TIA część 3 – demonstracja siły

Kategoria: O kamieniu   |   Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data: środa, 18 listopada 2020 09:53

108_70_01.jpg

Przegrać walkę, ale wygrać wojnę – tak mogę podsumować to, co wydarzyło się w sierpniu 2019 roku na kopalni w RPA w Brits. Ale zanim do tego przejdę, muszę wrócić do roku 2013. Kamieniołom był w budowie (w sumie jak zawsze, bo jak mawia Zenon „kopalnia to żywy organizm”). W RPA, jak opisywałem wcześniej, rozbieramy góry, a co za tym idzie, obszar pod eksploatację górniczą jest spory. W tej chwili rozbieramy równolegle trzy góry, ale ogólnie licząc jest to już trzecie, czwarte i piąte miejsce eksploatacji.

W roku 2013 byliśmy w miejscu numer dwa, tzw. „hole”. Miesięcznie potrafiliśmy przerzucić ponad 2000 m3 materiału, ale produkcja nie szła na odpowiednim poziomie. Ba! Im głębiej szliśmy w monolit, tym bardziej efektywność spadała. Trzeba było podjąć radykalną decyzję, która wiązała się z przeniesieniem w nowe miejsce, tzw. „Monkey Mountain”.

Aby to zrobić, musieliśmy zapewnić dostawy energii elektrycznej do kopalni z Eskom. Eskom to nazwa państwowego giganta dostarczającego energię elektryczną do firm i do odbiorców prywatnych. Różnymi kanałami próbowaliśmy załatwić pozwolenie na podłączenie do sieci, ale zwykle kończyło się to szybciej, niż zaczęło. Złotouści Burowie – biali Afrykanerzy, Afrykańczycy będący potomkami osadników z XVII i XVIII wieku – obiecywali wszystko, ale od 2011 do początku 2014 roku pracowaliśmy, wykorzystując spalinowe sprężarki powietrza. Natomiast obok nas pracowała i funkcjonowała kopalnia Marabu – jedna z kopalni Merlina (działająca do 2017 roku). Jeden ze wspólników Merlina, w sumie partner BEE* , miał spore przełożenie na sprawy urzędowe i w sumie na wszystko, co było związane z sektorem górniczym, bo jego brat pracował w departamencie górnictwa.
Jak mawia Zenon: „sąsiedzi są po to, żeby sobie pomagać”. Więc postanowił się z nim umówić na spotkanie, doskonale zdając sobie sprawę, że uzyskanie pomocy zależy włącznie od dobrej woli rozmówcy.

Spotkanie trwało parę minut i skończyło się krótką frazą, która tkwi mi w głowie do dzisiaj: „wrong skin, my friend, wrong skin”. Był to pierwszy moment w RPA, który dał mi mocno do myślenia. To, że Burom nie można ufać, wiedziałem wcześniej. Ale że czarni są tak wrogo nastawieni do białych – zwłaszcza przyjezdnych – nie zdawałem sobie sprawy! Po tej historii musieliśmy przewartościować wiele rzeczy, zaczynając od tego, że wymieniliśmy kolejnego managera, aż po wejście w nowe miejsce eksploatacji.

Przełomem był rok 2014 i pojawienie się na kopalni Ebena. Typowy Bur z przeszłością w milicji za czasów apartheidu, po szkole górniczej w Pretorii. Chłopak po 40-stce, ale wiedział, jak pracować z czarnymi i nie dał sobie w kaszę dmuchać. Choć nie zawsze pochwalałem jego zachowania wobec czarnych, to czas jednak pewne rzeczy zweryfikował.
Historię pracy Ebena w naszej kopalni zostawię na później, ale teraz tylko wspomnę pewne fakty. W 2014 roku, dzięki jego kontaktom z Eskomem udało się doprowadzić energię elektryczną na naszą kopalnię Crystal Black Granite, wejść w nowe miejsce na „Monkey Mountain”, zwiększyć produkcję. Jednak największą jego zaletą było podejście do rozmów z czarnymi i z ludźmi z „community”. Parę lat później będę wdzięczny za te lekcje.

