Nie-pomniki

Kategoria: Ludzie i miejsca   |   Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data: środa, 19 grudnia 2018 14:20

97np1.jpg


Temat „nie-pomników” pojawił się na łamach Kuriera Kamieniarskiego w sierpniu tego roku w artykule podsumowującym VII Strzegomskie Biennale Rzeźby w Granicie. Rozpoczął go Norbert Sarnecki – doktor sztuki związany z Poznaniem – który był uczestnikiem tego biennale. Oto kontynuacja tamtej rozmowy.

Dariusz Wawrzynkiewicz: Od wielu lat interesują Pana dwa zagadnienia: rzeźb nie będących pomnikami – nazywanych przez Pana nie-pomnikami – i temat przestrzeni publicznej.

Norbert Sarnecki: Te dwa zagadnienia według mnie są dość ściśle ze sobą związane. Pomniki jako symbol upamiętnienia mają ogromną tradycję i mocno osadziły się w powszechnym widzeniu rzeźby w przestrzeni publicznej.
Niestety dość często decyzja o ich powstaniu powodowana jest chęcią upamiętnienia jakiejś postaci czy wydarzenia, na zasadzie: „postawmy monument – czyli postać na cokole – i sprawa będzie załatwiona”. Trudno znaleźć decydentów, którzy rozumieją, że takie podejście nic nie daje.
Powstają monumenty, które dla mieszkańców szybko stają się obojętne, a przyjezdni ich nie zauważają, bowiem upamiętnienie często znajduje się na większej wysokości i przez to jest niewidoczne.
Przecież czasy są takie, że nie byłoby problemu, aby pomnikowi towarzyszyły nowe technologie.

Kod QR umieszczony przy takim upamiętnieniu mógłby odsyłać na stronę, gdzie byłaby pełna informacja o postaci czy wydarzeniu. Młodych ludzi taki kod kusi, aby sprawdzić, co się pod nim kryje. Zresztą upamiętnienia, mogą przecież w ogóle przybierać formę cyfrową, a odniesieniem do niej może być element zwracający uwagę – na przykład inicjały patrona ulicy i kod QR na podświetlanej płytce w chodniku. Szkoda, że poglądy władzy nie nadążają za nowoczesnością. Więcej dla upamiętnienia postaci dałyby okresowe akcje – przykładowo baner, czy jakaś inna forma eventu.

Wszystkie formy materialne wrastają w przestrzeń i ludzie dość szybko uczą się je omijać – wzrok się już na nich nie zatrzymuje.
Oczywiście fizyczne przedstawienie też ma rację bytu – ale powinno być przemyślane i znaleźć się w przestrzeni w konkretnej aranżacji.
Inna sprawa, że często ogłasza się konkurs na jakieś upamiętnienie, w którym warunki są takie, że w praktyce wykluczają z udziału rzeźbiarzy. Wymagane są przykładowo projekty zagospodarowania przestrzeni wraz z kosztorysami.

DW: W Polsce powstaje bardzo dużo pomników. Niestety, jak wszyscy widzimy, ich jakość artystyczna jest często słaba. Czy według Pana, realistycznie odwzorowana postać 1 : 1 to faktycznie najlepsze rozwiązanie?

NS: To właśnie jest problemem. Mamy dużo dobrych artystów, którzy potrafią zaprojektować i wykonać taką formę, która będzie upamiętnieniem, ale nie w postaci klasycznej – postać na cokole. A zagadnienie skali 1 : 1 to już zupełne nieporozumienie. Tego uczą na studiach. Jeśli rzeźbi się postać, to musi być ona albo większa albo mniejsza od oryginału.
Rzeźba naturalnej wielkości jest źle odbierana – to przestaje być pomnik, a zaczyna być manekin. Szczególnie na zewnątrz w przestrzeni miejskiej. To są zresztą kanony, opracowane już w starożytności.
Nie mam nic przeciwko rzeźbom postaci, ale trzeba wiedzieć, kiedy używać określonych środków. Dobra rzeźba przedstawiająca – też staram się taką robić – może zostać ujęta w jakiś cudzysłów i mieć współczesny charakter.

To jest zresztą także problem architektury. W swoim czasie byłem w komisji konkursu archi-tektonicznego dotyczącego zabudowy historycznych miejsc pewnego miasta. Tam konserwator zabytków, pytany o nowe obiekty, powiedział ważną rzecz: żadnych obiektów udających historyczne. Architektura w takiej sytuacji ma nawiązywać do otoczenia – stworzyć ład wizualny, a nie udawać XIX wiek. Ciekawe, że chyba najtrudniejsza jest zmiana gustów na cmentarzach. Nie da się zauważyć zmian w estetyce cmentarzy polskich. Ciekawsze realizacje są sporadyczne. Trochę lepiej jest w architekturze i pomnikach, ale też zmiany są za wolne.

