Była pompa i wielkie otwarcie —miałem jechać metrem, wraz z setkami osób, na zakupy bożonarodzeniowe. Otworzyli, zamknęli —na zakupy nie pojechałem. Czeski film, nikt oficjalnie nie wie o co chodzi.
Mroczny, podziemny przedmiot pożądania przeszedł setki odbiorów, poprawek, łatań tunelu cieknącego wodą. Później pompy (na szczęście w tunelu na Powiślu też) już nie było, ósmego marca metro zostało otwarte i zaczęło wozić zwykłych śmiertelników. W końcu można było wejść i obejrzeć wykonane roboty kamieniarskie, a kamienia na warszawskie metro poszło sporo.
Stacje są utrzymane w zupełnie innej stylistyce niż stacje linii pierwszej, dodatkowo, inaczej niż na linii pierwszej, wszystkie w tej samej. Są bardziej kolorowe i mnie osobiście się nie podobają —de gustibus... Niestety, złą robotę zrobił tu również nasz kamień użyty na posadzkach, który w szlifie dał efekt zabrudzonych, poplamionych powierzchni. Ogólnie kamień i tak jest najciekawszym elementem wystroju, nie wypada się go czepiać. Dużo jest elementów rzeźbionych i blokowych, bazalt użyty na ścianach nie wygląda źle. Dziś jednak nie o tym.
Cudze chwalicie
Tym razem niestety nie do końca optymistycznie: nie tylko nasz kraj, to kraj pełen absurdów i delikatnie mówiąc dziwnych nakazów i zachowań urzędników państwowych. Również metro —tylko tym razem w Pradze.
Dziura w ziemi obok stadionu na Letnej straszyła mnie kilka lat z rzędu —bodajże dwa lata temu widziałem ją po raz ostatni. Za każdym razem kiedy ją mijałem, pojawiała mi się w głowie myśl, że gdyby taka sytuacja miała miejsce w Polsce, prasa zjadłaby władze miasta, wykonawcę, włącznie z kamieniarzem, który miał wykonać schody granitowe, których wciąż nie ma. Dziura żyła własnym życiem, aż do kwietnia roku bieżącego. Udało się. Otwarto cztery nowe stacje kolei podziemnej. Tuż po otwarciu absurd porównywalny z puszczaniem metra warszawskiego pod dnem Wisły. Miasto postanowiło oszczędzić i… nie wykonało schodów ruchomych. Teraz musi zatrudniać bagażowych, którzy pomogą wnosić podróżnym bagaże po schodach.
Jak most zaginął —również Praga
Niegdyś, po minięciu dziury na Letnej, szliśmy piechotą —nadkładając drogi —przez park Letenské sady do centrum przez Most Karola. Trwały tam prace remontowe przeprawy upamiętniającej imię jednego z najsławniejszych czeskich królów —Karola IV.
Demontowane bloczki kamienne grzecznie leżały poukładane na paletach umieszczonych na remontowanej części mostu i tuż obok niego. Wszędzie rusztowania. Oczyszczone bloczki cyframi arabskimi —ponumerowane a rzymskimi pogrupowane. Teoretycznie wszystko jak należy. Miło popatrzeć.
Niestety, pozory mylą. W 2010 roku z mediów dowiaduję się, że demontowane bloczki, zamiast do renowacji, trafiały do kruszarek (jak twierdzą firmy wykonujące most —ze względu na oszczędność czasu, ponieważ szybciej wykonać nowe) lub do ogródków... jako elementy ozdobne. Zapewne znalazło się również kilku kolekcjonerów, którzy chętnie zapłacili, aby kawałek Mostu Karola mieć w swoim domu. Czeski film pełną gębą.
Absurd goni absurd
Zatem absurdy towarzyszą nie tylko nam. Można je również spotkać u naszych południowych sąsiadów, często stawianych nam za wzór. Oni także muszą się zmagać z głupotą i przekrętami. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma —okazuje się, że inni też nie mają dobrze. I nie jest to pocieszające... Wszystkim nam pozostaje tylko walka z nimi, choć czasem to walka godna Don Kichota.
Oby sił nie zabrakło, przestano kręcić czeskie filmy, a absurdów w naszym życiu było jak najmniej!
| « poprzednia | następna » |
|---|