
Tym razem naszą uwagę przykuło zdjęcie rzeźby „Śpiąca Hermafrodyta” (Sleeping Hermaphrodite) wykonanej przez Barry’ego X Ball’a.
Poszukując informacji o tej rzeźbie i jej autorze znaleźliśmy zdjęcie prawie identycznej rzeźby, pod tym samym tytułem, znajdującej się w Luwrze.
Jak się okazało rzeźba w Luwrze ma długą historię. Uznaje się, że pierwowzór rzeźby został wykonany w II wieku p.n.e. przez nieznanego autora. Rzeźba w Luwrze to kopia pierwowzoru wykonana przez nieznanego rzeźbiarza w II wieku n.e. – został odkryta w pobliżu term Dioklecjana w 1608 roku i poddana restauracji w 1619 roku przez Davida Larique. Wtedy też dodano rzeźbie będący podstawą, który wykonał Gianlorenzo Bernini. Na przestrzeni wieków rzeźba doczekała się wielu kopii. Niektóre z nich wystawiane są do dziś w wielkich muzeach światowych.
Ale wróćmy do rzeźby, której zdjęcie nas zainteresowało.
Barry X Ball urodził się w Pasade-nie (USA) w 1955 roku. Obecnie mieszka i pracuje w Nowym Jorku. Jest bardzo cenionym amerykańskim rzeźbiarzem, a „Sleeping Hermaphrodite” pochodzi z cyklu rzeźb pod nazwą „Arcydzieła”.


„Arcydzieła” są jednocześnie współczesne i klasyczne. Styl pracy nad nimi był bardzo nowatorski – Ball w swojej pracy nie tylko pracował w tradycyjny sposób, ale wykorzystywał też najnowsze technologie. Korzystał ze skanowania 3D – zarówno żywych obiektów jak i historycznych, obróbki komputerowej oraz robotów rzeźbiących CNC. Jednak finalny poler zawsze wykonywany był ręcznie.
Wykonanie „Śpiącej Herafrodyty” zajęło 5 000 godzin pracy. Oczywiście pracował nie tylko sam autor, ale wielu młodych rzeźbiarzy - asystentów. W tym względzie Ball zbliża się do koncepcji dziewiętnastowiecznych pracowni rzeźbiarskich, w których artyści zatrudniali młodych adeptów rzeźbiarstwa wspomagających mistrza zarazem poznając tajniki pracy. Wielu asystentów Barry’ego X Ball’a to rzeźbiarze pracujący już samodzielnie, ale nadal doceniający pracę pod okiem mistrza.
Popularne jest twierdzenie, że kopiowanie to nie sztuka. Ale pozostaje pytanie: czy, wykonując rzeźbę człowieka, nie kopiujemy? Według Ball’a sztuka to dążenie do pracy na najwyższym poziomie, do doskonałości. Autor reinterpretuje rzeźby dodając im nowego wyrazu przez perfekcję wykonania jakiej nie miały oryginały.
Istotnym elementem pracy dla autora jest dobór materiałów. Niekonwencjonalny wybór materiałów z kamieniołomów na całym świecie pozwala na – jak stwierdza Ball – „najlepsze połączenie z naturą”. To element innowacji w jego pracy. W przypadku „Śpiącej Hermafrodyty” autor zdecydował się na czarny marmur z Belgii, a podstawę wykonaną z Bianco Carrara.
W oryginale rzeźby cała dolna część twarzy była niedokończona. Ball w swojej interpretacji uzupełnił ten brak. Warto zauwa-żyć, że zwykle kopie rzeźb są mniej precyzyjne od swoich pierwowzorów. W przypadku pracy Ball’a jest odwrotnie. Aby osiągnąć taki rezultat Ball opiera się na rozbudowanym systemie wsparcia. Większość prac prowadzą wyszkoleni asystenci, specjalizujący się w różnych aspektach procesu. Są specjaliści od skanowania, programiści poprawiający wady oryginału na modelu cyfrowym (ubytki, zadrapania itp.), wreszcie obsługa urządzeń rzeźbiących CNC. Na koniec pracę wykonują specjaliści od ręcznego polerowania.
Prace artysty wystawiane są w dziesiątkach galerii sztuki na całym świecie. Opisywana „Śpiąca Hermafrodyta” znajduje się w prywatnej kolekcji w Nowym Jorku. Dzieła pracowni Barry’ego X Ball’a osiągają wysokie ceny – od 135 tysięcy do pół miliona dolarów.

