
Park maszynowy firmy M.E.J.A. Buganiuk powiększył się o pięciolinę Pellegrini Pentawire. Rozmawialiśmy o tym z Jackiem Buganiukiem.
Decyzja
Nasze dwa diakersy miały już 12 lat. Wymagały generalnego remontu. Stanęliśmy przed wyborem: czy wydać na remont pił czy zainwestować w nową wielolinę. Owszem, finansowo to spora różnica, ale wybraliśmy wydajność i jakość – to przemawiało oczywiście za wieloliną. Diakersy zostały zdemontowane i sprzedane. Jestem przekonany, że będą służyły nabywcy jeszcze wiele lat.
Decyzja była czysto ekonomiczna: oszczędność czasu, wody, prądu... Do sprawnej i efektywnej obsługi diakersów potrzeba trzech ludzi – do Pentawire wystarczy jedna osoba. Nawet zużycie materiału jest mniejsze. Zęby w diakersie zostawiają sznyt około 15 mm, lina to tylko 8,2 mm. Łatwo obliczyć, że z pomocą linki z każdego bloka można uzyskać więcej płyt.
Kupiliśmy Pentawire, by ulżyć sobie w pracy i zrobić kolejny technologiczny krok do przodu.
Wybór
Wybór był prosty. Mamy już jedną pięciolinę Pellegrini i od 3 lat użytkujemy. Przy takich warunkach, w jakich pracuje ta maszyna, należy ją uznać za bezawaryjną.
Linki Pellegrini są bardzo popularne w naszym kraju. Zwłaszcza pięciolinowe. Moim zdaniem Pellegrini zdominowało polski rynek, nie ma konkurencji w wielolinach. Ich maszyny wygrywają choćby szybkością cięcia i łatwością ustawień.
Do tego sama firma jest bardzo przyjazna. Na przykład nie raz już odwiedzała nas pani Pellegrini. Ostatni raz była u nas w marcu tego roku w towarzystwie przedstawiciela firmy MC Diam. To naprawdę miłe, że producent odwiedza użytkowników swoich maszyn. Poza tym widać, że firma jest dla niej oczkiem w głowie. Chce się robić interesy z takimi ludźmi.

Emocje
Emocje były, kiedy maszyna przyjechała: żeby szybko ją uruchomić. Maszyna stanęła, nacisnąłem przycisk i maszyna działa. Po emocjach. Można było wrócić do normalnej, codziennej pracy.
Pracując na dwóch dikersach mieliśmy dużo mniejsze moce przerobowe i zdarzały się zastoje. Ale mamy wiernych klientów, którzy czekali na za-mówiony towar. Kiedy się dowiedzieli o inwestycji w pięciolinę z radością dopytywali, kiedy maszyna zacznie pracę. Dziękujemy im za cierpliwość.
Finanse
Zakup sfinansowaliśmy przez leasing. Formalności załatwiliśmy naprawdę szybko, bo skorzystaliśmy z oferty banku, w którym nasza firma ma konto. Z tym bankiem współpracujemy już ponad 12 lat, więc nie było kłopotu z udowadnianiem rzetelności i wypłacalności firmy.
Bilans
To był optymalny wybór. Pięciolina jest efektywniejsza niż pojedyncza piła lub jednolinka – to oczywiste. Natomiast maszyna dziesięciolinowa lub większa byłaby dla naszej firmy ograniczeniem elastyczności. Lepiej mieć dwie-trzy pięciolinki niż jedną maszynę np. szesnastolinową. Nawet pomimo większej wydajności „szesnastki” pięcioliny dają większą elastyczność produkcji.

Dodatki
Maszyna ma zdalnego pilota. Niby drobiazg, ale to fajna sprawa – nie trzeba stać przy pulpicie sterowniczym, by sprawdzać parametry pracy i dokonywać ustawień. Pilot ma gniazdo na klucz, by nie doszło do jednoczesnego sterowania ma-szyną z pilota i z szafy – maszyną steruje to urządzenie, do którego jest wpięty klucz. Kolejny drobiazg, ale dający poczucie, że ktoś przemyślał konstrukcję i nie dojdzie do niebezpiecznych sytuacji.
To nie nowość, ale maszyna ma dodatkowy port USB. W razie awarii oprogramowania można szybko uruchomić jego kopię zapasową z pendrive’a.
Oczekiwania
Znam możliwości i jakość tej maszyny. Trudno mówić o jakiś oczekiwaniach. Nie ma niespodzianek ani niewiadomych. Wybierając maszynę wiedzieliśmy, na co się decydujemy. Znaliśmy jej wydajność i budowę wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Jedyne oczekiwania dotyczą bez-awaryjnej pracy. Ale jeśli nowa maszyna będzie się tak sprawować jak pierwsza przez ostatnie trzy lata, to też nie będzie niespodzianek.
Następna inwestycja
Na razie nie myślę o tym. Szczęśliwie doprowadziliśmy do końca montaż Pentawire. Na razie starczy.

Instalacja
Po usunięciu diakersów trzeba było skuć stare fundamenty i wylać nowe. Przydały się doświadczenia z instalacji pierwszej maszyny – lepiej przygotowaliśmy fundamenty. To trwało dwa tygodnie. Później jeden dzień na przygotowanie torowiska, jeden dzień na wylewkę podłogi i cztery dni na montaż maszyny. Tydzień od uruchomienia sprawdzenie ustawień maszyny i to w zasadzie cała instalacja. Pan Roman Jagielski, którzy przyjechał instalować maszynę, wiedział co robi – naprawdę zna się na swojej robocie.
Ostatnie słowo
Wiem, jaka będzie następna inwestycja! Biuro. Trzeba je w końcu porządnie zrobić.

| « poprzednia | następna » |
|---|