Krótka historia targów KAMIEŃ - cz. II

Kategoria: Targi   |   Autor: Kurier Kamieniarski   |   Data: środa, 01 września 2010 22:54

55O przeniesieniu targów z Wałbrzycha i wprowadzeniu imprezy w XXI wiek rozmawialiśmy z panem Brunem Dowgirdem - prezesem Geoservice-Christi w latach 2000-2007.

Kurier Kamieniarski:
X. Międzynarodowe Targi Kamienia i Maszyn Kamieniarskich KAMIEŃ. Rok 2000. Pierwsze targi KAMIEŃ we Wrocławiu, w zabytkowej Hali Stulecia. Co było powodem przenosin z Wałbrzycha?

Bruno Dowgird:
W zasadzie nie było dyskusji - trzeba było się przenieść. Targi KAMIEŃ stały się tak dużą imprezą, że dalszy rozwój mógł nam zapewnić tylko Wrocław. Oczywiście mam na myśli to, co wielokrotnie było już mówione przy różnych okazjach i w różnych źródłach. Dolny Śląsk jest wyjątkowy w Polsce. To region o wielowiekowej tradycji kamieniarskiej i jeszcze większych zasobach kamienia jako surowca. Ponad połowę kamienia w Polsce wydobywa się właśnie na Dolnym Śląsku, czwartą część w Świętokrzyskiem, a tylko resztę w pozostałych województwach. Stąd wybór Wrocławia wydawał się naturalną konsekwencją.

historia. Jedyny obiekt we Wrocławiu o wystarczającej powierzchni to Hala Stulecia (wtedy Hala Ludowa). Odbyłem rozmowę z prezesem Hali, w czasie której ustaliliśmy terminy i warunki. Wszystko było omówione, tylko podpisać stosowne dokumenty. Kiedy później przyjechałem podpisać umowę nagle okazało się, że Hala ma już podpisaną umowę na wynajęcie obiektu na ten sam termin z inną firmą. Żeby było ciekawiej impreza mająca się tam odbyć była poniekąd konkurencją dla targów KAMIEŃ. Prezes udał zdumienie i zaczął proponować mi rozwiązania alternatywne. Żadne z nich nie było satysfakcjonujące, nie wspominając już o tym, że takie propozycje były nie na miejscu. Wynajęcie Hali przez Geoservice- Christi było omówione wiele tygodni wcześniej, uczestnikami tej rozmowy było kilka osób, również z kierownictwa Hali, przygotowania do targów już ruszyły - nie zamierzałem ustapić. Sprawa się wyklarowała dopiero w momencie, kiedy poinformowałem prezesa Hali, że wybieram się do Urzędu Wojewódzkiego, do komórki nadzoru właścielskiego (miasto jest właścicielem Hali Stulecia), by wyegzekwować realizację umowy w pierwotnym jej kształcie. Skończyło się na tym, że targi KAMIEŃ zajęły główną część Hali, a druga impreza miała mieć do dyspozycji kuluary.

Rzeczywistość jednak przerosła możliwości naszego konkurenta i druga impreza wogóle się nie odbyła. Później współpraca z Halą Stulecia układa się już doskonale, wrecz wzorcowo. Zwłasza, że bardzo szybko się okazało, że KAMIEŃ staje się największą imprezą targową w mieście i regionie.

Kurier Kamieniarski:
Jak na przeprowadzkę zareagowali wystawcy?

Bruno Dowgird:
Hala Stulecia jest zdecydowanie wieksza niż wcześniej dostępne przestrzenie, więc każdy mógł swobodniej dysponować powierzchnią. Wystawcy byli zadowoleni, że nikomu już nie musimy odmawiać udziału w targach ze względu na ograniczenia miejsca i późne zgłoszenia. Pomimo pewnych niedogodności wynikających z charakt e r u b u d y n k u , r ó w n i e ż możliwości transportowe były dużo ciekawsze. Wystawcy docenili również, że mimo zmiany lokalizacji targów, nie zmieniła się atmosfera. Nadal mogli liczyć na naszą przychyl-ność i pomoc w każdej sytuacji, nadal traktowaliśmy się nawzajem jak bliscy znajomi, wręcz przyjaciele, a pobyt na targach był dla wielu jak rodzinne spotkanie. W Wałbrzychu w zasadzie wszyscy wystawcy mieszkali w jednym hotelu, wieczorami nie było żadnych rozrywek w mieście, więc również integracja przebiegała w zasadzie samorzutnie. Wrocław oferował różne atrakcje wieczorne, dawał więcej możliwości wyboru hotelu - wystawcy nie byli już wszyscy razem w jednym miejscu i to początkowo wywoływało nostalgię. Ale szybko się okazało, że Wrocław jest też wyjątkowo przyjaznym miastem - ukazał rożnorodne oblicze wielu lokali, różnorodne klimaty wielu małych i dużych restauracji i klubów oraz dostarczył więcej rozrywek. Wystawcy byli zadowoleni. To widać było też po ich twarzach każdego ranka... Zresztą do dziś, spotykając się ze znajomymi z targów, słyszę, że takich imprez jak na wrocławskiej starówce nigdzie nie ma i nie było.