Barry X Ball „Puritas” Antonio Corradini „Puritas”
(o twórczości Corradiniego pisaliśmy w Kurierze Kamieniarskim nr 1/2015)
Foto: Barry X Ball
Dziękujemy twórcy za pomoc w przygo-towaniu artykułu i udostępnienie zdjęć.
(We thank creator Barry X Ball for his help in preparing this article and sharing photos.)
Więcej zdjęć na:
facebook.com/KurierKamieniarski.

Z Grzegorzem Niemyskim i jego pracami mieliśmy okazję zapoznać się podczas spotkań rzeźbiarzy w Strzegomiu. To były tylko zdawkowe rozmowy, ale na tyle interesujące, że postanowiliśmy umówić się na dłuższą rozmowę, aby poznać jego rozumienie sztuki i pracy w trudnym materiale jakim jest granit. Grzegorza Niemyjskiego odwiedziliśmy w pracowni rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.
Z Grzegorzem Niemyjskim
rozmawia Dariusz Wawrzynkiewicz
Dariusz Wawrzynkiewicz: Kiedy i jak zaczęło się zamiłowanie do sztuki?
Grzegorz Niemyjski: Już jako małe dziecko, jak wspominali moi rodzice, chętnie spędzałem czas rysując. Kiedy więc nadszedł czas wyboru średniej szkoły, w zasadzie nie widziałem innego sensownego dla mnie wyboru, jak liceum plastyczne we Wrocławiu. Studia na wrocławskiej ASP okazały się naturalną kontynuacją. Chciałem dostać się na malarstwo – próbowałem dwa razy, ale bezskutecznie. Wtedy kolega namówił mnie do zdawania „na rzeźbę”, bo według niego było mniej chętnych i większe szanse. Spróbowałem i okazało się, że zaliczyłem ten egzamin, jako najlepszy kandydat.
Oczywiście plan był taki, że przeniosę się na malarstwo. Jednak po kilku miesiącach już wiedziałem, że zostaję. Odnalazłem się w rzeźbie i nawet nie myślałem o zmianie. Na dodatek można było brać udział w zajęciach fakultatywnych – oczywiście wybrałem malarstwo. To była dobra decyzja.
DW: Ukończone studia i co dalej?
GN: Jak większość absolwentów studiów artystycznych miałem wrażenie, że znalazłem się w czarnej dziurze. W głowie sztuka, ale coś trzeba robić, aby móc normalnie żyć. Po kilku miesiącach, wobec przyziemnych problemów natury finansowej, założyłem własną małą firmę korzystając z dotacji Urzędu Pracy. To była działalność o charakterze artystycznym – wykonywanie statuetek, tablic pamiątkowych, małych form rzeźbiarskich, medali itp.
Jakoś funkcjonowałem. Ciągle byłem w kontakcie z uczelnią. Zawsze miałem dobre relacje z młodymi ludźmi, więc zarazem wielką chęć do pracy na uczelni. Kiedy pojawiła się możliwość pracy na Akademii, nie wahałem się ani chwili. I tak jestem tu i z radością współpracuje z młody-mi ludźmi w Pracowni Podstaw Rzeźby.
DW: A kiedy miał pan pierwszy kontakt z kamieniem? Czy na uczelni były już takie możliwości?
GN: Na uczelni mamy zajęcia z technik rzeźbiarskich w kamieniu. Jednak nie jest na nie przewidziane za dużo godzin zajęciowych, więc granit odpada.
Ale w piaskowcu można popracować. A to pozwala na wstępne zrozumienie, czym jest kamień jako materiał rzeźbiarski.

