Kilka dni temu w telewizji zobaczyłem film, a w zasadzie nawet dwa filmy, nakręcone w oparciu o książki, które były jednymi z moich ulubionych w uczniowskich czasach. Chodzi o książki René Goscinnego – francuskiego pisarza, z polskimi korzeniami – o przygodach Mikołajka. Jedna miała tytuł „Mikołajek”, a druga „Rekreacje Mikołajka”. Potem powstawały kolejne odcinki historii, ale wtedy byłem już na innym etapie rozwoju i czytałem zupełnie inną literaturę.
Otóż tytułowy Mikołajek to dziecko w wieku początkowych klas szkoły podstawowej, który opowiada przygody swoje i swoich przyjaciół (dziś, może z racji wieku, określam te przygody raczej mianem wybryków). Prezentuje przy tym specyficzny sposób rozumowania dziecka, które realizuje swoje zamierzenia i pomysły bez wiedzy i doświadczenia dorosłych ludzi.
Przypomnienie sposobu rozumowania Mikołajka natchnęło mnie do refleksji, że niby wszyscy doroślejemy, a jednak czasem zachowania niektórych z nas pasowałyby bardziej do tytułowego Mikołajka i jego młodych kolegów.
Przykłady?
Do klasy Mikołajka miał przyjść fotograf zrobić zdjęcie klasowe. Jednak Mikołajek i jego koledzy mieli tysiąc pomysłów, jak się ustawić, jaką minę zrobić, jaką pozę przyjąć itd. W końcu, kiedy nauczycielce udało się zapanować nad klasą, okazało się, że fotograf sobie poszedł. Znacie to z dorosłego życia? Bo ja tak.
Do zaprzyjaźnionego zakładu kamieniarskiego przywieziono podnośnik. I choć zakup był realizowany według konkretnego pomysłu, każdy z pracowników i zarządzających miał inny pomysł, gdzie ów podnośnik powinien zostać zamontowany. W rezultacie dyskusje trwały i trwały, aż montażysta, który miał go zainstalować, stwierdził, że po nocy pracować nie będzie i jak fotograf z mikołajkowych opowieści, poszedł sobie. W rezultacie na rachunku za montaż znalazły się: pozycja „nocleg” oraz znacznie dłuższy czas montażu.
Inna dziecięca historia opowiada o tym, jak Mikołajek, po wielu prośbach, dostał w końcu rower. Ojciec udzielił mu wielu rad, zwłaszcza tych dotyczących bezpieczeństwa. W końcu postanowił pokazać, jak się jeździ. Skutek był taki, że wjechał w kubły na śmieci i pogiął kierownicę.
A w kamieniarskim świecie? Po wielu „życiowych” decyzjach i długich przygotowaniach, właściciel firmy zakupił nowego widlaka. W firmie był oczywiście pracownik z uprawnieniami i doświadczeniem w pracy na widlaku. No ale, jak u Mikołajka, szef najpierw udzielił instruktażu, a potem sam postanowił sprawdzić nowy pojazd. Rezultat był dokładnie taki sam – tyle, że po spotkaniu z hałdą gruzu uszkodzone zostało koło widlaka.
Jeden z kolegów Mikołajka dostał piłkę. Zapadła decyzja o rozegraniu meczu. Ale całe popołudnie trwało ustalanie składów: kto w polu, kto na bramce, kto sędziuje. Kiedy chłopcy już wszystko ustalili, okazało się, że kolega zapomniał z domu piłki.
Przypomina to brygadę jadącą na montaż schodów w jednej ze znanych mi firm. Po przyjeździe na obiekt przez pół dnia dyskutowano o technologii montażu – po czym okazało się, że nie przywieziono ze sobą podstopnic. Cóż, zawiodło planowanie, ale to przed wyjazdem do pracy.
Podobnych historyjek z życia wziętych jest mnóstwo. Wszyscy popełniamy błędy. Tyle że to, co naturalne dla dzieci, rzadziej powinno dotyczyć działań dorosłych. Takie błędy prowadzą do strat i tych finansowych i wizerunkowych.
Na poziomie dzieci i podwórka często hierarchia nie jest ustalona, stąd w takim środowisku częste są problemy podobne do opisanych. Tym bardziej, że wiedza i doświadczenie są dopiero zdobywane. W firmach już od progu powinno być jasne, kto podejmuje decyzje i kto ma odpowiednie kwalifikacje.
Noworocznie życzę wszystkim takiej organizacji działalności, która pozwoli realizować wszystkie działania w sposób racjonalny i prowadzący do sukcesu. Bałagan i chaos pozostawmy Mikołajkom i ich kolegom.
| « poprzednia | następna » |
|---|