Krótka historia targów KAMIEŃ - cz. I

Kategoria: Targi   |   Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data: wtorek, 01 czerwca 2010 22:54

45Międzynarodowe Targi Kamienia i Maszyn Kamieniarskich KAMIEŃ to prawie dwie dekady historii rozwoju polskiego kamieniarstwa. O tym jakie były początki imprezy rozmawialiśmy z panią Krystyną Banaszczyk - prezes Geoservice-Christi, organizatora pierwszych edycji targów.

Kurier Kamieniarski:
Nawiązując do poprzedniej naszej rozmowy (Kurier Kamieniarski 1/2010), proszę opowiedzieć o pierwszych targach KAMIEŃ.

Krystyna Banaszczyk:
Już wspominałam, że w latach osiemdziesiątych założyłam firmę zajmującą się geodezją, geologią i techniczną obsługą budownictwa. Później nastąpił okres przemian ustrojowych w Polsce. Słynny plan Balcerowicza, raczkujący kapitalizm, nowe sytuacje społeczne i gospodarcze. Otwierały się nowe możliwości, inne zamykały, a jeszcze inne skręcały na zupełnie nowe tory. W budownictwie wiele się pozmieniało. Zgłosił się do mnie Australijczyk polskiego pochodzenia, który bardzo chciał zainwestować w kamieniarstwo w Polsce. W tym czasie to było coś nowatorskiego, nawet dziwnego, bo kamieniarstwo wtedy było kojarzone praktycznie wyłącznie z nagrobkami. Po wielu zmianach koncepcji zorganizowaliśmy pierwsze, próbne targi dla branży kamieniarskiej - miejscem wystawy hala w byłej jednostce Armii Czerwonej w Jaworze na Dolnym Śląsku uczestniczyło w nich około 30 firm.

Później młody polski kapitalizm pokazał kły. Inflacja spowodowała, że inwestor zagraniczny wycofał się z interesów w Polsce. Zostałam na gruzach, ale z pewnym rozeznaniem w branży. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co będzie dalej. Zaczęli do mnie jednak przyjeżdżać i dzwonić uczestnicy targów w Jaworze dopominając się o kontynuację. Pomyślałam, że może warto spróbować. Na targach w Jaworze była pani Holländer z niemieckiej gazety Naturstein, która napisała o nich bardzo pozytywny artykuł. Znałam ówczesnego prezydenta Wałbrzycha, pana Grzemajmę, więc wzięłam pod pachę Natursteina, pojechałam do Wałbrzycha i złożyłam ofertę. Wałbrzych, podobnie jak Jawor był wyborem świadomym - w sercu zagłębia kamieniarskiego. Prezydent podchwycił temat i tak mieliśmy plan: zorganizować targi kamieniarskie!

Strasznie to przeżywałam, bo Geoservice-Christi miał ograniczone środki. Nie było pieniędzy na promocję, więc chałupniczymi metodami przygotowywaliśmy ulotki, powielane na ksero, i rozsyłaliśmy do firm. A potem było już tylko czekanie. Czekanie na zgłoszenia, zapisywanie każdego telefonu, znów czekanie, nieustanna nerwówka podsycana przez powtarzające się telefony z wałbrzyskiego ratusza z pytaniami o liczbę zgłoszonych wystawców. Niby zainteresowanie nie było najgorsze, ale tak naprawdę to pierwsza była firma, do dziś to pamiętam, Lebau Granit. Zgłosili się i od razu wpłacili zaliczkę. Kilka tysięcy marek niemieckich. Zaliczka została od razu wydana na kolejne działania promocyjne. I od tego momentu zaczęły się konkretne zgłoszenia. Spodziewałam się, że może uda nam się osiągnąć liczbę 20 wystawców, ale rzeczywistość przygotowała mi wielką niespodziankę. Na pierwsze Wałbrzyskie Targi Kamienia i Maszyn KAMIEŃ w listopadzie 1993 roku przyjechało 54 wystawców!

Kurier Kamieniarski:
Jakie oceny wystawili pierwsi wystawcy?

Krystyna Banaszczyk:
Wałbrzyska hala sportowa OSiR, bo tam odbywały się pierwsze targi, była w całości rozplanowana pod stoiska. Ale wystawcy, zwłaszcza zagraniczni, przyjeżdżali i łapali się za głowę. W standardach międzynarodowych hala OSiR wyraźnie odstawała od warunków, do których przywykli. Usłyszałam, że to kurnik, że zabudowa trzyma się chyba na sznurki, że warunki mniej niż prymitywne... Cóż, dziś mam świadomość, że rzeczywiście tak mogło wyglądać. Ale ci sami wystawcy przychodzili do mnie w czasie targów i z entuzjazmem mówili: „Pani Krystyno! Może warunki okropne, może hala nędzna, ale ludzie wspaniali! Tacy ludzie mają przyszłość!”. Tak mi mówili!

Kurier Kamieniarski:
Co Pani wspomina z tamtego czasu?

Krystyna Banaszczyk:
Napięcie. Chwile kiedy zaczęły przyjeżdżać pierwsze ciężarówki wypakowane maszynami, sprzętem i kamieniem pamiętam do dziś. Pamiętam jak osobiście pilnowałam rozładunków do późnych godzin nocnych, jak robiłam kawę dla wystawców, jak rodziły się nowe znajomości, a wręcz przyjaźnie, zawarte w płatkach śniegu. Bo w zasadzie tradycją było, że kiedy w Wałbrzychu były targi, to zawsze padał śnieg. Ale przede wszystkim atmosferę. Rodzinną, przyjacielską, niemalże domową. To, co przetrwało do ostatniej wrocławskiej edycji. „Familien Messe” - jak mówili Niemcy, którzy stanowili znaczącą grupę wystawców. Wszyscy byli dla siebie i gościem i gospodarzem. I tak do siebie się odnosili.

