Rozmowa przy kawie z Wiesławem Berezickim

Kategoria: Ludzie i miejsca   |   Autor: Paweł Szambelan   |   Data: środa, 11 maja 2022 01:00

 W wielu zachodnich firmach produkujących maszyny kamieniarskie klienci mogą zamawiać jedynie towar „z katalogu”, u nas – w Promaszu – jest inaczej. Zawsze uważałem, że to klient zna swoje potrzeby lepiej niż ja. To on wie, czego mu potrzeba, ja jestem wykonawcą jego wizji, a tylko czasami doradcą.

Takie podejście niesie za sobą oczywiście spore ryzyko, ale i dużą satysfakcję, jeżeli się uda. Pamiętam kilka takich historii. Kiedyś przyjechał do nas klient zajmujący się łupkiem. Nie jest to typowy materiał. Życzenie klienta także było nietypowe – pokazał mi film maszyny automatycznej z pasami transportującymi do tego, co chciał produkować. Nigdy wcześniej nie robiłem takiego urządzenia. A klient chciał znać cenę, musiałem dość szybko zdecydować, czy się podejmę zadania. Tym razem opłaciło się, bo za jakiś czas zamówił drugą taką maszynę.

Innym razem mój stały klient przyjechał z wizją bez filmu czy zdjęcia. Dostał duże zlecenie i potrzebował pod nie maszyny, której nie mógł znaleźć w moim, ani w innych katalogach producentów maszyn. Zarwałem noc, ale i tym razem się udało.
Oczywiście nie w jedną noc. Tak działamy. Klient przywozi pomysł, a my robimy. Ciężko ocenić, ile rodzajów maszyn opuściło mój zakład, nie tylko do kamieniarstwa. Robiliśmy już maszyny do cięcia i węgla i cegły i betonu itp. Dopasowywaliśmy do potrzeb, wielkości, do konkretnego zadania.

Często używam zwrotu my, bo moja firma zatrudnia 60 osób. Te nietypowe życzenia klientów ja ubieram w plan, ale w dalszej części tworzę maszynę z moimi pracownikami, stąd tak duże zatrudnienie. Jeżeli mielibyśmy produkcję tylko katalogową, myślę, że spokojnie wystarczyła by mi połowa obecnego zatrudnienia.

Kamieniarstwo dziś różni się stanowczo od tego, co było jeszcze 10 lat temu. Żeby sprostać oczekiwaniom rynku, nie możemy stać w miejscu. Dlatego stawiam na nowoczesność i rozwój.
W tym roku na przykład dostaliśmy dotację na robotyzację. Robimy zrobotyzowaną spawalnię, aby nie zwiększając zatrudnienia zwiększyć produkcję oraz zmniejszyć, bądź chociaż utrzymać, ceny, co chwilowo jest niemożliwe. Żyjemy w trudnych czasach. W tamtym roku płaciłem 2,50 zł za 1 kg stali, dziś to już 12 zł – a jak się nietrudno domyślić bez stali nie ma maszyn. Inflacja dotyka każdego z nas.

Tym bardziej zależy mi na ciągłym unowocześnianiu zakładu, bo tylko to pozwoli na zmniejszenie kosztów produkcji.
Jakiś czas temu rozpocząłem budowę nowej hali i biurowca w trochę innej lokalizacji, dużo wygodniejszej. Jak Bóg da, to chciałbym zrobić uroczyste otwarcie na jesień tego roku. Ma być to nie tylko hala do montażu, testów i odbiorów maszyn, ale chciałbym, a w zasadzie takie miałem zawsze marzenie, żeby mieć miejsce, w którym klienci zobaczą cały zestaw naszych maszyn. Zobaczą, co jak pracuje, co z czym współpracuje i jak maszyny można połączyć w kompletny ciąg technologiczny.
Corocznie starałem się pokazać to na targach. Nasza firma przez lata, w zasadzie od początku istnienia, brała udział w rozmaitych targach kamieniarskich. Jedne z pierwszych w Wałbrzychu, później Wrocław i Poznań. Wystawialiśmy się również poza granicami kraju: w Norymberdze, Weronie, Moskwie, Chicago czy Las Vegas.
Jednak muszę przyznać, że zawsze miałem niedosyt, byłem ograniczony miejscem, czasem i – nie oszukujmy się – pieniędzmi, aby w całości, a przynajmniej tak jakbym chciał, przedstawić nasz wachlarz możliwości. Mam nadzieję, że planowane przeze mnie otwarcie zrealizuje to marzenie.

To mnie zawsze trochę bolało, że przyjeżdża do mnie klient, mówi co robi, co by chciał, a ja – chcąc mu doradzić jak najlepiej – mogę tylko mówić. Dotychczas nie miałem możliwości pokazania kilku maszyn z różnym doposażeniem i w różnej cenie, żeby mógł jak najlepiej dopasować ją do swoich potrzeb.
Klient chce kupić dobrą i tanią maszynę. Nie, nie. Proszę tak nie patrzeć. Dobrą i tanią – jedno drugiego nie wyklucza. To, że maszyna jest droga, wcale nie oznacza, że jest dobra. Czy droga maszyna lepiej wykona robotę? Niekoniecznie. Ale może wykonać inną robotę, bardziej skomplikowaną, albo jest bardziej precyzyjna, a akurat wykonujemy wyjątkowo dokładną pracę i wówczas warto zapłacić więcej. Dlatego tak zależy mi na tej możliwości porównania.

