TIA cz. 19 Jest nowe otwarcie, jest przełom – 2.0

Kategoria: O kamieniu   |   Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data: środa, 13 września 2023 11:17

kk125_S58_1.jpg

Jest ten przełom, jest to kliknięcie. Od czasu napisania poprzedniego tekstu dla Was – w sumie dla siebie też – minęły ponad trzy miesiące. Mietek wykopał jamę jak po bombie pod Charkowem, wywiezione zostało ponad 30 000 ton, maszyny wypaliły dziesiątki tysięcy litrów diesla, a kilometry liny diamentowej zostały zużyte. No i co? No i mamy to! Jest to, czego chcieliśmy: kolejny miesiąc na plusie! I to dużym.

Ale zawsze musi być to „ale”. No powiedzmy sobie szczerze: gdyby wszystko, co wydobędę z ziemi było czyste, to czy w ogóle bym dla Was to pisał? Czy może dawno już bym odcinał kupony lub moje życie toczyłoby się gdzie indziej, w innych realiach? Na pewno. Ale jesteśmy tu i teraz i trzeba dalej walczyć!

Wracając do „ale”. To, co da nam skała, nie zależy w sumie od nas. Mamy jedynie połowiczny wpływ na to, co urobimy. Ściany możemy umyć, odmuchać, przyjąć założenie, czy jest to czysty czy wadliwy materiał. Jednak dopiero jak przyjedzie do Polski i potnę bloki na płyty, dowiem się czy jest to materiał, który sprzedam i obrócę ponownie tą gotówką, którą zainwestowałem kilka miesięcy wcześniej w RPA. Albo spojrzę na materiał w Polsce i stwierdzę: „Na ch... to tu przywiozłem?!”.

Fracht kosztuje od groma pieniędzy, ryzyko spore. Więc trzeba dobrze zastanowić się, czy warto ten blok ładować suwnicą na auto, żeby pojechał do Durbanu, gdzie wrzucą go na statek, który po miesiącu dopłynie do Hamburga, z którego „plandeką” go dowiozę do Strzegomia, gdzie po pocięciu na slaby i nadaniu poleru wyjdę na plus? Tak to jest z biznesem. Dopóki nie spróbujesz, nie dowiesz się, czy było warto! Koniec autorefleksji – wracam do tego „ale”.

Ponad dwa miesiące temu, kiedy Mietek był w RPA, dostałem od niego telefon: „Jacek! Kto rządzi w kamieniołomie?” Odpowiadam zaskoczony: „Że co?!?”. Mietek rozwija wątek: „Eben blokuje nas z urabianiem i zachowuje się tak, jak byśmy za dobrze pracowali.” Zatkało mnie. Jak można mieć pretensje do tego, że ktoś dobrze pracuje?
Do dzisiaj nie rozumiem tego, do czego doszedłem. Zawsze kiedy jesteśmy w RPA, weekend jest czasem, kiedy możemy pozwolić sobie na rozwinięcie skrzydeł. Nikt nam nie przeszkadza, wdrażamy nasz plan, naszą wizję pracy. Możemy wiercić tak, jak chcemy, ciąć tak, jak potrzebujemy – ba! – przygotować kamieniołom do pracy w poniedziałek dosłownie jak tort do krojenia. Okazało się, że Eben po dwóch dniach nieobecności, wracając w poniedziałek do realiów pracy, zderzał się z czymś, czego nie rozumiał. Było za dużo zrobione. Nie mieściło mu się w głowie, że weekend można na takim poziomie przepracować.

Tu chyba schodzimy jednak do stereotypu Polaka za granicami naszego pięknego kraju. Są dwa. Pierwszy – najgorszy – imprezowy, a drugi to ten, co chce zarobić (czytaj: jak mam siedzieć w domu i patrzeć w telewizor, to wolę pojechać na kopalnię i nadzorować sprzęt i napędzać prace w weekendy na kopalni). Choć tak dzieje się już od dobrych 11 lat, Eben dalej ma z tym problem. Okazało się, że zaczął blokować decyzje Mietka. To poskutkowało moją interwencją, która – jak to bywa – musiała się odbić szerokim echem. Doszło do tego, że Mietek i Bartek (tak, nowy gracz w naszej grze – Bartek jest trzeci raz w RPA; od ponad 15 lat pracuje u mnie na liniach i postanowiłem go wciągnąć do tej układanki, w której się odnalazł i dobrze sobie radzi) zaczęli być wrogami publicznymi numer jeden do tego stopnia, że nawet im ręki nie podawali. Dlaczego? Bo podj...li „grzecznych i super” afrykańskich pracowników do szefa. To, że były i są podziały na czarnych, na Burów i na Polaków, to wiedzieliśmy od dawna. Ale żeby dalej zachowywać się jak dzieci w piaskownicy, które straciły zabawkę, to trochę słabe!

