
Ostatnimi czasy hasło „hybryda” głównie kojarzy się nam z samochodami, które według zapewnień producentów są oszczędniejsze, mocniejsze i ekologiczne. Czym jest naprawdę hybryda?
Krótka wizyta na stronie Wikipedii i… okazuje się, że brak jest jednoznacznej, prostej definicji. Istnieje wiele haseł związanych ze słowem hybryda. Można znaleźć tam określenia: lakier hybrydowy do paznokci, hybryda biologiczna, hybryda napędu jako mechaniczny układ współdziałający, hybryda jako rodzaj neologizmu, hybryda jako połączenie przeciwstawnych myśli politycznych... Czy wreszcie określenie z heraldyki, w której dość często można odnaleźć na starych herbach fantastyczne zwierzęta będące połączeniem cech zwierząt realnie istniejących, na przykład: gryf – pół orzeł, pół lew. W takie rozumienie hybryd wpasowuje się również: warszawska syrenka czy mityczny pegaz.
Według mnie stąd właśnie wywodzi się geneza nazwy „hybrydowy”. A nazwa robi w ostatnich latach sporą karierę. Mamy wojnę hybrydową, łodzie hybrydowe (skrzyżowanie pontonu z łodzią), zasilanie hybrydowe, nawet studia hybrydowe. A w reklamie usłyszałem nawet o hybrydowym proszku do prania (nie pytajcie mnie o co chodzi, bo chyba nawet producent tego proszku nie wie).
Słowo jak słowo – modne i tyle. Ja jednak będę się trzymał twierdzenia, że hybrydy są mityczne i niekoniecznie realne. Ewentualnie są nieskutecznymi tworami.
Ale co hybrydy mają wspólnego z kamieniarstwem? Dziwię się, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, aby o konglomeratach mówić „kamień hybrydowy”, a firmę kamieniarską, której właściciel ma również hotel lub zajazd, określać jako działalność „kamieniarska hybrydowa”.
Zgadza się, że w teorii marketingu mocno podkreślana jest konieczność posiadania przez firmy – jak to ładnie nazwano – różnych jednostek biznesu. Ale poza wspólnym kapitałem nie powinno ich nic łączyć.
Pod koniec minionego sezonu usłyszałem w branży określenie „hybrydowy” w zabawnym kontekście. W jednym z zakładów, w automacie polerskim, diabli wzięli automatykę. A dokładnie sterowanie przesuwu głowicy. Roboty było dużo, więc operator przykręcił kawał pręta i sterował ręcznie. Można? Można. Zabawne było, że sprzedawca zapewniał klienta, że poler będzie rewelacyjny, bo „mamy polerkę hybrydową”.
W branży mamy jednak więcej hybryd. Największa i najbardziej mistyczna to pieniądze – jako skrzyżowanie faktur, kosztów i stanu konta. Realia znamy.
Inny przykład – na świeżo ułożonej posadzce granitowej pojawiły się plamy. Oburzony inwestor usłyszał, że to niemożliwe, bo przecież klejone było supernowoczesnym klejem hybrydowym. Hybrydowość polegała na skrzyżowaniu solidnego kleju do kamienia z najtańszym klejem do płytek ceramicznych – uczciwie: pół na pół.
Ciekawostką dla mnie jako psiarza jest panująca ostatnio moda na tworzenie mieszanek ras psów. Powstały krzyżówki wielu znanych ras w celu osiągnięcia oczekiwanego efektu: wygląd plus charakter. I, o dziwo, nawet Światowy Związek Kynologiczny, wpisuje niektóre przypadki do re-jestru nowych ras. Tak powstały rasy Labradoodle, czyli połączenie pudla z labradorem, czy Schnoodle – krzyżówka sznaucera z pudlem).
Tak więc tworząc koncepcje hybrydowe uważajmy czy przypadkiem hasło „hybrydowe” nie jest usprawiedliwieniem lub dorabianiem teorii do niezbyt sensownych pomysłów.
_______
fot.https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/6/67/Zeedonk_800.jpg
| « poprzednia | następna » |
|---|