
Młotki, dłuta to tylko narzędzia. Choć poświęciłem im tyle zdań, to same z siebie są martwe. Dopiero nasza ręka może w nie tchnąć życie. Ale każde narzędzie pozostaje w interakcji z właścicielem – czasem to kurz, czasem drgania, czasem latające kawałki skały lub widii. Pewnie domyślacie się, że teraz będzie – część piąta – o BHP.
BHP to temat często pomijany na forach internetowych i w życiu. Do momentu wizyty u pulmonologa. Nie warto oszczędzać na zdrowiu, chyba że zamierzamy żyć tyle, co jedno nowe auto: 200 000 km przebiegu i na szrot… Ale jeśli marzy nam się przebieg w granicach 1 000 000, to dbajmy nie tylko o silnik i jego smarowanie, ale też o wymianę filtrów, pasków i łańcuchów.
Urządzenia odpylające mogą być stacjonarne, mobilne i osobiste. Stacjonarne to ściany odpylające. To wielkie urządzenia, które są skuteczne, ale mają wiele działań ubocznych. Pierwszym z nich jest praca w przeciągu. Wiecie, czym się to kończy. Zimny łokieć kierowcy BMW to synonim przeciągu znany powszechnie. Drugim jest niska temperatura wokół ściany i wilgoć. One też nie są zdrowotwórcze. Hałas? Nie wspomnę.
Więc co? Odpylarka mobilna? Są. Są drogie. ZUS je refunduje. Nie wciągają pyłu z wielu stanowisk. Ale są suche i znacznie cichsze od ścian. I ustawione na hali filtrują powietrze.
Najtańszym rozwiązaniem jest ochrona osobista. Ale półmaski do gipsu tu nic nie pomogą. Trzeba kupić przyłbicę z nawiewem zasilanym akumulatorowo. To jest sprzęt! U nas można kupić takie przyłbice od dilera firmy Sundström.
Testowaliśmy te przyłbice kiedyś na zjeździe Polskiego Związku Kamieniarstwa. Szyba wytrzymuje naprawdę dużo, łącznie z uderzeniem oderwanego segmentu od tarczy diamentowej i gumową kulą z pistoletu RAM. Tak, były testy „na żywo” – szyba wytrzymała. Koszt wymiany porysowanej szyby na nową to jakieś 100 zł – więc nie za wiele. Koszt nowych filtrów przeciwpyłowych jest podobny. Wygoda użytkowania i korzyści zdrowotne – bezcenne... Wystarczy dokupić drugi akumulator, by móc bez przeszkód pracować 12 godzin. I nawet prowadząc piłę, gdzie pył idzie na siebie – a nie od siebie – ma się ten komfort oddychania zupełnie czystym powietrzem. Więc namawiam.
Nie wspomniałem nic o sposobach prowadzenia dłuta, a to ważna rzecz. Otóż – nie można dłuta ściskać, jakby to był Złoty Cielec. Młotek i dłuto należy trzymać luźno, lekko. To jest gwarancja długoletniej pracy. Trzymając sztywno – narażasz się na chorobę wibracyjną. To samo dotyczy pracy szlifierkami. Na Zachodzie to się nazywa choroba białych palców...
Teraz chwila o ostrzeniu dłut. Temat rzeka. Z mojej skromnej, ledwie 30-letniej, praktyki wynika, że tępe dłuto jest jak tępa dzida. Ostra dzida ma ostre zarówno przeddzidzie, śróddzidzie jak i zadzidzie. I nie warto pomijać tego aspektu! Ostrzy się zarówno powierzchnię tnącą, jak i powierzchnie boczne, kąty są znacząco inne i ostrzejsze, niż mówi o tym literatura; ale nie będę tu epatować moimi spostrzeżeniami, by nie psuć Wam przyjemności odkrywania i przyswajania o tym wiedzy. Zawsze można też zadzwonić do mnie, gdy sięgnięcie sami dna mulistego i wodorostów.
Tekst ten – przepraszam, cykl pięciu tekstów – powstał jako skutek obserwacji wielu dyskusji na przeróżnych forach i z potrzeby serca. Brak w literaturze przedmiotu omówień dotyczących specyfiki pracy dłutem i młotkiem pneumatycznym w języku polskim skłonił mnie do zajęcia się tym tematem i podzielenia się refleksjami oraz spostrzeżeniami 30 lat codziennej praktyki kucia w kamieniu. Może jest to obraz subiektywny i stronniczy, ale daję sobie do tego prawo, by być nieobiektywnym. Przecież można ze mną się nie zgodzić i wejść w polemikę, na którą zawsze jestem chętny i otwarty.
#RafałFrankiewicz #rafalfrankiewicz #zdlutawziete #zDłutaWzięte
| « poprzednia | następna » |
|---|