No cóż. Tyle już przeżyliśmy w RPA, że nic nas nie zdziwi. Czarę goryczy przelało wprowadzenie nowego rozwiązania wejścia w niższy poziom w nowo-starym miejscu przez tzw. bicie kanału. Metoda jest prosta, a przy tym wydajna. Zagłębiamy się pod kątem 45 stopni w nowy pokład na głębokość koło 4-5 metrów. Później wiercimy w poziomie na długość około 10 metrów i to wszystko odbywa się na szerokość około 5 metrów. Później strzelamy, wywozimy gruz i za chwilę zaczynamy urabiać czysty materiał.

Mietkowi wysłałem dwa przekroje i wyjaśniłem, w którym miejscu będziemy bić kanał. Mietek wydrukował te rysunki, zaniósł do biura i wtedy nastąpiło coś, co ciężko opisać. Burowie patrzyli na to, jak na czarną magię, na coś czego nie da się zrobić. Obracali kartki, zastanawiali się, gdzie jest reszta, a może czegoś brakuje. W końcu zaczęli szykować kątowniki, długie łaty, sznurki, nawet jakieś szablony. Mietek i Bartek zaczęli się śmiać i powiedzieli tylko: „Nie wtrącacie się. Zostawcie nas samych i przyjdźcie po weekendzie. Zobaczycie, co się stanie.”

I tak zrobili. Weszli w pokład i pokazali, że można to zrobić – bez problemu zastosować metodę z Polski, by przez wybicie kanału obniżyć się i wejść poziom niżej bez potrzeby odkopywania ogromnych ilości materiału i tracenia czasu. Że można bez problemu bić kanał zaraz obok czystego materiału i po odwróceniu się o 90 stopni zacząć go urabiać. Cała ta praca musi potrwać, nie da się tego zrobić w przeciągu kilku dni. Nam zajęło to miesiąc czasu, ale dzisiaj to przynosi wymierne efekty. Pierwsze bloki już bierzemy. I tak naprawdę dopiero teraz nastąpi porządne otwarcie.

Wrócimy do Ebena. Jego podejście do naszej pracy było tak negatywne, że pokusił się o to, by nakłonić operatorów do pozorowania strachu przed zjazdem z rampy 45 stopni w dół. Miało to wpływ na dłuższy czas wywożenie gruzu z bitego kanału. To opóźniło nas w szybszym wejściu w czysty materiał. Zapytacie, jaki miał w tym cel? Ano prosty. Ponownie nie była to jego zasługa i jego wizja otwarcia nowego przodka. Miał w pewnym sensie pretensje do Mietka, Bartka i mnie, że w tym nie uczestniczył. Już się nauczyłem, że jeżeli chcesz, by w Afryce coś ruszyło do przodu, musisz poświęcić temu dużo czasu i nie możesz się cofnąć nawet o krok. Ciężka orka. Ale później moglibyście zobaczyli wyraz mojej twarzy, na której rysuje się szeroki uśmiech, bo wiem, że było warto.

Czy się przejmuję tym, co się stało i podejściem Burów do pracy? Na pewno. Choć może po prostu do tego przywykłem i nie zwracam już na to uwagi. I w momencie, który JA uznam za stosowny, wprowadzam kolejnych graczy do gry. Nie mogę krytykować w 100 procentach Ebena. Bo pytanie jest następujące: jak ja bym się zachował, będąc na jego miejscu, pracując dla kogoś, kto przyjeżdża z zagranicy i chce czasami spakować miesiąc w dwa tygodnie? Czasami się po prostu nie da. To raz. A dwa: każdy z nas ma jakieś tam mniej lub bardziej prywatne życie, które się po prostu toczy. My wychodzimy z innego założenia. Bo czy to jest Mietek, Zenon, ja – czy nawet teraz Bartek – po prostu żyjemy tym kamieniołomem i chcemy, żeby było jak najlepiej w nim i po za nim. Jeżeli szef jest zadowolony, to i pracownik też będzie.

Tylko niestety z pracownikami z RPA nie zawsze tak to działa. TIA – this is Africa!

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.