem. Badania geologiczne wykazały, że podstawowa skała powstała ponad 5 miliardów lat temu, natomiast charakterystyczne wzory są dużo młodsze i powstały w ciągu ostatnich 60 milionów lat. Przyczyną była działalność mikroorganizmów, które trafiły tu wraz z wodą lub żyły w uśpieniu w piaskowcu. Ciekawostką jest, że nie czerpały energii ze Słońca (jak większość form życia na Ziemi), lecz z metabolizmu syderytu – minerału z gromady węglanów występującego w skałach i stabilnego wyłącznie w środowisku beztlenowym. Tlen, który przedostał się do skał wraz z wodą, umożliwił mikroorganizmom rozkładanie syderytu, czego produktem ubocznym był tlenek żelaza, przyjmujący postać jasnych wzorów na powierzchni skał.

kk122_S57_2.jpg
W 2007 roku Petra została ogłoszona jednym z siedmiu nowych cudów świata.

kk122_S57_1.jpg

przeczytaj cały artykuł

Jest taki pałac

Autor: Rafał Frankiewicz   |   Data publikacji: wtorek, 20 grudnia 2022 08:59

kk121_26_01.jpg

Jest taki pałac, co urodą równa się najpiękniejszym w naszym kraju, a nie jest on powszechnie znany. Mieści się raptem 8 km od Strzegomia, ale nawet strzegomianie niewiele o nim wiedzą.

 

Przez długi czas był tam ośrodek: najpierw kopalni, potem huty, wreszcie kolonijny dla dzieci. Żaden z użytkowników nie pozostawił po sobie dobrego wspomnienia dla murów i stanu zachowania zabytku. Dachy ciekły, mury grzybiały, ludzie rozkradali co się dało. Jak to w bezpańskim majątku. Aż… stał się cud.

Pałac swą urodą zachwycił parę młodych ludzi, którzy przejeżdżali tamtędy do Strzegomia po granit na ogrodzenie. Stanęli jak wryci. Oniemiali na widok piękna samej budowli, fosy, zdziczałego parku. Siedzieli w samochodzie ponad godzinę, nie mogąc ruszyć się z miejsca. Zaczęli dochodzić, czyje to, dlaczego w takim stanie, a może można by to… Bo to marzenie życia: kupić pałac… Krok po kroku sfinalizowali to.

Są właścicielami – zapaleńcami jego odrestaurowania i przywrócenia do dawnej świetności. Kto raz – tak jak ja – pojawił się tam, spotkał się z nimi i z pałacem, ten na zawsze odmieniony do domu już wróci. Jest czym oko cieszyć: kamieniarka najprzedniejsza na całym Dolnym Śląsku, kominki z Dębnika, Carrary i hebanu.

Ściany, na których pozostały ślady jedwabnego poszycia, ceramiczne kolumny, tralki i głowice wypalane w nieistniejących już fabrykach ceramiki tego regionu. To tylko parę zajawek tego, co tam znajdziecie. Nie wspomnę o parku, który ma 4 hektary, ruinach oranżerii czy fontannach.

Warto tam wpaść. Na chwilę – to za krótko. Na pół godziny – wyjdziecie, po siedmiu nie chce się stamtąd wracać. Bo i po co? Mam nadzieję, że tych parę zdjęć będzie wystarczającą rekomendacją do odwiedzin.
A co to za pałac? Pałac w Roztoce, drugi co do wielkości pałac Hochbergów na Dolnym Śląsku, większy od pałacu w Pszczynie i nieznacznie mniejszy do Zamku Książ.

Jeśli zaplanujecie wyjazd, piszcie pod adres biuro@zamekroztoka.pl lub dzwońcie 788 905 053.

www.zamekroztoka.pl 
www.facebook.com/ZamekRoztoka

kk121_27_01.jpg

 

 


#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz

przeczytaj cały artykuł

Rozmowa przy kawie z Grzegorzem Górskim

Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data publikacji: piątek, 16 września 2022 08:14

118_S20_1.jpg

Mimo że produkuję oczyszczalnie i nie pracuję w kamieniu, to mój związek z kamieniem i kamieniarstwem jest bardzo mocny. Można powiedzieć nawet, że historyczny. Mój dziadek miał zakład kamieniarski w Strzegomiu już w 1973 roku. Moja mama zaczęła działać w branży w 1991 roku w Opolu sprzedając dla kamieniarstwa chemię. Dołączyłem do niej po zakończeniu nauki w 1996 roku.

W tamtych czasach „chemię” najskuteczniej sprzedawało się, jeżdżąc od klienta do klienta. Ja również jeździłem z towarem, odwiedzając zakłady kamieniarskie. Dość szybko jednak pojawiła się możliwość wykorzystania wykształcenia mechanicznego.
W sumie pomysł podsunął Bernard Knapik – w owym czasie znany kamieniarz spod Strzelec Opolskich. Pokazał mi jakąś oczyszczalnię z Zachodu i powiedział, że coś takiego by potrzebował. Przygotowałem projekt i zrobiłem pierwszą oczyszczalnię. Prototyp zamontowałem do testów u rodziny w Strzegomiu. Byli zadowoleni – tak to się zaczęło.

