
Na początek anegdota z życia wzięta.
Paręnaście lat temu mieliśmy w stolicy budowę, na której Inspektorem Nadzoru był niezwykle interesujący i nietuzinkowy człowiek, pan W. Kiedy doszło do odbioru robót pan W., we właściwy dla siebie sposób, pokazał nam, co zrobiliśmy źle, czego nie umiemy i czego musimy się jeszcze nauczyć. Po kilku tygodniach „czołgania” wreszcie nasze prace zostały odebrane.
Poszliśmy razem z kolegą do pana W. I zaprosiliśmy go na obiad. Było bardzo miło, sypały się anegdoty, iskrzyło humorem, aż nagle mój kolega, który de facto prowadził te roboty, zapytał pana W.: „Panie Inspektorze obiecałem sobie, że jak wreszcie oddam tę robotę to zapytam pana o jedno. Dlaczego jest pan taki ch…?” Ja zamarłem, a pan W. niewzruszony i nie przerywając konsumpcji odpowiedział. „Widzi pan, faktycznie coś w tym jest. Ja sam wiele razy się nad tym zastanawiałem, i myślę, że ja się taki urodziłem…”
Przez następne lata spotkałem wielu inspektorów i usłyszałem niezliczone opowieści o odbiorach. I —jak to w życiu —okazywało się, że pomimo zapewnień, nie zawsze ten Wykonawca był taki niewinny, a ten Inspektor taki straszny. Prawda zazwyczaj leży pośrodku, a obie strony toczą ze sobą zmagania przypominające trochę zawody sportowe. Mnie te zawody kojarzą się z piłką nożną, gdzie występują charakterystyczni gracze. Tych zawodników można by rozstawić w parach odpowiadających budowlanym realiom.
1. Inspektor Widmo kontra Wykonawca Solidny —dla wielu wykonawców wymarzone losowanie.
Nikt się nie wtrąca, robota idzie, inspektor podpisuje — jest super. Do czasu, kiedy wejdzie ktoś z ławki rezerwowej i nastąpi zmiana. A wtedy wygrana przez Wykonawcę nie koniecznie będzie oczywista.
2. Inspektor Grzeczny kontra Wykonawca Cwaniak —w rozgrywkach bardzo częste spotkanie.
Wykonawca wszystko robi jak chce i kiedy chce, Inspektor bezsilnie usiłuje ucywilizować spotkanie. Mecz jest jednak sprzedany, bo Wykonawca ma układ z kimś wyżej.
3. Inspektor Gwiazda kontra Wykonawca Osaczony —w tym meczu zwycięzcą może być tylko On.
On Alfa i Omega, Bóg i Car. Musi być nerwowo, głośno, musi być komplet publiczności. Dla efektu nie zawaha się nawet przerwać spotkanie wpisem do Dziennika Budowy.
4. Inspektor Spółdzielca kontra Wykonawca Bankomat —w tym spotkaniu wszystko jest jasne: wiadomo, kto sprzedaje, a kto kupuje.
5. Inspektor Inżynier kontra Wykonawca Oszust —bardzo często rozgrywany mecz.
Wygrywa najczęściej Inspektor —jak prze-trwa kontuzje kardiologiczne, psychiatryczne i nerwowe. Wykonawca fauluje i oszukuje bezustannie i jest wiecznie zdziwiony, że ktoś stale zwraca mu na coś uwagę.
6. Inspektor Badacz kontra Wykonawca Stoik —często rozgrywane spotkanie ze wskazaniem na remis.
Wszystko zależy od cierpliwości Wykonawcy i dociekliwości Inspektora.
7. Inspektor Consigliere kontra Wykonawca Ofiara —tu inspektor jest jak Tom Hagen w „Ojcu Chrzestnym”. Plan powstał wcześniej, on go tylko realizuje, a Wykonawca może się tylko modlić, żeby nie musiał zamknąć firmy.
8. Inspektor Policjant kontra Wykonawca Bandyta —wbrew pozorom Inspektor nie zawsze wygrywa.
Czasami dla dotrzymania terminów i zapobieżeniu płacenia kar Bandyta może wygrać.
I można mnożyć jeszcze więcej opisów — większość czytelników zna te rozgrywki doskonale. Problem tak naprawdę nie dotyczy graczy, ale zasad gry: kto i jak je ustala i czy zmienia je w trakcie spotkania. Mamy Polskie Normy, Prawo Budowlane, Umowy. Ale ile razy dzwoni ktoś znajomy i błaga: „znajdź, daj mi jakąś normę, zawziął się na mnie, nie chce mi odebrać”. Te normy oczywiście są ogólnodostępne, jak czegoś nie ma to zazwyczaj jest w normach niemieckich lub innych europejskich. Ale kto te papiery nosi ze sobą?
A przecież można by, na wzór zachodnich sąsiadów, opracować praktyczne zastosowanie norm. I tak na przykład: zęby na posadzce —pod
poziomicę dwumetrową można podłożyć najwyżej dziesięciogroszówkę. Na fasadzie do pionu pod listwę nie może wejść nic ponad „piątaka”. Tych sposobów sprawdzania zgodności z Normami można opracować bardzo wiele, problem, kto to opracuje i uwierzytelni. Może Izba Rzemieślnicza, może ZPBK? Na pewno skorzystaliby wszyscy — najwięcej kamieniarze. Ale i klienci również.
Tęsknię czasem za panem W. Zasady spotkania z nim były ustalone jasno i klarownie: był twardy, nieustępliwy i wymagający. Z perspektywy czasu doceniłem fakt, że miałem okazję zagrać z samym Diego Maradoną. W tym meczu nie sposób było go pokonać, ale dopiero dzisiaj zrozumiałem, że istotą była gra, a nie wynik.

| « poprzednia | następna » |
|---|