DW: Kiedy zatem miał Pan pierwszy kontakt z granitem?
GN: W Strzegomiu na plenerze w 2012 roku – to była rzeźba „Matka”.
U rzeźbiarza jest coś takiego: rozumie formę, czuje kształt, ale musi poznać specyfikę materiału, w jakim pracuje. Jak się go pozna technolo-gicznie, na czym polega „gryzienie” tego materiału, wtedy możliwe jest tworzenie pracy zgodnej z zamierzeniami.
DW: Zrozumienie obróbki danego materiału jest trudne – szczególnie kiedy, tak jak Pan, pracuje się w różnych materiałach. Przecież ludzie pracujący z kamieniem na co dzień dopiero po wielu latach zaczynają rozumieć niuanse obróbki tego materiału. Pewnie podobnie jest z innymi materiałami, np. metalem.
GN: Tak, to zawsze wymaga wiedzy czysto technologicznej, czasem dość trudnej. Mam wiele pokory dla tej wiedzy. Ciągle się uczę i cały czas z wdzięcznością korzystam z wiedzy i doświadczeń ludzi ze Strzegomia, którzy pracują w granicie. To nie są wykształceni rzeźbiarze akademiccy, ale na co dzień mają kontakt z kamieniem, więc ich wiedza o tym materiale jest ogromna.

DW: Jak zatem prezentuje się Pana dorobek w rzeźbie granitowej?
GN: „Matka” to była pierwsza rzeźba granitowa wykonana całkowicie własnoręcznie, a właściwie z pewną pomocą pracowników firmy Pana Gromca, za co jestem bardzo wdzięczny. Wcześniej pracowałem przy ciekawym obiekcie w Legnicy. Zrobiłem projekt i model oraz miałem nadzór nad realizacją. To była średniowieczna studnia odnaleziona na legnickim rynku, podczas prac remontowych, którą władze miasta postanowiły zrekonstruować. Poproszono mnie wtedy o zaprojektowanie jej obramowania. Zaprojektowałem dość nowoczesną formę, ale taką, która dobrze wkomponowuje się w płytę rynku. Roboty kamieniarskie zrealizował Jan Krzeszowiec ze swoimi ludźmi, na terenie firmy Kiszkiel. Sam bym tego nie był w stanie wykonać, ze względu na narzucony krótki termin realizacji i moje małe doświadczenie.
Potem był „Ring” w Legnicy – czyli uprzestrzennione logo legnickiego Festiwalu Srebra. Ta praca wykonywana była na terenie Zakładu Piramida w Strzegomiu i też, poza projektem i modelem, nadzorowałem wykonanie. Na kolejnym plenerze w Strzegomiu w 2014 roku wykonałem rzeźbę „Trzeci miesiąc”, siedzącą postać kobiecą z dłonią spoczywającą na brzuchu .

Ostatnią pracą z zeszłego roku był Pomnik Sybiraków, który powstał na placu Sybiraków w Legnicy. To duża wieloelementowa praca, kształtem odnosząca się do unoszących się ku górze torów kolejowych, jakby schodów ku niebu zamknięta bryłą z wyłaniającym się z draperii orłem. Orzeł jest odlewem z brązu.
Szczęśliwie możliwości do pracy w kamieniu mam więcej. Przykładowo: podczas pleneru dla studentów, w zakładzie pana Krzysztofa Skolaka w Strzegomiu. Kiedy uczestnicy pleneru pracowali w wapieniu, ja mogłem w międzyczasie wykonać mniejszą w skali formę, w granicie Impala – tak powstała rzeźba „Runo Gedeona”, którą obecnie można zobaczyć w plenerowej galerii rzeźby w Przesiece pod Jelenią Górą.
DW: Rzeźbienie w kamieniu to ciężka fizyczna praca, przy której jeszcze należy pamiętać o idei powstania rzeźby. To chyba trudne do pogodzenia?
GN: Niech odpowiedzią na to pytanie będzie stwier-dzenie mojej pani profesor świętej pamięci Alfredy Poznańskiej, która uczyła mnie rzeźby. Zauważyła, że rzeźbię rzeczy delikatne, mniejsze i powiedziała: „Jesteś silnym, młodym męż-czyzną – rzeźb prace całym sobą, aby to, co tworzysz, wynikało zarówno z Twojego intelektu jak i Twojej fizyczności". Rzeźbienie to nie tylko praca intelektualna, to też wchodzenie w relacje fizyczne z materiałem, który stawia opór, z którym trzeba się dogadać. Dopiero z tego dialogu powstaje jakaś wartość.
Takie rozumienie tworzenia jest mi bliskie. Koncepcja i model to ledwie wstęp – dopiero to fizyczne zmaganie się z materią może doprowadzić do powstania dzieła sztuki. Granit, z racji swojej specyfiki, narzuca swoje zdanie, jego twardość i kruchość sugerują, że tutaj można iść w głąb, a tam z kolei nie. Trzeba przy tym pamiętać o przyjętej koncepcji – dlatego dla mnie to zawsze dialog z kamieniem. Ten materiał jest bardzo wymagający, ale w rezultacie daje wielką satysfakcję.

