Chronić swoje wzory - rozmowa z Jerzym Rojkiem z firmy Rodlew QMD

Kategoria: Z branży   |   Autor: Dariusz Wawrzynkiewicz   |   Data: poniedziałek, 06 marca 2017 10:20

roje.jpg

Dariusz Wawrzynkiewicz: Ostatnio głośno w naszej branży o kopiowaniu wzorów, szczególnie po kilku sprawach sądowych. Wiem, że ma Pan w tym zakresie sporo doświadczenia.

Jerzy Rojek: Już od dawna wydawało nam się, że sytuacje, kiedy przychodzi klient i przynosi jakiś wzór w postaci zdjęcia, mówiąc, że chciały taki sam, nie są w porządku. Takie przypadki zwykle nie wynikały i nie wynikają z chęci podrabiania wzorów z premedytacją. To prosty mechanizm w myślach klienta: „taki wzór mi się podoba – jestem u producenta, który przecież bez problemów coś takiego zrobi”. Niestety, to brak świadomości, że każdy wzór to czyjaś praca, której nie powinno się wykorzystywać.

My wiemy, ile pracy wymaga stworzenie nowego wzoru i wprowadzenie go na rynek.
Proceder kopiowania trwa od wielu lat, a wielokrotność takich sytuacji, świadczy o tym, że przynoszenie zdjęć i namawianie do skopiowania jakiegoś wzoru, to nie pojedyncze przypadki, a działania na porządku dziennym. Najgorsze, że w rozmowach z klientami zauważaliśmy, że dla większości zagadnienie przestrzegania zasady nie kopiowania wzorów w ogóle nie istnieje.

Nasza firma nigdy nie kopiowała. W ostateczności, gdy klient bardzo naciskał, prosiliśmy by narysował nam swój projekt oczekiwanego produktu i napisał, że to jego projekt. To jednak dalej nie do końca jest w porządku, tyle, że przenosi odpowiedzialność na zamawiającego.

DW: Wy nie kopiujecie, ale z tego, co wiem was kopiują. Czy to było bezpośrednią przyczyną, że zaczęliście chronić własne projekty?

JR: Kiedy wypłynęło kilka kolejnych spraw skopiowania naszych wzorów, doszliśmy do wniosku, że czas chronić własną pracę? Skontaktowaliśmy się z Rzecznikiem Patentowym i on naświetlił nam na kilku kolejnych spotkaniach sprawę ochrony wzorów – w naszym przypadku przemysłowych.
To było z dziesięć lat temu i o zagadnieniu prawie nikt nie wiedział. Nie wszystko, czego się dowiedzieliśmy spodobało się nam, ale chcąc sprzedawać nasze produkty nie tylko na polskim rynku, musieliśmy przyjąć panujące w Unii Europejskiej zasady. A tu ochrona wzorów to standard. Zresztą będąc członkiem Unii podlegamy tym samym uregulowaniom. Dlatego zaczęliśmy zastrzegać nasze wzory.

DW: Czy to prawda, że ochrona wzoru jest kosztowna i wymaga wielu zabiegów?

JR: Faktycznie, trzeba ponosić opłaty. Dość dokładnie było to opisane w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego. Ale artykuł ten wykazywał też dlaczego warto te koszty ponosić.
Co do trybu postępowania, to tylko początkowo wydaje się on skomplikowany. Jak się raz przez to przejdzie, to kolejne zgłoszenia są już łatwiejsze – są na to procedury.
Podstawowa zasada to „najpierw zastrzeż, potem pokazuj”. Dotyczy to dowolnego publicznego ujawniania projektu – na targach, w prasie, w internecie itd. Jesienią chcieliśmy pokazać trochę nowości na targach w Poznaniu, dlatego wcześniej zastrzegliśmy czterdzieści wzorów. To nie jest jeszcze pełne zabezpieczenie, bowiem procedury się nie zakończyły, ale samo zgłoszenie już chroni. Gdyby teraz ktoś próbował wprowadzić na rynek wzory podobne do naszych, pokazanych na targach, miałby kłopoty.

DW: Z jakimi najbardziej rażącymi nad-użyciami mieliście do czynienia?

JR: Wieloletnie istnienie na rynku budowało zaufanie do nas i naszych produktów. Ponieśliśmy przy tym spore nakłady na marketing: udziały w targach, reklamy prasowe, wizyty u klientów, prace projektowe, testowe itd. Jeśli ktoś podrabia nasze produkty, to w gruncie rzeczy kradnie właśnie te nakłady. A to jest karalne.
Zdarzają się przypadki naprawdę skrajne. Ktoś, na podstawie naszego katalogu, zrobił kopie produktów – marne, należy dodać – i jeździł po zakładach kamieniarskich z naszym katalogiem i swoimi podróbkami. W zakładzie kamieniarskim zwykle nikt nie ma czasu na dociekania czy to prawdziwy produkt, czy podróbka oraz czy ten, co przyjechał reprezentuje Rodlew QMD. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zwykle taki sprzedający obwoźnie „zapomina” o wystawieniu faktury i naliczeniu VAT. My zawsze wystawiamy faktury i odprowadzamy podatek VAT, zatem oferowana „z samochodu” podróbka zwykle jest tańsza.
Uczulam naszych klientów, żeby zwracali uwagę na to, co kupują. Podróbki są zwykle gorszej ja-kości i nie mają żadnej gwarancji. Przecież i tak koszt zakupionych elementów ponosi klient końcowy. Czy warto zatem montować elementy niewiadomego pochodzenia i narażać się na złą opinię, kiedy zamontowane produkty po roku zaczną rdzewieć?