DW: Wśród powstających rzeźbiarskich prac zauważyć można pewne okresowe mody. Przykładowo słynne ławeczki. Są już chyba we wszystkich miastach. Zastanawiam się, czy to brak inwencji twórców, czy inne powody?

NS: Fakt, masowe tworzenie kolejnych ławeczek to koszmar. To jednak problem zamawiających. To są po prostu zlecenia. Też takie realizowałem, ale starałem się nadać temu jakiś indywidualny charakter. Rzecz w tym, aby była jakaś wartość dodana.

Przy realizacji ławeczki Staszica poświęciłem sporo czasu na studiowanie historycznych informacji dotyczących strojów z tamtej epoki. Załatwiłem sobie możliwość zobaczenia nie udostępnionych zasobów muzealnych, co też poszerzyło moją wiedzę i pozwoliło przekazać ją innym. Jednak sama skłonność zamawiających do rozwiązania „ławeczka i siedząca na niej postać” stała się koszmarem. Przecież można to zaaranżować inaczej. Niestety zlecający nie chcą dać swobody twórcom.

DW: A sprawa pomników na cokołach?

NS: Niestety, to też zwykle pomysły zamawiających. Chyba mają wrażenie, że jeśli wyniesie się pomnik na cokół, to będzie to większe upamiętnienie. Złych przykładów jest wiele. Jest pomnik Hipolita Cegielskiego w Poznaniu.
Wyniesiony na ponad trzymetrowy cokół, a zlokalizowany jest na małej powierzchni na rozjeździe ruchliwych ulic. Żeby go zobaczyć, trzeba zadrzeć głowę. Pomnik praktycznie zniknął. Cegielski był nie tylko fabrykantem, właścicielem zakładów – znał się też na urządzeniach mechanicznych i był jednym z pierwszych autorów literatury o tematyce technicznej. Gdyby stał na ziemi, w sąsiedztwie ciekawej aparatury z ruchomymi elementami, to byłaby możliwość bezpośredniej interakcji z pomnikiem i zapewne byłby zauważany.

DW: Mam wrażenie, że stawiamy pomniki za szybko. Czy nie lepiej by było zaczekać jakiś czas z decyzją o budowie pomnika? Czas chyba najlepiej weryfikuje bohaterów.

NS: Absolutnie tak. Niestety, często w ten sposób robi się krzywdę tym postaciom. Przykładów starszych i nowszych nie brakuje. Karol Wojtyła doczekał się ogromnej ilości pomników – a przecież sam sobie tego nie życzył. Prawdopodobnie za dwa pokolenia część z nich – zwłaszcza najgorszych – zostanie rozebrana lub zmieniona.

Przestrzeń nie jest z gumy i decydenci powinni być ostrożniejsi z jej zapełnianiem. Tym bardziej, że jest to przestrzeń publiczna – należąca do nas wszystkich, a nie tylko do decydentów, którzy piastują władzę tylko czasowo.

Wstrzymanie się z szybką realizacją pomników daje jeszcze jeden pozytywny aspekt – po dłuższym czasie łatwiej jest zaważyć niuanse postaci i lepiej ją przedstawić.
Najważniejsze jest, aby pamiętać, że każde miejsce po naszej ingerencji powinno być lepsze, niż przed ingerencją. Jeśli nie ma takiej pewności, lepiej pozostawić to miejsce bez zmian.

DW: W tym kontekście koncepcja rzeźb wzbogacających przestrzeń publiczną, a nie będących pomnikami, jest bardzo atrakcyjna. Wiem, że udało się Panu kilka takich projektów zrealizować.

NS: Chyba najbardziej zadowolony jestem z realizacji w Poznaniu na ulicy Strzeleckiej. To w za-sadzie realizacja fontannowa. To jest nie-pomnik, a zarazem przedstawienie w formie XIX-wiecznej. Aranżacja związana jest bezpośrednio z wodą. Nad zbiornikiem fontanny przedstawiłem trzy postaci, a z jedną z nich wiąże się zabawna historia.

Kiedy zakończyliśmy realizację, mieszkańcy zaczęli dociekać, kim jest postać nad wodą. Trudno było ludziom zaakceptować, że nie jest to jakaś konkretna osoba. Część zaczęła uważać, że to profesor Zbigniew Zakrzewski – poznański ekonomista, ale też miłośnik historii Poznania. Na dodatek realizacja znajduje się na skwerze Zakrzewskiego. W Poznaniu jest doskonały pomnik profesora Zakrzewskiego i, jak łatwo zauważyć, moja postać wizualnie nie ma wiele wspólnego z profesorem – choćby ze względu na posturę postaci. Mimo to ludzie ochrzcili moją postać nad wodą „profesorem” i taka nazwa zaczęła funkcjonować w mowie potocznej.

97np2.jpg

Mam do tej pracy szczególną sympatię. W tym przypadku architekt miał wolną rękę i realizował założenie, że ma to być przestrzeń dla ludzi szukających chwili relaksu. To dla mnie było powodem, żeby zaproponować taką postać mieszkańcom Poznania. Myślę, że tworzy to pozytywną narrację sprzyjającą wypoczynkowi.

