
Media ogólnopolskie mają w swoim kalendarzu pewne stałe punkty. Przed Bożym Narodzeniem puszczają nieśmiertelnego Kevina, przed Wszystkimi Świętymi w programach informacyjnych mamy za to kilka słów o nagrobkach. W tym roku jedna wypowiedź zahaczająca o naszą branżę bardzo mnie zaciekawiła. Była to wypowiedź Prezesa Polskiej Izby Branży Pogrzebowej o szarej strefie (opublikowana również na stronie www.polskaizbabranzypogrzebowej.pl, dział „Aktualności”, 31.10.2019 r.). #lbkik
Generalnie mamy tu dwie części wypowiedzi: olbrzymia szara strefa oraz brak regulacji na tym rynku. Szara strefa branży pogrzebowej szacowana jest na 3,4 miliarda złotych rocznie, co przekłada się na stratę państwa na poziomie 1 mld zł w skali roku.
Możemy nałożyć pewną kalkę na naszą branżę – przykład z połowy października. Klientka zamówiła nagrobek w „firmie”. „Firma” ma pieczątkę, papier firmowy, wzór umowy. Na różnych portalach internetowych widnieje z ofertami sprzedaży, montażu, szerokiego wachlarza usług. Co więcej: posiada stronę www wskazującą na zajmowanie się takimi, a nie innymi usługami.
„Firma” wykonuje nagrobek, który budzi pewne obiekcje klientki. Telefon przestaje odpowiadać, korespondencja wysyłana na adres podany na pieczątce nie dochodzi. Klientka zaczyna przyglądać się firmie dokładniej i wchodzi na stronę CEIDG, by sprawdzić firmę w bazie przedsiębiorców. Okazuje się, że firma zaprzestała działalności i została kilka lat temu wykreślona z bazy.
Mamy tu skrajny przypadek szarej strefy. Organy kontrolne same z siebie nie znajdą takich kwiatków. „Firma” działa w najlepsze. Klientka jednak w tej sytuacji zyskuje mocny argument przetargowy i może taką „firmę” łatwo „postawić pod ścianą”.
Zobaczmy, jak to wygląda w kontekście konkurencji cenowej z firmą prowadzoną zgodnie z prawem. Zwykła firma musi odprowadzić podatki (VAT, dochodowy, ZUS, podatek od nieruchomości wyższy niż w przypadku celów mieszkalnych lub gospodarczych itd.). Musi okiełznać kosztowne sprawy związane z kadrami, BHP, prowadzeniem księgowości… Każdy z nas wie, że do finalnej wartości nagrobka to wszystko zawsze musi zostać doliczone.
Szacunkowo stanowi to około 20% proponowanej klientowi kwoty. Ktoś pozostający całkowicie w szarej strefie tych kosztów nie ponosi i stanowi nieuczciwą konkurencję dla pozostałych uczestników tego segmentu rynku.
Kolejną poruszoną sprawą jest regulacja prawna rynku. Często słyszymy o przypadkach przewrócenia się płyty napisowej i zapadających się nagrobkach. Sytuacje takie stwarzają zagrożenie dla osób znajdujących się w pobliżu takiego zdarzenia. Upadek płyty to nie tylko czysto materialne zniszczenie, bardzo często dochodzi do obrażeń ciała przypadkowych osób. Obalenie płyty o masie kilkudziesięciu – kilkuset kilogramów na przechodnia kończy się kalectwem, czasem nawet śmiercią.
Wielu tych zdarzeń można by uniknąć, gdyby montaż został wykonany fachowo i rzetelnie. Ale jak to zweryfikować? Pewnym zabezpieczeniem byłoby wprowadzenie na cmentarzach przepisów o konieczności posiadania przez montażystów potwierdzenia kwalifikacji w zawodzie kamieniarz. Takie przepisy obowiązują już na niektórych cmentarzach w kraju. Dobrze by było, gdyby stały się obowiązujące na wszystkich nekropoliach.
Dlaczego tak jest? Bo nie reagujemy!
Reagujcie. Tylko w ten sposób coś zmienimy. Zwracajcie uwagę nieuczciwym „przedsiębiorcom”. Lobbujcie za wprowadzaniem odpowiednich przepisów. Podzielcie się swoimi pomysłami na zmianę takiego stanu rzeczy z kolegami po fachu. Czekamy na Wasze listy:
biuro@kurierkamieniarski.pl.
| « poprzednia | następna » |
|---|