
Z Grzegorzem Niemyskim i jego pracami mieliśmy okazję zapoznać się podczas spotkań rzeźbiarzy w Strzegomiu. To były tylko zdawkowe rozmowy, ale na tyle interesujące, że postanowiliśmy umówić się na dłuższą rozmowę, aby poznać jego rozumienie sztuki i pracy w trudnym materiale jakim jest granit. Grzegorza Niemyjskiego odwiedziliśmy w pracowni rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu.
Z Grzegorzem Niemyjskim
rozmawia Dariusz Wawrzynkiewicz
Dariusz Wawrzynkiewicz: Kiedy i jak zaczęło się zamiłowanie do sztuki?
Grzegorz Niemyjski: Już jako małe dziecko, jak wspominali moi rodzice, chętnie spędzałem czas rysując. Kiedy więc nadszedł czas wyboru średniej szkoły, w zasadzie nie widziałem innego sensownego dla mnie wyboru, jak liceum plastyczne we Wrocławiu. Studia na wrocławskiej ASP okazały się naturalną kontynuacją. Chciałem dostać się na malarstwo – próbowałem dwa razy, ale bezskutecznie. Wtedy kolega namówił mnie do zdawania „na rzeźbę”, bo według niego było mniej chętnych i większe szanse. Spróbowałem i okazało się, że zaliczyłem ten egzamin, jako najlepszy kandydat.
Oczywiście plan był taki, że przeniosę się na malarstwo. Jednak po kilku miesiącach już wiedziałem, że zostaję. Odnalazłem się w rzeźbie i nawet nie myślałem o zmianie. Na dodatek można było brać udział w zajęciach fakultatywnych – oczywiście wybrałem malarstwo. To była dobra decyzja.
DW: Ukończone studia i co dalej?
GN: Jak większość absolwentów studiów artystycznych miałem wrażenie, że znalazłem się w czarnej dziurze. W głowie sztuka, ale coś trzeba robić, aby móc normalnie żyć. Po kilku miesiącach, wobec przyziemnych problemów natury finansowej, założyłem własną małą firmę korzystając z dotacji Urzędu Pracy. To była działalność o charakterze artystycznym – wykonywanie statuetek, tablic pamiątkowych, małych form rzeźbiarskich, medali itp.
Jakoś funkcjonowałem. Ciągle byłem w kontakcie z uczelnią. Zawsze miałem dobre relacje z młodymi ludźmi, więc zarazem wielką chęć do pracy na uczelni. Kiedy pojawiła się możliwość pracy na Akademii, nie wahałem się ani chwili. I tak jestem tu i z radością współpracuje z młody-mi ludźmi w Pracowni Podstaw Rzeźby.
DW: A kiedy miał pan pierwszy kontakt z kamieniem? Czy na uczelni były już takie możliwości?
GN: Na uczelni mamy zajęcia z technik rzeźbiarskich w kamieniu. Jednak nie jest na nie przewidziane za dużo godzin zajęciowych, więc granit odpada.
Ale w piaskowcu można popracować. A to pozwala na wstępne zrozumienie, czym jest kamień jako materiał rzeźbiarski.

DW: Kiedy zatem miał Pan pierwszy kontakt z granitem?
GN: W Strzegomiu na plenerze w 2012 roku – to była rzeźba „Matka”.
U rzeźbiarza jest coś takiego: rozumie formę, czuje kształt, ale musi poznać specyfikę materiału, w jakim pracuje. Jak się go pozna technolo-gicznie, na czym polega „gryzienie” tego materiału, wtedy możliwe jest tworzenie pracy zgodnej z zamierzeniami.
DW: Zrozumienie obróbki danego materiału jest trudne – szczególnie kiedy, tak jak Pan, pracuje się w różnych materiałach. Przecież ludzie pracujący z kamieniem na co dzień dopiero po wielu latach zaczynają rozumieć niuanse obróbki tego materiału. Pewnie podobnie jest z innymi materiałami, np. metalem.
GN: Tak, to zawsze wymaga wiedzy czysto technologicznej, czasem dość trudnej. Mam wiele pokory dla tej wiedzy. Ciągle się uczę i cały czas z wdzięcznością korzystam z wiedzy i doświadczeń ludzi ze Strzegomia, którzy pracują w granicie. To nie są wykształceni rzeźbiarze akademiccy, ale na co dzień mają kontakt z kamieniem, więc ich wiedza o tym materiale jest ogromna.

DW: Jak zatem prezentuje się Pana dorobek w rzeźbie granitowej?
GN: „Matka” to była pierwsza rzeźba granitowa wykonana całkowicie własnoręcznie, a właściwie z pewną pomocą pracowników firmy Pana Gromca, za co jestem bardzo wdzięczny. Wcześniej pracowałem przy ciekawym obiekcie w Legnicy. Zrobiłem projekt i model oraz miałem nadzór nad realizacją. To była średniowieczna studnia odnaleziona na legnickim rynku, podczas prac remontowych, którą władze miasta postanowiły zrekonstruować. Poproszono mnie wtedy o zaprojektowanie jej obramowania. Zaprojektowałem dość nowoczesną formę, ale taką, która dobrze wkomponowuje się w płytę rynku. Roboty kamieniarskie zrealizował Jan Krzeszowiec ze swoimi ludźmi, na terenie firmy Kiszkiel. Sam bym tego nie był w stanie wykonać, ze względu na narzucony krótki termin realizacji i moje małe doświadczenie.
Potem był „Ring” w Legnicy – czyli uprzestrzennione logo legnickiego Festiwalu Srebra. Ta praca wykonywana była na terenie Zakładu Piramida w Strzegomiu i też, poza projektem i modelem, nadzorowałem wykonanie. Na kolejnym plenerze w Strzegomiu w 2014 roku wykonałem rzeźbę „Trzeci miesiąc”, siedzącą postać kobiecą z dłonią spoczywającą na brzuchu .

