Rzeźbiarz-rzemieślnik

Kategoria: Ludzie i miejsca   |   Autor: Paweł Szambelan   |   Data: środa, 03 lipca 2019 09:37

Zbigniew Zych

Ze Zbigniewem Zychem rozmawia Paweł Szambelan.

Paweł Szambelan: Znamy się już wiele lat, przegadaliśmy wiele wieczorów, ale pretekstem do tej rozmowy jest ikona, którą wykonałeś do kościoła w Tychach. Opowiedz proszę o niej.

Zbigniew Zych: Kościół pw. Miłosierdzia Bożego w Krakowie na Osiedlu Oficerskim to jeden ze słynnych projektów Stanisława Niemczyka. Budowa rozpoczęła się w 1990 roku po przekazaniu terenu pod budowę przez prezydenta RP na uchodźstwie Edwarda Raczyńskiego. To również z powodu tego kościoła o Stanisławie Niemczyku mówi się „polski Gaudi”. Pan Stanisław projektował w tym kościele każdy szczegół.
Płaskorzeźby, rzeźby i elementy ozdobne pan Stanisław zostawiał na później, żeby się namyśleć. I jak wpadał na pomysł, jak ma dany element wyglądać, to wtedy dzwonił do mnie ze słowami: „Panie Zbyszku, trzeba to zrobić”.
Ikona powstała w głowie pana Stanisława dawno temu. Tylko – jak mawiał – „ja muszę to zaprojektować”. Po drodze było kilka wersji. Wszystkie nawiązywały do starych mozaik albo starych rycin. Jakieś pół roku temu znów wrócił do tematu, a jego praca nad ikoną nabrała intensywności po jego chorobie. Obecna wersja powstała chyba w oparciu o fresk czy mozaikę z VI wieku w kościele gdzieś w Armenii.
Potem zadzwonił do mnie:„Wie pan, panie Zbyszku, tam taka delikatna płaskorzeźba jest do zrobienia. Można powiedzieć, że rycinka taka. To nie będzie duże. Dwa dwadzieścia na metr sześćdziesiąt.”

PS: Wspominasz Stanisława Niemczyka z bardzo ciepłą nutą w głosie.

ZZ: Pan Stanisław był moim mentorem. Znałem się z nim od 12 lat i miałem z nim bardzo dobre relacje, prawie jak z ojcem. Jak wpadałem do niego „na godzinkę”, to wyjeżdżałem po 5-6 godzinach. Będzie mi go bardzo brakować. Zmarł niedawno, 13 maja 2019 roku, po ciężkiej chorobie.

PS:
Tak, ta śmierć wstrząsnęła wszystkimi, którzy go znali. Pozostanie po nim nieskończone dzieło. I wiele pomysłów, o których opowiadał posiłkując się szybkimi szkicami na przygodnym kawałku papieru.

ZZ:
Tak, ołówek zawsze miał w kieszeni. Bardzo chciał skończyć ten kościół. Był bardzo zaangażowany, widać było, że to jest jego dzieło wieńczące. Nawet przy tej ikonie chciał jak najwięcej rzeczy zrobić za mnie. Przygotował szablon wnęki, w której ikona miała być zamontowana. Rysunek z projektem ikony powiększył na ksero do rozmiarów naturalnych. Chciał jeszcze na tym powiększonym ksero cienkimi pisakami poprawić kreskę, bo przy powiększaniu linie stały się bardzo grube. Zaprotestowałem mówiąc, że w zasadzie wystarczyłaby mi ten rysunek na kartce A4 – pięknie i precyzyjnie rysował kreską.

PS: Ikony się pisze. Czy płaskorzeźba też została napisana? Czy musiałeś mieć jakieś przygotowanie ikonopisarskie? Skoro miałeś rysunek, to wystarczyło go tylko przenieść na kamień.

ZZ:
Praca w większości odbywała się frezikami. Muśnięcia jak ołówkiem. Więc w sumie tak, było to pisanie. Ikony mnie fascynowały od dawna. Zawsze chciałem iść na kurs pisania ikon, tylko nigdy nie było czasu. Zresztą można powiedzieć, że zaczęło się od czasów kiedy zajmowałem się nagrobkami, czyli od początku mojej działalności w kamieniarstwie. Przygotowując wizerunki Jezusa czy Matki Boskiej człowiek się opierał na ikonach: przedstawienie postaci i jej ustawienie, mimika twarzy, spojrzenie, ułożenie dłoni, napisy. Każdy element obrazu w ikonie jest symboliczny. Ikona jest przeniesieniem zapisów Nowego Testamentu na obraz poprzez symbole. W innych nurtach religii obrazy przedstawiające Boga i świętych podlegają modom i epokom, w których powstają. Ikona, od swoich początków, jest zawsze pisana identycznie.