DW: Jak wyszukujecie podróbki na rynku?

JR: Obecnie nasi handlowcy poruszają się po Polsce dwoma samochodami, ale nie sprzedają towaru z samochodu. Odwiedzają klientów, zbierają zamówienia i dużo rozmawiają. Często właśnie podczas tych rozmów można ustalić, że w jakimś rejonie pojawiła się podrabiana produkcja. Poza tym handlowcy odwiedzają cmentarze i oglądają nagrobki. Łatwo zauważyć skopiowane produkty. Jeśli w danym rejonie znajdziemy choć jeden przypadek, to zwykle w okolicy jest ich więcej. Robimy wtedy dokumentację zdjęciową.

DW: I co dalej?

JR: To proste. Działamy legalnie, płacimy podatki, opłacamy zastrzeganie wzorów, więc logiczne jest, że powinniśmy być chronieni przez państwo. Rozwiązanie jest oczywiste: doniesienie o popełnieniu przestępstwa. Przekazujemy naszą dokumentację organom ścigania.
Krzyże zamontowane na pomnikach nie znikną, pomniki też nie. To nie kradzież kieszonkowa – tu dowody są trwałe. Dość łatwo można ustalić, kto wyprodukował, kto sprzedał i kto montował.
W swoich działaniach jesteśmy zdeterminowani. Dzięki temu doprowadzamy sprawy do końca i kopiujący płacą odszkodowania. Przede wszystkim jednak szanujemy kamieniarzy, zwłaszcza tych, którzy już są naszymi klientami. Kiedy natrafimy na podróbki naszych produktów na ich wyrobach, to najpierw ostrzegamy. Zauważyliśmy, że kamieniarze nie robią tego dla pieniędzy. Najczęściej czynią to z nieświadomości.

DW: Sprawa jest poważna, a mimo to z zagadnieniem ochrony wzorów nie spotykamy się zbyt często. Dlaczego?

JR: Pewnie dlatego, że w Polsce sądy działają tak, jak działają i trudno zdecydować się na drogę sądową. Ludzie się jednak edukują i coraz częściej zaczynają dochodzić swoich praw. Tym bardziej, że odszkodowania mogą być wysokie. Niestety, w dochodzeniu roszczeń potrzeba jest dużo samozaparcia i determinacji. Ale trzeba to robić, aby rynek stał się cywilizowany.

DW: Jak wygląda droga prawna w takich sytuacjach i jakie są konsekwencje dla kopiującego?

JR: Sprawa ma zwykle dwa etapy. W pierwszym sąd wydaje wyrok – zwykle w zawieszeniu – i przyznaje odszkodowanie sądowe. Potem poszkodowany może odwoływać się na drodze cywilnej i zwiększyć kwotę odszkodowania.
Wyrok, nawet w zawieszeniu, pociąga za sobą konkretne konsekwencje. W dokumentach delikwenta pozostaje informacja o karalność i prac, w których oczekiwana jest niekaralność, dana osoba już wykonywać nie będzie mogła. Na przykład może zapomnieć o robotach objętych zamówieniami publicznymi, bo tam niekaralność jest wymagana.

DW: Wiele osób nie postrzega kopiowania, jako coś złego i pewnie, dlatego wciąż mamy do czynienia z takimi przypadkami. Jak przekonać innych do poszanowania własności wzorów?

JR: Zagadnienie ochrony wzorów i kopiowania ma dwa aspekty. Pierwszy to sprawa kultury cywilizacyjnej i rozumienia, czym jest czyjaś praca twórcza. Niech właściciel zakładu kamieniarskiego wyobrazi sobie, że dla kogoś z rodziny zaprojektował unikatowy nagrobek. Co by powiedział, gdyby w ciągu roku w okolicy powstały cztery identyczne? Tworzenie nowych wzorów to motor postępu, podobnie jak projektowanie nowych technologii. Kopiowanie to ograniczanie tego rozwoju.
Drugi aspekt to ryzyko odpowiedzialności za łamanie prawa. Oczywiście może być tak, że ktoś tylko zwróci uwagę albo wystosuje ostrzeżenie do kopiującego. Ale może być i tak, że od razu skieruje się na drogę sądową korzystając ze wszystkich dostępnych środków prawnych. A to może być bardzo dotkliwe.
Jest też inny aspekt – zakłady kamieniarskie stają się coraz nowocześniejsze, budują swój prestiż i dbają o wysoką jakość produktów i obsługi. Czy warto ryzykować wypracowaną pozycję wykorzystywaniem podrobionych elementów, które zwykle mają gorszą jakość? Co z tego, że sprzedamy piękny nagrobek z czarnego szweda, jeśli po roku okaże się, że spływa rdzą? Jaką reklamą będzie nasza wizytówka umieszczona na takim pomniku?

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.