
Pamiętacie Adama Słodowego? Od końca lat 50-tych do 1983 roku prowadził w telewizji program „Zrób to sam”. Łącznie przez 505 odcinków pokazywał, jak z ogólnie dostępnych rzeczy można zrobić zabawki i przedmioty użytkowe. Czegóż tam nie było! Autko z napędem, miniaturowa wiertarka, lampa na biurko, skarbonka na zamek cyfrowy i wiele innych.
Wielu z nas wychowało się w duchu „zrób to sam”. Zwłaszcza, że w tamtych latach faktycznie niektóre rzeczy były nie do zdobycia i jedynym wyjściem była taka droga. A i sam Adam Słodowy poszedł dalej pisząc – już nie dla dzieci – całkiem poważne poradniki, np. „Budujemy przyczepki campingowe”.
I chyba można przyjąć, że 24 lata emisji programu, w ciężkich czasach, miało znaczący wpływ na niektóre nasze cechy narodowe. Pozytywne na pewno jest wykształcenie w nas poglądu, że wszystko się da, tylko trzeba chcieć.
Polacy wyjeżdżający do pracy na tzw. „Zachód” byli cenieni między innymi za tę cechę. Znajomy wspominał, że kiedy pracował w Niemczech i zepsuł się „paleciak”, to miejscowi pracownicy powiadomili szefa i zaprzestali roboty. On przyjrzał się sprawie i przy pomocy tego, co znalazł – czyli kawałka drutu i pręta zbrojeniowego – uruchomił zawziętą maszynę.
Oczywiście taka smykałka jest cenna, ale tylko jako tymczasowe załatwienie sprawy. Gorzej, gdy prowizorka pozostaje na dłużej, jako normalne rozwiązanie. Niestety, jak wiadomo powszechnie, prowizorki zwykle trwają bardzo długo. Niby pamiętamy, że trzeba to zrobić porządnie, ale... ciągle nie ma na to czasu (pieniędzy). I tak konstrukcje rodem z programu Słodowego opanowują naszą codzienność.
W naszej branży też tak jest.
Faktycznie, gdy po przemianach ustrojowych i gospodarczych branża ruszyła, na maszyny nikogo nie było stać. Zgodnie z tradycją „zrób to sam” powstało wiele maszyn własnej konstrukcji. Niektóre z nich pracują do tej pory. I do tej pory wielu branżystów zaczyna kombinować widząc każdą maszynę, która wygląda na nieskomplikowaną: „jakbym tak poprosił sąsiada Staszka, to za flaszkę pospawałby mi taką konstrukcję, a tu zamiast paska klinowego dałoby się łańcuch z roweru” itd. itd. Niedawno w jednym z zakładów widziałem wiertarkę całą owiniętą taśmą izolacyjną. I tak funkcjonujemy w duchu Adama Słodowego.
Niby zaradność jest cechą pozytywną, ale własne konstruowanie maszyn czy naprawy realizowane drutem i taśmą klejącą niosą sporo zagrożeń. Pół biedy, jeśli spowodują tylko straty materialne. Parę lat temu widziałem, jak naprawiona takimi metodami suwnica nagle osunęła się pół metra w dół, przewracając dwa stojaki z płytami. Gorzej, jeśli z takiego powodu dojdzie do wypadku przy pracy. Inspekcja pracy, policja, może i prokurator, rozliczą właściciela tak, że zakup dowolnej maszyny, czy naprawa przez najdroższy nawet serwis, będzie jak zakup bułki w markecie.
Ale czy uświadomienie sobie możliwych konsekwencji spowoduje zmianę w naszym myśleniu? Chyba nie od razu.
Pisząc ten tekst przypomniałem sobie, że żona wczoraj znów wspominała, że roleta w oknie się zacina. Oglądałem tę roletę i już zacząłem kombinować, że jak w miejsce ułamanego plastiku wtopię kawałek drutu, to będzie działać. Jednak zmiany zaczynam od siebie. Zadzwonię po fachowców – niech zrobią to, jak należy. Mam tylko nadzieję, że ci, którzy przyjdą, nie oglądali przez lata Adama Słodowego.
Wam też, drodzy czytelnicy, proponuję o „Zrób to sam” pamiętać tylko w kontekście wspomnień z młodości i nieszkodliwych pasji. W pracy pozostańmy profesjonalistami.
| « poprzednia | następna » |
|---|