
Świąteczne przygotowania pochłonęły w ostatnich dniach sporo naszego czasu i energii. Podstawowym z nich są zakupy, w większości oczywiście spożywcze. I każdy chyba przyzna, że dokonuje się ich ze sporym nadmiarem. Bo chciałoby się i to i tamto – no i trzeba więcej, bo w drugi dzień Świąt przyjdą znajomi. Nikt nie bierze pod uwagę, że kiedy znajomi przyjdą, to będą już po dwóch dniach świętowania i namawianie ich na kolejną galaretę będzie bezskuteczne.
Wiemy to, ale i tak kupujemy.
Kiedy podczas ostatnich targów patrzyłem na ludzi szturmujących chińskie stoiska z narzędziami, to miałem wrażenie, że opanował ich już świąteczny amok. Walizki wypełnione rzepami i piłami. Siatki pękające od segmentów. A obrazek szczęśliwca niosącego do samochodu 8 kątówek na długo zostanie mi w pamięci.
Zastanawiam się, jak duży jest zysk czy oszczędność na takich zakupach. Jakiś pewnie jest. Ale uwzględniając nieznaną jakość chyba mniejszy, niż się wydaje. Kupujący szlifierki – w liczbie ośmiu sztuk – chyba tak to skalkulował: jedna szlifierka na miesiąc, czyli osiem powinno wystarczyć na cały sezon. Od znajomego usłyszałem, że takie szlifierki mają gwarancję „do-stu-dni” – jak się zepsuje, to „do studni”.
Dokonując zakupów u tradycyjnych dostawców ci sami ludzie niechętnie biorą coś na zapas. I trudno ich przekonać do większych zakupów. Dlatego nie wiem, czy wielkość zakupów na chińskich stoiskach to utrwalona z dawnych czasów tradycja kupowania chińskich narzędzi na targach, czy już przedświąteczny amok.
Drugim rodzajem zakupów przedświątecznych są prezenty. To przyjemne, gdy obdarowana rodzina lub znajomi okazują radość. Niestety brak czasu i brak rozeznania, co obdarowywanym by się podobało, powoduje, że prezenty są często nietrafione.
W zakładzie też czasem chcemy zrobić pracownikom frajdę. Zwłaszcza na Święta. Ale czy to z racji przedświątecznego zamieszania, czy z innych powodów, też często nie trafiamy.
Słyszałem o kilku fatalnych pomysłach. W jednej z firm szef chciał rzeczowym prezentem docenić jednego z pracowników. Dowiedział się, że tamten pasjonuje się fotografią – no to kupił mu aparat. Budżet był ograniczony, więc starczyło na coś w rodzaju aparatu dla pięciolatka. Pasja pracownika była poważna, więc dysponował on sprzętem z kategorii bliższej mercedesa niż roweru. Uśmiechnął się więc – bo nic innego mu nie zostało – i tylko pomyślał, że za te pieniądze miałby świetny nowy pasek do swojej lustrzanki.
W innym zakładzie szef, w ramach prezentu, pracownikowi pracującemu przy łupiarce, ufundował karnet na siłownię, a księgowej fantastyczne cyfrowe Sudoku.
Powyższe przypadki świadczą o tym, że niestety często nie znamy swoich pracowników. Nie wiemy nic o ich pasjach, marzeniach i potrze-bach. Dlaczego? Bo za mało czasu poświęcamy ludziom, którzy u nas pracują. Ktoś kiedyś powiedział, że firma to nie marka, nie budynki i maszyny – tylko ludzie. A pracownik, który wie, że szef się nim interesuje – nie tylko w kontekście efektywności i jakości pracy – czuje się dużo bardziej związany z firmą.
Dlatego życząc Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku, życzę również poznania swoich pracowników. Gwarantuję, że będziecie zaskoczeni jak wiele mogą oni dać firmie.
Poza tym o znajomych trzeba i warto dbać.
| « poprzednia | następna » |
|---|