Nasza produkcja opiera się o maszyny, które dobierałem właśnie pod nasze potrzeby. Część z tych maszyn jest znanych japońskich marek: Mazak, DMG, Okuma, ale mamy również koreańskie Dosany itp.
Każdą z maszyn dobierałem według potrzeb firmy i możliwości finansowych. Rozumiem świetnie, że nie zawsze potrzeba wielkiego kombajnu za setki tysięcy, chodzi o to, żeby maszyna robiła robotę taką, jaką właśnie mamy do zrobienia. Stąd tak chętnie spełniam „nietypowe życzenia klientów”. Bo maszyny mają pracować i zarobić na siebie, mojego klienta i jego marzenia.
Promasz jest znany nie tylko w Polsce. Wielu klientów sięga właśnie po nasze maszyny. Przez lata stały się bardzo konkurencyjne na rynku kamieniarskim. Nasi konkurenci mają lepszy design. To prawda, że nie przykładaliśmy jeszcze do niedawna tak dużej wagi do wyglądu. Jednak w tych czasach, jak to mówią, „musi oko cieszyć”. Dlatego teraz w tę stronę planujemy się również rozwinąć, powoli zaczniemy to nadrabiać. Jednak gdybyśmy skupili się na samym aspekcie technicznym, z wyłączeniem wizualnego, to nie znajdziemy wielu różnic, ani w jakości podzespołów, ani konstrukcji, ani innowacyjności.

Wysyłamy maszyny na wszystkie strony świata. Produkcja na Polskę to około 40%. Maszyny Promaszu pracują w Emiratach Arabskich, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, w Anglii, a nawet do Włoch kilka maszyn pojechało. Bardzo dużo naszej produkcji idzie na wschód: Litwa, Łotwa, Estonia, Kazachstan, Rosja, Ukraina. Również Czechy i kraje południowe. Niedawno montowaliśmy 3 maszyny w Santa Lucia (państwo i wyspa na Morzu Karaibskim – przyp. red.). Dzisiaj ładujemy i wysyłamy maszynę do Finlandii. Jeszcze nie mamy maszyn w Chinach, Indii i Australii, ale myślę że to kwestia czasu (śmiech).
Kiedyś przyjechali klienci z Czech z państwowej firmy, z zapotrzebowaniem na piły linowe. Mieli piłę linową, ale twierdzili, że nie są w stanie wykonać na niej tak dokładnego cięcia jak potrzebowali (ta firma robiła okładziny kamienne do statków – kamień cięty jest na grubość 0,8 cm i naklejany na takie specjalne sztuczne tworzywo o dużej wytrzymałości i lekkości styropianu – potem taka płyta jest polerowana przed montażem). Zaproponowałem: weźcie moją linę, moja da radę. Jako to? Inne mają problem, a pana tak po prostu da radę? Weźcie i sprawdźcie – powtórzyłem. Posłuchali, wzięli pierwszą na próbę. A po 3 miesiącach wrócili po drugą, potem trzecią powtarzając, że tylko maszyny z Promaszu są w stanie ciąć takie plastry.

Najważniejsza jest konstrukcja – czyli słup – on jest prowadnikiem. Dzięki naszej autorskiej konstrukcji możemy ciąć bardzo precyzyjnie, a nasze piły linowe wytrzymują 10, 15, a nawet 20 lat bez obaw o dokładność.
Jesteśmy też otwarci na nowe – tego nauczyłem się jeszcze 30 lat temu. Zawsze warto sprawdzać nowe technologie i szukać ulepszeń. Ostatnio odwiedziłem Japonię i Koreę, by dobrać nowe moduły sterujące do naszych maszyn. W tej chwili nasze maszyny są wyposażane w sterowanie Mitsubishi. Wysoka technologia jest dostępna na wyciągnięcie ręki.

Proszę nie robić mi zdjęć. Na zdjęciach zdecydowanie lepiej prezentują się moje maszyny. Firma dobrze, że jest znana, logo wszyscy rozpoznają i mi to w zupełności wystarcza.
Prywatnie? Cóż... Mam już swoje lata (śmiech). Osobiście lubię popływać, pojeździć na rowerze, zwłaszcza że okolicę mamy tu piękną. Dużą przyjemność sprawiają mi spotkania z ludźmi. Oczywiście jak tylko jest czas, bo z tym różnie bywa – mam obowiązki: jestem mężem, ojcem, ogrodnikiem i od niedawna dziadkiem. Lubię rozmawiać z ludźmi, zawsze mnie ciekawiło co myślą. Rozmowa z drugim człowiekiem zawsze czegoś uczy.

W tym roku chciałbym zakończyć wszystkie rozpoczęte inwestycje. Doprowadzić do tego, by wszystko prosperowało tak, jak powinno. Chciałbym wreszcie więcej czasu przeznaczać na swoje przyjemności. Już niedługo będziemy mieli nową siedzibę z showroomem i dwie hale spawalnicze, w których będą pracowały roboty. Jak budowa w nowej lokalizacji dobiegnie końca, to planujemy zrobić dni otwarte i zaprosić na nie kamieniarzy. Dlatego zakończę słowami: do zobaczenia!

 

 

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

Fartuchy wodoodporne dla kamieiarzy
2025-11-26 13:39:41
Producent fartuchów i rękawów wodoodpornych dla kamieniarzy. Sprzedaż wysyłkowa – błyskawiczna wysyłka pocztą lub kurierem. Strzegom, ul. Św. Anny 1/6, www.fartuchywodoodporne.pl, tel. 60 34 26 223, tel./fax 74 8 551 472

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.