
Umowy zawierane pomiędzy klientami a dostawcami czy wykonawcami mają zawsze jeden wspólny element. W każdej znajduje się zapis, że wszelkie spory pomiędzy stronami rozstrzygane będą przez właściwy sąd powszechny. Coraz częściej zapis ten uzupełniany jest o klauzulę mediacyjną. Strony postanawiają w niej, że przed skierowaniem sprawy na drogę sądową, podejmą próbę rozwiązania sporu poprzez mediację.
„Mediacja jest alternatywną dla sądu metodą rozwiązywania sporów – rozwiązywania, a nie rozstrzygania.
Z mediacji obie strony wychodzą „wygrane”, bo wspólnie wypracowały rozwiązanie, a nie dostały rozstrzygnięcie narzucone przez sąd.
Mediacja jest dobrowolna – strony mogą nie wyrazić zgody na mediację, jak również w każdej chwili mogą z niej zrezygnować.
Mediator nie narzuca rozwiązań, nie ocenia propozycji stron ani nie staje po żadnej ze stron – jest bezstronny i neutralny.
Mediacja jest poufna – mediator i strony są związane tajemnicą; mediator nie może być przesłuchany przez sąd co do faktów i okoliczności, o których dowiedział się w trakcie mediacji.
Mediacja nie ma terminów – można o nią wnioskować w każdej chwili i w każdej chwili ją zawiesić, przerwać, wznowić.”
Czy warto taką klauzulę zawrzeć w umowie? Oczywiście, że tak! Dlaczego? Bo dzięki temu można uniknąć długotrwałego, kosztownego procesu sądowego.
W ofertach dostawców kamienia oraz wykonawców bardzo często umieszczana jest informacja, że „kamień jest dziełem natury, posiadającym indywidualne właściwości ukształtowane przez rodzaj i wiązania minerałów wchodzących w jego skład”, a także, że „różnice w kolorze oraz strukturze materiału oraz możliwe przebarwienia są rzeczą naturalną”. Mimo tego do sądów często trafiają sprawy dotyczące „wad kamienia”. Sprawy te trwają zazwyczaj kilka lat i najczęściej kończą się rozstrzygnięciem, które nie zadowala żadnej ze stron.
W jednej ze spraw klientka żądała naprawienia usterek w montażu oraz wymiany jednej z płyt z powodu – jak twierdziła – wady dotyczącej koloru. Sąd uznał, że naprawa usterek winna nastąpić, natomiast nie uznał żądania wymiany płyty. Obie strony wyszły z sądu niezadowolone – klientka: bo nie otrzymała tego o co wnioskowała, wykonawca: bo sprawa ciągnęła się trzy lata i dodatkowo musiał ponieść koszty procesu oraz koszt biegłego.
Gdyby przed pójściem do sądu zdecydowali się na mediację, finał najprawdopodobniej byłby taki sam, czyli naprawa usterek bez wymiany płyty, jednak bez wizyt w sądzie, straty czasu i pieniędzy. Mogliby również wypracować inne rozwiązanie: obniżenie ceny, wykonanie dodatkowych prac, rabat na kolejne zlecenie itp. Możliwości jest bardzo dużo, ograniczone są jedynie wolą stron. Najistotniejsze jest jednak to, że nawet jeśli mediacja skończyłaby się ugodą o treści tożsamej z rozstrzygnięciem sądu, byłyby to ustalenia, na które obie strony się zgodziły i, w przeciwieństwie do finału sprawy sądowej, obie byłyby zadowolone.
W kolejnej sprawie klient żądał od wykonawcy zapłaty kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych w związku – z jego zdaniem – wadliwym wykonaniem schodów z kamienia naturalnego. Klient twierdził, że kamień – mimo zapewnień wykonawcy – nie miał właściwości antypoślizgowych, a schody zostały wykonane niezgodnie z przepisami. Po czterech latach sąd wydał wyrok i zasądził na rzecz klienta zapłatę. Wydaje się, że klient powinien być zadowolony z takiego rozstrzygnięcia. Czy na pewno?
Jak wspomniałam, od złożenia pozwu do wydania wyroku minęły cztery lata. W tym czasie, aby móc korzystać z lokalu, do którego prowadziły sporne schody, klient był zmuszony wymienić je na własny koszt. Musiał zatem poszukać innego wykonawcy i zapłacić kolejne kilkadziesiąt tysięcy z własnych środków, co wiązało się ze stratą czasu, a także dochodów w czasie, kiedy korzystanie ze schodów było niemożliwe. Być może w drodze mediacji udałoby się tę sprawę zakończyć wcześniej, co byłoby korzystne dla obu stron. Możemy przypuszczać, że strony uzgodniłyby wymianę, naprawę bądź zwrot kosztów. Natomiast na pewno nie poniosłyby kosztów procesu i opinii biegłego, a co najważniejsze, nie trwałoby to cztery lata.
Następna sprawa, która zakończyła się w sądzie, dotyczyła wykonania i montażu elementów kamiennych z piaskowca oraz renowację istniejących balustrad. Według klienta wykonawca nienależycie wywiązał się z zaciągniętego zobowiązania – przeprowadzone przez niego prace posiadały wiele usterek, a użyty kamień był wadliwy. Klient, w celu usunięcia usterek, był zmuszony zatrudnić podwykonawców, którym wypłacił wynagrodzenie w kwocie kilku tysięcy złotych. Sąd przyznał rację trochę jednej i trochę drugiej stronie – powód wygrał proces w 71%, a pozwany w 29%. Miało to odzwierciedlenie w rozstrzygnięciu dotyczącym kosztów procesu, które zostały rozdzielone według tej proporcji.
Czy którakolwiek ze stron była zadowolona z takiego zakończenia sprawy? Najprawdopodobniej nie, bo żadna z nich nie uzyskała tego, o co wnosiła. I tu, podobnie jak w pierwszym przykładzie, gdyby strony zdecydowały się na mediację, wypracowane rozwiązania byłyby zadowalające dla obu, nawet jeśli proporcje w uzgodnieniach były takie same jak w rozstrzygnięciu sądu.
Zatem zanim pójdziemy do sądu „po sprawiedliwość” warto rozważyć próbę rozwiązania sporu na drodze polubownej. Może ona przynieść więcej satysfakcji, niż orzeczenie sądowe, nawet jeśli będzie ono po naszej myśli. Bowiem nawet najgorsza ugoda jest lepsza niż najlepsze orzeczenie sądu.
mgr inż. Monika Hernik-Oko
prawnik, mediator, Członek Zarządu Stowarzyszenia #wartomediować
tel. 661 860 393
www.wartomediowac.pl
39 mediatorów w całej Polsce: www.wartomediowac.pl/znajdz-mediatora/
| « poprzednia | następna » |
|---|