
Zanim wyjaśnię, co to słowo znaczy, cofnę się do roku 2012, kiedy na kopalni wybuchł strajk. I to dość groźny.
Były wspólnik Zenona Redge, jak miał w swoim zwyczaju, kasę wydawał bez zastanowienia. Nie pomyślał, na przykład, że trzeba ją odłożyć na 25., bo są wypłaty i to jest święta rzecz w RPA. Niestety pierwszy raz – i do dziś ostatni – wypłaty dla czarnych nie wpłynęły na czas. Co mogło się stać? Proste. Czarni chcieli – a nawet im się udało, chociaż nie na długo – wziąć Zenona jako zakładnika w formie zabezpieczenia na poczet wypłat. Może się to wydawać śmieszne, ale na kopalni czarni otoczyli Zenona i żądali pieniędzy. Zenon skierował wzrok na Redge’a, a ten po afrykanersku powiedział do nich: „To jego wina. On kasy nie przelał.” Niestety nie zrozumiał tego Zenon, co jeszcze bardziej zdenerwowało czarnych…
Żeby zrozumieć ich złość, musicie sobie zdać sprawę z jednego. Czarny jako jednostka jest jak ten kibic na trybunach z rodziną, który pije sobie soczek. Ale jak jest w grupie i pojawi się jakaś iskra, to jest jak ten kibic na Żylecie: tłum ludzi, który jest podatny na wszystko, co się dzieje w otoczeniu. Zanim sytuacja się uspokoiła, Redge zdążył uciec z kopalni, a Zenon musiał w tym klinczu pozostać, zanim nie pokazał czarnym potwierdzenia przelewu z Polski.
Czy strach wtedy nas obleciał? Tak. I to wielki. To były nasze początki w RPA i od razu zderzyliśmy się z pociągiem, który dosłownie nas rozjechał. Zenon był sam. Miał tłumacza, który nie robił nic ponad przekład rozmów na polski. Miał wspólnika Redge, ale jego historię już poznaliście – Zenon chciał z niego zrobić „bogatego człowieka”, ale wymagał tylko lojalności i pracy, a i jednego i drugiego temu Burowi brakowało. Ale chyba najbardziej bolało to, że chciał kraść i przez to, mówiąc bez ogródek, rozp...ał wszystko, co Zenon budował.
Redge odszedł. A jak wiecie z poprzednich odcinków, od 2014 roku Zenon włączył mnie do „projektu RPA”. Zacząłem się uczyć wszystkiego i powoli odnajdować się na Czarnym Lądzie. I wtedy usłyszałem pierwszy raz, jak jeden z czarnych rzucił: „Madala” i wskazał na Zenona.
Madala to starszy człowiek. Ale nie w znaczeniu podeszły wiekiem, emeryt – tylko ten starszy człowiek, który ma wiedzę i duży szacunek. Tak mi to wytłumaczył Eben. Powiem szczerze, szczęka mi opadła. Pamiętałem, ile musieliśmy przejść z czarnymi i ile nas to kosztowało, wiedziałem, że Zenon nie zna angielskiego (w tamtym okresie jego angielski był po prostu tragiczny!). A jednak osiągnął sukces i uzyskał duży szacunek. Czym? Wiedzą! Bo jego „kur...nie” na czarnych, a czasami dosłowne „wzięcie za szmaty” to legendy krążące po kamieniołomie. Czy oni się go boją? Nie. Oni go szanują. A to ogromna różnica!
Mimo, że różni nas historia życiowa i kraj pochodzenia, to jednak jesteśmy bardzo podobni. Żeby Wam to bardziej zobrazować w RPA jest bezrobocie na poziomie 30-35%, a w Polsce obecnie jakieś 5-5,5%. W Polsce w zakładzie kamieniarskim czy na kopalni mamy pracowników ze stażem nawet ponad 20-letnim. A także wielu z 10-letnim czy 15-letnim. Jak jest w RPA? Dosłownie tak samo. Firma ma 10 lat, a z 46 pracowników mamy ponad 20 tych, którzy zaczynali w 2011 roku. Zapytacie, co to wszystko ma ze sobą wspólnego? Madala to ten starszy człowiek z wiedzą, to też ten człowiek z dużym stażem i ogromnym doświadczeniem. Ci pracownicy w sumie to nie są już dla nas zwykli czarni. To Piteras, Shorty, Solly, Mandla, Frikie, Webster, Simon, Ronnie, Muxe, Bernardo. Czy nawet Hassan, który w prawie jazdy wygranym na loterii (dosłownie) zamiast podpisu postawił krzyżyk. Wszyscy są dla nas Madala. Obcujemy z nim każdego dnia, kiedy jesteśmy w RPA. Czy się ich boimy? Oczywiście, że tak.
Czy im ufamy? Wszystko opiera się na zaufaniu. Ale czasami, jak na ich patrzę, wiem, że myślą o tym, na jakim poziomie my żyjemy, choć staramy się tego w żaden sposób nie pokazywać. Kiedy jesteśmy w RPA, życie z Polski zostawiamy w sejfie – tam jest paszport, tam jest portfel, tam jest zegarek. Tam zostawiamy nas z Polski. W RPA zakładamy ciuchy robocze: koszulkę, która gdzieś ma tam plamę po oleju, czy buty, które żona dawno by wyrzuciła w Polsce (w sumie kazała je zabrać do RPA, żeby nie musiała ich widzieć).
Robimy wszystko, żeby wtopić się w tłum białych. Im mniej rzucasz się w oczy, tym mniej jesteś narażony na niebezpieczeństwo. Ponad 50% społeczności w RPA żyje w „location” na obrzeżach miast. I szczerze przyznać trzeba, że są to miejsca, z których chce się momentalnie uciekać. Ich domy to zbite z blachy falistej pomieszczenia, w których jak pada deszcz, to rzeka płynie przez środek pokoju, a buty kładą na łóżku, żeby nie odpłynęły razem z nurtem. Zimą jest tam jak w lodówce, a latem jak w piekarniku. Pokoje oddziela zasłona lub koc, który od razu robi za drzwi. Myją się w rzece, a o energii elektrycznej można zapomnieć (ci lepiej zarabiający mają małe generatory prądu, więc czasami coś tam gra w tle). Jedzenie na kuchence? Zapomnijcie. Wszystko robione na ogniu w dużym garze. I oczywiście wszechotaczający brud i syf. To jest ich poziom życia. Jest to przykre i smutne zarazem, ale w sumie innego świata nie znają. Więc cóż im szkodzi kogoś okraść, czy nawet zabić, skoro w więzieniu może będą mieć lepsze warunki życia niż w tym location.
Może to zabrzmi dziwnie, ale im jest tam dobrze. Cieszą się, że mogą pójść do pracy czy po południu spotkać się w gronie przyjaciół, rodziny. I jeśli mam być szczery, to widzę tam więcej radości z życia i poczucia wartości niż czasami w Polsce, gdzie mamy wyścig szczurów, w każdej dziedzinie.
Jak to mówił klasyk: „Nie próbuj zmieniać Afryki, to ona zmieni ciebie”. Ten świat – ponad 10 000 km od Polski – jest inny, ale jest zaskakujący i na swój urok piękny. Czy bezpieczny? Na razie tak!
TIA- this is Africa!!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie 10 lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.
| « poprzednia | następna » |
|---|