
O firmie Kamieniarstwo Jan Hybiak dużo mówiło się kilka lat temu, kiedy firma podjęła decyzję o wybudowaniu własnego zakładu w Chinach. Zasłyszane opinie raczej wyrażały powątpiewania w powodzenie takiej inwestycji, ale w wypowiedziach pojawiał się też podziw dla odwagi tej decyzji. Później sprawa ucichła – zakład produkował, a firma z Kamienia Pomorskiego korzystała z zalet własnej produkcji na Dalekim Wschodzie.
Niedawno rodzina Hybiak podjęła kolejną odważną decyzję biznesową. W podszczecińskim Dunikowie powstał w pełni zautomatyzowany, nowoczesny zakład, który wkrótce rozpocznie produkcję. O tej inwestycji, a także o historii rodziny i firmy rozmawialiśmy z panią Teresą Hybiak.
Dariusz Wawrzynkiewicz: Kamieniarstwo to dla Pani branża rodzinna od wielu pokoleń.
Teresa Hybiak: Od dziecka znam branżę – w przyszłym roku moja rodzina będzie świętowała jubileusz 100-lecia działalności kamieniarskiej. W 1919 roku mój dziadek, Leon Drzewiecki, założył w Gnieźnie firmę kamieniarską. Od tego czasu całe pokolenia rodziny związały się z branżą i do dziś funkcjonują na rynku. W tym roku mija 40 lat od czasu, kiedy mój mąż Jan założył firmę kamieniarską, i 20 lat od kiedy do braci kamieniarskiej dołączyli nasi synowie Sebastian i Marcin.

Mój dziadek zmarł w 1957 roku i zakładem zajęła się moja babcia Stefania. Prowadziła go z moją mamą Reginą i zięciem Zdzisławem Setkowiczem. To było dość niesamowite w tamtych czasach, żeby taką działalnością kierowały dwie kobiety. Po śmierci babci w 1968 roku firmę prowadziła nadal moja mama, aż do czasu, kiedy pojawili się przyszli zięciowie: mój chłopak, a obecnie mąż, Jan i chłopak mojej siostry – również obecny mąż. W ten sposób wszyscy zostaliśmy kamieniarzami.
Potem moja mama tę starą rodzinną firmę dziadka Drzewieckiego przekazała mojemu bratu Stefanowi Setkowiczowi, który prowadzi ją do dzisiaj. Ponieważ było bardzo trudno prowadzić firmę z wieloma szefami, każdy z nas poszedł inną drogą. Jednak wszyscy byliśmy już zarażeni pasją do kamienia.
Mnie i męża los rzucił do Kamienia Pomorskiego. Znaleźliśmy tam dobrą pracę na etacie. Wtedy nie myślałam, że będę żoną kamieniarza. A jednak już rok po ślubie Janek zaczął odwiedzać okoliczne zakłady i trochę dorabiać, najczęściej przy kuciu liter. W końcu przyszedł do domu z komunikatem: „Kupujemy ziemię i budujemy zakład kamieniarski”. Finansowo pomogła nam teściowa i moja rodzina – powstał zakład i rozwijał się przez kolejne lata. Niezapomniana jest historia pierwszego klienta. Przyszła kobieta i powiedziała: „Pan zrobi piękny pomnik mojemu mężowi, ale ja nie mam pieniędzy. Obiecuję za to, że rozreklamuję pana zakład tak, że nie będzie pan narzekał na brak roboty”. Mąż przyjął to zlecenie – a kobieta faktycznie dotrzymała słowa.
DW: A jak to było z zakładem w Chinach? O tej inwestycji głośno było w branży.
TH: Kiedy na rynku pojawiło się zapotrzebowanie na nagrobki z Chin, my też uzupełniliśmy ofertę o ten asortyment. Mąż miał jednak ciągłe uwagi, głównie do jakości i terminów. Ani słowem jednak nie zdradził swoich planów. O pomyśle otworzenia zakładu w Chinach dowiedziałam się dopiero podczas wyjazdu do tego kraju. Byłam zaskoczona i przerażona. I tak w 2004 roku zapadła decyzja o budowie zakładu, pół roku później ruszyła produkcja.
DW: Wiem, że zakład w Chinach nie jest już własnością Waszej firmy.
TH: Popyt na nagrobki z Chin zdecydowanie spadł, a my nawiązaliśmy tam na tyle dobre relacje z miejscowymi dostawcami, że mamy pewność, że sprowadzane teraz z Chin gotowe nagrobki będą w dobrej cenie i w oczekiwanej jakości. Na dodatek znaleźli się chętni do zakupu naszego zakładu.
W tym czasie nasi synowie mocno zaangażowali się w pracę w zakładzie. Marcin zajął się produkcją, a Sebastian projektowaniem nagrobków i pozyskiwaniem materiałów. Mąż poczuł się nieswojo, bo coraz mniej był angażowany do codziennej pracy. Wtedy wymyślił, że wybuduje nowy zakład, którego specjalnością będzie cięcie kamienia. Decyzja o budowie nowego zakładu zapadła w październiku 2016 roku. Wtedy też wybraliśmy lokalizację – wybór padł na Dunikowo. To jest dla nas idealna lokalizacja: bliskość portu i sąsiedztwo bocznicy kolejowej, a przy tym dojazd do Dunikowa zajmuje tylko 40 minut bez konieczności przejazdu przez większe miasta.

