Nazywam się Chivas, a dokładnie Chivas Make Me Strong. Jestem psem rasy Bearded Collie i od dzieciństwa w moim życiu obecne jest kamieniarstwo. To za sprawą mojego Pana, pana Darka, który całymi dniami siedzi przed komputerem lub rozmawia przez telefon. Leżę obok i patrzę na obrazki w komputerze. Zwykle to jakieś budynki, nagrobki lub kolorowe wzorki. Te ostatnie, jak się połapałem, to zdjęcia kamieni – nawet ładne niektóre.
Jak dla mnie kamienie są ciekawe, zwłaszcza teraz, kiedy są upały. Można na takim poleżeć – i chociaż twardo, to chłodzi przyjemnie. Dla Pana to coś więcej, bo strasznie się ekscytuje jak dostanie od kogoś zdjęcie jakiegoś nowego kamienia. Ostatnio mówił, że jakoś mniej tych zdjęć dostaje. Podobno firmy boją się ryzykować importu nowości – wolą tylko sprawdzone kamienie, które wszyscy już znają.
Po mojemu to źle myślą. Jak ja nauczyłem się podawać łapę, to miałem większe od kumpli powodzenie na podwórku. Więcej ludzi chciało mnie głaskać, a jeden nawet dał mi kawałek kiełbasy. Może gdyby ktoś miał nowości, to też dostałby jakiś kawałek kiełbasy?
Niektórzy związani z branżą kamieniarską mieli mnie okazję poznać – byłem z Panem na Dniach Granitu Strzegomskiego. Było fajnie, bo sporo ludzi chciało mnie głaskać, a ja to lubię. Były jakieś biegi – nawet też chciałem pobiec, ale podobno nie wolno. Spacerowałem z Panem i trochę dziwiło mnie, że Pan mówił, że Strzegom to stolica kamieniarstwa, a przecież tych namiotów z kamieniami nie było zbyt dużo. Za to taki jeden – gdzie pachniało kiełbasą – był oblężony. To pewnie ci, co przyszli zobaczyć kamienie, ale – jak ja – obeszli wszystko szybko i – tak, jak mnie – węch zaprowadził pod ten namiot. Zresztą namiotów bez kamieni było więcej – może to stolica nie kamieniarstwa, tylko kiełbasy? Jeśli tak, to chcę być na każdym święcie granitu.
Dla mnie cała ta sprawa kamieniarstwa ma też inny wymiar. Chodzę na spacery po mieście i widzę, chyba lepiej od ludzi, jak ułożona jest kostka. Niestety równo to nie jest – zaczepiam łapami i już nie raz złamałem pazur. A chyba można lepiej, bo czasem taki plac wyłożony granitową kostką aż zaprasza do pobiegania.
W Strzegomiu poznałem jedną fajną suczkę,owczarzycę. Powiedziała, że pracuje w zakładzie kamieniarskim – pilnuje zakładu. Narzekała, że strasznie dużo kurzu wylatuje z hali. Ale pracownicy nie mają ochrony i pracują, to nie łudzi się, żeby jej mogło być lepiej. Poza tym narzekała na bałagan i śmiała się, że mi krzywa kostka brukowa przeszkadza. U niej w pracy wszędzie złom i gruz. Opowiadała, że w zeszłym miesiącu ktoś się chciał włamać i jak go goniła, to skręciła łapę na połamanym slabie, który leżał na środku placu.
Ja też z Panem niedawno byłem w takim zakładzie. Mnie gospodarz dał michę z wodą, ale widziałem, że pracownicy misek z wodą nie mieli. Nawet jeden poszedł do sklepu, żeby kupić. Reszta, zamiast pracować, stała tam gdzie ja – w cieniu hali – i coś głośno mówiła na szefa. Chyba brzydko. Ja osobiście nie gryzę – ale tym ludziom niewiele brakuje.
W zakładzie poza pracownikami byli klienci. To też ciekawe – chodzili po placu i oglądali kamienie. W końcu stwierdzili, że wszystkie brudne i nie można zobaczyć jak wyglądają naprawdę. Pojechali więc gdzie indziej.
Jak znowu uda mi się dorwać do komputera to założę sobie konto na Facebooku. Podpatrywałem – wygląda ciekawie. Można się sporo dowiedzieć, a – jak mówi Pan – nie wszyscy doceniają taką komunikację. Jak poszczekam na podwórku, to usłyszy mnie tylko paru znajomych – jak na Facebooku pokażę nową sztuczkę, to polubi mnie kilka tysięcy osób. Może ktoś wyśle mi jakiś smakołyk?
Kamieniarzy zapraszam na profil facebookowy Kuriera Kamieniarskiego – to moi znajomi i bardzo życzliwi goście. Obiecali, że jak tylko założę swój profil, to oni go podlinkują. Nie wiem, co to znaczy, ale chyba chodziło im o to, że zrobią dla mnie taką specjalną smycz, na końcu której ja będę.
Ja na rynku w Strzegomiu :)
| « poprzednia | następna » |
|---|