
Styczeń, piękna pogoda, mamy już połowę miesiąca. Czarni wrócili do roboty. Następuje powolne odpalenie kamieniołomu, po tygodniu chłopaki z Polski są już w drodze. Kiedy dolatują do RPA, jak zwykle Afrykanerzy i Czarni mają już sto tysięcy problemów oraz powodów do wyciągania ręki po kasę. Po kilkuletnich doświadczeniach odpowiadamy – ze zrozumieniem i troską na twarzy – „tomorrow”.
Przed świętami – a w sumie to 24 grudnia – kończą składać volvo 220. Skrzynia biegów złożona, zamontowana w maszynie. Dostaję filmiki – notabene na meczu córki w siatkówkę – jak maszyna jeździ i dźwiga. Mówię sam do siebie: „Zaj…cie! Powoli odbudowujemy park maszynowy. Następny cel to 350-tka!”.
Po kilku dniach Mietek dzwoni do mnie z tekstem, że coś jest nie tak ze skrzynią w 220-ce. „To się maszyna najeździła” – cedzę przez zęby. Maszyna znów zatrzymana, rozebrana i skrzynia wyciągnięta. Okazało się, że strzeliło jedno łożysko, które uruchomiło sekwencję lawinową. I znowu wszystko się posypało w skrzyni! Nasz czarodziej, który to składał, był tak przeświadczony o swoich możliwościach i umiejętnościach, że nas owinął dookoła palca do tego stopnia, że mu zaufaliśmy i powierzyliśmy tak ciężkie zadanie, jak złożenie skrzyni biegów do maszyny, której popularność w RPA jest na podobnym poziomie jak popularność samochodów TATA w Polsce. Oczywiście powiecie „gwarancja i rękojmia”! Jasne! Ale wróćmy na ziemię: jesteśmy w RPA. To jest inny świat. Przerzucanie odpowiedzialności, spychologia i znajdowanie innego winnego jest na porządku dziennym. Tak było oczywiście i w naszym przypadku. Winne było łożysko – łożysko kupił Mietek i Mietek jest winny, bo złe łożysko kupił. Proste? Kiedy usłyszałem tłumaczenie tego Bura, wpadłem w takie nerwy, że musiałem tabletki na nadciśnienie zażyć. Rozłączyłem się, ochłonąłem i próbowałem ustalić, co się stało. Mietek kupił porządne łożysko produkcji niemieckiej, tylko nasz czarodziej uszkodził łożysko, zbyt mocno wbijając je na wałek. Wystarczyło trochę czasu i temperatury, aby wszystko szlag trafił! Kolejny worek kasy wydany na… Na co? Na skrzynię zepsutych części.
I znowu człowiek staje sam przed sobą z pytaniem, czy warto cokolwiek powierzać tym (…) @#$%&*^. Czy nie lepiej wsadzić maszynę do kontenera i razem z blokiem wysłać do Polski, naprawić, złożyć i sprawdzić tak, jak powinno się to zrobić od początku. I zapomnieć o problemach. Tylko znów oznacza to czas i pieniądze, które coraz ciężej zarobić. Muszę więc zainwestować i wydawać kasę za czyjeś błędy. Oczywiście historia z Burem skończyła się kłótnią i awanturą, po której pozostał niesmak. Na szczęście zebraliśmy w porę wszystkie części, które czekają na wysyłkę do Europy.

Jakby tego było mało, w weekend nadszedł front burzowy, który zalał kopalnię. Mieliśmy ponad 2 metry wody, bo zlewnia jest tak potężna, że nie nadążaliśmy wypompowywać. Trzeba było odczekać kilka dni na przerwę w opadach, aby próbować to odpompować. Kiedy już mogliśmy wpuścić maszyny do pracy oraz rozstawić liny diamentowe i wiertnice dolnomłotkowe, opady wróciły z taką siłą, że pracownicy w samej bieliźnie wchodzili do wody, żeby zaczepić zawiesia i ratować maszyny.
To jest tylko kamieniołom. Na zboczu góry będącej potężną zlewnią. Kopalnię potrafiło zalać w ciągu kilku godzin taką ilością wody, że odpompowanie trwało kolejne 2-3 dni. Walka z naturą trwała w kółko przez trzy tygodnie.
Z powodu głupoty Bura przekonanego o swoich umiejętnościach straciliśmy maszynę, a pogoda odebrała możliwość pracy na prawie trzy tygodnie. Pensje ludziom trzeba będzie wypłacić, rachunki za energię zapłacić… A produkcję w to miejsce otrzymałem wielkości okrągłego zera! Więc wracając do tytułu naszego felietonu: niestety czasami może się posypać wszystko – nawet coś, czego możesz być pewien, że jest w porządku!
TIA! – this is Africa!
TIA – This is Africa – to najczęściej powtarzany przeze mnie zwrot w odniesieniu do RPA. Przez ostatnie kilkanaście lat powtórzyłem go tysiące razy. Na głos i w myślach.
| « poprzednia | następna » |
|---|