DW: Jakie plany na przyszłość? Kolejna wizyta w Strzegomiu?
GN: W tym roku w plenerze strzegomskim nie biorę udziału, ale mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości zawitam do Strzegomia. Szczególnie dlatego, że nabrałem już trochę doświadczenia w pracy z kamieniem, a strzegomski szary granit przypadł mi do gustu. W nim jest jakieś specjalne ciepło i specyficzna cielesność. Uświadomiłem sobie to po czasie – głównie po doświadczeniu pracy nad „Matką”.
DW: Chciałbym zapytać o jeszcze jedną rzecz, która nurtuje mnie od jakiegoś czasu. W historycznej architekturze rzeźba była jej nieodłącznym składnikiem. Współcześnie, chociaż czasem realizuje się bardzo kosztowne inwestycje budowlane, tych elementów rzeźbionych brak. I nie mówimy tu o jakiś secesyjnych elementach na nowoczesnych obiektach. Przecież współczesna rzeźba jest równie nowoczesna jak te budynki. Dlaczego, według Pana, takie budynki z elementami rzeźby współczesnej nie powstają?
GN: To pytanie jest bardzo aktualne – sam sobie je zadaję. Faktycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rzeźbiarskie elementy kamienne stanowiły dopełnienie współczesnych brył architektonicznych. Przy obecnych możliwościach obróbki granitu, pojawia się bardzo szeroki zakres możliwość uszlachetnienia przestrzeni urbanistycznej.
Ciekawie poprowadzone kształty granitowe mogą nadać swoistej energii bryle architektonicznej. Wydaje się, że poza kostka brukową, płytami chodnikowymi i krawężnikami ten materiał jako tworzywo jest niedoceniany. To nie są chyba aż tak duże koszty.
DW: Może brak współpracy architektów z rzeźbiarzami? Oni mają czasem bardzo interesujące rozwiązania w zakresie bryły obiektów, ale nie są rzeźbiarzami i nie dostrzegają możliwości, jakie niesie rzeźba.
GN: Może jest nadzieja na zmiany. Mam zajęcia na pierwszym roku i pojawiają się studenci, którzy studiują równocześnie lub już ukończyli architekturę. Może to pokolenie będzie bardziej otwarte na powrót rzeźby do architektury.
Tak teraz myślę, że można pokusić się o przygotowanie dużej konferencji dla kamieniarzy, architektów i rzeźbiarzy, poświęconej tej problematyce. Może to uświadomiłoby tym środowiskom, że mogą z pożytkiem dla każdej ze stron ze sobą współpracować, mieć wiele wspólnych pomysłów i wspólnie realizować dobre projekty. Myślę, że idealnym miejscem takiego spotkania mógłby być Strzegom.
DW: Dziękuję za rozmowę i z zainteresowaniem będę wyczekiwał na kolejne granitowe realizacje.