55a

Kurier Kamieniarski:
Ilu wystawców przyjechało na pierwszy wrocławski KAMIEŃ? Co było później?

Bruno Dowgird:
Na pierwsze targi we Wrocławiu zgłosiło się ponad 140 firm. Było to prawie 40-procentowy wzrost liczby wystawców. Wrocław też zauważył, że rodzi się nowa impreza o ogromnym potencjale. Honorowy patronat nad targami KAMIEŃ objął dzisiejszy minister, a wówczas prezydent miasta, Bogdan Zdrojewski oraz Witold Krochmal - wojewoda dolnośląski. Patronat władz miast i województwa stał się w zasadzie późniejszą tradycją targów podnosząc rangę imprezy. O randze również niech świadczy fakt, że z roku na rok stawała się coraz większa. Co roku mogliśmy się pochwalić wystawcami z coraz odleglejszych zakątków świata. A obecni wystawcy zabiegali o co bardziej wyeksponowane lokalizacje swoich stoisk. W roku 2001 liczba wystawców przekroczyła 200. Na trzynastych targach w roku 2003 liczba wystawców przekroczyła trzecią „setkę”, a powierzchnia Hali Stulecia stała się niewystarczająca i musieliśmy wybudować dodatkowy pawilon na placu przed Halą. Na targach dominowały już stoiska, których kształt i wystrój wyraźnie pokazywał, że zostały stworzone wyłącznie z myślą o targach KAMIEŃ. Pierwszy raz pojawiły się też ekspozycje kilku, kilkunastu firm o podobnym wystroju stoisk pod szyldami stowarzyszeń, np. stoiska włoskie i chińskie. 14. targi KAMIEŃ objęły piętrowy budynek IASE, pawilon i całą Halę Stulecia ponieważ powierzchnia z poprzedniego roku była niewystarczająca. W tym też roku pierwszy raz namówiliśmy wystawców do prezentacji niektórych eksponatów poza halami, pod gołym niebem. Rok 2005 przyniósł kolejne rekordy: ponad 7500 m2 powierzchni wystawienniczej i ponad 8500 zwiedzających. W 2006 roku KAMIEŃ miał już ugruntowaną pozycję na targowej mapie Polski i postanowiłem odejść na zasłużoną emeryturę. Od 2007 roku prezesurę w Geoservice-Christi i organizację targów przejęła moja wieloletnia współpracownica, pani Małgorzata Sołtys.

Kurier Kamieniarski:
Wróćmy jeszcze na chwilę na początek wrocławskiej historii. Proszę o kilka wspomnień.

Bruno Dowgird:
Hala Stulecie jest zabytkiem wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dlatego nie wszystko można w niej zrobić, a niektóre rzeczy należy robić zgodnie z określonymi procedurami. Uczyliśmy się tego obiektu. A z nami nasi wystawcy. Przed targami przyjechali wystawcy z Niemiec, by obejrzeć Halę Stulecia. Zrobili zdjęcia, pomierzyli rampy, pochylnie i na targi przywieźli praktycznie wszystko wyposażone w kółka. Nie mieli żadnego problemu z rozładunkiem i transportem. Kiedyś przyjechała duża, nieporęczna w rozładunku, maszyna z Włoch, która miała stanąć na samym środku Hali. Umieszczenie jej na stoisku trwało naprawdę długo. Podobnie było po targach, kiedy maszynę trzeba było z powrotem zapakować na samochód. Na odjezdne moi pracownicy wzięli wystawcę pod rękę, zaprowadzili do Hali, pokazali możliwości oraz ograniczenia i podpowiedzieli co można zrobić, by usprawnić cały proces. Na kolejne targi ta sama maszyna przyjechała z własnymi kółkami - rozładunek i instalacja trwała kilkanaście minut i wystarczyło zaangażowanie połowy ludzi i minimum sprzętu.

