W jednym z numerów Kuriera pisaliśmy o tzw. Bankach Czasu, czyli inicjatywach polegających na tworzeniu wspólnot, w których formą płatności za usługi nie są pieniądze, lecz czas (Kurier Kamieniarski 2/2013). Bez wątpienia jest to ciekawy i wart poświęcenia mu więcej uwagi pomysł, lecz mało praktyczny z perspektywy przedsiębiorcy i potencjalnych korzyści w sferze biznesowej. Tym razem chcielibyśmy przyjrzeć się innemu zjawisku, które łączy z Bankami Czasu wspólna idea, jaką jest stworzenie alternatywy dla tradycyjnej formy płatności pieniężnej.

5 lutego bieżącego roku Związek Przedsiębiorców i Pracodawców wprowadził w życie projekt pierwszej polskiej waluty lokalnej – zielonego. Na chwilę obecną zielonym mogą posługiwać się przedsiębiorcy zrzeszeni w ZPP i działający na terenie województwa świętokrzyskiego i małopolskiego. Jednak najpóźniej do końca 2016 roku ZPP planuje włączyć do projektu wszystkie województwa i zgromadzić 10 000 przedsiębiorców, którzy będą korzystali z nowej waluty.
Trochę historii
Waluty lokalne nie są żadnym nowym pomysłem, lecz zjawiskiem mającym za sobą długą historię. Warto przytoczyć tutaj przykład pewnego austriackiego miasta, który zapoczątkował rozkwit lokalnych walut w Europie Zachodniej. W 1932 roku miasto Wörgl niedaleko granicy niemieckiej doświadczyło zapaści ekonomicznej w efekcie kryzysu z 1929 r. Bezrobocie stale rosło, a z nim niepokoje i zamieszki w społeczności. Wtedy burmistrz Wörgl zdecydował się na odważny krok, jakim było wprowadzenie na terenie miasta waluty lokalnej. Została nazwana Wörgl schilling i była równa jednemu zwykłemu schillingowi austriackiemu. Wörgl schilling działał tylko na terenie miasta i był ujemnie oprocentowany, czyli tracił część wartości z upływem każdego miesiąca, w ciągu którego nie był używany do transakcji. Ponadto nie można było go wymieniać na inne waluty.
Efekty wdrożenia nowej waluty były niemal natychmiastowe. Dzięki ujemnemu oprocentowaniu nowe pieniądze natychmiast przechodziły z rąk do rąk, a zaległe należności przedsiębiorców względem siebie bardzo szybko zostały uregulowane. iasto zaczęło planować nowe inwestycje, które było w stanie opłacić przed- terminowo. W ciągu roku miasto otrząsnęło się całkowicie z zapaści, a całą sytuację zaczęto nazywać cudem gospodarczym.
Eksperyment został przerwany przez Bank Centralny Austrii, który dostrzegł w nim zagrożenie dla własnych interesów. Jednak z doświadczeń Wörgl zaczęli czerpać przedsiębiorcy ze Szwajcarii i rok później stworzyli projekt WIR. Opierał się na bardzo podobnych zasadach – wprowadzono jednak kilka modyfikacji. Zadbano o stronę prawną przedsięwzięcia, aby nie podzieliło losów swojego poprzednika. Papierowe banknoty zastąpiono kontami rozliczeniowymi, a zasięg działania nowej waluty (CHW – frank szwajcarski WIR) rozszerzono na teren całego kraju. W następnych latach powstawały nowe waluty lokalne, a sama idea zyskiwała coraz więcej na popularności. Obecnie na świecie istnieje ponad 5000 walut lokalnych, a ich liczba stale rośnie. Zielony jest pierwszą w Polsce tego typu inicjatywą.
Jak to działa?
Jak sama nazwa wskazuje, waluta lokalna działa jedynie na określonym terytorium. Nie jest wymienialna na inne waluty i jest nieodsetkowa. Dzięki tym właściwościom pieniądz lokalny nie podlega niekorzystnym zjawiskom gospodarczym, takim jak spekulacja. Służy wyłącznie jako środek płatniczy, którego suma w obiegu jest stała, ponieważ nie wychodzi on poza obszar, na którym jest uznawany.
Zasady funkcjonowania waluty lokalnej można porównać do działania krwioobiegu organizmu żywego. Aby system działał sprawnie, waluta musi krążyć bezustannie wśród jej użytkowników, a jej ilość powinna utrzymywać się nastałym poziomie. Ujemne oprocentowanie sprawiło, iż Wörgl
schilling zmieniał posiadaczy z szybkością kilkakrotnie większą niż Schilling tradycyjny, ponieważ najzwyczajniej nie opłacało się go przetrzymywać.
Główną ideą, która przyświeca pomysłodawcom zielonego, jest dostarczenie przedsiębiorcom narzędzia, dzięki któremu mogliby sprzedać nadwyżkę handlową, a nadprogramowy zysk przeznaczyć na zakup potrzebnych towarów lub usług, za które normalnie musieliby zapłacić w złotych. W ten sposób mogą sporo zaoszczędzić, a dodatkowy obrót towarami oraz usługami zadziała pozytywnie na lokalną gospodarkę. Im więcej przedsiębiorców weźmie udział w programie, tym sprawniej będzie on działał i tym większe korzyści przyniesie jego uczestnikom.
Firmy, które zechcą uczestniczyć w programie, nie rezygnują oczywiście z dokonywania transakcji w PLN. Zielony jest walutą komplementarną, a jego wartość zawsze równa się złotemu, tzn. jeden zielony = jeden złoty.
Przedsiębiorcy po uprzednim zarejestrowaniu się na stronie projektu (www.zielony.biz.pl), mogą wystawiać swoje oferty oraz dokonywać zakupów za zielone. W planach ZPP ma także szereg dodatkowych usług dla swoich członków oraz program lojalnościowy dla klientów.
Za zakupy dokonywane w lokalnych firmach będą oni nagradzani zielonymi, za które potem będą mogli kupować u innych przedsiębiorców honorujących zielone. Ponadto wszystkie transakcje mają być obsługiwane za pomocą jednej karty, która będzie akceptowana w każdym ze sklepów uczestniczących w programie.
Jak pokazują przykłady z całego świata, waluty lokalne to potężne narzędzie, przynoszące wymierne korzyści dla małych i średnich przedsiębiorstw. Ich główną zaletą jest to, że wspierają lokalną gospodarkę i w efekcie przyczyniają się do spadku bezrobocia i wzrostu gospodarczego. Czas pokaże, czy nowa waluta zdobędzie popularność wśród polskich przedsiębiorców, ale pamiętajmy, że sami mamy na to duży wpływ.
| « poprzednia | następna » |
|---|