Oto niezwykła historia rzeźbiarza Ra Paulette ze Stanów Zjednoczonych.
Urodził się w 1940 roku w północnej Indianie. Gdy obchodził swoje 50-te urodziny postanowił stworzyć sobie proste, spokojne miejsce do życia. Pomysłem było wykopanie jaskini w wapiennej skale w pobliżu miejscowości Embudo. Rozpoczął prace.
Wieści rozchodziły się szybko i budowa jaskini zaczęła przyciągać coraz więcej ciekawskich i gapiów. Jaskinia powstawała na terenach publicznych. Na prace rzeźbiarz nie miał żadnych zezwoleń dlatego szybko ukrył efekty swojej dotychczasowej pracy. Ale nie porzucił pomysłu budowania jaskini i ruszył w poszukiwaniu miejsca.
W czerwcu 1994 roku spotkał Davida Heath’a i John’a H.Johnsona III – właścicieli ośrodka wypoczynkowego Ojo Cliente Mineral Spring na północy Nowego Meksyku. Zaproponował im wybudowanie jaskini w skale piaskowcowej, z której rozciągał się fantastyczny widok na góry Jemez.
– Propozycja była dziwna – jak wspomina Heath. – Zastanawialiśmy się kim jest ten dziwny człowiek w bermudach i kapeluszu panama.
Ra Paulette pokazał zdjęcie ze swojej pierwszej próby drążenia jaskiń. Zapewnił, że jaskinia będzie miejscem dostępnym dla turystów i po kilku miesiącach przekonał właścicieli terenu. Ustalone wynagrodzenie było niewielkie, ale prace ruszyły.
Wszystkie roboty Ra Paulette realizuje sam, a towarzyszy mu tylko jego pies. Wieloletnia praca zaowocowała powstaniem absolutnie niesamowitego miejsca. Twórca nazywa je „sanktuarium okien ziemi”.
– Ta jaskinia to żywe stworzenie. Nie wiedziałem czym będzie, kiedy zaczynałem – mówi Paulette. – Jestem prawie jak doktor Frankenstein.
W obecnym kształcie to zawiła sieć pomieszczeń, z których niektóre mają nawet kilkumetrową wysokość. Ściany to gładkie, łagodnie powyginane powierzchniami pełne półek, siedzisk i stolików. Wszystko jest bogato zdobione płaskorzeźbami, a wiele elementów zostało inkrustowanych innymi kamieniami.
Wszystkie prace wykonywane są ręcznie przy pomocy prostych narzędzi. Twórca nadal pracuje nad swoim dziełem. Efekty są bardzo zaskakujące.
Paulette bardzo szybko uznał, że nie chce w swojej jaskini mieszkać – ma to być miejsce dla ludzi, którzy chcą przeżyć swoje wewnętrzne emocje. I faktycznie tak jest: niektórzy znajdują tu miejsce do modlitwy, inni medytacji. Ci, którzy nie mają takich mistycznych odczuć podziwiają piękne, imponujące dzieło sztuki.
Postać Ra Paulette i jego dzieło zwróciły uwagę reżysera Jeffrey’a Karoff’a. Jaskinia i jej twórca tak urzekły reżysera, że postanowił nakręcić o tym film dokumentalny. Ta 39- minu-towa opowieść „Cavedigger” powstała w 2013 roku i doczekała się wielu nagród. Największym wyróżnieniem była nominacja do Oskara za najlepszy krótki film dokumentalny w 2014 roku. Film doskonale pokazuje Ra Paulette, jego jaskinię i motywację do tej ciężkiej pracy, którą wykonuje już od ponad 20 lat.
Film można obejrzeć na stronie http://cavediggerdocumentary.com
Więcej zdjęć na: http://www.facebook.com/KurierKamieniarski
Dziękujemy reżyserowi Jeffrey’owi Karoff’a za udostępnienie zdjęć.





Pewnie mało kto wie, że mozaika artystyczna – tak hołubiona w starożytności, zwłaszcza przez Rzymian – zaczyna coraz częściej pojawiać się we wnętrzach naszych domów, a także w przestrzeni publicznej. O tym, że technika ta jest wciąż żywa na całym świecie przekonałem się osobiście.
Oto bowiem otrzymałem zaproszenie z Turcji, od organizatora „Uluslararası Gaziantep Mozaik Yarışması
2015”, do udziału w tym konkursie mozaikowym. Okazuje się, że współcześni Turcy, jak niegdyś starożytni Rzymianie uwielbiają ten rodzaj sztuki. A mozaiki można tu spotkać wszędzie: zdobią ulice, skwery, place, fontanny, frontony kamienic, nie wspominając o wnętrzach domów. Tu także, w liczącym ponad półtora miliona mieszkańców Gaziantep, znajduje się największe zbiory mozaiki na świecie i jak dotąd jedyne poświęcone wyłącznie temu rzemiosłu muzeum mozaiki Zeugma Mosaic Museum.
Pracuję w kamieniu naturalnym bo uważam, że to najlepszy sposób na wydobycie szczególnego piękna mozaikowych obrazów. Zaproszenie do tak prestiżowego konkursu potraktowałem jako wyzwanie. Skonsultowawszy się z admiratorami moich prac wybrałem jedną z nich. Mozaika nosi nazwę „Uniesienie”: twarz kobiety, mieniąca się na przemian rozmaitymi odcieniami i kolorami wyłącznie kamieni naturalnych.