Obok każdej kopalni w bliższej lub dalszej odległości jest „location” zamieszkane przez czarnych. Nasza kopalnia nie jest wyjątkiem – obok jest Oukasie. Miejsce zapalnik. Mamy rok 2019 i wiele się zmieniło w relacjach między mną a czarnymi. Na kopalni nie ma już Ebena, odszedł od nas w kwietniu 2018 roku. Od tego momentu sami postanowiliśmy zajmować się eksploatacją, nie licząc już na rekrutowanych na miejscu managerów. Staramy się latać do RPA w trójkę – ja, Zenon i Mietek – planując pobyty tak, by nie zostawiać kopalni bez nadzoru na dłużej niż 10 dni. To pozwala nam prowadzić kopalnię zgodnie z naszą wizją.

Jest sierpień roku 2019. Okres bardzo wietrzny, zwiastujący niedługie nadejście wiosny. Pojechaliśmy z Zenonem do domu na lunch. W międzyczasie dzwoni Thys – Bur odpowiedzialny za eksploatację na jednej z gór. Bardzo zdenerwowany mówi, że ochrona zaczęła strzelać do czarnych z Oukasie. Zaniemówiłem przestraszony. W końcu wydusiłem z siebie pytanie: „Czy komuś coś się stało?” Dzięki Bogu zaprzeczył. Ale jest większy problem: kopalnia jest sparaliżowana, bo przedstawiciele z Oukasie zagrozili ludziom, że jeżeli wrócą do pracy, to spalą ich domy, zgwałcą ich żony, a dzieci pozabijają. Zmroziło nas. Ocknęliśmy się po chwili, wsiedliśmy w auto i pojechaliśmy na kopalnię.

To, co zastaliśmy na miejscu, zszokowało nas. Nasi ludzie byli dosłownie zakładnikami. Czarnych z Oukasie było około trzydziestu, bojowo nastawionych. W powietrzu czuć było napięcie i dosłownie wszystko mogło się wydarzyć. Trzeba było działać szybko. Kazałem natychmiast sprowadzić ochronę i po prostu nieproszone towarzystwo przegonić – jakim prawem, bez mojej zgody, ktoś wchodzi na mój teren, grozi mi i moim ludziom i do tego czuje się bezkarny. Prawdę mówiąc, nie było z kim rozmawiać, bo jeden przez drugiego krzyczeli i byli bardzo agresywni. Rudi – drugi Bur, w firmie od początku jej istnienia – powiedział do mnie tylko: „Jacek, kiedy z nimi rozmawiasz, to nie pozwól, żeby cię okrążyli, bo jeżeli którykolwiek z nich ma nóż, może cię dźgnąć”. W myślach mówię sobie: „Co ja tu, k…, robię?! Czy to wszystko jest warte życia mojego i Zenona?” Kolejna myśl: „Na analizowanie przyjdzie czas później – teraz jestem tu i trzeba rozwiązać ten problem. Tu i teraz!”

W międzyczasie przyjechała ochrona z długą ostrą bronią, w kominiarkach i z psami na łańcuchach. To psy szkolone – w akcji żadna smycz ich nie zatrzyma, muszą być prowadzane na łańcuchu. Ochrona przyjechała dwoma autami – 6 białych i 2 psy, pokaz siły, który dał mi trochę czasu na podjęcie decyzji i zapewnienie jakiegokolwiek bezpieczeństwa w tej chorej sytuacji.

Zapytacie pewnie, czego oni w ogóle od nas chcieli? Oczekiwanie, jakie przedstawili było wręcz głupie: zwolnić 20 osób – połowę obecnej załogi – i na ich miejsce zatrudnić ludzi z Oukasie. Prawo pracowników w RPA jest bardzo skomplikowane, stoi zdecydowanie po stronie pracownika i raczej kiepsko chroni pracodawcę. Dotychczas mieliśmy już około 10 spraw założonych przez byłych pracowników, a wygraliśmy tylko jedną. Najczęściej kończyło się na tym, że trzeba było albo z powrotem go zatrudnić, albo wypłacić odprawę za 5 miesięcy. I teraz mam przed sobą gromadę terrorystów, którzy chcą, abym zwolnił 20 moich pracowników. Na jakiej podstawie? Jeśli ich zwolnię, to za dwa tygodnie będę miał sądowy nakaz ponownego zatrudnienia. I zamiast obecnych 40 pracowników będę miał 60 zatrudnionych osób. Jak mam to wytłumaczyć ludziom, którzy trzymają mnie i moich ludzi jak zakładników?