Ciekawe, że poza nadawaniem nazwy „profesor” mojej rzeźbie, znalazłem już sporo ciekawych interpretacji mojej pracy. Przykładowo w Wikipedii zinterpretowano pracę, jako odpowiedź na zagrożenia klimatyczne. Pewnie dlatego, że w czasie, gdy pomnik został ukończony, w Poznaniu odbywał się Szczyt Klimatyczny i decydenci chcieli coś odsłonić. O samej uroczystości i oficjalnym uruchomieniu fontanny i uroczystości dowiedziałem się po fakcie, z gazety. Chyba zapomniano mnie zaprosić.

97np3.jpg

DW: Widziałem też na zdjęciach pracę „Nie-pomnik w montażu”.

NS: To też praca dla mnie ważna. Pomnik realizowałem w 2010 roku i był on częścią mojej pracy doktorskiej. Chciałem zainteresować przechodnia samą materią rzeźby pomnikowej, a nie postacią czczoną zwykle w taki sposób, która po odsłonięciu i początkowym zainteresowaniu jest szybko zapomniana. Pomnik wykonałem klasycznie – jest postać, jest cokół, ale całość zdekonstruowałem. Na pomniku umieściłem łacińską inskrypcję: Lector, si monumentum requiris circumspice” – „Czytelniku, szukasz pomnika – rozejrzyj się wokół”.
Później dodatkowy wyraz realizacji dodało życie.

Kilka miesięcy po odsłonięciu elementy składowe pomnika na pewien czas rozdzielało ogrodzenie. To była praca tymczasowa, ale chcę wrócić do tego projektu i wykonać go z twardszego i trwalszego materiału.

DW: Czy temat nie-pomników będzie miał kontynuację?

NS: Jest ciekawy projekt. Trzepak. Wszyscy pamiętamy, że taki prosty przedmiot, złożony z kilku rur, był dla wielu pokoleń czymś znacznie ważniejszym niż jego funkcjonalność i przedmiot do ćwiczeń gimnastycznych. To było miejsce, w którym spotykaliśmy się w pewnym okresie życia. To na podwórku, przy trzepaku, uczyliśmy się relacji międzyludzkich i hierarchii społecznych.
Rozmawiałem o tym w gronie międzynarodowym i okazuje się, że trzepak – i jego społeczne funkcje – są znane w Polsce, Rosji, krajach nadbałtyckich i wschodnich Niemczech. Poza tym zrobiłem research i okazuje się, że ten temat jest znany do pokolenia trzydziestoparolatków. Rozmawiałem z psycholog, która zna mój projekt. Powiedziała, że mamy obecnie skokowy wzrost ilości samobójstw wśród dzieci. Poniekąd to brak uczenia się relacji wśród dzieci w realnych kontaktach z rówieśnikami. Na osiedlach nie ma już takich grup dzieci, w których kształtują się zachowania społeczne.

Ten mój pomysł na trzepak, to właśnie symbol tego, czego brakuje współcześnie – miejsca gdzie ludzie się socjalizują.
Mam nadzieję, że trzepak będzie tylko początkiem tworzenia miejsca, gdzie znowu spotkają się dzieci. Rozmawiam o tym z deweloperem, któremu zaproponowałem tę rzeźbę, właśnie w kontekście powstania miejsca spotkań. Jest nadzieja, że coś z tego wyniknie.

97np4.jpg

DW: Czy zdarza się, aby inwestor, chcąc wzbogacić przestrzeń, w którą inwestuje, dał rzeźbiarzowi wolną rękę?

NS: Niestety takiego komfortu nie ma. Zarówno inwestorzy, jak i władze miejskie zwykle historyzują. Spodziewają się konkretnej wizji – ale związanej z historią, czyli postaci na cokole. To nie jest budujące. Niby nie ma wprost oczekiwania, że będzie ludzik na cokole – ale taka propozycja ma większe szanse na uznanie. Trudno zaskarbić sobie uznanie jakąś inną wizją.
Prywatnych inwestorów na razie jest mało, a jeśli się pojawiają, to mają takie samo nastawienie.

DW: Czy podejście władz jest zachowawcze?

NS: Władze są emanacją społeczeństwa i nie można się na to obrażać. Mamy trudny bagaż historii, elit intelektualnych utraconych w czasie II Wojny Światowej i władzy komunistycznej. Ta wyrwa pokoleniowa wciąż daje o sobie znać. Niestety edukacja artystyczna kuleje i efekty odczuwamy bezustannie. Efektem końcowym są te problemy, z którymi spotykamy się na co dzień.

DW: Miejmy nadzieję, że przyszłość będzie lepsza i z większym wyczuciem będziemy realizować pomysły zabudowywania przestrzeni publicznej. Dziękuję za rozmowę.

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.