Jako dziecko miałem swoje ukochane podwórko i kolegów. Oczywiście wśród kumpli z podwórka popularnym zajęciem było prześciganie się w biciu głupawych i raczej niebezpiecznych rekordów.
Przykładowo: miejscem, które lubiliśmy odwiedzać było stare wysypisko śmieci. Była to duża dziura w ziemi pełna złomu i szkła. Wymyśliliśmy takie zawody: kto zahamuje rowerem bliżej krawędzi. Wygrałem, bo wcale nie zahamowałem. Skończyło się podartymi spodniami i mocno przeciętą nogą.
Latem biegaliśmy nad rzekę i skakaliśmy ze skarpy do wody. „Bohaterowie” demonstrowali salta. Ale znalazł się jeden, który chciał zaprezentować podwójne i to ze śrubą. Miał sporo szczęścia, bo skończyło się tylko na złamanej ręce.
Kiedy podrosłem i byłem pełnoletni pojawiły się nowe zabawy – „pożyczone” od ojca auto i jazda po mieście poślizgami kontrolowanymi. Teraz to się nazywa drifting.
Ale wydoroślałem i z tych pomysłów wyrosłem.
Patrzę jednak na otoczenie i branżę i mam wrażenie, że niektórzy pozostali na tym etapie. Ostatnio rozmawiałem z jednym z kamieniarzy, który po latach produkowania nagrobków w zeszłym roku zrobił dwie łazienki i trzy blaty kuchenne. Teraz startuje w przetargu na wykonanie elewacji na budynku biurowym (1500 m2). Niestety, nie podejrzewam, żeby miał środki na realizację, a park maszynowy zakładu jest raczej nieprzystający do takiego zadania.
Dziwię się zleceniodawcy, że ma ochotę patrzeć jak wykonawca staje na skarpie i przygotowuję się do podwójnego salta ze śrubą. Tyle, że jeśli dobrze napisał umowę to ryzykuje tylko terminem realizacji.
W swoim czasie jedna z kopalń była na sprzedaż, a wielką ochotę na jej zakup mieli dwaj inwestorzy związani z branżą. Tyle, że cena zakupu równa była absolutnie wszystkim środkom, jakimi dysponowali. Do transakcji doszło późną jesienią. Zimą wydobycia nie było. Poza tym nowi właściciele dysponowali tylko starą ładowarko-koparką. W styczniu dostali kwit do zapłaty z gminy… i zaczęły się problemy. No, ale czy ktoś im zakazał hamowania przed krawędzią?
Nieco starszy przykład: duża realizacja w Warszawie, gdzie na wielkiej powierzchni zaprojektowano posadzkę o skomplikowanym wzorze – w zasadzie można mówić o mozaice z dużych elementów. Na dodatek inwestor oczekiwał wykonania bezfugowego. W owym czasie centrum numeryczne, które mogło podołać temu zadaniu, posiadała tylko jedna firma. Przetarg ceną wygrał ktoś inny i przystąpił do realizacji. Ale wkrótce dotarł do etapu z mozaiką. Próbował różnymi metodami, ale niestety musiał zgłosić się do przegranego w przetargu posiadacza centrum numerycznego. Nie trudno się domyśleć jaka była cena wycięcia potrzebnych elementów.
I tak, na co dzień spotykamy, tych, którzy dziecinny czy młodzieńczy dreszczyk emocji przenoszą na dorosłe życie i prowadzenie biznesu. I zaczyna się ryzykowana gra rynkowa. Niestety, zwykle idą w zaparte, co łączy się z przeniesieniem strat na dostawców, kooperantów i pracowników. I to jest niesprawiedliwe. To tak, jakby skaczący ze skarpy do wody ryzykował tym, że połamane ręce i nogi będą mieli koledzy na brzegu.
Dlatego w nowym sezonie życzę wszystkim nie tylko sukcesów, ale i rozwagi. A znane z imprez powiedzenie „Co!? Ja nie zrobię!?” pozostanie tylko powiedzeniem lub anegdotką.
Pamiętajcie: salto w przód i tył równocześnie, potrafi zrobić tylko Chuck Norris.
| « poprzednia | następna » |
|---|