Poprosiłem białych pracowników o wezwanie policji mając nadzieję na ukaranie atakujących lub chociaż pomoc w usunięciu ich z naszego terenu. Po dłuższej chwili przyjechało 3 policjantów, oczywiście czarnych: jedna kobieta i dwóch mężczyzn. To był kolejny przykład, jak działa skorumpowana policja i jakie jest podejście do białych w RPA.

Zacząłem tłumaczyć policji, co zaszło. Wysłuchali mnie, po czym wysłuchali opowieści tych terrorystów. Ku mojemu zaskoczeniu policjanci przestali rozmawiać w języku angielskim i przeszli na afrykanerski. Zaczęli sobie żartować z moimi oprawcami. Po dłuższej chwili zapytałem, czy ja przypadkiem im nie przeszkadzam, a skoro nie, to jakie rozwiązanie tej sytuacji widzi policja. Usłyszałem odpowiedź, po której ręce mi opadły: ich zdaniem ludzie z Oukasie przyszli tu pokojowo manifestować. Zirytowany zapytałem, czy pokojowa manifestacja to grożenie spaleniem maszyn w kopalni oraz grożenie spaleniem domów pracowników i pozabijania im dzieci. W odpowiedzi usłyszałem tylko, że to nie ich problem – jesteśmy sąsiadami i musimy się z nimi dogadać. Po czym, nie wyciągając żadnych konsekwencji wobec agresorów, stwierdzili, że nie mają czasu i odjechali.

108_72_01.jpg

Zostaliśmy z problemem sami. Spełnienie głupich oczekiwań nie wchodziło w grę, ale musieliśmy się w jakiś sposób dogadać. Zaproponowałem, żeby wyznaczyli dwóch, trzech przedstawicieli. Po paru godzinach negocjacji ustaliliśmy, że do końca roku przyjmę na szkolenie 5 studentów, aby wyrobili sobie papiery i pozwolenia na operatorów wiertnic i lin do cięcia.

Następnego dnia przyjechaliśmy rano na kopalnię. Widzę, że pracownicy boją się rozpocząć pracę i pokazują mi w kierunku Oukasie. Na szczycie gór siedzą ludzie i nas obserwują. Dzwonimy do tych przedstawicieli. Odpowiedzieli, że najprawdopodobniej nie wszyscy wiedzą, że się wczoraj dogadaliśmy i że zaraz to zostanie załatwione. To nie przekonało moich pracowników – póki ludzie obserwujący kamieniołom ze szczytów nie znikną, nikt nie pójdzie do pracy. Niewiele myśląc wsiadłem do auta i pojechałem na szczyt „Monkey Mountain”. Po chwili dojechał do mnie Thys i Kally z ochrony, który dał mi do ręki rewolwer, mówiąc, że jeśli którykolwiek ruszy w moją stronę, mam strzelać bez zastanowienia. Po krótkiej wymianie zdań, niezbyt miłych dla obydwu stron, zobaczyłem kątem oka, że moi ludzie ruszyli do pracy, maszyny wyjechały spod biura i wszystko wróciło do normy. Po kilku chwilach obserwatorzy z Oukasie zeszli ze szczytów i praca na kamieniołomie wróciła do normalności.

Czego mnie nauczyła ta historia? Na pewno pokazała, że w takich sytuacja nie można pękać i wobec czarnych nie wolno się cofnąć nawet o krok, bo mogą to szybko wykorzystać. No i chyba najważniejsza rzecz: nie ma sytuacji bez wyjścia. Nawet jeżeli na pierwszy rzut oka może się wydawać nie do rozwiązania. TIA!

*  Black Economic Empowerment partner to konieczny w sektorze wydobywczym „wspólnik”, który musi być kolorowym obywatelem RPA i musi posiadać minimum 25% udziałów firmy. BEE to program, który ma służyć wyrównaniu szans ekonomicznych czarnej społeczności – genialny w założeniach, ale łatwy do zmanipulowania. (czytaj: Kurier Kamieniarski nr 3/2020).

 

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.