Pan Stanisław mówił, że mam wyczucie w rzeczach, które robię do świątyń. Że jak rzeźbię coś lub odtwarzam, to zawsze potrafię oddać klimat jaki panuje w miejscu, gdzie ma stanąć moja praca. Z zachowaniem stylu miejsca czy epoki. Powtarzał, że nigdy nie bał się o efekty, jak mi dawał coś do odtworzenia. Oczywiście podjęcie każdego zlecenia wymagało przygotowania. Internet jest nieocenionym pomocnikiem, gdzie mogę podejrzeć prace dawnych artystów i zrobić coś podobnego. A nie awangardowego.

W przypadku tej ikony nie chciałem improwizować nawet w najmniejszym stopniu. Jak wcześniej wspominałem, każdy szczegół w ikonie ma znaczenie: Chrystus z dwoma uniesionymi palcami i z torą w ręku, tron i poduszka, podnóżek do tronu pod stopami Matki Boskiej. Tam jest naprawdę mnóstwo elementów zaczerpniętych z tradycji wschodnich, gdzie jest popularny wizerunek Matki Boskiej
Tronującej – zasiadającej na tronie na poduszce. Pan Stanisław dołożył nakładanie korony przed anioły i trójkąt symbolizujący Boga. Po bokach są też dwa kościoły w Krakowie, które stoją na jednej linii z kościołem Miłosierdzia Bożego.

Dlatego przyłożyłem szablon do kamienia i wkładając ołówek między szablon a kamień centymetr po centymetrze przenosiłem każdą kreskę na kamień. Tylko przenoszenie rysunku zajęło mi cały dzień. Szkic na kamieniu był identyczny z projektem pana Stanisława.

100_rz4.jpg

PS: Co spowodowało o wyborze piaskowca Kopulak do wykonania tej płaskorzeźby?

ZZ: Podstawowym kryterium był kolor. Chodziło o jak najmniejszy kontrast między płaskorzeźbą a cegłą, z której jest wybudowany kościół. Pan Stanisław bardzo długo szukał materiału. W czasie targów w Poznaniu w 2017 roku usłyszał o czerwonym piaskowcu i dogadał się z właścicielem złoża. Dostał próbki i bardzo mu się Kopulak spodobał. Poszło zamówienie, ale były problemy – przede wszystkim z wymiarem. Materiał w jednym kawałku o wymiarach 2,20 x 1,60 m, do rzeźbienia, jednorodny, bez skaz to było wyzwanie. Nie dziwię się, że mógł być problem. Dopiero trzecia z dostarczonych płyt nadawała się na płaskorzeźbę.

A czasu było coraz mniej. Płyta trafiła do mnie na dziesięć dni przed terminem montażu. Jeden dzień zajęło mi rozrysowywanie i zastanawianie się nad kolejnością pracy. A potem już poszło: codziennie od siódmej rano – czasem nawet do północy. Jak skończyłem, to nawet mnie nie chciało się wierzyć, że taką płachtę zrobiłem w tak krótkim czasie.
Ale ze spokojem podchodziłem do tego zlecenia mając uczucie, że jakby jakaś ręka nade mną czuwała. Pewnie pana Stanisława. Chociaż w niektórych miejscach mógłby mi pogrozić, że nie tak to miało być. Na przykład na ikonach kąciki ust zawsze są w dół. A ja, pracując w kopulaku natrafiłem w tym miejscu na pustkę, która jest naturalną cechą Kopulaka. Źle to wyglądało: z jednej strony kącik ust był w dół, z drugiej podnosił się w górę – przypominało uśmiech Mony Lisy – więc podrobiłem i drugi kącik. Przed samym załadunkiem ikony do transportu zauważył to pan Andrzej Mikulski – projektant i przyjaciel pana Stanisława, twórca m.in. Projektu Centrum Jana Pawła II w Krakowie – i zapytał mnie, czy da się poprawić. Ale wtedy byłem w takim stanie, że wiedziałem, że jak wezmę do ręki jakiekolwiek narzędzie, to na pewno coś zepsuję. Więc odłożyłem to na później. Zwłaszcza, że pewne elementy ikony – zgodnie z pierwotnymi założeniami – będą złocone. Więc i tak będę jeszcze pracował przy tej ikonie.

Kopulak jest bardzo plastyczny. Pracując przy nim poznawałem jego właściwości i w każdym miejscu, które może wymagać poprawek, zostawiałem sobie margines bezpieczeństwa. Wynika to z właściwości materiału. Ten czerwony piaskowiec ma takie właśnie miejsca, które są nieco mniej zwięzłe i łatwiej poddają się narzędziom. Dlatego niektóre rzeczy wymusił materiał. Zresztą przy 5-centymetrowej grubości płyty w niektórych miejscach twarzy wchodziłem w głąb materiału na 3,5 cm. Więc zostawało tylko półtora centymetra – nie było zbyt dużego manewru, by oddać plastyczność twarzy.