Gdzieś po drodze pojawił się też pomysł niezwiązany z oczyszczaniem wody, ale też związany z konstrukcjami mechanicznymi. Pomysłodawcą był również kamieniarz. Miał problem z obróbką „napisówek” i chciał mieć stół obrotowy, który mógłby obracać się we wszystkich osiach. Zrobiliśmy taki stół. To był hit. Pokazaliśmy tę konstrukcję na targach we Wrocławiu i stoisko było oblegane. Głównymi produktami zawsze jednak były oczyszczalnie.

Kiedy w latach 2008 – 2009 było małe tąpnięcie na rynku, szukaliśmy innego rynku zbytu. I tak trafiliśmy do innych branż. Najpierw jako podwykonawca, potem już samodzielnie. To jednak były trudne tematy. Często robiliśmy rzeczy mocno niedoskonałe – ale tak klient chciał. Nasze przekonywania, że to jest źle zaprojektowane, nic nie dawały. Ktoś coś wymyślił i tak miało być. Ta przygoda trwała około trzech lat. Potem wróciliśmy do oczyszczalni.

Jak zaczynałem z oczyszczalniami, to wydawało mi się, że trzeba je promować pod hasłem ekologii. Ekologia nie działała. Do ludzi przemawiają pieniądze. Przecież wszyscy wiedzą, że inwestycję w zakład zaczyna się od maszyn produkcyjnych – kto myśli o oczyszczalni wody? Dopiero pokazywanie zmniejszenia kosztów przekonuje do takich inwestycji. Obecnie kamieniarze mają świadomość, ile trzeba wydać na wywiezienie szlamu. To są już spore pieniądze, a im bliżej większego miasta, tym drożej.
Kiedyś jakiś rolnik przyjeżdżał i za drobne pieniądze odbierał „błoto”. I nawet nie wiadomo, gdzie to wywoził. Teraz są kontrole i nie ma takich odważnych. Jak przyjeżdżają wyspecjalizowane firmy, to rachunek jest znaczny. Dochodzi do tego problem czasu. Firm utylizujących takie odpady nie ma zbyt wiele, stąd, poza ceną, istotny jest krótki termin realizacji usługi. Odstojnik pełny, robota czeka, a firma od utylizacji mówi, że może przyjechać za trzy – cztery dni. No i jest przestój, bo przecież maszyny potrzebują czystej wody.

Nasze zakłady też się zmieniają. Pokolenie tych kamieniarzy, z którymi realizowałem pierwsze zlecenia, powoli odchodzi na emeryturę. Do zakładów trafiają młodzi. Część to dobrze wychowani następcy, dodatkowo lepiej wykształceni. Z nimi współpraca jest bardzo fajna. Zdarzają się jednak tacy, z którymi trudno się porozumieć. Takie pokolenie.
Najlepiej, jeśli taki młody człowiek zacznie od pracy w produkcji. Pozna ją i wtedy będzie miał szacunek do pracy i do ludzi, którymi w przyszłości będzie zarządzał. Sam tak postępuję z synem.

Myślę, że problem z młodym pokoleniem wynika ze zmian w szkolnictwie. Praktycznie zlikwidowano szkolnictwo zawodowe. Przecież tak naprawdę statystycznie tylko około 50% ludzi ma predyspozycje do wyższego wykształcenia. W szkołach zawodowych, poza nauką przedmiotów ogólnych, były warsztaty. Tam można było poznać pracę.

Teraz wszyscy chcą mieć studia. Kiedyś mój ojciec – doświadczony inżynier mechanik – miał młodego pracownika po studiach. Kiedy zobaczył jego projekt, stwierdził, że ubliża mu to, że obaj mają prawo posługiwać się tym samym tytułem naukowym...

 Kiedyś trafił do mnie młody człowiek, który ukończył kilka kursów – obsługa CNC, frezarek itd. Myślałem, że będzie z niego pożytek. Stanął przy maszynie i zrobił duże oczy: on przecież uczył się na innej. Myślałem, że jak zna ogólnie zagadnienie, to w 2-3 dni opanuje moją maszynę. Nic z tego. Potem wytłumaczył mi, jak wyglądały te kursy. Czterdzieści godzin kursu, na którym pokazywano im na ekranie jak to działa. Dwunastu kursantów, jeden coś klikał i tyle. To nie może dać efektu.

Jak patrzę na drogę, którą przebyłem? Silkam rozwinął się, rozrósł. Mimo to nadal sam odwiedzam wiele firm i widzę dwa różne systemy rozwoju. Są tacy, którzy działają bardzo szybko – rozwój jest błyskawiczny, ale to są spore inwestycje – najczęściej kredytowane – i duże ryzyko. Są też tacy jak ja, którzy wolą realizować plany na spokojnie. Pewnie, zawsze kusi takie gwałtowne przyspieszenie, to jednak nie moja metoda. Rozwijałem się powoli, ale bez szaleństwa, stabilnie – krok po kroku na spokojnie.
W temacie oceny obecnej sytuacji, to aktualnie głównym problemem są ceny surowców. My potrzebujemy dużo stali, w tym stali nierdzewnej. Ceny wzrosły drastycznie. Mamy wynegocjowane dobre ceny, ale w lutym koszty surowców wzrosły o 150 procent. Teraz ceny trochę spadły, ale i tak o poziomie sprzed wojny w Ukrainie można tylko pomarzyć.

