
Tak, zbliżamy się bardzo szybko do piętnastu lat w Afryce. Czas mija w zawrotnym tempie, a razem z nim zmienia się wszystko dookoła!
Zmieniali się menadżerowie, którzy przeszli przez naszą firmę. Oszuści i złodzieje jak Redge – choć miał też dobre cechy i umiejętność, którą Zenon nazywał „oko od Boga”, czyli niesamowitą łatwość do określania koloru i wad w surowym, świeżo wydobytym materiale. Dany – biały Bur, który nosił tak ciasne i krótkie spodenki, że… nic nie zostawało dla wyobraźni – nie zabawił u nas długo, bo chciał kręcić lolki.
Świetny menedżer Eben – strzał w dziesiątkę – który swoim bezpośrednim podejściem do Czarnych i łatwością poruszania się w Brits robił świetną robotę. Miał też swoje wady: niecierpliwość i frustrację, która zawsze wychodziła w momencie, kiedy wylecieliśmy z Afryki i byliśmy z powrotem w Polsce – nagle jakby czas się zatrzymał i wszystko się sypało. Taki był, my się zdążyliśmy do tego przyzwyczaić, więc po pewnym czasie mieliśmy już to wkalkulowane w jego bycie sobą. Później przyszło jego zachłyśnięcie się Franco – dużym graczem w RPA z branży granitowej – który go zwerbował do prowadzenia i zarządzania kopalni w okolicach Rustenburga. Na papierze bajka: super układ, super kasa, nic tylko pracować. Ale był jeden mały haczyk – miał to wszystko prowadzić i reprezentować swoim nazwiskiem.
Dopóki była kasa i bloki schodziły jak świeże bułeczki, a biznes się domykał, było super. Ale jak to bywa w momencie, gdy coś szybko rośnie i niekontrolowanie się rozwija, to ojców sukcesu będzie dużo, i on trafił najgorzej jak mógł. Ziemia była własnością wodza z plemienia Zulu, który jak tylko widział, że biznes idzie, zaczął żądać coraz większego „royalty”. Najprościej mówiąc po polsku: haraczu, który rósł nie względem wydobycia, tylko z miesiąca na miesiąc, do tego stopnia, że Eben tuż przed zamknięciem firmy musiał oddawać więcej „royalty” za ziemię niż wynosiły płace dla setki pracujących ludzi! Franco wiedział, co chciał osiągnąć i wiedział, jak urobić Ebena, żeby on zarobił, a wszystkie długi spadły niestety na Ebena. Tak szybko, jak od nas odszedł, tak szybko wrócił z prośbą o drugą szansę. Tylko ten czas bez niego dał nam dużo do myślenia i spowodował, że wypełniliśmy po nim lukę i wprowadziliśmy takie zmiany, że sami – nawet jako Polacy – staliśmy się tymi menadżerami.
Równolegle do tych wszystkich zdarzeń był Rudi. Był z nami od początku firmy i z nią się utożsamiał – czy były dobre, czy złe czasy! Był też dość mocno schorowany, problemy z nogami i kręgosłupem, w ostatnim roku przeszedł trzy operacje, które dawały nadzieję na to, że wróci do formy i da radę jeszcze popracować dla nas. Jednak po każdej operacji trafiał na OIOM. Niestety ostatnia operacja była ostatnią dla niego. Pracował dla nas ponad 14 lat i, jak zawsze w takich chwilach, człowiek robi podsumowanie całego okresu spędzonego wspólnie: był dobrym człowiekiem, który – mimo przeszkód – robił wszystko, by pomóc!
Mietek i Bartek byli na jego pogrzebie i – tak jak pisałem wcześniej – celebracja odejścia zmarłej osoby jest kompletnie inna niż u nas. W RPA wszyscy się cieszą z tego, że zmarły już jest w Niebie, gdzie nie odczuwa bólu, strachu czy słabości. Pogrzeb nie jest czymś smutnym, tylko radosnym sposobem pożegnania się z bliskim. Jak to Mietek i Bartek określili: jest coś w tym, że organizacja pogrzebu w sposób pozytywny i radosny jest lepszym rozwiązaniem niż ten polski lament i smutek!
Nie zawsze ten Czarny Ląd daje nam szkołę życia i próbuje ustawić do pionu. Są jednak rzeczy czy chwile, które dają do myślenia i wyciągnięcia czasami innych wniosków, niż to sugeruje rzeczywistość. Po takich chwilach człowiek rozumie, że ten biznes to nie tylko kamień-granit. To również ludzie, którzy są z nami przez chwilę. Czasami ta chwila trwa 14 lat. Trzeba doceniać wszystko i wszystkich, którzy tworzą nasz biznes. Czy to na czarnym, czy na białym lądzie!
TIA! – this is Africa!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie kilkanaście lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.
| « poprzednia | następna » |
|---|