Rozmowa przy kawie z Edmundem Dulembą

Kategoria: Z branży   |   Autor: Paweł Szambelan   |   Data: wtorek, 23 lipca 2024 06:52

kk130_18_2.jpg

Jak chcesz mieć firmę, to trzeba pracować. Nie odpuszczać, cierpliwie, codziennie, od rana do wieczora. Jeśli ktoś myśli, że to się będzie robić samo, to jest w błędzie. Jak zaczniesz to traktować lekko, lekceważyć, to bardzo szybko się okaże, że puszczą cię z torbami.

Początek lat 90-tych to czasy, kiedy nic nie dało się kupić. Pracowałem na kopalni, na dole. Wykańczałem dom i potrzebowałem płytek do łazienki, wymyśliłem sobie, że zrobię płytki z łomu kamiennego. Miałem takie dwa taborety z metalowymi ramkami. Na tych taboretach układałem kawałki kamienia i zalewałem cementem. I tak dzień po dniu, po dwie sztuki, zrobiłem płytki do łazienki. Zostało ich trochę więcej, miały być ułożone na balkonie. A jak to w pracy bywa, siedzi się z kolegami i rozmawia. Przyszedł kolega obejrzeć i stwierdził, że on to kupi. Sprzedałem je. I od razu kupiłem materiał na kolejne płytki. To była ta iskra, która zaczęła moją przygodę z kamieniarstwem.

 Kupowałem odpady z Białej Marianny i produkowałem dalej płytki. Kiedyś, szukając materiału na produkcję kolejnych płytek trafiłem tu, gdzie obecnie stoi nasza firma. Był tu taki mały warsztacik, w którym pracował stary kamieniarz. Bardzo fajny gość. Tylko jak dostał ode mnie pieniądze za materiał, to na jakiś czas znikał... Więc po którymś razie ja mu mówię: „To może ja to od pana kupię”. A on na to: „To jest na sprzedaż.” „Ale ja się na tym nie znam.” „Ja pana nauczę.” Nie miałem pieniędzy, nie miałem pewności, czy się do tego nadaję, więc ustaliliśmy, że to będzie taka forma dzierżawy: ja ponoszę koszty, oddłużam warsztat, on mnie uczy i pokazuje, jak się pracuje w kamieniu – a ze sprzedanych płytek będzie dostawał część zysków. I tak powoli spłacałem budynek, teren, prymitywne maszyny. To miejsce wyglądało, jak na tym zdjęciu z 1994 roku, które widzi pan na ścianie: mała szopka 4 x 5 m, a dookoła same pola. To jest nie do uwierzenia na dzisiejsze czasy.

Jak się narobiło trochę płytek, to wiozłem je do zaprzyjaźnionego zakładu pod Jastrzębie do wypolerowania. Żeby było ciekawie, jeździłem wtedy „maluchem”. Więc wyciągało się siedzenie, wkładało 3 metry płytek i jechało z nimi do szlifierza. Zawoziłem mu te płytki, on mi je wypolerował, zostawiał sobie meter – bo płaciło się materiałem – i przywoziłem 2 m gotowych do sprzedania płytek. I tak codziennie.
Nie było czegoś takiego jak kątówka, żeby krawędzie polerować. Żeby wypolerować czoła, przynosiłem zużyte kamienie szlifierskie, moczyłem je w wodzie i polerowałem krawędzie coraz to mniejszą gradacją. Ręcznie.

Czemu nie nagrobki? Od początku robiliśmy tylko budowlankę. To było dość nietypowe, ponieważ w tamtych czasach wszyscy robili nagrobki. Nagrobki nigdy mi nie pasowały – były proste, banalne i wszystkie prawie że jednakowe. Za to choćby schody, nawet najzwyklejsze, są niepowtarzalne, gdy są wykonane z kamienia. Na początku trudno było się przebić, bo nie było możliwości – takich jak dziś – zareklamowania się. Ale jak już coś wyprodukowałeś, to sprzedawało się wszystko. A klienci polecali nas swoim znajomym i przyprowadzali kolejnych klientów.

Kiedy zaczynałem, to była epoka targów, gdzie zdobywało się pierwsze informacje, rozszerzało horyzonty, nawiązywało kontakty. Oczywiście zaczynaliśmy od wyjazdów do Wałbrzycha. Tam otwierały się ścieżki do polskich kamieni – Biała Marianna, szare i złote Sławniowice, marmury kieleckie. Tam też zdobywało się pierwsze kontakty zagraniczne. Nie było możliwości takich jak teraz, trzeba było samemu do wszystkiego dojść, wszystko znaleźć. Później był wyjazd do Werony na targi. To było chyba w 1997 roku. I to było jak zderzenie światów: inne możliwości materiałowe, inne możliwości maszynowe. Oczy wychodziły z orbit, bo człowiek nie miał pojęcia, że coś takiego w ogóle jest. Takie kamienie, takie maszyny.