Mimo wszystko, a może pod wpływem tej atmosfery, nadal miałam wątpliwości co do oceny targów. Pomogła mi dopiero rozmowa z jednym z wystawców z Niemiec, którego nazwisko ciepło wspominam. Stwierdził, że targi to sukces przez duże „S”, bo w Norymberdze na pierwszych targach było 20 wystawców. U nas było 54 wystawców i to przekonało mnie do kontynuowania pomysłu targów kamieniarskich.

Kurier Kamieniarski:
Jak rynek zareagował na nowe targi?

Krystyna Banaszczyk:
W znaczeniu lokalnym i regionalnym targi były istotnym wydarzeniem. Media każdorazowo nagłaśniały ich rozpoczęcie. Telewizja relacjonowała kolejne dni, a radio prowadziło audycję na żywo. Każdego roku jeden dzień w Radio Wałbrzych był tzw. dniem targowym. Tego dnia na gorąco komentowałam wydarzenia na targach w trakcie kilku bezpośrednich wejść „na żywo”. Do dziś przechowuję kasetę z zapisem audycji radiowej nadawanej przez całe targi w 1996 roku. Natomiast zainteresowanie targami ze strony zwiedzających z całej Polski potwierdziło, że taka wystawa była potrzebna. Owszem, pojawiały się jakieś lokalne imprezy, często powiązane z targami o innej, nierzadko odległej, tematyce. Ale nasze targi były pierwszymi stricte kamieniarskimi targami w Polsce, a nawet w tej części Europy. Po targach niejednokrotnie dzwonili do mnie wystawcy pytając o kolejne edycje ponieważ zauważyli znaczący wzrost obrotów po powrocie z targów.

Kurier Kamieniarski:
Co przyniosły kolejne edycje targów KAMIEŃ?

Krystyna Banaszczyk:
Z roku na rok zainteresowanie targami było coraz większe. W 1996 stało się jasne, że wałbrzyska hala sportowa już nie wystarcza na potrzeby targów. Giełdę minerałów, stanowiącą nieodłączny element targów od początku ich istnienia, upychaliśmy po kątach, na balkonach, galeriach i na widowni, a i tak miejsca było zbyt mało. Z żalem musiałam odmawiać wystawcom, którzy zgłosili się późno. W roku 1997 obok hali OSiR postawiliśmy pawilon. To poprawiło tylko trochę sytuację, mogliśmy przyjąć ponad 70 wystawców. W roku 1998 oprócz pawilonu, targi zajęły nowootwarte Centrum Targowo-Wystawiennicze, które mieściło się 100 m od hali OSiR, po drugiej stronie skrzyżowania. Dzięki temu mieliśmy ponad 50-procentowy wzrost wynajętej powierzchni wystawienniczej. W tym też roku po raz pierwszy w Polsce zaprezentowali swoją ofertę wystawcy z Indii i Kanady. W roku 1999 przekroczyliśmy „setkę” i podobnie jak 3 lata wcześniej osiągnęliśmy stan całkowitego nasycenia. W targach wzięło udział 109 wystawców, których ofertę obejrzało ponad 3200 zwiedzających. I podobnie jak 3 lata wcześniej musieliśmy odmawiać firmom, które zgłosiły się zbyt późno.

Kurier Kamieniarski:
To był ostatni KAMIEŃ w Wałbrzychu?

Krystyna Banaszczyk:
Tak. Kiedy po tych targach zastanawiałam się co dalej począć, przyszedł do mnie mój zastępca, Bruno Dowgird, i wyznał: „Nie wiem co na to powiesz, ale zarezerwowałem Halę Ludową*”. I to przesądziło o przeniesieniu targów KAMIEŃ do Wrocławia. Bruno przejął też obowiązki organizacyjne, zajął się wszystkimi sprawami związanymi z targami, więc postanowiliśmy, że on przejmie również ster firmy. Objął stanowisko prezesa Geoservice-Christi, a ja mogłam odpocząć od pełnej aktywności zawodowej i w końcu zająć się sprawami duchowymi.

Kurier Kamieniarski:
Najmilsze wspomnienie z pierwszych edycji?

Krystyna Banaszczyk:
Myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, że nasze targi stały się dźwignią rozwoju kamieniarstwa w Polsce. Po pierwszej edycji targów odwiedziliśmy kilka firm kamieniarskich w Europie Zachodniej. Porównanie metod pracy niestety nie dawało powodów do dumy: tam komputeryzacja i mechanizacja, w Polsce ręczne, siermiężne metody bez mała walki z kamieniem. Ale po kolejnych targach zauważyłam coraz większe zainteresowanie nowymi technologiami, pierwsze zamówienia na zaawansowane narzędzia, kontrakty na pierwsze importowane maszyny. Początkowo używane, ale z czasem również i nowe. Jednak najsilniejsze wspomnienia to mimo wszystko atmosfera. Trudno dodać coś więcej do tego, co powiedziałam wcześniej, by się nie powtarzać. Ale taka jest właśnie atmosfera niektórych wydarzeń i miejsc - trudno ją czasem wyrazić, opisać, choć się jej nie zapomina i tęskni się za nią. Cieszę się, że udało się przenieść ją do Wrocławia. I cieszę się, że nabrała tam kształtu, który wspomina każdy z kim mam okazję rozmawiać, a kto był choć raz na targach KAMIEŃ we Wrocławiu.

Kurier Kamieniarski:
Dziękuję za rozmowę.

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.