TIA część 5 – pociąg ruszył

Kategoria: O kamieniu   |   Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data: środa, 03 marca 2021 10:49

110_Str_70_01.jpg

Pociąg ruszył, ale jeszcze nie ma prędkości – póki co tylko się toczy. Lockdown się skończył. 200 dni bez Polaków w RPA – bez Zenona, Jacka i Mietka. Ale stało się. 12 października lądujemy w Afryce. Ostatni raz byliśmy tu w marcu, czyli kopalnia miała siedem miesięcy samowolki.

Żeby zrozumieć nasz strach, co przez te siedem miesięcy stało się lub mogło się stać, muszę przytoczyć jedną historię związaną z pracownikami Volvo. Do RPA wysłaliśmy starą maszynę Volvo 220D – mimo że wysłużona, nie sprawiała żadnych problemów. Niestety, jak to ze starymi maszynami bywa, coś musiało zacząć się psuć. Zaczęło się od płyty głównej sterowania. Zleciliśmy wymianę i naprawę autoryzowanemu serwisie Volvo w RPA, czyli Babcock. Przerosło ich to, nie dali rady. Znów musieliśmy wysłać z Polski dwóch fachowców – w tydzień się z tym uporali i uruchomili maszynę.

Jednak najciekawsza historia z serwisem jest związana z nowo dostarczonymi z Europy maszynami. Akurat w czasie, kiedy nasza ekipa była w Johannesburgu, na terenie Babcocka zaczęły zjeżdżać nowe maszyny. Ku zdziwieniu chłopaków z Polski czarni zaczęli je rozkręcać. Nasi podeszli i pytają się, w jakim celu to robią. W odpowiedzi usłyszeli, że nie mogą wypiąć łyżki z szybkozłącza i coś musiało się zepsuć, dlatego chcą to naprawić. Mietek odpowiedział: „Przecież w kabinie są przyciski, które do tego służą”. Usłyszał rozbrajająco szczerą odpowiedź: „Naprawdę?”. Mietek wsiadł i pokazał, co trzeba zrobić, a czarni tylko patrzyli i się uśmiechnęli.

Dla nas Polaków w RPA najbardziej przerażająca jest głupota i brak myślenia z wyprzedzeniem. Zarówno u czarnych, jak i u białych.
Wróćmy jednak do tego, co zastaliśmy na kopalni po siedmiu miesiącach bez nadzoru. Z pięciu maszyn tylko dwie pracowały. Trzy zepsute, w tym dwie najważniejsze, czyli koparka i ładowarka Volvo – sprzęt warty ponad 4 miliony złotych stoi i jakoś nie widać, że szybko ruszy. Z trzech linek do paserowania bloków jedna stoi zepsuta, a na dwóch działających wózki do bloków są dosłownie popychane breszką. Z czterech gór, które były dobrze przygotowane do eksploatacji, dwie zostały dosłownie zajechane – doszli do ściany i się od niej odbili. W poniedziałek pod suwnicą zastałem pusty plac, a to, co było cięte na maszynach, nadawało się jedynie na wypełnienie dziury w ziemi. Management, czyli mój zarząd, kwalifikował się do natychmiastowej dymisji. Stanęło jednak na tym, że zarządowi obciąłem pensje o 15 %.

Jednak straconego czasu już się nie odzyska. Pozostało jedynie szybko skupić się na produkcji i wejść w te miejsca, gdzie można szybko pozyskać czysty materiał. I tak zrobiliśmy. Odpaliliśmy chęci i całą naszą wiedzę. Od godziny 6 do 18 siedzieliśmy na kopalni, żeby tylko uratować mijający rok. Miejsca, gdzie produkcja utknęła, odpuściliśmy i przerzuciliśmy ludzi tam, gdzie byli potrzebni, aby praca była wydajna. W efekcie w ciągu tygodnia szarpnęliśmy produkcję do poziomu 150 m3. 150 m3 CZYSTEGO(!) materiału, w którym dosłownie wystarczyło obciąć lub wyramować tylko jeden bok, i był gotowy
do wysyłki.