Myślę jednak, że te spadki cen są chwilowe. W związku z brakiem surowca sporo dużych producentów zmniejszyło produkcję. Dostawcy zaczęli znajdować nowe źródła i sprowadzili materiał z innych kierunków. Jest teraz nadmiar, więc ceny spadły. Jeśli jednak duzi odbiorcy wrócą do zwiększonej produkcji, ceny znów powędrują w górę. Taka zwykła rynkowa gra.
Ceny naszych produktów musiały wzrosnąć, bo udział stali i „nierdzewki” jest duży. Na jedną większą oczyszczalnię zużywamy więcej materiału niż pomieści naczepa „tira”. Zwykle to dwa samochody. Problemy dotyczą też innych elementów.
Przełącznik – zwykły, nic nadzwyczajnego – przestał być dostępny u naszego dostawcy, a na szybko nie da się go zastąpić innym. A ponieważ wszyscy wiedzą, że są problemy z dostępnością, zamawiają z zapasem i w efekcie problem się powiększa.

Ja nie zmieniam dostawców, nawet jeśli okazuje się, że pojawił się inny trochę tańszy. Ważna jest stabilność. Przyjąłem, że trzeba po prostu planować dostawy z większym wyprzedzeniem. Kiedyś dostawy były realizowane w ciągu tygodnia-dwóch, teraz trzeba zakładać miesiąc do półtora.
Tak planując można funkcjonować, a zleceń nie brakuje. Nadal większość zakładów nie ma oczyszczalni, a wśród nich tacy, którzy już powinni je mieć, więc jest, co robić. Zamówienia na oczyszczalnie pojawiają się zwykle wtedy, gdy ktoś zmienia maszyny. Dla nowego parku maszynowego każdy woli zrobić oczyszczalnię, żeby pracować z czystą wodą.

Tak, mam też zamówienia z innych branż. Kiedyś sto procent klientów to byli kamieniarze. Teraz to około 40%. Dostarczam oczyszczalnie do branż: ceramicznej, betoniarskiej, szklarskiej. Te branże są nieco inne. Inna jest struktura i inny system zarządzania. Porównując branże trzeba zauważyć, że są nowocześniejsze – zwłaszcza w zakresie organizacji i zarządzania. Gdy robimy coś dla kamieniarstwa, to we wszystkim bierze udział szef, właściciel. Mało tego: on też dzwoni do mnie ze wszystkimi sprawami. A kiedy podczas montażu okazuje się, że coś idzie niezgodnie z planem – bo na przykład nie powiadomiono nas wcześniej o istotnych dla instalacji zmiennych – to najczęściej podejście jest z kategorii „jakoś to będzie”. Przykładowo w trochę podobnej branży szklarskiej jest osoba odpowiedzialna za instalację oraz pełne przygotowanie do niej zakładu i często nawet nie wiemy, kto jest szefem.

W innych branżach przed montażem dostajemy też zwykle informacje jakie ludzie mają mieć kaski, jakie kamizelki, o której wchodzimy do firmy, o której wychodzimy, gdzie możemy się poruszać itd. W kamieniarstwie jest mniej procedur, a wszystko trzeba załatwiać z szefem. Z drugiej strony w kamieniarstwie normalne jest, że szef firmy pyta: „Jesteście głodni? To zamówię jakąś pizzę.” W innych branżach nikogo to nie obchodzi.

Brak procedur ma też wady. Gdy wysyłamy rysunki techniczne jak ma być przygotowane miejsce instalacji, to takie miejsce zastajemy po przyjeździe. Na montażystów czekają też elektrycy i ludzie od instalacji wodnej. W kamieniarstwie często słyszę: „Wie pan… Tak, dostałem rysunki, ale myślę, że to przesuniemy tam, a to tam. Przecież jakoś to poobracacie.” No i zaczyna się bieganie, kombinowanie, załatwianie sprzętu i narzędzi.
Mimo wszystko lubię kamieniarstwo, lubię ludzi i ich serdeczność. Chociaż gdyby trochę zmienić pewne elementy w zarządzaniu, to byłoby i nam i kamieniarzom trochę łatwiej.

 


 

Grzegorz Górski, założyciel i właściciel firmy Silkam – jedynego polskiego producenta oczyszczalni i filtrów wody przemysłowej, dehydratorów szlamów przemysłowych i urządzeń odpylających dla zakładów kamieniarskich.

 

 

przeczytaj cały artykuł
Strona 2 z 12
dfgdfgdfg

Najnowszy numer
4/2026 (143)

sierpień-wrzesień 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2026-08-18 00:00:00
Tablice-nagrobkowe.pl plexi, konglomeraty. Henryk Moćko tel. 503 33 46 46

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.