Od początku stawiałem na dobre warunki pracy. W tej naszej pierwszej szopce za ogrzewanie robił piec zrobiony z rury stalowej 70 cm. Na nim stało wiadro z wodą. I jak za bardzo ręce zmarzły, to wkładało się je do tej ciepłej wody. Takie były czasy. Jak stałeś na obcinarce koło pieca, to było ciepło, ale trochę dalej już ręce marzły. Szybko zapadła decyzja, że trzeba budować porządną halę i wstawić porządną maszynę. Pierwsza była piła mostowa Promasz. Jak pojawiły się maszyna promaszowska, to już można było własne elementy ciąć. Później zatrudniłem ludzi, pomagali mi też w pracy synowie, którzy od dziecka spędzali czas w warsztacie. Wolne chwile w warsztacie, wakacje w warsztacie. Wtedy nie było zmiłuj się i spania do późna. Chciał się bawić i wracał do domu o 2:00 nad ranem – jego sprawa, byle o 7:00 był w robocie. Potem to już szło coraz szybciej. W 2006 roku rozpoczęliśmy budowę kolejnej hali. Pojawiła się więc konieczność zakupu kolejnych maszyn. A potem zaczęły się dotacje i był to bardzo istotny krok w rozwoju firmy. Kolejne hale, kolejne maszyny i… I ja się zestarzałem. [śmiech]

Teraz to ja już w zasadzie nie zajmuję się firmą. Mamy funkcje podzielone: starszy syn, Jarosław, zajmuje się projektowaniem i sprzedażą, Tomek jest głównie od zaopatrzenia i utrzymania ruchu na zakładzie, a ja… Ja tu tylko mam swój gabinet. [śmiech] Choć synowie twierdzą, że kiedy jestem w firmie, to pracownicy od razu inaczej chodzą.

Obecnie w firmie pracuje ponad 50 osób. Mamy też kilka zewnętrznych, niezależnych firm montażowych. My im dostarczamy gotowe elementy, projekt montażowy, robimy całą oprawę logistyczną, a oni jadą pod wskazany adres i montują. Często są to nasi ludzie, którzy u nas nauczyli się roboty, a potem poszli na swoje. To są bardzo sprawne firmy. Mają płacone od wykonanego montażu, więc to wygodny układ dla obu stron – robią szybko i bez usterek, a my możemy ręczyć za ich jakość. To też wygodne dla klienta. W firmie Marmur Dulemba klient kupuje produkt wraz z montażem i nie musi się martwić kto i kiedy mu to zamontuje, a także kto będzie gwarantem jakości.

Oczywiście do rozwoju firmy potrzebni są klienci. W dużej mierze z polecenia: usłyszał od kogoś, na stronie sobie pooglądał i przyjechał. Czasami klient przyprowadza architekta bądź projektanta, który wcześniej nie proponował kamieni naturalnych, bo ich nie znał, czy wręcz się bał. Staramy się wtedy edukować, pokazywać piękno tych naturalnych materiałów i często jest to początek dobrej współpracy. Jeśli klient przychodzi sam i potrzebuje podpowiedzi, to obsługujemy go kompleksowo począwszy od projektu. Co do jakości wykonania i montażu jesteśmy siebie pewni, więc to tylko kwestia zrozumienia potrzeb klienta i sprostania jego wymaganiom.

Jeśli myślisz o dużej firmie, to nie wystarczą tylko indywidualni nabywcy. Przez lata tworzyliśmy sieć odbiorców i ta sieć się zagęszcza. Współpracujemy z wiodącymi na rynku firmami meblarskimi, budowlanymi, kominkowymi, ale też z architektami czy projektantami wnętrz.
Kolejny temat, którego chętnie się podejmujemy, to kościoły. Robimy zarówno nowe inwestycje, jak i remonty oraz renowacje. Czasem kompleksowo, czyli cały kościół, a czasami to tylko pojedyncze elementy jak ołtarz lub ambona. Zdarza się tak, że z niektórymi księżmi zrobiliśmy już dwa albo trzy kościoły. Jak już nas znają, to chętnie korzystają z naszych usług po przeniesieniu na nową parafię.