W październiku 2015 roku Lubosz Karwat zdobył I miejsce w Międzynarodowym Konkursie Mozaiki w Gaziantep w Turcji w kategorii „Mozaiki z naturalnego kamienia". Nagrodzona praca to „Uniesienie”.
Wysłałem organizatorom zdjęcie pracy i po wstępnej akceptacji zostałem zarejestrowany jako uczestnik konkursu. To był już pierwszy sukces. Liczyłem na to, że może moja technika zaskoczy jury i pozwoli mi zdobyć choćby wyróżnienie. Nie liczyłem na więcej. W Turcji i na świecie jest przecież tylu wspaniałych mozaikarzy.
Pewnego dnia odezwała się do mnie jedna z organizatorek. Sprytnie dawkowała mi informacje. Najpierw dowiedziałem się, że odbyły się już obrady jury. „Ale wyniki – powiedziała – nie są jeszcze jawne”. Potem stwierdziła, że zna wyniki i że może mi je zdradzić – jeśli chcę. Oczywista oczywistość, że chcę! Wreszcie wiadomość: „Masz miejsce”, ale nie powiedziała jakie. Po kilku zdaniach spytała, czy chciałbym przyjechać do Turcji... Już wtedy była wielka radość! Nieważne po które miejsce – jadę do Turcji! Wreszcie na stronie internetowej konkursu przeczytałem: „Laureatem głównej nagrody jest Lubosz Karwat, Polska, Tuchów”. Długo w to nie mogłem uwierzyć skacząc wysoko ze szczęścia.
Sama gala wręczenia nagród była połączona z licznymi wykładami o tureckich zabytkach, prezentacjami artystów i ich dziełach, technikach. Wspaniałe wydarzenie. Siedziałem z otwartą buzią i uczuciem, że nie mogłem sobie wymarzyć lepszej chwili i lepszego miejsca jeżeli chodzi o karierę mozaikarską.
Wszyscy chcieli mieć ze mną zdjęcie, ciągle słyszałem „foto, foto, foto” – gdy tylko chciałem zobaczyć prace konkursowe na wystawie, od razu pojawiał się ktoś i prosił o wspólne zdjęcie i krótką rozmowę. To było oczywiście bardzo miłe, ale na dłuższą metę męczące. Przecież żaden ze mnie celebryta.
Dopiero następnego dnia udało się na spokoj- nie obejrzeć wszystkie prace konkursowe. Mogłem przeanalizować kilkadziesiąt współczesnych mozaik, technikę i materiał. Między mozaikami ze szkła, ceramiki, smalty, kamienia znalazły sie takie rarytasy jak mozaika z kart kredytowych czy mozaika z kamieni nerkowych. Autorka zbierała je pieczołowicie w rozmaitych szpitalach. Do momentu, gdy byłem nieświadomy z jakiego materiału jest wykonana, tak bardzo mnie ciekawiła, że aż chciałem dotknąć. Gdy dowiedziałem się co to jest, mój ciekawski palec gwałtownie się schował.
Cieszę się, miałem okazję znaleźć się w Gaziantep. Moje „Uniesienie” – nagrodzona mozaika – będzie teraz częścią stałej wystawy w Zeugma Mosaic Museum w Gaziantep. I gdy tylko tam pojedziecie, będziecie mogli ją zobaczyć osobiście.


