Pisząc ten felieton jestem już bliżej Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku niż problemów codziennej pracy i związanej z tym gonitwy. Dlatego nachodzą mnie pewne refleksje: są w trakcie naszego życia takie momenty, kiedy nieco zwalniamy, co stwarza przestrzeń do przemyśleń i analizy tego, co robimy i co planujemy. A przynajmniej mam taką nadzieję. Bowiem tak wiele naszych zachowań jest wywołanych przyzwyczajeniem, niemożnością spokojnej analizy rzeczywistości i podjęcia decyzji nieco innych, niż te oczywiste, a wynikające z rozwiązań, jakie już kiedyś przyjęliśmy.
Wypadałoby podać jakieś przykłady – proszę bardzo. Jestem „na świeżo” po zwiedzaniu obu naszych imprez targowych. W obu przypadkach zorganizowano prelekcje i wykłady, a ich miejscem były przestrzenie wydzielone na halach targowych.
To taki odruch – kiedyś ktoś tak wymyślił i wszyscy kolejno robią to samo. Wiem nawet dlaczego. Obawiano się, że jeśli te imprezy będą poza halą, to nikt ich nie zauważy i nie doceni starań organizatora. Poza tym jest szansa, że ktoś przechodzący obok usłyszy coś, co go zainteresuje, i przysiądzie zwiększając frekwencję na wykładzie. Niestety – nawet jeśli, to efekt końcowy jest smutny. Patrzyłem jak kolejni prelegenci starają się jak mogą, ale atmosfera hali targowej, przechodzący obok ludzie, szum rozmów raczej nie sprzyjają skupieniu się na dość trudnych czasem zagadnieniach. Osobiście byłem zainteresowany kilkoma tematami wymienianymi w programach wykładów. Ale zrezygnowałem – z powodów wyżej wymienionych.
Inny przypadek, jaki często spotykamy, to chęć zrobienia interesu w każdych okolicznościach i każdej sytuacji. Pamiętam taką scenkę kiedy jeden z przedstawicieli handlowych, będąc z przypadkową wizytą u konkurencji, zaczepiał klienta swojego gospodarza proponując własną ofertę.
Ale bywają przykłady bardziej drastyczne.
Kiedyś w kolejce do lekarza zaczepiony zostałem przez człowieka, który usiłował mi sprzedać ubezpieczenie na życie, z hasłem: „Wie pan, różnie bywa – warto zabezpieczyć rodzinę.”
Znajomy spoza branży opowiadał, że kiedyś na cmentarzu po pogrzebie, ktoś wręczył mu ulotkę zakładu kamieniarskiego. Jak widać, niektórzy są tak mocno ukierunkowani na zysk, że nie potrafią przeanalizować okoliczności.
W swoim czasie pewien amerykański biznesmen przyjechał do Polski skuszony wysokimi notowaniami naszego kraju w analizach szans inwestycyjnych. Długo szukał pomysłu, na którym mógłby zrobić dobry interes. Po kilku dniach już wiedział. Znalazł coś, co jest dobrym interesem w USA, a w Polsce w ogóle tego nie ma. Nie zgadniecie, co to było.
Otóż, zauważył, że popularne w Stanach pralnie publiczne, w Polsce w ogóle nie istnieją. Już chciał zamawiać pralnice, kiedy ktoś uświadomił mu, że w Polsce nie ma takiej tradycji, a Polacy po prostu mają pralki w domach.
Zresztą w polskim kamieniarstwie jest wiele zakładów, których możliwości rynkowe można oszacować na – powiedzmy – 100 m2 w miesiącu, ale spłacających maszyny o wydajności na poziomie tysiąca metrów.
Oczywiście, można próbować sprzedawać lody i napoje chłodzące na biegunie, ocieplane kurtki w Kongo czy wyeksportować granit ze Strzegomia do Chin.
Ale efekty pewnie będą takie jak w przypadku założenia pralni publicznej w Strzegomiu.
Zatem, jeśli mamy jakieś super pomysły na przyszły rok, zadajmy sobie pytanie: czy to ten czas i to miejsce?
| « poprzednia | następna » |
|---|