Jednak gdy przez weekend podsumowywałem, co z Mietkiem zrobiliśmy, padł na mnie blady strach. Skoro my możemy zrobić – a ustalmy: nie jesteśmy Bóg wie kim – taką produkcję, to czy znowu nie wracamy do przeszłości, czyli do kradzieży bloków? Różne myśli mi przelatywały przez głowę, kto może być „umoczony”. A może to tylko moje podejrzenia? A może tak naprawdę chodziło o to, że moja kopalnia weszła w tryb „lazy” (leniwy)? Bo wiedzieli, że czego by nie zawalili, Kiszkiel i tak przeleje kasę do Afryki. Nie miałem żadnych dowodów na kradzież, ale przykre wrażenie déjà vu zostało.

Jednak wróćmy do teraźniejszości. Robimy swoje i pchamy ten pociąg do przodu. Światełko w tunelu już widzimy, produkcja pikuje w górę – zamykamy październik z 350 m3 materiału blocznego gotowego do eksportu. Patrzę w swoje notatki: ostatni taki wynik mieliśmy w maju 2019 roku – nie ukrywam, że duma mnie trochę rozpiera. Sam do siebie mówię, że skoro taki październik zrobiliśmy, to i listopad można będzie na dobrym poziomie zamknąć. I też tak się stało – w listopadzie wydobyliśmy 330 m3. W grudniu siadam ze swoimi notatkami i okazuje się, że od dnia przyjazdu do połowy grudnia robimy tyle, co miejscowi od kwietnia do października. W liczbach wygląda to tak: bez nas robią 800 m3 w siedem miesięcy, a z naszą pomocą 720 m3 w dwa miesiące. I znowu nachodzą mnie myśli: co się dzieje? Czy to brak chęci czy to kradzież? Daję sobie jednak spokój, powtarzając w duchu: „co było, już się nie cofnie, co przede mną to moje” zamiennie z powiedzeniem Zenona: „przeszłość zostaw za sobą, a myśl o tym, co się stanie w przyszłości”.

„Koronka” się skończy, szczepienia będą mieli wszyscy zainteresowani, więc i my będziemy mogli pracować normalnie. I zamiast zdalnego zarządzania Afryką będziemy tam, na miejscu – czując ten zapach, czując to słońce, które niemiłosiernie pali, ten kurz, którego czasami jest tak dużo, że sięga do kostek. Nawet ten deszcz robiący z tego wszystkiego bagno, które potrafi ściągać buty i skarpetki ze stóp. I czarnych, którzy czasami dają tak popalić, że chce się to wszystko je...ć.

Najważniejsze jednak jest chyba to, że człowiek tak mocno się zżył z tym miejscem, z tą kopalnią, z tym domem, z tym autem i – nawet mnie to chyba zaskoczy – z tymi ludźmi. Po prostu brakowało Afryki, RPA, Brits, Chrystal Black. To jest biznes – wiem. Ale jednak jeżeli coś samemu się robi i wkłada w to całe serce, to po tak długiej przerwie po prostu tego brakuje.

Rok 2020 dał popalić wszystkim. Jednak patrzymy optymistycznie w przyszłość i wiemy, że nasza praca nie idzie na marne. Jak to Zenon mówi: „złe, które się dzieje dzisiaj, w przyszłości przekujesz w dobre”. Nie raz tego doświadczyłem i wiem że za parę miesięcy na to wszystko będę inaczej patrzył. Więc, jak to mawia klasyk: TIA!

 


 

TIA – This is Africa – to najczęściej
powtarzany przeze mnie zwrot w
odniesieniu do RPA. Przez ostatnie
9 lat powtórzyłem go tysiące razy.
Na głos i w myślach.

 


 

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.