
Od lewej kolejno:
Władysław II Opolczyk praca Studia Rzeźby MaciejaJagodzińskiego – Jagenmeer fot. M. Matuszkiewicz
Władysław II Opolczyk dłuta Zbigniewa Mikielewicza
Władysław II Opolczyk zespołu autorskiego Lyubomira Grigorova
Michał Misiaszek zaskoczył mnie. Kędzierzyńsko-koźlarski Artysta podjął się nie lada wyzwania: konkurs na pomnik-rzeźbę Władysława Opolczyka. Nie wygrał. Jury zdecydowało, że będzie mieć wyróżnienie. Moim zdaniem wygrać powinien.
Dowody? Proszę bardzo.
Rzeźba zwycięzcy konkursu, Macieja Jagodzińskiego, ma lepiej rozwiązany postument, na którym stoi rzeźba, niż zrobił to Michał. I to jest jedyny argument na rzecz zwycięzcy. W pozostałych kategoriach już nie jest tak na przedzie.
W kompozycji postaci ciężko uchwycić, czy stoi w kontrapoście czy tylko ma taki zamiar? Czy podnosi nogę do góry, czy też ma ją krótszą? Czy obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej można tak nonszalancko trzymać, czy mu właśnie wypada z ręki? Czy miecz to wciska w pochwę, czy go raczej uwiera jak obcisłe galoty? Czy ciało nosi szaty, czy szaty żyją własnym życiem, niekoniecznie skrywając w sobie ciało?
W portrecie też nie jest lepiej: to jakiś zamglony jegomość, a nie Piast z krwi i kości!
Wiem. Mam skrzywienie matejkowskie. Wszyscy je mamy. Matejko też je miał, gdy skończył malować „Poczet Królów Polskich”. Stał się zakładnikiem własnego wytworu. Ale – jak popatrzymy na Piastów – widać w nich niezłomną siłę, dzikość i hardość serca, wrażliwość na sprawy boskie i niepohamowaną żądzę przygody, która zawsze łączyła się z wojaczką. Michał wyrzeźbił Opolczyka – niczym króla – w zbroi, misiurce, z pasem rycerskim z mizerykordią i mieczem, hełmem i ostrogami. Zwycięski Maciej – jako miękko odzianego szlachcica z mieczykiem u pasa i w koronce narzuconej na biret…
Nie wspomniałem o dwu innych rzeźbach, które otrzymały laury. Drugie miejsce zajęła rzeźba, którą można by nazwać „Pan Buła – strażnik miecza i papieru”. Trzecie miejsce to Władysław Opolczyk à la parkowy kryptoekshibicjonista. Ma kulkę z krzyżem i do tego dziwnie skrojony płaszczyk z niestosownie obnażonymi łydkami. A do tego kapelusik rodem z polowań na jelenie, i bródkę jak dawni mieszkańcy krakowskiego Kazimierza.
Tak. Mogę jeszcze długo „drzeć łacha”. Do porównania pozostało jeszcze wiele ciekawych aspektów. I nie tylko moje oczy widzą te różnice…
Tylko po co? Nie kreślę tych słów, by się nad kimś pastwić czy wyśmiewać. Sprawa jest poważna, a konkurs daje jej właściwą przestrzeń do prezentacji.
Rzeźba to nie płaski telewizor, gdzie pokazują panią H. i panią J. z najlepszego frontu – bo z profilu zaplecione nóżki już tak efektownie nie wyglądają. A i brzuszek pani H. jest bardziej widoczny.

Władysław II Opolczyk dłuta Michała Misiaszka
Rzeźba to opowieść o człowieku. O jego wzlotach i upadkach. O jego froncie, fejsie, bokach, boczkach... Ale też o jego tyłach i tyłkach. To ruch, to myśl, to czas… I tajemnica zamknięta gdzieś głęboko w środku. Czy może każdy w równym stopniu jej dotknąć lub ją posiąść? Każdy musi odpowiedzieć sobie sam, krytycznie patrząc w lusterko.
Wiem. Jest wielu bezkrytycznych – dzięki czemu tak wiele jest knotów i gniotów, a tak mało naprawdę wartościowych rzeczy.
Jak mawiał Piotr Skrzynecki: artystów – jak plemników – na świecie są miliony. Ale spośród nich tylko jeden może dotrzeć do celu i stworzyć dzieło sztuki.
Myślę, że Michał – czytając ten artykuł – też jest zaskoczony.
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz
| « poprzednia | następna » |
|---|