
Kontynuując wątek zaczęty w poprzednim numerze Kuriera Kamieniarskiego w artykule pt. „Hommage” chciałbym podzielić się historią jeszcze jednej mojej pracy. I ponownie zwrócić uwagę na fakt, że za każdym nagrobkiem chowają się jakieś emocje, które towarzyszą żyjącym.
O Joasi można by napisać książkę. Barwna postać. Efektowna, błyskotliwa, spontaniczna. Skora do pomocy bliźniemu. Oddana rodzinie i znajomym. Dziecko szczęścia z dobrą pracą, wspaniałym mężem. Chora na raka umiera po niespełna dwu latach od wykrycia choroby. Zostawia mieszkanie w apartamentowcu, samochody, rodzinę, kota Stanisława i zgliszcza w sercach bliskich, którzy ją kochali. Serca jej rodziców przestały bić na moment, bo nie tak wyobrażali sobie porządek tego świata: to nie rodzice mają chować swoje dzieci – to dzieci powinny chować swoich rodziców.
Schorowani, sami o krok od wejścia w zaświaty, niepogodzeni z losem, jaki ich spotkał. Joasia długo odchodziła od nich – nie mogli uwierzyć, że stało się to naprawdę.
Postanowili zamówić jej rzeźbę w brązie i projekt nagrobka, który będzie z nią współgrał. Postawili przy tym warunek, że rzeźba ma być prawdziwa. W każdym calu, w najdrobniejszym detalu.
Ale jak osiągnąć efekt realizmu? Z pomocą przyszła modelka o takich samych wymiarach ubrana w jej buty, spódnicę, bluzkę i perukę... Sesji zdjęciowych było kilka, aby wydobyć esencję Joasi – jej gest, ruch ciała, witalność... Dopiero na takich podwalinach można było zacząć budowanie modelu w glinie. Po zaakceptowaniu modelu przez rodziców Joasi można było myśleć o odlewie w gipsie, odlewie w brązie i na koniec montażu na cmentarzu.
Joasia odeszła w 2006 r. Rzeźba powstawała i stanęła w 2007 r. Dzięki temu bardzo schorowany ojciec, codziennie odwiedzając grób swojego dziecka, przeżył jeszcze 11 lat. A jej matkę widuję na cmentarzu do dzisiaj...

A gdzie pointa? Ktoś może zapyta... Tedy odpowiem: Spiritus flat ubi vult – Duch chadza kędy chce.
Ps. W traumatycznych chwilach człowiek traci sens życia, powód do wstania rano, wolę walki. I jest niewiele rzeczy, które mogą ten stan zmienić. Bardzo mocną motywacją często staje się potrzeba zrobienia lub dokończenia czegoś ważnego. Tym czymś może być nagrobek. Projekt, uzgodnienia, doglądanie prac, udział w tworzeniu, zbieranie materiałów i faktów pomocnych do przygotowania modelu, odwiedzanie finalnego dzieła, by nacie-szyć się jego powstaniem – to wszystko potrafi dodać sił nawet komuś, kogo dni, z medycznego punktu widzenia, są policzone. Swoją wypowiedź zakończę tezą, którą chciałbym zaprosić Was do dyskusji: robienie nagrobków przedłuża życie?

#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz
| « poprzednia | następna » |
|---|