
Im większa robota, tym prawdopodobieństwo poprawek większe. Małe zlecenia można dopieścić i przypilnować. Na dużych nie wszystkich „trzyma się za rękę”, ludzi jest więcej – więc i o błąd łatwiej. Jak coś człowiek zepsuje, trzeba posypać głowę popiołem i poprawić lub wymienić. Jeśli są to naprawy racjonalne, to w porządku. Często jednak poprawki to istny cyrk...
Odbiory
Robota tuż przed odebraniem. Jakieś małe po- prawki wskazane przez kierownika czy inspektora. Wszystko dogadane, pozostały drobnostki. Wtedy zjawia się gwiazda lub gwiazdor (niestety większa szansa na istotę pierwszą – wybacz płci przeciwna, ale to twoi przedstawiciele mają większe tendencje do dramatyzmu – choć zdarzają się jednostki trzeźwo myślące, prostujące i biczujące publicznie swoich mężów przy odbieraniu prac – jest to jednak domena prac mniejszych). Gwiazda z umocowaniami od samego Boga, która widzi tam wyszczyp, tu przebarwienie, a w rogu to już kompletnie inny materiał. Okazuje się, że nasza robota to standardowa „partaczka” i istota z niebios protokół oczywiście podpisze, ale pod warunkiem stu tysięcy poprawek.
Rozpoczyna się koncert życzeń
Lista poprawkowa długa. Człowiek zastanawia się czy uciekać od razu, czy jednak podjąć walkę. Trochę strach. Przeciwnik nieprzewidywalny.
Na stole jednak gruba kasa i trzeba podjąć rękawice.
Zaczynamy syzyfowe prace – zamiast pracować nad kolejnym zamówieniem, tracimy energię na coś, co już raz zrobiliśmy. Czas i pieniądze przeciekają przez szeroko rozstawione palce...
Nihil novi sub sole, czyli z wizytą u króla
Poprawki to nie tylko duże budowy.
Przykład: robota na nie tak dawno powstałym warszawskim osiedlu, które wciąż pączkuje połykając okoliczne łąki. Miejsce przeklęte przez budowlańców i taksówkarzy. Klient w hurtowni zachwyca się materiałem – podoba mu się struktura Gabro w satynie i z radości gotowy zemdleć. Przy pierwszej ścianie pojawiają się symptomy problemów, ale te możemy jeszcze zrzucić na własny błąd. Poprawka, wszyscy szczęśliwi. Czarny materiał, klient uradowany z małej ilości odpadu (miało być na bogato, ale tanio – ot, taka dysharmonia), ściana zamontowana.
Rozpoczyna się dramat w trzech aktach.
Akt pierwszy: prośba o poprawienie i załatanie
miejsc z drobnymi ubytkami. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi – ja również nie miałem pojęcia: owe drobne ubytki to po prostu ubytki w strukturze satyny wielkość łepka od szpilki w liczbie około dwóch do trzech na metr kwadratowy. Nadchodzi refleksja: robią sobie ze mnie jaja, albo gdzieś tu jest ukryta kamera i biorę udział w jakimś nowym durnym programie. Nie. Jednak nie, to smutna rzeczywistość. A przed nami stoi klient, u którego na próżno szukać racjonalności.
Akt drugi: impregnacja pogłębiaczem koloru.
Kropeczki zniknęły. Klient wciąż je widzi. Powtórka impregnacji. Według klienta wciąż je widać.
Akt trzeci:dochodzimy do wniosku,że my kasy mieć nie będziemy,ale on za darmo roboty nie dostanie, co sugerował podczas odbioru. Dramat kończy zdziwienie na twarzy klienta podczas demontażu kamienia.
Wisienka na torcie
Niestety nie moje, ale od dobrego znajomego. Nagrobek wykonywany na zamówienie. Starsza pani, zamawiająca, przychodzi na odbiór. Z uśmiechem wyciąga lupę z torby i praktycznie ciągnąc nią i nosem po płycie stwierdza, że teraz dokładnie sobie zamontowany materiał obejrzy. Potem zaś były, jak w piosence Limahla, niekończące się poprawki.
Poprawki
Magiczne słowo wywołujące dreszcz niepozytywnych emocji. Są w stanie rozłożyć nawet dobrze policzoną robotę, na której mieliśmy zarobić. Jak jednak wkalkulować dziesięć dni poprawek przy miesięcznej robocie? Jak we wstępie pisałem – coś zawaliliśmy, zaciskamy zęby, poprawiamy. Co jednak z koncertem życzeń? Tu jak w dramacie greckim, co nie wybierzemy będzie miało konsekwencje dramatyczne. Zrobimy - źle, nie zrobimy - jeszcze gorzej, kogoś na te poprawki za nasze pieniądze wprowadzą. Strach pomyśleć co byłoby gdyby Stwórca jak kamieniarze, dostawał listę poprawkową. Nie byłoby siódmego dnia odpoczynku, obstawiam, że po dziś dzień siedziałby w naszej kuchni i łazience, i poprawiał mechanikę płynów która zapewne komuś by się nie spodobała.
Co pozostaje?
Pozostaje mi życzyć Państwu mniej poprawek w Nowym Roku!
| « poprzednia | następna » |
|---|