W wielu sytuacjach stoimy przed zadaniami, w których toczymy walkę z samym sobą.
Na przykład w procesie strojenia tytułowej choinki.
W każdym domu jest jakaś tradycja związana z wyglądem choinki: a to czerwone bombki, a to na czubku gwiazda. Niektórzy nie wyobrażają sobie choinki bez szopki obok, a inni bez ozdób zrobionych własnoręcznie. Czasem nosi nas jednak, żeby zrobić inaczej: w tym roku nie będzie gwiazdy, tylko kupimy aniołka. Rzadko jednak udaje się zrobić coś zupełnie innego.
Wiele zachowań jest tak mocno osadzonych w tradycji, że nawet drobna zmiana powoduje odczucie dokonania rewolucji – choć w gruncie rzeczy jest tylko drobną, trudno zauważalną modyfikacją. Czasem dopiero następne pokolenie potrafi coś zmienić. Nie wierzycie? To zróbcie eksperyment: pozwólcie ubrać choinkę swoim dzieciom lub wnukom. Wtedy jest szansa na istotne zmiany. Oczywiście warto to nadzorować – ale nie dążyć do tego, żeby pogodzić tę „nową” choinkę z utartą tradycją.
Podobnie jest z zarządzaniem firmą – zarządzając biznesem cały czas staramy się coś poprawiać. Zwykle są to jednak zmiany raczej minimalne, korekty. Nie jest to rewolucja. Drobna zmiana w systemie wynagradzania pracowników, nowe wytyczne dla sprzedawców, odmalowanie biura czy nowe stojaki na próbki.
Jeśli w firmie zaczęły pracować dzieci, dajcie im czasem wolną rękę. Niech zaproponują jakieś zmiany. Pozwólcie im coś podpowiedzieć, ale nie ograniczajcie ich podpowiedzi do drobnych korekt. Niech zaszaleją i pomysły będą rewolucyjne. Nie torpedujcie ich pomysłów. Nawet jeśli popełnią jakieś błędy, to pozwólcie im spróbować.
W większości przypadków to, co wydaje nam się błędną decyzją, okaże się dobrym pomysłem. To właśnie świeże spojrzenie pozwala stworzyć nową jakość. Jeśli okaże się, że nie mieli racji nie róbcie z tego argumentu, żeby nie próbowali dalej i wrócili do utartych metod. Za którymś razem nowy pomysł okaże się dla naszego zakładu zbawienny.
Znam zakład produkujący płyty i nagrobki, do którego trafiła córka właściciela. Fantastycznym pomysłem właściciela była dyspozycja: nie musisz robić tego co ja, spróbuj czegoś innego. Wybór padł na budowlankę. Minęło kilka lat i w tym zakładzie budowlanka to ponad 70% obrotów.
W innym przypadku syn właściciela po przyjrzeniu się pracy ludzi stwierdził, że trzeba zainwestować w urządzenia transportowe, które ułatwią pracownikom pracę. Ciekawe, że początkowo nawet pracownicy nie byli zachwyceni koniecznością zmiany technologii transportu i montażu. Dopiero gdy zauważyli, że można wstać rano bez bólu kręgosłupa, a montaż blatu zajmuje o połowę mniej czasu, to się przekonali do nowych rozwiązań.
Inny przykład, spoza naszej działki. Kolega miał kiedyś sklep z częściami samochodowymi. W sklepie obowiązywała zasada prowizji indywidualnej sprzedawców. Kiedy pracę w firmie rozpoczął jego syn, to szybko zauważył, że skutkiem tego systemu był masowy atak sprzedawców na każdego klienta, który wszedł do środka. Osaczony klient dość często uciekał w popłochu. Syn właściciela zaproponował prowizję grupową. To znaczy pracownicy z danej zmiany wypracowywali prowizję jako grupa. Problem z uciekającymi klientami przestał się pojawiać.
Co jednak robić, gdy dzieci nie są zainteresowane pracą w naszej firmie? To wcale nie jest sytuacja bez wyjścia. Wytypujmy któregoś z młodych, sprawdzonych pracowników, zróbmy z niego managera i dajmy mu prawo do zmieniania firmy.
Oczywiście ani dzieci ani pracownik nie mogą zostać bez kontroli właściciela firmy. Podobnie jak nie zostawimy bez nadzoru wnuka ubierającego choinkę. Młodość ma w sobie takie szaleństwo, że może nowa „choinka” przestanie przypominać świąteczne drzewko albo stanie do góry nogami. W przypadku choinki może się to skończyć stratą bombek i uszkodzeniami mebli – w przypadku zakładu dużymi stratami. Zatem dajmy młodym szansę i przyglądajmy się, co robią.
Życzę wszystkim firmom w nowym roku zmian, które podniosą je na dużo wyższy poziom.
| « poprzednia | następna » |
|---|