
Czym jest nagrobek? Dla jednych kolejnym dniem pracy, dla innych wszystkim, co zostało ze wspomnień.
Czy pracując codziennie na nekropolii zdajemy sobie jeszcze sprawę, jakie myśli wywołuje u większości ludzi już sam widok cmentarnej bramy? Jak często zdarza się, że kamieniarz chce zrozumieć, ile emocji budzi w jego klientach moment wyboru pomnika? Czy kolejne modyfikacje wynikają tylko z niezdecydowania zamawiającego? Czy standardowe pomniki – nawet te „modne w tym sezonie” – oddają to, co ktoś chciałby powiedzieć o bliskiej osobie?
„To co nas spotkało ponad 4 lata temu… brak słów. Nasz Krzysiu wyjechał i miał wrócić następnego dnia przed dwudziestą drugą. Krzysiu miał 25 lat! Ta sytuacja jest tak trudna, że żadne słowa nie są dobre! Nasz Syneczek, nasze Dziecko…”
Tymi słowami zaczyna swoją opowieść pani Elżbieta Piekielniak. To swoistego rodzaju katharsis, które odbiera się, jakby słuchało się kogoś siedzącego naprzeciw – opowieść pełną emocji i uczuć.
Pani Elżbieta stała się klientką dla zakładów kamieniarskich. Rozpoczęła poszukiwania firmy, która pomoże jej upamiętnić syna. Szukała w całej Polsce. Swoje zapytania, adresowane do potencjalnych wykonawców, uzupełniała długimi i obrazowymi opisami więzi emocjonalnych.
„Zawsze dzwoniłam, pisałam – każdego dnia dużo rozmawialiśmy i pisaliśmy. Dlaczego tym razem za dużo wymyślałam i nie zadzwoniłam, nie napisałam! Dlatego choć słowo „kochamy” na płycie byłoby namiastką tego, czego nie zrobiłam.”
Wszystko to miało służyć lepszemu przekazaniu swoich oczekiwań wobec sposobu, w jaki chciała zatrzymać pamięć o swoim synu. Wyjątki z życia, fragmenty rozmów, wspomnienia o nieobecnym, cytaty z korespondencji sms-owej. Znamy to? Tak. Każdy pewnie miał kontakt z klientem, który jest w jednej z faz przeżywania żałoby. Ale kto z nas, po setnym sprzedanym pomniku, potrafi jeszcze wczuć się w tę sytuację?
„Pojawiły się różne propozycje – pisze pani Elżbieta – a wśród nich było zaproszenie do Pracowni rzeźby pana Rafała Frankiewicza: »A może by Pani przyjechała do nas w odwiedziny? Mam parę pomysłów, ale bez Pani ciężko coś wybrać.«”. Dalej jest jak w powieści epistolarnej – poznajemy fakty i postępy prac czytając korespondencję między bohaterami. I tu nadal emocje i uczucia stanowią oś między zlecającym a wykonawcą.
„Dziękujemy za fotoreportaż. Trzymamy kciuki!”
„Cały czas myślimy o Panu i co u Krzysia? Dziękuję za informacje z frontu... może jutro uda nam się spotkać.”
„Ze zdjęć, które zasyłam, mam do poprawy lewą stronę dolnej wargi i prawdopodobnie lewe oko. Może trochę więcej je otworzyć?”
„Panie Rafale, dziękujemy za dziś!!! Krzysiu się uśmiecha, ja czuję ten uśmiech.”
Czy w kontenerze nagrobków ściągniętym, by przygotować „wystawkę”, jest miejsce na takie relacje? Jedna strona chce szybko dobić targu, druga – bardziej niż praktycznej porady o kolorze kamienia – często potrzebuje po prostu wysłuchania.
Skończoną pracę pani Elżbieta opisuje następująco: „Efektem tych prac jest prawdziwe dzieło sztuki – piękne, jedyne! Jest to żywa postać, wiernie odtworzona.”
To podwójna rzeźba: postać 3-letniego Krzysia i postać 25-latka – alegoria krótkiego życia syna pani Elżbiety. Rzeźba o tak mocnej wymowie, że każdy przechodzący obok niej zatrzymuje się choć na chwilę. Wiele osób przechodzi nawet przy każdych odwiedzinach nekropolii, nierzadko nadkładając drogi, bo – jak wszyscy zauważają – „tu, przy tej rzeźbie, zawsze się coś dzieje”.
Oczywiście nie każdy jest zainteresowany lub ma możliwość poświęcić tyle uwagi jednemu klientowi. Nie każdy klient chce zainwestować w nagrobek tyle uczuć, czasu, uwagi... Jednak pamiętajmy, że za każdym nagrobkiem chowają się jakieś emocje. Zwykle bardzo silne.
„Rzeźba spełniła nasze oczekiwania, obrazuje uczucia, pamięć. Całość dopełnia nazwa rzeźby: „Portret podwójny Hommage a Krzysztof Piekielniak – w hołdzie Krzysztofowi Piekielniakowi” – kończy pani Elżbieta.
Do przeczytania całej opowieści pani Elżbiety zapraszamy na naszą stronę internetową. By nie uronić ani jednego niuansu, zamieszczamy ją zachowując stuprocentową zgodność z oryginałem. To niesamowita lektura. Nie zamieścimy jej na fanpage, aby nie zniknęła przykryta kolejnymi wpisami „co słychać?” i „relacjami na żywo”. Jest warta tego, by trwać.
www.kurierkamieniarski.pl/krzys
| « poprzednia | następna » |
|---|