Przy okazji taka ciekawostka. Kiedyś przeczytałem, że jakaś ekipa budowlana remontując wieżę kościelną znalazła taką metalową tubę, w której był list sprzed ponad stu lat z opisem poprzedniego remontu. Pomysł nam się spodobał i od tamtej pory takie „kapsuły czasu” zostawiamy w każdym kościele. List zawiera datę wykonania, informację z czyjej inicjatywy był remont, kto brał udział w pracach, jaki kamień został wykorzystany. I wszyscy, łącznie z pracownikami, mamy dużą frajdę ze składania podpisów na takim dokumencie zostawionym dla potomnych.

Jeszcze o porządku i warunkach pracy. Na zakładzie miało być czysto, tak żeby nie trzeba było zakładać gumowców, kiedy się wysiada z samochodu. Widziałem to w zachodnich firmach i tak chciałem mieć u siebie, dlatego obecnie cały teren zakładu jest wybrukowany lub wyłożony płytami. Przed budową pierwszej hali kupiłem okazyjnie okna z demontażu ze stacji benzynowej. Wszyscy się wtedy pukali w głowę, że to jest nie dobry pomysł, bo będzie zimno. Wtedy się budowało niskie hale z małymi oknami, żeby łatwiej było ogrzać. Moja hala była jasna i wysoka, a przez duże okna wpadało tyle słońca, że była też ciepła. A skoro miało być czysto, to pojechałem pod Opoczno i tam poskupywałem z różnych firm płytki ceramiczne i wykafelkowałem ściany. Końcówki serii, niedoróbki, II gatunek – straszna mieszanka widoczna do dziś w tej hali, ale nic innego wtedy nie było dostępne, zwłaszcza za małe pieniądze. Ale cel został osiągnięty – wygląda to estetycznie, poza tym wykafelkowane ściany nie chłoną wody, której w naszej branży na produkcji nie brakuje.

Porządek na magazynach to kolejny temat, na który zwracam uwagę. I to nie tylko w sprawie nowego towaru. W tej chwili mamy około 35 tysięcy metrów kwadratowych kamienia w slabach gotowych do sprzedaży, więc sam widzisz, jak ważny jest porządek. Ale mówię też o resztkach i końcówkach po produkcji. W wielu firmach stanowią one problem, odpad, z którym nie wiadomo co zrobić. My mamy to wszystko w miarę poukładane dzięki dwóm pracownikom, którzy zajmują się tylko tym – wnoszą, wynoszą, układają na stojakach. Owszem, to są koszty, ale ten porządek przynosi zysk – jeśli te kawałki po produkcji byle gdzie położysz, to już przepadło, nie zostaną wykorzystane. Ale jeśli wiesz, gdzie co stoi, to zawsze jest szansa, że da się z tego jeszcze coś zrobić. Jeżeli materiał jest już zapłacony przy okazji wcześniejszego zlecenia, to jeśli go sprzedam – nawet za niewielkie pieniądze – to będzie czysty zysk. Podobnie jest, kiedy przyjedzie kamieniarz, który nie potrzebuje całej płyty, a wyłącznie mały element pod drobne zamówienie. Tylko trzeba było tego pilnować od początku i nauczyć pracowników. W końcu wszyscy się przyzwyczaili i teraz dobrze to funkcjonuje.

Z domu wyniosłem uczciwość. Dlatego zdarza się, że odmawiamy prac, które są wątpliwe. Pamiętam, jak lata temu przyjechał ksiądz i chciał zamówić parapety do kościoła. Wtedy były modne konglomeraty i właśnie z tego chciał je zamówić. Z dalszej rozmowy wynikało, że to będzie zamontowane w starym kościele i nie chciał się dać przekonać na nic innego: jemu się to podoba i cena jest dobra. Odpowiedziałem: „To idźcie do konkurencji, bo ja wam ich nie zrobię. Czemu? Bo ja się za to wstydzić nie będę. Ktoś kiedyś zobaczy konglomerat w starym kościele i zapyta kto to zrobił, a wy powiecie, że Dulemba. Nie chcę.” Ksiądz się obraził i poszedł. Ale za jakiś czas wrócił i powiedział, że on jednak zamówi te parapety z marmuru. Zrozumiał moją intencję i dał się przekonać.

Nie musimy konkurować ceną. Nasza marka jest już rozpoznawalna – to po pierwsze. Po drugie: stawiamy na jakość i różnorodność materiałów. Na magazynach mamy kilkaset rodzajów kamieni z całego świata, w ostatnim czasie prowadzimy intensywny import materiałów – w tym przepięknych kwarcytów z Brazylii. Po trzecie, jeśli coś się wydarzy z naszej winy, to bez szemrania przyjmujemy reklamację, co u naszych stałych klientów jest gwarancją jakości.

kk130_19_3.png

 Od lewej: Jarosław Dulemba, Tomasz Dulemba

 

 

 

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.