Zdarzały się też zabawne sytuacje. To znaczy teraz to jest zabawne, ale wtedy powodowało mnóstwo zamieszania. To było chyba właśnie na pierwszej wrocławskiej edycji. Przychodzi do mnie rozentuzjazmowany Włoch i z iście włoskim temperamentem, za pośrednictwem tłumaczki, żąda ode mnie oddania jego skrzyń z eksponatami, towarem i ulotkami. Rozmowa kręciła się w kółko, a tłumaczka nie nadążała za wystawcą. W końcu zaczęliśmy rozmawiać po niemiecku, bez pośrednictwa tłumaczki. Chodziło o to, że wystawca wysłał do nas swoje skrzynie, ale my ich nie dostaliśmy. Zasugerowałem mu by zaczął szukać przesyłki od początku jej podróży, a nie od końca. Jak się później okazało, skrzynie zaadresowane na targi, jakieś targi, znalazły się bodajże w Warszawie. Po sprowadzeniu przesyłki do Wrocławia śmialiśmy się obaj z tej sytuacji i to stało się początkiem późniejszej przyjaźni. Inny przypadek to historia 7 skrzyń z maszynami, które musiały przejść przez urząd celny. Załatwiona była odprawa celna warunkowa. Czyli dla towaru wjeżdżającego na teren Polski w celu prezentacji i wyjeżdżającego po zakończeniu targów. Celnicy postanowili zajrzeć do jednej ze skrzyń. A tam natrafili na ulotki. W sumie jest to logiczne, że przyjeżdżając na targi przywozi się ulotki, ale ulotki chyba nie były zgłoszone. Nie pomagały tłumaczenia, że ulotki jako takie nie podlegają odprawie celnej i przez to wszystkie skrzynie musiały przejść pełną odprawę. Uruchomiliśmy wszystkie znane ścieżki, skontaktowałem się z zaprzyjaźnionymi agentami i udało nam się załatwić tą odprawę w trybie bardzo ekspresowym w 2 dni. Obecnie pewnie nie wydaje się to czymś nadzwyczajnym. Ale 10 lat temu agencje celne rządziły się jakby własnymi prawami, było ich zdecydowanie mniej, a celnikom wydawało się, że mają nieograniczoną władzę. Dlatego było prawie pewne, że w zwyczajowym trybie odprawy nie udałoby się odzyskać skrzyń nie tylko przed rozpoczęciem targów, ale pewnie i do ich zakończenia.

Kurier Kamieniarski:
Najmilsze wspomnienia?

Bruno Dowgird:
Najmilsze wspomnienia to słowa uznania od wystawców, że tak jak we Wrocławiu to nigdzie nie czuli się otoczeni opieką. Od zawsze wyznawaliśmy zasadę, że robimy wszystko co w naszej mocy, by pomóc wystawcy. W wielu sytuacjach, o których zainteresowani nawet nie wiedzą, robiliśmy rzeczy, do których dokładaliśmy. Głównym celem było stworzenie przyjaznej imprezy - zyski były na drugim planie. Mam świadomość, że nie wszystko mogło udawać się jak w innych ośrodkach targowych dysponujących infrastrukturą stricte targową. Ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nikt nie został odprawiony z kwitkiem, bo czegoś „się nie dało”. Że jak była potrzebna pomoc, to do dyspozycji wystawców oddawaliśmy swoją wiedzę, sprzęt i ludzi - w dużym zakresie bezpłatnie.

Przy okazji wspomnień pozwolę sobie też powiedzieć, że żal mi trochę, iż władze miasta nie wykorzystały lepiej faktu, że mają na swoim terenie dużą imprezę, o ogromym potencjale. Kilkakrotnie podejmowaliśmy próby zwrócenia uwagi, że miasto potrzebuje poważnego obiektu targowego. Odrobiną optymizmu powiało, kiedy Wrocław podjął próby starania o organizację Expo 2012. Ale, niestety, nie udało się. Mam jednak cichą nadzieję, że może jeszcze kiedyś Wrocław będzie gościł polski rynek kamieniarski w tak licznej i reprezentatywnej grupie.

Kurier Kamieniarski:
Powody do dumy?

Bruno Dowgird:
Kontynuowaliśmy konkurs zapoczątkowany w Wałbrzychu w roku 1996. Nagradzaliśmy uczestników targów w dwóch kategoriach: „Maszyny, urządzenia i technologie” oraz „Wyroby z kamienia i akcesoria”. Później dołaczyła jeszcze Nagroda Prezesa dla eksponatów cechujących się impresyjną wyjątkowością. Odczuwam wielką przyjemność ogladając zdjęcia tych nagród prezentowane przez uhonorowane firmy na swoich stronach internetowych. Albo chwalące się tymi nagrodami w reklamach prasowych czy publikacjach na temat firmy lub danego produktu. W zasadzie nie trzeba też chyba wspominać, iż targi KAMIEŃ we Wrocławiu z początku XXI wieku stały się areną dla wielu debiutów i premier. Nowe maszyny, nowe materiały, nowe specjalistyczne grupy usług - nigdy później chyba nie było już widać tak dynamicznego rozwoju w branży. Powoli również zaczęliśmy wpływać na postrzeganie kamienia. Wśród końcowego odbiorcy przestał się już kojarzyć wyłącznie z nagrobkami, a stawał się atrakcyjnym materiałem budowlanym, wykończeniowym i ozdobnym. Targi właśnie pokazały jak jest pięknym i wcale nie takim drogim materiałem jak głosiła fama.

Kurier Kamieniarski:
Dziękuję za rozmowę.

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

SPRZEDAM BELLANI – SUPERMODULO
2025-11-26 00:00:00
SPRZEDAM używaną maszynę BELLANI – SUPERMODULO, rok produkcji 2008. Maszyna w bardzo dobry stanie, po remoncie w 2024 roku. Miejsce: okolice Krakowa. Cena 75 000 zł Tel. 609 102 580

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.