Znalezienie pracownika do pracy w naszej branży posiadającego specjalistyczną wiedzę nie jest łatwe. Jedną z poszukiwanych specjalności jest geologia.
I choć większość praktyków kamieniarstwa bez zastanowienia wskaże kopalnie jako segment rynku potrzebujący geologów, to nie tylko kopalnie ich potrzebują. Gdyby w naszych firmach pracowali geolodzy, zapewne mniej byłoby nieporozumień związanych z zabudowywaniem materiałów nieodpowiednich dla określonych inwestycji i rzadziej zdarzałyby się oczywiste błędy w obróbce konkretnych elementów.
Staramy się śledzić na bieżąco wszelkie działania związane z kształceniem przyszłych branżystów. Z tego powodu od jesieni ubiegłego roku obserwujemy postępy budowy Europejskiego Centrum Edukacji Geologicznej, o czym wspominaliśmy w poprzednich numerach Kuriera. Centrum zostało ukończone, pierwsi studenci rozpoczęli w nim praktyki, więc prezentujemy je szerzej.
Pomysłodawcą i inwestorem tego projektu jest Uniwersytet Warszawski. ECEG wybudowano przy wsparciu środków unijnych w miejscu nieczynnego kamieniołomu na górze Rzepka pod Chęcinami (k/Kielc) za kwotę około 30 mln złotych (z czego 26 mln zł to dofinansowanie unijne). Cały projekt jest jednak droższy, gdyż wyposażenie, promocja i obsługa projektu pochłonęła około
4 mln zł.
Obiekt składa się z pięciu budynków – 2 z nich to budynki studenckie z dwuosobowymi pokojami oraz miejscami do pracy w grupach. Trzeci budynek – z salą klubową – przeznaczony jest dla kadry. Kompleks uzupełniają: budynek laboratoryjny oraz budynek główny z aulą, stołówką oraz foyer, w którym znajduje się recepcja. Powierzchnia całkowita obiektu to 6.500 m2.

Budynek główny wyróżnia przeszklona fasada z widokiem na ścianę starego kamieniołomu. Z drugiej strony budynku przeszklone ściany stołówki zapewniają przepiękny widok na okolicę.
Warto zauważyć, że budynki doskonale komponują się z otoczeniem. Jest to efekt kilku prostych zabiegów. Elewacje obłożone są nieregularnymi kawałkami kamienia miejscowego oraz pochodzącego z Bolechowic.
Większe kamienie podczas robót były przecinane, aby uzyskać grubość nie większą niż 12 cm. Elewacja, o łącznej powierzchni 3.500 m2, poza walorami estetycznymi, ma pokazywać również uwarstwienie skał. Dachy pokrywa murawa kserotermiczna. Również otoczenie budynków obsadzone jest ciepłolubnymi trawami. Sielskiego obrazu dopełniają posadzone wokół brzozy.
W auli mieszczącej 240 osób, która jest największym pomieszczeniem kompleksu, wykorzystano skałę jako element konstrukcyjny ścian. Takie rozwiązanie jest unikatowym w Europie – podobne wykorzystanie skalnego terenu istnieje tylko w jednym z kościołów w Finlandii. Zresztą ten element obiektu w realizacji okazał się niezwykle trudny. Według badań geologicznych miała to być lita skała, a w rzeczywistości podłoże okazało się rumoszem skalnym.
Ze względu na wyposażenie, wyróżnia się budynek laboratoryjny. Ma między innymi salę przygotowywania próbek, która została wyizolo- wana akustycznie, oraz laboratorium mikro- skopowe wyposażone w 60-calowy ekran telewizyjny, który zapewnia obraz lepszy niż projektory. Sale dydaktyczna oraz seminaryjna zostały tak przygotowane, aby mogły być dzielone i aranżowane według aktualnych potrzeb. Wszystkie budynki są połączone przeszklonym łącznikiem.
Na zewnątrz budynków stworzono oczka wodne, a wydobyte w trakcie prac głazy pozostawione zostały na terenie i służą jako siedziska. Zbudowano też małe boisko, którego widownię zbudowano również z wykorzystaniem wydobytych podczas budowy kamieni.

ECEG wzbudza zainteresowanie. Odwiedza go wiele osób, nie tylko architektów i zaintereso- wanych naukowców, ale też ludzi zwiedzających znajdujący się w pobliżu zamek w Chęcinach.
Pierwsi studenci – 96 osób – już zagościli w ECEG wraz z dziesięcioma osobami kadry. Wszyscy są zachwyceni warunkami jakie zastali.
Oficjalne otwarcie Centrum nastąpi jesienią – po usunięciu drobnych usterek, w wychwyceniu których pomagają pierwsi goście.
Obiekt jest wspaniały. W niespotykanym otoczeniu zapewnia doskonałe warunki do pracy i wypoczynku. Miejmy nadzieję, że dzięki temu mury uczelni opuszczać będą kolejni, jeszcze lepiej wykształceni, geolodzy. A pobyt w sąsiedztwie kamieni skłoni ich do specjalizowania się właśnie w dziedzinach poszukiwanych w kamieniarstwie.