
Odkąd usłyszałam, że e-zwolnienia zastąpią druk L4, przyszła mi do głowy myśl, czy rzeczywiście internet zastąpi kiedyś papier i druk tradycyjny. Niewątpliwie istnieją obszary, w których e-druki mogą uprościć życie, a marzeniem byłoby oczywiście, żeby tak działały urzędy. Choć myślę, że są też przeciwnicy tej rewolucji.
Myślę, że taka zmiana nie dotyczy zupełnie świata reklamy – promowania produktów, usług czy firm. By dotrzeć do klienta, trzeba się reklamować poprzez różne media, bo nigdy nie jesteśmy w stanie stwierdzić, skąd i kiedy klient do nas przyjdzie – przyjdzie, jeśli będzie miał potrzebę, a jak ją będzie miał, to skojarzy to z tym, co już kiedyś widział. Podchodzę do tematu subiektywnie i uważam, że druk jest niezastąpiony w przekazie, przynajmniej tym reklamowym.
Jestem trochę sceptyczna wobec opinii, że reklama w internecie „jest lepsza i skuteczniejsza”. Zastanawia mnie, czy głoszący ją rzeczywiście dogłębnie zbadali tę formę dotarcia do odbiorcy, czy badania przeprowadzili w różnych grupach docelowych i czy zrealizowane to było długofalowo czy jednorazowo.
W dobie internetu papier wciąż odgrywa znaczącą rolę w sprzedaży i promocji wielu gałęzi przemysłu.
Dzisiaj to nadal najprostsza metoda dotarcia do klienta, a przede wszystkim budowania świadomości i dostarczania informacji. Trafimy do Kowalskiego z os. Kwiatowego z ofertą „drzwi na wymiar”, reklamując się właśnie w gazetce osiedlowej czy poprzez ulotkę. Kowalski nie znajdzie wcale naszej firmy, szukając „drzwi” w wyszukiwarce Google. Wzbudzanie świadomości marki w głowie klienta jest potrzebne, a jak potrzeba się pojawi, to odpowiedź już będzie gotowa. Jeśli Kowalski będzie miał potrzebę, przypomni sobie właśnie o naszej firmie z ulotki. Dlatego tak ważna jest właśnie wielotorowa informacja.
Druk to reklama, jak reklama – to drukowana.
A co z samą reklamą? Zdania na temat reklamy w druku i w mediach branżowych bywają podzielone. Jedni uważają, że to przeżytek, że taka reklama trafia do kosza i jest to strata pieniędzy, bo nikt już tego nie czyta, i że rządzi nami internet. Drudzy mają zdanie przeciwne – uważają, że od-biorcy czerpią z drukowanych reklam inspirację i wiedzę oraz poznają nowe produkty, a ci, co się reklamują, mają pewien obraz odbiorcy.
Klient może się pojawić w najmniej spodziewanym momencie. Ostatnio miałam okazję rozmawiać z firmą, która zareklamowała się po raz pierwszy, bo była sceptyczna w tym temacie, i okazało się, że przyszedł klient, który był zainteresowany zakupem najdroższej maszyny – właśnie z tej reklamy. Wcielę się w rolę takiej firmy i spróbuję zadać sobie te pytania: czy jako dostawca artykułów lub usług mogę mieć pewność, że rzeczywiście wszyscy klienci znają mnie i moją ofertę? Czy zrobiłam wszystko, czy mnie odwiedzili na targach, czy widzieli moje produkty na stoisku – a jeśli ominęli moje stoisko przypadkiem, to jak się o mnie dowiedzą?
Pozostają tutaj w sumie trzy drogi – albo zapytają kogoś z branży (prawdopodobieństwo, że padnie akurat nazwa mojej firmy, jest małe), albo znajdą moją firmę przypadkiem w internecie po słowie, frazie, w wyszukiwarce, albo będą szukali w kata-logach targowych, gdzie jest moja reklama, w magazynach, na ulotkach, w newsletterach, wiadomościach. Czy wykorzystałam w tym przypadku każde źródło?
Dobry druk plus odpowiednia reklama działa natychmiast albo po jakimś czasie. Ma spełniać jedną funkcję: przyciągnąć uwagę odbiorcy, by się zatrzymał, zapamiętał nazwę, logo, brand lub inny charakterystyczny element. Dobrze jest mieć coś drukowanego na półce, do czego można w każdej chwili wrócić.
Jedno jest pewne, jeśli chodzi o media i prasę – to one są źródłem wiarygodnej informacji dla publikacji w internecie.
To właśnie tradycyjne media wywołują dyskusję i pomagają wyłonić to, co najistotniejsze w danej sprawie. Internet to z kolei szybkość przekazu, a jednak przez miliony informacji, jakie pojawiają się globalnie, ciężko wyłonić to, co najistotniejsze. Można to porównać do firm, których są tysiące, a mimo tego znalezienie w internecie konkretnego, często nowego dostawcy może być ciężkie.
Dlatego tak ważne jest to, by wyróżniać się dodatkowo w druku tradycyjnym. Odbio
rcy chcą czytać i chcą mieć dostęp do sprawdzonych źródeł. I myślę, że nie należy się obawiać o upadek ani druku, ani powiązanego z tym przekazu reklamowego.
Niniejszy felieton – pierwotnie i w rozszerzonej wersji – ukazał się w Gifts Journal Polska pt. „Digitalizacja a druk – zmierzch czy świt papieru” (nr 1(65)/2019, str. 26). Przedruk i skróty za zgodą autorki.
| « poprzednia | następna » |
|---|