TIA cz. 8 Frycowe już zapłacone?

Kategoria: Z branży   |   Autor: Jacek Kiszkiel   |   Data: środa, 15 września 2021 08:42

113tia.jpg

Lipiec 2011 – zaczęliśmy działać w RPA, dziesięć lat później, w 2021, obchodzimy pierwszą okrągłą rocznicę na Czarnym Lądzie istnienia naszych firm oraz naszego obcowania z Afryką. Patrząc, jak operatorzy „jackhammerów” ramują blok, który przed chwilą został odstrzelony od calizny, i widząc sprzęt, który odwozi te bloki pod suwnice do Zenon Granite, zadaję sobie pytanie: czy to już? Czy to już ten moment, w którym mogę powiedzieć, że frycowe zostało zapłacone?

Czy nie powtórzą się historie z poprzednich lat, w których najmniejszą śrubkę trzeba było kupować z przedpłatą? Czy nieufność ludzi wobec nas – obcych – już się skończyła? Czy to tylko cisza przed burzą, która zmiecie wszystkie klocki tak skrupulatnie przez nas układane? Czy historie o prądzie albo walka z ludnością, która twierdzi, że ziemie, na których prowadzimy eksploatacje, należą do nich, bo to były ziemie ich pradziadów, już się zakończyły?

Wtedy czuję jak ktoś klepie mnie w plecy i mówi: „Jedziesz ze mną do miasta? Muszę odebrać silnik elektryczny, który zawiozłem do przewinięcia”. Ten głos rozpoznaję od razu: „Pewnie Mietek! Lecim na Szczecin!”.
Do Brits jest około 15 minut jazdy – mam czas na myślenie, wracam znów myślami do tego frycowego. I wtedy zatrzymujemy się pod sklepem „Jaco rewind”.
– Pomóc ci? Przecież nie znasz angielskiego, będę tłumaczył – mówię do Mietka.
– Jacek, jakbym potrzebował twojej pomocy, to bym o nią poprosił. Idę tylko silnik odebrać. Co w tym trudnego? – odpowiada Mietek.
Po kilku minutach Mietek wraca z silnikiem: – Jak zawsze na przelew na 14 dni – mówi dając mi fakturę. – Jedziemy do Medibang. Musimy spray kupić, maski dla operatorów i potrzebuje zamówić nowe zawiesia łańcuchowe do suwnicy.


Parkując pod sklepem, znów proponuję pomoc w tłumaczeniu. Mietek spogląda na mnie i mówi:
– Widzę, że ci się nudzi. To chodź, może przydasz się do czegoś.
Wchodząc do sklepu rzucamy afrykanerskie „Goeie more” (czytaj: hure more). Zza kasy pada „cesc” – prawie po polsku. Jestem zdziwiony, ale nie kryję uśmiechu. Mietek od razu łapie katalog i szuka potrzebnych części. Gadka-szmatka, przygotują kwotacje i wyślą na mejla: „We will send to you, Jasek?”. „Yes, send to Jasek” odpowiadam. W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze ze dwa sklepy: ze śrubami i z hydrauliką. W obu rozmowy przebiegają podobnie…
Wracamy szybko na kopalnię – dzwonił Frederick, mój spedytor. Chce się ze mną pilnie spotkać, bo ma jakiś problem z blokami: ciężary się nie zgadzają i „tiry” muszą zawracać z wagi z powrotem na kopalnie w celu przeładowania. Wjeżdżając na kopalnię, z daleka widzę auto Federicka i jego samego – Frederick to mój rocznik, ale nie moja waga: typowy Bur, który kiedyś grał w rugby – postura duża, ale już zaniedbana, stanowczo za dużo kilogramów.
– Dawaj. Gdzie jest problem? – mówię.
Federick pokazuje mi blok, który na pewno nie waży tyle, ile jest na nim napisane. Wołam Glorię i pytam, kto jej dał listę do opisywania bloków.
– You, boss – odpowiada.

Biorę listę do ręki i od razu wyłapuję błąd – Gloria po prostu przeskoczyła o jeden numer na liście, co spowodowało, że blok, który ważył 22 tony, miał napisane 8 ton, a blok o wadze 8 ton był opisany 22 ton itd.
W Afryce możemy wozić ładunki dwoma rodzajami aut: tri-axle i links. Tri-axle to auta ciężarowe podobne do tych w Polsce, ale o dopuszczalnej ładowności do 30 ton. Zestawy „links” składają się z auta, przyczepy lub naczepy i mogą na raz zabrać 32 tony ładunku. W RPA, jak i w Polsce, bardzo surowo jest karane przeładowywanie aut, więc prosto z kopalni ciężarówki jadą na certyfikowaną wagę, która pokazuje nacisk na każdą oś z osobna – jeśli masa odpowiada przepisom, auto jedzie do portu Richards Bay, w przeciwnym wypadku wraca na kopalnię.