100_rz5a.jpg

PS: Pewnie dumny jesteś z tej pracy?

ZZ: Szczęśliwy, że udało się to wykonać i jeszcze dotrzymać terminu. I że mogłem zrealizować marzenie pana Stanisława. To było zwieńczenie dzieła jakim jest ten kościół w Krakowie. Użyłem słowa „marzenie”, bo trzeba mieć świadomość, że Stanisław Niemczyk zaprojektował ten kościół prawie 30 lat temu. Już wtedy miał wizję, że w tym miejscu będzie płaskorzeźba. Nie do końca miał koncepcję co ma być na tej płaskorzeźbie, z jakiego materiału i kto będzie wykonawcą. I dziś można powiedzieć, że dopiero w ostatnich chwilach swojego życia udało mu się zebrać i dopasować do siebie elementy tej układanki.
Po skończeniu ikony przez tydzień nie mogłem wziąć do ręki żadnego narzędzia. Kilkanaście godzin dziennie z elektronarzędziami, które wibrują i które trzeba mocno trzymać powoduje ogromne zmęczenie. Miałem tak przepracowane ręce, że w nocy nie mogłem spać. Za to w dzień, gdzie nie siadłem, to przysypiałem. Ciągłe skupienie i lęk przed nieprzewidzianym pęknięciem materiału wykańcza psychicznie. Odchorowuje się takie roboty. Fajnie się pracuje, człowiek zapamiętuje się w tym co robi – w takiej... ja wiem... twórczości rzemieślniczej. Tak, rzemieślniczej. Bo tylko rzemieślnik potrafi zrobić to, co zamierzał osiągnąć architekt czy projektant. Artysta nie podda się, musi dodać coś swojego. Fragment wykonany przez artystę może być jednostkowo piękny, ale może nie pasować do całości. Nie wiem, czy pan Stanisław byłby zadowolony z pracy z artystą. On miał w głowie każdy szczegół swojego dzieła, widział je całościowo. Choćby miejsce dla tej ikony. Została zamontowana na zewnątrz budynku kościoła przez ścianę sąsiadując z tabernakulum. A przestrzeń między tabernakulum a ikoną została przeszklona i widać przez nią niebo. Niesamowity pomysł!

PS: Jak przebiegł montaż ikony?

ZZ: Przewóz ikony poszedł bez problemu. Jak przyjechaliśmy nagle rozpadał się deszcz ze śniegiem. Zamarliśmy. Ale w momencie, kiedy płaskorzeźba dojeżdżała do wnęki, to wyszło słońce i towarzyszyło nam już do końca pracy.
Wnęka jest na zewnątrz, przy dość mocno uczęszczanej drodze. Kilkanaście metrów dalej jest przystanek autobusowy, na który podjeżdża mnóstwo autobusów. Ludzie z zaciekawieniem przyglądali się naszej pracy. Nie dziwne. Ikona robi wrażenie. Zwłaszcza wieczorem, kiedy jest podświetlona. Nawet taka zabawna sytuacja się przytrafiła. Po montażu obok wnęki przechodziła zamyślona pani, minęła ikonę, nagle stanęła jak wryta, obróciła się i na jej twarzy odmalowało się wielkie zaskoczenie.

100_rz3a.jpg

PS: Gratuluję tej pięknej realizacji. A jakie masz plany na przyszłość?

ZZ: Ikona jeszcze wymaga kilku poprawek jak choćby wspomniane wcześniej kąciki ust. Żeby później pan Stanisław mi nie groził tam z góry. Pewne elementy ikony mają zostać jeszcze pozłocone. Trochę pracy zostało.
Pan Stanisław bardzo często powtarzał, że jeszcze przy kaplicy cmentarnej w Czechowicach-Dziedzicach, skąd pochodził, musi zaprojektować płaskorzeźbę Chrystusa wychodzącego z grobu. Tylko ciągle coś mu nie pasowało z wyborem materiału i powtarzał, że musi znaleźć odpowiedni wapień. Kiedy byłem na jego pogrzebie, to zobaczyłem, że to miejsce jest nadal puste. Więc czuję się zobowiązany i muszę wypełnić jego testament. Mam nadzieję, że pomoże mi w tym jego córka, która pewnie posiada jego rysunki i projekty, a przy okazji zrozumie jego zamysł, bo jest konserwatorem zabytków. Chcę to zrobić ku jego pamięci. Od siebie. I też jakby zakończyć cały jego zamysł – kościół w Czechowicach-Dziedzicach pan Stanisław też projektował, w każdym szczególe. Ale to temat na osobną opowieść i osobny artykuł.

Dziękuję za rozmowę.

100_rz1.jpg

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.