DW: Wiele powstających firm popełnia błędy, o których przekonuje się dopiero w trakcie pracy. Rozbudowywanie istniejących zakładów też ma swoje ograniczenia i pewnych rzeczy nie daje się już zrobić w sposób idealny. Państwo znaleźliście się w bardzo komfortowej sytuacji budując nowy zakład od podstaw. Z Państwa doświadczeniem optymalne rozplanowanie było pewnie proste?
TH: Lata pracy z kamieniem, doświadczenia osobiste – ale również doświadczenia wielu po-koleń naszej rodziny – myślę, że pozwoliły na zbudowanie zakładu, który na wiele lat będzie rozwiązaniem wzorcowym.
Wyposażenie zakładu to najnowocześniejsze maszyny, a wszystko połączone jest ze sobą w taki sposób, aby tworzyło zoptymalizowany cykl produkcyjny. Początek to „jednolinówka” do formatowania bloków. Potem sformatowane bloki cięte będą na dwóch wielolinkach: 14-linowa firmy SOCOMAC i 10-linowa firmy Pellegrini. Następnym elementem ciągu jest supernowoczesna polerka wielogłowicowa Breton.
Całość linii pomyślana jest tak, aby maksymalnie ułatwić prace i zachować jej ciągłość. Wózki transferowe, obrotnice i 5 suwnic pozwolą na skoordynowaną produkcję i płynną obsługę klientów.
Zakład wyposażony jest również w bardzo dobrą oczyszczalnię ścieków Fracarolli.
DW: Zakład przygotowany jest do dużej produkcji. Kto zatem będzie jego klientem?
TH: Zakład znajduje się niedaleko od portu w Szczecinie, gdzie trafiają bloki praktycznie z całego świata. Chcemy zaoferować usługę cięcia dla firm. Po pierwsze: dla firm, które sprowadzają bloki, ale będą zainteresowane przetarciem ich w pobliżu portu, by do swojego magazynu przy-wozić już gotowe płyty. Po drugie: dla importerów bloków, którzy dzięki naszej usłudze, będą mogli zaproponować swój materiał również w postaci slabów. Wstępne rozmowy z obiema grupami odbiorców już trwają.
DW: Faktycznie dostawcy bloków mają coraz większy problem z ich sprzedażą i pomysł na ich pocięcie i sprzedaż w slabach może okazać się dobrym rozwiązaniem. Na jakim etapie uruchamiania jest obecnie zakład?
TH: Uruchomiliśmy już cięcie. Na razie tniemy tylko nasz materiał, gdyż musimy mieć go co najmniej 400-500 m2, aby dokonać rozruchu polerki Breton. Taka ilość zapewni 8-godzinną pracę „Bretona”, co umożliwi jego odbiór. Po zakończeniu prac rozruchowych maszyn zajmiemy się odbiorami końcowymi inwestycji – budowlanym, inspekcji pracy itd.
Po odbiorach przeprowadzimy nabór pracowników. Rozmawiamy już z kandydatami. Potem trzeba będzie tych pracowników przeszkolić. Tym zajmie się już Sebastian, bo to on pokieruje tym zakładem. Marcin wróci do zakładu w Chominie.
DW: Ciekaw jestem, w czym najbardziej przydało się wielopokoleniowe doświadczenie?
TH: Zależało nam, aby praca zakładu odbywała się w sposób płynny, bez zbędnych przestojów. Stąd pomysł, aby cała firma była otoczona pasem ruchu. Samochody wjeżdżają bramą prosto na halę i po załadowaniu płyt, wyjeżdżają drugą bramą. Dzięki temu zachowana jest ciągłość ruchu i żadne auto nie musi manewrować, zawracać ani czekać na możliwość wjazdu lub wyjazdu.
Kilkanaście metrów od firmy znajdują się tory kolejowe. Zakład wyposażony jest w ładowarkę o nośności 45 ton, więc nie będzie problemów z przewiezieniem żadnego bloku dostarczonego koleją. Za zakładem, na placu składowym, wkrótce stanie jeszcze jedna suwnica.
DW: Dziękuję za rozmowę i gratuluję inwestycji oraz pięknych jubileuszy.
TH: W chwili przesłania artykułu do akceptacji, została przeprowadzona próba rozruchu BRETONA i uzyskaliśmy 100 % poleru. Co to oznacza, wszyscy kamieniarze wiedzą.

| « poprzednia | następna » |
|---|