Rozmowy z Frederickiem kończę obietnicą, że dzisiaj zacznę płacić fakturę transportową za poprzedni statek. De facto statek wypłynął już ponad dwa tygodnie temu. Zwiezienie 1500 ton kamienia do portu trwa od 2 do 3 tygodni. Do tego trzeba dodać czas załadunku i czas na wyjście z portu, co powoduje, że od pierwszego auta, które wyjechało spod suwnicy, mija prawie 5 tygodni. Więc Federick, jako spedytor, kredytuje mnie i mój biznes.
Kolejny telefon, kolejna sprawa:
– Jacek przyjedź, bo przyjechał nasz stały klient, który odbiera duże ilości bloków na lokalny rynek – mówi Thys, quarry man (kierownik kamieniołomu).
Od razu wiem, o kogo chodzi. Riaan. Też Bur, ale już inna higiena pracy i życia. Rocznikowo młodszy ode mnie o jakieś 3 lata. Typowy pracoholik. Prowadzi swój biznes razem z swoim rodzeństwem – dwoma braćmi i dwiema siostrami – i muszę przyznać, że idzie im dobrze.
Czeka na mnie na magazynie bloków trzeciego i czwartego gatunku, zaraz przy środkowej górze. Riaan jest bezpośredni i szybko przechodzi do konkretów:
– Słuchaj, Jacek, jak ciebie nie było, to kupiłem nową wielolinę z Chin. 32-linową maszynę. Potrzebuję jeszcze więcej bloków od ciebie. Ile możesz mi dawać miesięcznie?
Długo nie musiał czekać na moją odpowiedź. Mamy parę miejsc na kamieniołomie, które szybko możemy otworzyć i zwiększyć produkcję na rynek lokalny. Warto tu dodać ważną rzecz: każdy, kogo by nie zapytać, na czym się robi największą kasę na kopalniach różnych surowców skalnych, odpowie to samo: na materiałach wadliwych i odpadzie. Czysty materiał to tylko wisienka na torcie. Tak jest i u nas. Żeby wydobyć 1000 ton czystego materiału, trzeba przerzucić ponad 10 000 ton urobku. Łatwo policzyć, że tylko 10% nadaje się na eksport do Polski. Z pozostałej części – w zależności jak się prowadzi kamieniołom – można osiągnąć odpadowość na poziomie 40-50%, czyli od 40% do 50% to III i IV klasa, którą można sprzedać lokalnie.

Pamiętam, kiedy zaczynaliśmy pracować w RPA, każdy z naszych byłych menadżerów mówił, że w RPA nie ma lokalnego rynku – trzeba to wszystko wyrzucać na hałdy i zapomnieć o tym. Dziwiło nas to, ale cóż, byliśmy obcy. Akceptowaliśmy taką kolej rzeczy. Przełomem był rok 2018, kiedy poznałem Riaana i Natashe. W sumie to oni nas znaleźli, przyjechali do mnie na kopalnie i zrobiliśmy „pierwszy deal”. Teraz mamy rok 2021 i nasza współpraca trwa w najlepsze. Zarówno on, jak i my, idziemy do przodu.
– Daj mi 2-3 tygodnie. Postaram się zwiększyć produkcję o kolejne 100 m3 dla ciebie – odpowiadam na jego pytanie.
– Super! Dobre informacje. Widzimy się na braaiu w piątek u mnie na farmie? – podsumowuje Riaan podając mi rękę.
– Z przyjemnością – odpowiadam. – Shap! – co po afrykanersku znaczy: „jasne, spoko”.
Wsiadł w auto i odjechał, ja miałem tylko parę kroków, żeby wrócić na kopalnię. Idąc zobaczyłem, że Pokathan – nasz człowiek-oczko, który ma szukać wad w materiale i oznaczać je żółtymi liniami – macha do mnie i krzyczy: „Boss! Boss!”. Widzę jego uśmiech na twarzy i wskazujący palec podniesiony do góry. Już wiem, co to znaczy: mamy tę wisienkę.

Wracam do miejsca, w którym stałem parę godzin wcześniej i patrzę dalej na to, co się dzieje na przodku. Uśmiecham się sam do siebie. Chyba ten czas frycowego się skończył, a chyba mało osób wierzyło w to, że Zenon wytrzyma w RPA tyle lat. I mogę to powiedzieć z całym szacunkiem: osiągnął sukces. W końcu jesteśmy tutaj 10 lat, wyrobiliśmy sobie jakąś tam markę, która pozwala nam funkcjonować w tym biznesie. Ta marka pozwala nam poruszać się po mieście, które, jak na afrykańskie warunki nie jest duże, ale jednak ma te 100 tys. mieszkańców. I co ważne: czuć się swobodnie mimo wielu przeszkód. Nie mówiąc o tym, że nawet Mietek, choć nie zna języka, jako technik i inżynier zawsze dogada się ze swoimi kolegami po fachu.
Tylko wiem, że to jest RPA. Tu świat może się zmienić nie do poznania w przeciągu 10 dni. Tak też było tym razem. Po zamknięciu w więzieniu byłego prezydenta Jacoba Zumy RPA zatrzymało się, stanęło na dobre 2 tygodnie! Zamieszki spowodowały zamknięcie kraju, kryzys na rynku ropy i wyjście wojska na ulice miast. Dlatego nigdy nie używam słów: „mam coś pod kontrolą”. Bo zdarzenia lub siły niezależne od nas szybko mogą to zweryfikować!

This is Africa – TIA!

Najnowszy numer
6/2025 (139)

grudzień 2025 – styczeń 2026

Zamów darmową prenumeratę

Ogłoszenie drobne
kup, sprzedaj, zamień...

noimage
2025-12-08 00:00:00
Sprzedam automat polerski firmy PROMASZ, mało używany, z głowicą. Cena do uzgodnienia. Krotoszyn. Tel. 607 334 259

Reklama W Kurierze
Poznaj zalety naszego pisma

  • Kurier Kamieniarski to dwumiesięcznik – najstarszy na rynku kamieniarskim, wydawany od 1997 r. Jest bezpłatnie wysyłany do ponad 4.000 osób i firm związanych z branżą kamieniarską.
  • Nasza baza adresowa jest na bieżąco aktualizowana, a co tydzień dopisujemy do niej nowe firmy. Stale zdobywamy nowe kontakty biorąc udział w targach i spotkaniach branżowych.
  • Osiągamy ponad 99% skuteczność - z wysłanych 4.000 egzemplarzy wraca do nas nie więcej niż 30-50 szt.