Widzę te półuśmiechy pod noskiem, o kogo chodzi i jakie to miłe.
No to pudło. Kula w płot. Nie o ten zawód mi chodziło, bo to nie najstarszy zawód świata. Stary, fakt. Ale czy najstarszy? Czy Córy Koryntu pozostawiły po sobie jakieś historyczne artefakty? Czy Korynt był znany w paleolicie? Kto zrobi dobry użytek z wiedzy, jaką wyniósł ze szkoły i bez zająknięcia wskaże kogo mam na myśli?
Podpowiedź poszła, ale po minach widzę, że na odpowiedź nie mogę raczej liczyć... Najstarszy zawód... Zwoje mózgowe powoli zaczynają pracę – ociężałe myśli wzbiją się do lotu. Skoro nie córy, to kto, do jasnego zakrętu?!
Może kucharz, może architekt? Inżynier? Też nie... Powoli lista robi się pusta. Umysł popada w zwątpienie, dłonie nerwowo szukają papierosa, spiritus próbuje odejść na drugi krąg. Pusto. Brak pomysłów. Ale może jest jakaś odpowiednia sugestia w słowie paleolit? Kto wtedy był premierem?? Do licha! Nikt! Nikt nie znał Tadka, Donka, Matiego, nikt nie myślał o Skłodowskiej czy Milesie Davisie. To były puste słowa. O ile była wtedy mowa…
Zatem skąd pewność, że to wtedy narodził się ten najstarszy zawód świata? Pewności nie ma, ale najstarsze wykopaliska na to wskazują: to, co wykopano, nie mogło być ulotne, to musiało być mega trwałe; strasznie ważne i wszystkim potrzebne. Nie, nie był to wytwór kamieniarski. To nie był dom z kamienia, to nie był nagrobek, to nie była urna na prochy. To była rzeźba. Od niej wszystko się zaczęło.
Kto tego nie rozumie, może mu pomogą słowa kard. Stefana Wyszyńskiego:
Był las, nie było was – i nie będzie was, będzie las.
Las rzeźbiarzy!
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz
| « poprzednia | następna » |
|---|