
Od redakcji
Tytułem wstępu
Na zakończenie tegorocznego Strzegomskiego Biennale Rzeźby w Granicie, odbyła się konferencja pod tytułem „Kształt”. Zaproszono na nią kilku prelegentów.
Jeden z wykładów – prof. dra hab. Andrzeja Szarka „Źródła” uznaliśmy za wybitnie interesujący ze względu na poruszenie kluczowych zagadnień dotyczących sztuki, ale też naszej współczesności. Poprosiliśmy prelegenta o zgodę na opublikowanie tego wystąpienia i dzięki temu możemy zaprezentować poglądy prof. Andrzeja Szarka na zagadnienie kształtu.
Zapraszamy do lektury.
Źródło
Kiedy zostałem zaproszony na konferencję w Strzegomiu, ucieszyłem się. Ale zaniepokoił mnie temat konferencji – „Kształt”. Dla mnie kształt jest w zasadzie całym złem tego świata.
Przyjrzyjmy się historii sztuki i powstałym w różnych okresach obiektom – rzeźbom, obrazom itp. – które zaistniały tylko jako wynik kształtowania. Pozbawione myśli, idei funkcjonowały jako elementy dekoracyjne, a nie obiekty mogące zyskać miano sztuki. Dopiero kształt, wypełniony myślą, staje się formą, o której możemy mówić - dzieło sztuki.
Inne obiekty – mające kształt – mają swoje funkcje i znalazły swoje miejsce w świecie. Na przykład w przestrzeni architektury. Ale też w wielu innych obszarach. I różnie wypełniają swoje funkcje.
Wiemy, jak trudno znaleźć krzesło, na którym dobrze się siedzi, czy łyżkę, którą wygodnie się konsumuje posiłek. Dlaczego? Bowiem ci, którzy zrobili takie obiekty, nie pamiętają, jak ważne jest skorelowanie formy z funkcją. Po prostu myślą o kształcie. Te kształty mają być atrakcyjne, oryginalne, konkurować z innymi. Krzesło z krzesłem, karoseria samochodu z inną.
Powstaje pytanie: jaka jest funkcja kształtu w sztuce? Sam kształt jest tylko kształtem i niczym więcej. Dopiero wypełniony myślą (talentem) staje się formą, dziełem sztuki.
Wiecie państwo, że trzeba uderzyć w skałę, żeby wypłynęło źródło. Ta skała staje się wartością, gdy wypływa z niej woda. Zauważmy jaką pustynią jest współcześnie świat wypełniony kształtami nieniosącymi ze sobą myśli.
Oglądając obiekty powstałe jako twory współczesnego świata zafascynowanego kształtami w dadaizmie, impresjonizmie, kubizmie i innych „izmach” szukam myśli. Czasem ją znajduję, ale w większości przypadków niestety nie. To są po prostu kształty, które należy zakwalifikować jako dekoracje. A artyści nie są przecież od dekorowania świata – ich celem powinno być przekazywanie myśli. Oczywiście za pomocą kształtów. Ale dopiero kiedy kształtom przekazujemy myśl, to stają się one formami.
Wydaje mi się, że Bóg tworząc człowieka, stworzył kształt i nakazał mu wprowadzić w ten kształt myśl – „wtedy będziesz do mnie podobny”. Zatem musimy ten kształt wypełnić myślą. Mamy wolną wolę, ale nie oznacza to, że mamy czekać, aż ktoś obdaruje nas myślą. Nie, to my sami musimy odnaleźć w sobie myśl.
To talent skierował mnie na drogę kultury. Dzięki temu poprzez swoje prace mogę przekazywać swoje myśli. Współcześnie jednak zniknęło takie pojęcie jak natchnienie. Od lat nie słyszę tego słowa. Rzadko też słyszę pojęcie talent. Czy to nie jest jakaś forma walki z formą? Kształt jest łatwy, kształt jest prosty – kształt nie wymaga dyskusji. Nie zaczepia, nie wywołuje emocji. Dopiero kształt wypełniony myślą staje się formą, formą budzącą człowieczeństwo.

