Zima chyba postanowiła być normalna i pozwoli
na rozpoczęcie sezonu wcześniej. Końca Kryzysu,
pisanego przez duże K, wciąż nie ogłoszono, ale nadstawiając
ucho w różnych miejscach da się słyszeć,
że bieżący rok ma być dla całej branży budowlanej
nieco łaskawszy i zaoferować nam nieco więcej pracy.
Mam również nadzieję, że oprócz ilości zleceń, poprawią
się również budżety budów (i planowanie),
na których przyjdzie nam pracować. A wielkie założenia,
stanowiące podstawy naszych wycen, będą realizowane,
nie tylko w kratkach arkuszy kalkulacyjnych.
Tak zwana wykończeniówka, do której szerokiego spektrum należymy, potrafi być frustrująca i wykańczająca. Już taki nasz los. Powodów wiele – palców, by je wymienić, nie starczy. Ale wszystkie kończą się brakiem tego co nas kręci i podnieca, a znajduje się w kasie. Ustawiamy się więc grzecznie, jak w wierszu Tuwima, w kolejce za babcią, dziadkiem i wszystkimi innymi i grzecznie ciągniemy rzepkę razem z nimi – dla słusznej sprawy – licząc, że jak ją wyciągniemy, to jakiś kawałek, choćby niewielki, nam też przypadnie.
Początki
Często są piękne (choć w budowlance to nie
reguła – kataklizmy potrafią się wydarzyć zanim rozpoczną się prace – do tragedii wystarczy dobry
projekt): budżet, pompa, kamienie węgielne i wielkie
planów arkusze. Potem małe, zielone listki uciekają
z kasy na tony stali, betonu i setki innych rzeczy
i działań, często równie sensownych jak wizyta
naszego premiera w Nigerii bądź Peru. Kilka miesięcy
później, budowa powoli ma się ku końcowi,
przychodzi czas na kamieniarzy (oczywiście nie tylko
– nie jesteśmy jedynymi Tantalami budowlanki):
posadzki, elewacje, gzymsy i inne cuda z kamienia.
Kasa pustawa, zaczyna się oszczędzanie! Wygląd
rzepki staje się coraz mniej atrakcyjny – bulwa jakoś
murszeje i kurczy się...
Oszczędzamy, oszczędzamy i... oszczędzamy!
Wycena pół roku wcześniej: kashmiry, gabra
z Indii, Giallo Veneziano – rodzajów obróbek nie wymieniam. Teraz realia budowy: G603 (pod jakąś
wdzięczną nazwą) lub G682 (pod nazwą jeszcze
bardziej wdzięczną). Gdzieś trzeba ciąć koszty –
czemu więc nie zaoszczędzić na kamieniu? Zaczynają
się cięcia budżetowe godne rządzących
naszym krajem.Niestety, tak jak i w ministerialnych
gabinetach, cięcia nie dotyczą użytkowników gabinetów,
lecz raczej maluczkich z samego końca.
Na budowie podobnie: lepiej będzie jeśli po
głowie dostanie końcówka kolejki ciągnącej za
rzepkę. A końcówka, to między innymi dostawca
i/lub montażysta kamienia.
Przydałby się jeszcze ktoś na przyczepkę!
Architekt jakoś to przełknął – układamy
„chińczyka”. Trzeba było „przygiąć z krzyża”, pieniędzy
za dużo nie było, ale jakoś damy radę.
Niestety, przeważnie oczekiwania zamawiającego
są niewspółmierne do ceny. Zaczynają się problemy:
tu plamka, tam wyszczypek, tam zaś
sztrabik. Protokół usterkowy ma grubość co
najmniej pierwszej części „Potopu”. Rzepki, zza
pleców przed nami stojącego, widać coraz mniej,
choć i tak była licha. Na dodatek wygląda, jakby
ktoś przyłączył się do ciągnięcia, wciskając się
kilka osób przed nami. Prawdopodobnie
przyjdzie obejść się smakiem...
Pobożne życzenia
Wiem, że to niemożliwe, ale życzę wszystkim,
żeby pojawiło się rzetelne planowanie, a generalni
wykonawcy nie byli permanentnie zaskoczeni kosztami na budowie, niczym drogowcy atakiem
zimy. Mam nadzieję, że kiedyś to nasze wyciąganie
rzepy, jeśli robimy to uczciwie i w tym
kierunku co wszyscy, będzie przynosiło nam nie
tylko godne pieniądze, ale i satysfakcję
wykonanej pracy, która była ciekawa i unikalna.
Nie zaś problemy i podziwianie rzepki z odległej
perspektywy – w dodatku w momencie kiedy jest
konsumowana przez innych. Tego życzę!
Nie życzę zaś...
Ciągniemy razem ze wszystkimi, ale ci wszyscy
przed nami jak szarpną, to się wywalą. Na nas.
A tego ani Wam, ani sobie nie życzę...
| « poprzednia | następna » |
|---|