
Ostatnio mojego pana odwiedzili znajomi. Oczywiście starałem się im przypodobać, bo zawsze jest szansa, że załapię się na jakiś smakołyk ze stołu. Wprawdzie Pan zawsze oświadcza, żeby mi nie dawać nic przy stole, ale taka to już moja psia natura – czemu mam uznawać jakieś dziwne zasady. Dlaczego on i jego znajomi mogą jeść ze stołu, a mnie nie wolno? Ba, nawet nie mogę siedzieć koło stołu. A przecież jak coś komuś nie będzie smakowało to może mi odda.
Na tym spotkaniu byli ludzie z Pana pracy – mieli ze sobą takie małe kawałki kolorowych kamieni i się nimi zachwycali. Fakt, były kolorowe i nawet ładne. Ale ja mam coś, czego oni nie mają – węch. Po mojemu to te „piękne” kamienie straszliwie śmierdziały.
Często obwąchuję różne kamienie na podwórku i one same z siebie nie pachną w ogóle – chyba, że któryś z kolegów już je zaznaczył. Te podziwiane przy stole chyba oznakował jakiś potwór z bagien. Ciekawe, że ludzie tego nie czują.
Pan za znajomymi rozmawiał, że te kamienie to jakieś nowości – i twierdzili, że pięknie by się prezentowały na podłodze. Fuj! Jak czasem coś spadnie ze stołu na podłogę, to jest moje. Ale jak Pan ułoży takie kafelki na podłodze, to koniec ze „spadniętymi smakołykami”. W końcu smakołyki się najpierw wącha, a dopiero potem zjada.
Nawet mocno wędzona szynka na tak śmierdzącej podłodze nie zachęci mnie do jedzenia. Pozosta- nie tylko – jak Pan to nazywa – kradzież ze stołu. Swoją drogą ciekawe co to znaczy? Skoro leży, nikt tego nie rusza i nikt nie patrzy... Ale zawsze to samo – kłopoty. Raz w życiu skusiłem się na leżąca na stole, pachnącą pięknie, marchewkę. Była tak dobra, że warta była tej awantury, kiedy Pan krzyczał coś o „kradzieży”.
Chociaż przejąłem się i już potrafię zwalczyć pokusy – siedzę zwykle w gotowości niedaleko stołu i śledzę, co się dzieje. Może komuś coś upadnie? No, ale nie mamy w domu śmierdzącej podłogi.
Jak goście wychodzili to, na podłogę upadła im ulotka. No i okazało się, że ten potwór z bagien te kamienie oznakował jakąś żywicą dla poprawy koloru. No, prawda! Jak ja oznakuję kamień, to on też jest ciemny i błyszczący.
Na tej ulotce było też logo „Kamień naturalny”. Znam je, bo widziałem jak Pan to logo wstawiał kiedyś na reklamę i wtedy tłumaczył Pani, co to za znak. Że taki znak to informacja dla klientów, że kupują produkt naturalny, zdrowy. I że znak może wstawiać każdy – wystarczy, że za to zapłaci. I tego nie rozumiem.
Podobno też zasady stosowania znaku nic nie wspominają o smarowaniu kamieni takimi śmierdzącymi płynami, po których opakowania nie można wyrzucać do normalnego śmietnika, bo mogą szkodzić środowisku. Za to opisywane są warunki chroniące interes twórców znaku i ich zarobek.
To jakby w przepisach o konieczności wkładania moim agresywnym kolegom kagańca, najważniejsze było, jakiego koloru ma być ten kaganiec i jakiej firmy, a nie to, że ma zabezpieczać innych przed zębami wariata.
Widziałem też u Pana zdjęcia z takiego „ulepszania” naturalnego kamienia. Na zdjęciach był człowiek, który wyglądał jak z filmu o statkach kosmicznych. Ale ten strój to chyba nie miał służyć jako reklama nowego filmu. Jeśli tak ma wyglądać naturalny kamień, to znaczy, że nic na podłodze nie będzie już smakołykiem.
Kończę, bo Pan idzie do kuchni robić kolację. Jest szansa, że coś mu upadnie.
| « poprzednia | następna » |
|---|