Ostatnią pracą z zeszłego roku był Pomnik Sybiraków, który powstał na placu Sybiraków w Legnicy. To duża wieloelementowa praca, kształtem odnosząca się do unoszących się ku górze torów kolejowych, jakby schodów ku niebu zamknięta bryłą z wyłaniającym się z draperii orłem. Orzeł jest odlewem z brązu.
Szczęśliwie możliwości do pracy w kamieniu mam więcej. Przykładowo: podczas pleneru dla studentów, w zakładzie pana Krzysztofa Skolaka w Strzegomiu. Kiedy uczestnicy pleneru pracowali w wapieniu, ja mogłem w międzyczasie wykonać mniejszą w skali formę, w granicie Impala – tak powstała rzeźba „Runo Gedeona”, którą obecnie można zobaczyć w plenerowej galerii rzeźby w Przesiece pod Jelenią Górą.
DW: Rzeźbienie w kamieniu to ciężka fizyczna praca, przy której jeszcze należy pamiętać o idei powstania rzeźby. To chyba trudne do pogodzenia?
GN: Niech odpowiedzią na to pytanie będzie stwier-dzenie mojej pani profesor świętej pamięci Alfredy Poznańskiej, która uczyła mnie rzeźby. Zauważyła, że rzeźbię rzeczy delikatne, mniejsze i powiedziała: „Jesteś silnym, młodym męż-czyzną – rzeźb prace całym sobą, aby to, co tworzysz, wynikało zarówno z Twojego intelektu jak i Twojej fizyczności". Rzeźbienie to nie tylko praca intelektualna, to też wchodzenie w relacje fizyczne z materiałem, który stawia opór, z którym trzeba się dogadać. Dopiero z tego dialogu powstaje jakaś wartość.
Takie rozumienie tworzenia jest mi bliskie. Koncepcja i model to ledwie wstęp – dopiero to fizyczne zmaganie się z materią może doprowadzić do powstania dzieła sztuki. Granit, z racji swojej specyfiki, narzuca swoje zdanie, jego twardość i kruchość sugerują, że tutaj można iść w głąb, a tam z kolei nie. Trzeba przy tym pamiętać o przyjętej koncepcji – dlatego dla mnie to zawsze dialog z kamieniem. Ten materiał jest bardzo wymagający, ale w rezultacie daje wielką satysfakcję.

DW: Jakie plany na przyszłość? Kolejna wizyta w Strzegomiu?
GN: W tym roku w plenerze strzegomskim nie biorę udziału, ale mam nadzieję, że jeszcze w przyszłości zawitam do Strzegomia. Szczególnie dlatego, że nabrałem już trochę doświadczenia w pracy z kamieniem, a strzegomski szary granit przypadł mi do gustu. W nim jest jakieś specjalne ciepło i specyficzna cielesność. Uświadomiłem sobie to po czasie – głównie po doświadczeniu pracy nad „Matką”.
DW: Chciałbym zapytać o jeszcze jedną rzecz, która nurtuje mnie od jakiegoś czasu. W historycznej architekturze rzeźba była jej nieodłącznym składnikiem. Współcześnie, chociaż czasem realizuje się bardzo kosztowne inwestycje budowlane, tych elementów rzeźbionych brak. I nie mówimy tu o jakiś secesyjnych elementach na nowoczesnych obiektach. Przecież współczesna rzeźba jest równie nowoczesna jak te budynki. Dlaczego, według Pana, takie budynki z elementami rzeźby współczesnej nie powstają?
GN: To pytanie jest bardzo aktualne – sam sobie je zadaję. Faktycznie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby rzeźbiarskie elementy kamienne stanowiły dopełnienie współczesnych brył architektonicznych. Przy obecnych możliwościach obróbki granitu, pojawia się bardzo szeroki zakres możliwość uszlachetnienia przestrzeni urbanistycznej.
Ciekawie poprowadzone kształty granitowe mogą nadać swoistej energii bryle architektonicznej. Wydaje się, że poza kostka brukową, płytami chodnikowymi i krawężnikami ten materiał jako tworzywo jest niedoceniany. To nie są chyba aż tak duże koszty.
DW: Może brak współpracy architektów z rzeźbiarzami? Oni mają czasem bardzo interesujące rozwiązania w zakresie bryły obiektów, ale nie są rzeźbiarzami i nie dostrzegają możliwości, jakie niesie rzeźba.
GN: Może jest nadzieja na zmiany. Mam zajęcia na pierwszym roku i pojawiają się studenci, którzy studiują równocześnie lub już ukończyli architekturę. Może to pokolenie będzie bardziej otwarte na powrót rzeźby do architektury.
Tak teraz myślę, że można pokusić się o przygotowanie dużej konferencji dla kamieniarzy, architektów i rzeźbiarzy, poświęconej tej problematyce. Może to uświadomiłoby tym środowiskom, że mogą z pożytkiem dla każdej ze stron ze sobą współpracować, mieć wiele wspólnych pomysłów i wspólnie realizować dobre projekty. Myślę, że idealnym miejscem takiego spotkania mógłby być Strzegom.
DW: Dziękuję za rozmowę i z zainteresowaniem będę wyczekiwał na kolejne granitowe realizacje.

| « poprzednia | następna » |
|---|