Cała historia sztuki, od starożytności po dzień dzisiejszy, jest fantastyczną opowieścią o człowieku. Przez wiele tysięcy lat udawało się nam robić formy. Oczywiście nie wszystkie to formy, część z nich to tylko kształty. Kształty, które mają się podobać, mają spełniać swoje zadanie estetyczne. Mają zadowolić tego, kto zamówił dzieło. Jednak proporcjonalnie rzecz ujmując, przez jakieś 3000 lat więcej jest form niż w ostatnich stu latach. Współcześni twórcy realizując kształty zapominają o formie, jakby forma budziła strach, lęk czy poczucie niebezpieczeństwa.
A sztuka ma mieć coś do powiedzenia.
Według ideologii, polityki, sztuka powinna być narzędziem np. do realizowania zadań. Narzędziem tylko, więc nie powinna mieć ambicji osobistych przemyśleń. Jeśli nie wywołuje reakcji, jest tylko kształtem i jest bezpieczna.
Wracając do myśli, tchnienia i natchnienia. Najpierw jest myśl, tak jak na początku było słowo. Potem z myśli wyłania się natchnienie, które zamienia się w tchnienie. Dopiero ten stan pozwala tchnąć myśl w kształt. To jest nasz obowiązek, to talent, to wymóg bycia artystą. Jeśli tego nie ma, to jesteśmy tylko narzędziem w rękach polityki zleceniodawców.
Dzisiaj instytucją, która się nami posługuje, jest organizacja posiadająca pod swoim wpływem ogrom galerii tworzących armię kuratorów wystaw, którzy trzymają na smyczy artystów, narzucając im sposób widzenia ich pracy. Dlatego rozmowa o kształcie to za mało.
Co przyniósł nam XX wiek? Walkę szczurów i poddawanie się dyktatowi blokujących tworzenie form. Można dziś zapytać gdzie są ci artyści, którzy wprowadzali kubizm. Było ich wielu, a znamy dwóch, trzech... A gdzie ci, którzy wprowadzali myśl w kształt? Cały wiek XX był poligonem doświadczalnym, który skutecznie doprowadził do wyłączenia myśli, talentu i natchnienia u całej rzeszy artystów.
Widziałem prace Aborygenów. To są prace wybitne, wyjątkowo uczulone na naturę i wypełnione myślą. Tam nie ma prac dekoracyjnych. Nawet, jeśli jakaś wydaje się dekoracyjna, to po głębszej analizie i tak dostrzeżemy, że zawiera pierwiastek myśli i poglądów.
Byłem kiedyś na plenerze w Černym Balogu na Słowacji. Spóźniłem się, i kiedy przyjechałem, materiał rzeźbiarski w postaci wielkich, kilkumetrowych bali drewnianych, był już podzielony między uczestników. Ten materiał, który pozostał dla mnie, był chory – praktycznie nie nadawał się do rzeźbienia. Cały środek bala był spróchniały. Inni uczestnicy pleneru już intensywnie pracowali, cięli te piękne zdrowe bale na ogromnej pile na dechy. Potem, przy pomocy wielkich gwoździ, kształtowali swoje prace. Tworzyli kształty – było ich tyle, ilu było współuczestników pleneru.
Ja swój kawałek materiału wyczyściłem w środku, postawiłem pionowo i wyciąłem w nim okienko, w którym osadziłem kratkę. Przed tą prawie rzeźbą postawiłem klęcznik. Ja to nazwałem „Konfesjonał przydrożny”. Potem wziąłem koszyk i pozbierałem wśród moich kolegów łebki gwoździ (oni po zbijaniu swoich prac obcinali łebki gwoździ, aby nie było widać łączenia). W ostatnim dniu, kiedy wszystkie prace były zakończone – piękne i dekoracyjne – ja te obcięte główki wbiłem w mój „konfesjonał”. Na pytanie, co to jest – odpowiedziałem, że to symbol pierwszych grzechów. Powstała jakaś myśl, przekaz. Nie kształt.
Oczywiście kształt był, ale tylko jako nośnik mojego przekazu. Kiedy jadę samochodem, to nie jadę kształtem. Interesuje mnie droga, miejsce, do którego jadę... Przed moim konfesjonałem na klęczniku klęknął tylko jeden plenerowicz. Odbiorcy zaś prawie wszyscy.
Kiedy po 10 latach odwiedziłem to miejsce, okazało się, że po tych pięknych kształtach, realizacjach plenerowych moich kolegów nie ma śladu, a moja rzeźba stoi do dziś…
Dlaczego?
...
Dziękuję za uwagę.
| « poprzednia | następna » |
|---|